<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876</id><updated>2012-02-02T23:43:19.863+01:00</updated><category term='kuchnia indyjska'/><category term='zupy'/><category term='czosnek'/><category term='kawa'/><category term='jabłka'/><category term='pomidory'/><category term='jeżyny'/><category term='piekarnia'/><category term='bita śmietana'/><category term='czereśnie'/><category term='jagody'/><category term='biała czekolada'/><category term='ogórek'/><category term='miód'/><category term='maliny'/><category term='comfort food'/><category term='szpinak'/><category term='koper'/><category term='kuchnia  żydowska'/><category term='kuchnia włoska'/><category term='marchew'/><category term='cytryna'/><category term='naleśniki'/><category term='food design'/><category term='muffinki'/><category term='jesień/zima 2009/2010'/><category term='ryż'/><category term='pomarańcze'/><category term='figi'/><category term='kruche ciasto'/><category term='kuchnia francuska'/><category term='soczewica'/><category term='mięta'/><category term='groszek'/><category term='słodko'/><category term='płatki owsiane'/><category term='kurczak'/><category term='cynamon'/><category term='ciastka'/><category term='ciasteczko na...'/><category term='banan'/><category term='imbir'/><category term='kalafior'/><category term='ziemniaki'/><category term='makaron'/><category term='gruszka'/><category term='łosoś'/><category term='sery'/><category term='dynia'/><category term='owoce'/><category term='warzywa'/><category term='masło orzechowe'/><category term='jajka'/><category term='bliny'/><category term='sałatki'/><category term='serniki'/><category term='ciasta'/><category term='bezy'/><category term='wiśnie'/><category term='czekolada'/><category term='brzoskwinia'/><category term='truskawki'/><category term='pierogi'/><category term='szybkie gotowanie'/><category term='kokos'/><category term='orzechy'/><category term='lody'/><category term='mascarpone'/><category term='słono'/><category term='Boże Narodzenie'/><category term='rukola'/><category term='cebula'/><category term='warto odwiedzić'/><category term='rabarbar'/><category term='chleb'/><category term='bakłażan'/><category term='desery'/><category term='karmel'/><category term='kuchnia rosyjska'/><category term='kapusta'/><category term='śniadanie'/><category term='cukinia'/><category term='śliwki'/><category term='zbytecznik kuchenny'/><title type='text'>bułka z masłem</title><subtitle type='html'>bo gotowanie jest proste, bo proste jest  pyszne</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>162</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-964499594431751141</id><published>2012-01-29T19:12:00.000+01:00</published><updated>2012-01-29T19:14:48.379+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sery'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='śniadanie'/><title type='text'>Kuchenne rękodzieło</title><content type='html'>&lt;img src="http://2.bp.blogspot.com/-mu97heuAf8c/TyCFJolZP3I/AAAAAAAACFo/Hs7e4h0D4MM/s800/IMG_42061_1.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5701703528810626930" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Lubicie robótki ręczne? W odległych czasach dzieciństwa pewnie każdy z nas uszczęśliwiał członków rodziny wyrafinowanymi prezentami produkcji własnej. Kiedy byłam już trochę starsza, mama i babcia dostawały naprawdę ładne serwetki, często w banalne krzyżyki, ale czasem był to wysublimowany haft richelieu czy, mój ulubiony, nie tak trudny, lecz bardzo efektowny, hardanger. Przy tego typu działalności niezbędna jest cierpliwość, a wiadomo, że tej zawsze mam deficyt. (Charakter należy jednak ciągle uszlachetniać i podjęłam pewne, wyjątkowo wymagające = nudne i pracochłonne, rękodzielnicze wyzwanie, prawie mi się płakać od tego chce, ale obiecałam sobie, że to zrobię. Jak skończę, to się pochwalę ).&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Czy kuchenne rękodzieło również wymaga cierpliwości? Wydaje mi się, że można pokusić się o taką teorię: jeśli przy czymś trzeba się dużo napracować (np. przetwory), to efekty są w miarę szybkie. Jeśli zaś coś składa się zaledwie z paru ruchów, tam przesypać, tu zamieszać, to zwykle czas oczekiwania na rezultaty jest długi. Nie jest to szczególnie przemyślana teoria, bo wymyśliłam ją w tej chwili, ale przykłady, o których zaraz będzie mowa, ją potwierdzają. Takie pieczenie chleba. Na zakwasie nawet. W pewnym uproszczeniu, wymaga odmierzenia i wymieszania składników, a główna trudność polega na czekaniu, aż ciasto wyrośnie. A potem się upiecze. Chyba, ale za to nie ponoszę odpowiedzialności, że ktoś uprze się wybrać przepis, w którym chleb się wyrabia. Tak, wtedy jest ciężko, długo i męcząco.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak, że potrafię upiec chleb, chociaż za każdym razem sprawia mi to taką samą radość, wiem od dawna, chciałam spróbować czegoś nowego. Stary numer dodatku kulinarnego do GW natchnął mnie, jak można wykorzystać zapomniane odkrycie mleka od krowy (&lt;a href="http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2011/09/mleko-od-krowy.html"&gt;klik!&lt;/a&gt;): takie mleko można postawić na zsiadłe. A ze zsiadłego można zrobić ser. Cała praca do wykonania to trzykrotne przelanie mleka i tego, co z niego powstaje, z jednego naczynia do drugiego. Czekania jest mnóstwo (u mnie chyba 5 dni), ale w tym czasie można pomalować paznokcie albo zająć się czymś innym, równie pożytecznym. A za wykazanie się tak wspaniałą siłą charakteru na pewno spotka nas nagroda w postaci własnego, pysznego serka.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/-VIop1o5Nj1c/TyCE8QFt0LI/AAAAAAAACFE/jepUxK7E5TI/s800/IMG_4232_1.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5701703298897006770" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Domowy biały ser&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;dowolna ilość niepasteryzowanego mleka (z 1l wyszedł mi malutki, najwyżej 150 g serek)&lt;br /&gt;gaza&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Świeże (nieprzegotowane!) mleko wlać do dowolnego naczynia, postawić w ciepłym miejscu i czekać, aż mleko się zsiądzie – czyli na górze oddzieli się śmietana, a na dole zostanie serwatka. U mnie trwało to pięć dni.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Zsiadłe mleko przelać do garnka i delikatnie podgrzać – z mojego dotychczasowego doświadczenia wynika, że im krócej, tym lepiej. W żadnym wypadku mleka nie należy gotować! Chodzi tylko o to, żeby ponownie coś tam oddzieliło się od czegoś tam.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Sitko wyłożyć gazą i przelać tam mleko. Kiedy większość serwatki oddzieli się od sera, zawiązać gazę w supeł i podwiesić np. na kranie. Znowu czekać. Ile? Aż ser będzie tak zwarty, jak lubicie, ja trzymałam go w ten sposób najwyżej godzinę.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Jeśli nie możecie dostać niepasteryzowanego mleka, to należy zrobić tak (aczkolwiek tylko przepisuję, bo nie próbowałam): dowolne mleko (np. UHT) zagotować i studzić, aż będzie letnie. Wymieszać z kwaśną śmietaną (2-3 łyżki na każdy na litr mleka) i postawić na zsiadłe. Dalej postępować zgodnie z przepisem.&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/-3hRTmKEqV1A/TyCFFhJ_fnI/AAAAAAAACFc/xPCIQOWMgmI/s800/IMG_4240_1.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5701703458097167986" border="0" /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-964499594431751141?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/964499594431751141/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=964499594431751141&amp;isPopup=true' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/964499594431751141'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/964499594431751141'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2012/01/kuchenne-rekodzieo.html' title='Kuchenne rękodzieło'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-mu97heuAf8c/TyCFJolZP3I/AAAAAAAACFo/Hs7e4h0D4MM/s72-c/IMG_42061_1.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-8480011842869012774</id><published>2012-01-24T19:05:00.005+01:00</published><updated>2012-01-24T19:05:00.647+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='orzechy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='słodko'/><title type='text'>Na kawę i ciastko. Podróż w czasie wliczona w rachunek</title><content type='html'>&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/-NpeErSofe_M/Tx6T96JoFJI/AAAAAAAACEs/qBKGyD1cCMc/s800/IMG_60082.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5701156870088561810" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To mogłoby wydarzyć się w Wiedniu. Wystarczy jednak pojechać do Krakowa i wraz z tłumem turystów skierować swe kroki ku Sukiennicom. Póki co, ciupagi i bursztyny zostawiamy na później i szukamy wejścia do kawiarni Noworolskiego. Chociaż niby jest w miejscu świetnym i eksponowanym, to jednak trudno ją zauważyć (podpowiadam więc, że to po stronie kościoła Mariackiego), trzeba mieć także trochę odwagi by tam wejść, bo nobliwe wnętrze onieśmiela.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A za szybką czeka inny świat. Nawet osoby zupełnie pozbawione wyobraźni, wśród ciężkich dekoracji, wielkich luster i stylowych mebli, prędzej są sobie w stanie wyobrazić ściśnięte gorsetami panie w wielkich kapeluszach niż dwie dziewczyny w dżinsach (chociaż, szczerze mówiąc, miałam jednak spódnicę, jedną z moich ulubionych, w matrioszki), czyli Monikę i mnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kawiarnia powstała w 1910 roku i chociaż przechodziła różne koleje losu (których Wam oszczędzę), to ciągle należy do rodziny Noworolskich. Podobno nadal, tak jak w najdawniejszych jej dziejach, przychodzi tu elita Krakowa. Co być może pozostaje w sprzeczności z faktem, że we wnętrzu unosi się duch mieszczański, prosto z Zapolskiej. Właściwie ta recenzja mogłaby się na tym zakończyć, bo to atmosfera jest głównym powodem, dla którego do Noworola warto wstąpić. Żeby jednak oddać mu sprawiedliwość, zamówiony przeze mnie trójczekoladowy mus na biszkoptowym spodzie (tort fantazja, jak mi się wydaje) był naprawdę pyszny i muszę kiedyś sama tego spróbować. Jeśli czegoś zabrakło, to dyskretnej i fachowej kelnerskiej obsługi. Nie chcę przez to powiedzieć, że z kelnerem, który nas obsługiwał, było coś nie tak. Jednak był to, jak wszędzie, student, a nie pasujący do tego miejsca i tej epoki pan w średnim lub starszym wieku, z wyniosłą miną, pełen dumny ze kelnerskiej profesji; ale może tylko tak się rozmarzyłam oglądając ostatnio „Obsługiwałem angielskiego króla".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prawa ekonomii są nieubłagane, a pokusa uniknięcia składek ZUS, którą gwarantuje zatrudnianie studentów duża, my tymczasem przechodzimy do zupełnie innych pokus. Przepis dzisiaj oryginalny z Noworola, do tego niewymagający pieczenia i żadnych kulinarnych talentów, a jedynie zaliczonych zajęć plastycznych w przedszkolu. Jest jedno małe ale, można je jednak spokojnie ominąć, o czym dalej w przepisie. Jak zauważycie, całość łączy się za pomocą mocnego alkoholu, czy czuć go bardzo, czy tylko trochę - zdania były podzielone, trzeba więc spróbować samemu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.przy-stole.blogspot.com/" target="_blank"&gt;Monice&lt;/a&gt; dziękuję za kolejną wyprawę i lecę sprawdzić, co ona napisała i upiekła.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/-TxOCljtXEPw/Tx1_L_ZIbuI/AAAAAAAACEg/9NVKQt5Tnu0/s800/IMG_41361.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5700852547293048546" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Palermo&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;źródło: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kuchnia&lt;/span&gt; 3/2003, przepis podany przez kawiarnię „Noworolski”&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;500 g mielonych orzechów włoskich&lt;br /&gt;500 g cukru pudru&lt;br /&gt;50 g drobno posiekanej skórki pomarańczowej w cukrze&lt;br /&gt;50 ml brandy&lt;br /&gt;50 ml spirytusu&lt;br /&gt;orzechy do ozdoby&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;polewa:&lt;br /&gt;100 g cukru&lt;br /&gt;kilka łyżek wody&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Wszystkie składniki przełożyć do miski i dobrze wymieszać. I to właściwie koniec przepisu ;) &lt;/li&gt;&lt;li&gt;Z masy formować kulki, ja robiłam takie na około 3-4 cm średnicy. Kulki lekko spłaszczać, ozdabiać orzeszkiem i wbić w każdą kulkę wykałaczkę. Odstawić na noc lub przynajmniej kilka godzin.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Następnego dnia: rozpuścić cukier z wodą (powinno jej być tyle, by cukier nią nasiąkł) i gotować do uzyskania syropu. I tu jest właśnie to "ale". Oryginalny przepis zatrzymuje się  w tym momencie, ja zaufałam jemu, zamiast własnemu doświadczeniu (co zawsze, zawsze, się źle kończy) i dlatego moje kulki są matowe, a nie piękne i błyszczące. Jeśli mają być błyszczące, gotujcie syrop tak długo, aż przestanie gwałtownie bulkać. Jeśli zacznie się karmelizować, to znaczy, że właśnie przegapiliście właściwy moment, ale to nic, bo to i tak lepiej, niż w ten sposób, w który ja zrobiłam. &lt;/li&gt;&lt;li&gt;Syrop zdjąć z ognia i maczać w nim palermo tak, by całe pokryło się polewą. Odkładać na pergamin i wyjmować wykałaczkę. Jeśli syrop zacznie za bardzo się ciągnąć (w postaci cukrowych nitek), należy go podgrzać.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Wersja bardzo łatwa (zamiast cukrowej polewy): zróbcie trochę mniejsze kulki i obtoczcie je w kakao, cukrze pudrze albo polejcie czekoladą.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Zrobiłam z połowy porcji, wszyły mi 22 kulki. &lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://2.bp.blogspot.com/-IpLm1-TtpOw/Tx1_ICamCEI/AAAAAAAACEU/lfeiXr-i2Zc/s800/IMG_41211.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5700852479385012290" border="0" /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-8480011842869012774?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/8480011842869012774/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=8480011842869012774&amp;isPopup=true' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/8480011842869012774'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/8480011842869012774'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2012/01/na-kawe-i-ciastko-podroz-w-czasie.html' title='Na kawę i ciastko. Podróż w czasie wliczona w rachunek'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-NpeErSofe_M/Tx6T96JoFJI/AAAAAAAACEs/qBKGyD1cCMc/s72-c/IMG_60082.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-6331757173078413892</id><published>2012-01-17T14:26:00.000+01:00</published><updated>2012-01-17T14:35:12.266+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='orzechy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='słodko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czekolada'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='karmel'/><title type='text'>Gdy w kominie szurum, burum</title><content type='html'>&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/-C_GMqJUUcSs/TxRnhwDd6EI/AAAAAAAACEI/OMDL5KqbHNs/s800/IMG_39991.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5698293258063308866" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Akcja dzisiejszej opowieści toczy się w zeszły piątek. Za oknem szalała śnieżna wichura, w kominie szalał wiatr, wydając odgłosy jak w najlepszych gotyckich filmach grozy. Ja starałam się nie poddawać i z pogodnym uśmiechem wszystko-będzie-dobrze jadłam pyszną tortillę z ziemniakami, brokułami i groszkiem. Mimo tego pozytywnego nastawienia w środku miałam ciężką gulę, która mówiła mi, że wszystko jest jednak bez sensu i nigdy już nic nie będzie mi się chciało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najlepszym remedium na powyższe problemy zawsze stanowi pieczenie, co z energią, pozostającą w sprzeczności z moim poprzednim nastrojem, zrobiłam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odkąd dwa lata temu po raz pierwszy upiekłam makaroniki uznałam to za pomyślnie zaliczoną sprawność i nie zawracałam sobie nimi głowy, bo w smaku nie taka znowu rewelacja, a i roboty dużo. Jednak jakiś impuls kazał mi do nich niedawno  powrócić i okazała się to miłość od drugiego wejrzenia. Pracochłonne specjalnie nie są (nie wiem, jak mogłam tak myśleć, to tylko kwestia organizacji pracy), w smaku wydały mi się znacznie lepsze, i śliczne, nade wszystko tak śliczne, że mam ochotę co jakiś czas wyciągnąć je z lodówki i po prostu na nie popatrzeć, nawet, przysięgam, bez zjadania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym razem jednak wypróbowałam przepis, któremu trudno mi będzie się oprzeć: makaroniki o smaku snickersa. O ile bowiem nie przepadam za większością naładowanych chemią gotowych produktów, to niektóre słodycze są nie do zastąpienia, a zwłaszcza (och, kto by się spodziewał...), te z dodatkiem karmelu. Cóż, jeśli spojrzeć na to, czy prościej jest pójść do sklepu i kupić gotowy do zjedzenia batonik czy robić wieloetapowy przepis, to wiadomo, jak jest. Ale jeśli nie chodzi tylko o ochotę na coś słodkiego, ale cudowną i niezawodną ciastkoterapię, to wyprawa do pobliskiego spożywczaka tego nie zastąpi. Niezależnie od tego, co wybierzecie, kiedy w grę wchodzi czekolada i karmel, podejrzenia, że nigdy nie spotka Was już nic dobrego wydają się mocno przesadzone.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/-pVAemGCHZZo/TxRncm0cxnI/AAAAAAAACD8/JJtrycLsog4/s800/IMG_39781.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5698293169685055090" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-size:130%;" &gt;Makaroniki snickers&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;źródło: &lt;a href="http://www.tarteletteblog.com/2008/06/snickers-macarons.html" target="_blank"&gt;Tartelette&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Makaroniki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;100 g białek (~ 3 jajek), w temperaturze pokojowej, najlepiej oddzielonych co najmniej dobę wcześniej&lt;br /&gt;200 g cukru pudru minus dwie łyżki&lt;br /&gt;50 g drobnego cukru kryształu&lt;br /&gt;2 łyżki kakao&lt;br /&gt;55 g mielonych migdałów&lt;br /&gt;55 g mielonych orzeszków ziemnych&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Krem czekoladowy:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;100 g mlecznej czekolady&lt;br /&gt;100 ml śmietany kremówki&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sos karmelowy:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;160 g cukru&lt;br /&gt;2 łyżki solonego masła (albo niesolonego, ja dodałam do masy trochę soli, chociaż podobno to nie to samo)&lt;br /&gt;100 ml śmietany kremówki&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;dodatkowo: orzeszki ziemne&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Cukier puder wymieszać dokładnie z orzeszkami, migdałami i kakao. Białka ubić na sztywną, lśniącą pianę (czyli spokojnie można odwrócić miskę do góry dnem i nic nie wypada), dodać cukier kryształ i ubijać jeszcze 3 minuty, aż cukier się rozpuści.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Do białek dodać połowę orzechowo-cukrowej mieszanki i delikatnie wymieszać łopatką. Bardzo ważne: trzeba mieszać od dołu miski, a nie kręcić masą w kółko - co jest zresztą skuteczniejsze dla każdej masy, możecie zrobić eksperyment, ale na jakimś mniej wrażliwym cieście. Kiedy masa będzie wymieszana dodać drugą część orzechów z cukrem i dalej mieszać.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Na formę wyłożoną papierem do pieczenia wykładać niewielkie, okrągłe porcje ciasta. Ja robię to dwoma łyżeczkami (1 porządna łyżeczka = 1 ciastko), ale możecie też za pomocą tytki. Po uderzeniu blachą o blat nierówności na powierzchni makaronika powinny się wygładzić - jeśli tak się nie dzieje, zamieszajcie w masie jeszcze ze dwa razy.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Kiedy wszystkie makaroniki będą wyłożone, trzepnijcie blachą o blat i zostawcie ją w spokoju na 40-60 minut, do czasu, aż dotknięta powierzchnia ciasta będzie sucha.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Makaroniki należy piec 15 minut w 160 stopniach. Powinny łatwo odchodzić od pergaminu, ale w żadnym razie się nie zarumienić.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Po wyjęciu blachy z pieca chwilę odczekać, po czym przełożyć ciasteczka na półmisek.&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;Ganache czekoladowe&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Śmietanę zagotować w garnuszku, zdjąć z ognia, dodać do niej czekoladę w kawałkach i mieszać, aż cała się rozpuści. Odstawić do ostygnięcia i zgęstnienia (może być do lodówki).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Masa karmelowa&lt;br /&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Cukier włożyć do garnka, dodać (niekoniecznie, ale tak jest łatwiej) kilka łyżek wody, postawić na gazie i czekać. W czasie kiedy cukier jeszcze się nie rozpuścił można mieszać, później już nie, bo wszystko się zestali w jedną cukrową bryłę. Jeśli macie silną potrzebę ingerencji we wnętrze garnka, można nim potrząsać. Gotować do czasu uzyskania złotego karmelu - najpierw wszystko trwa bardzo wolno, ale jak cukier zacznie nabierać koloru idzie szybko, więc trzeba uważać. &lt;/li&gt;&lt;li&gt;Skarmelizowany, płynny cukier zestawić z ognia (ale nie wyłączać kuchenki), dodać masło, zamieszać - teraz można ewentualnie jeszcze na chwilę dać na gaz, jeśli chcemy uzyskać ciemniejszy kolor, ponownie zestawić z palnika, wlać śmietanę (może gwałtownie i niepokojąco bulgotać, a nawet częściowo się zestalić), mieszać energicznie i ponownie postawić na gaz. Gotować do momentu, kiedy upuszczona na zimny talerz kropla będzie zastygać.  &lt;/li&gt;&lt;li&gt;Karmel przełożyć do miseczki i dobrze wystudzić.&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;Składanie makaroników:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na połowę krążków nałożyć masę czekoladową ("tytką" lub po prostu za pomocą dwóch łyżeczek), zostawić trochę miejsca przy brzegach, bo przy składaniu makaroników masa się rozejdzie. Na czekoladę nałożyć kilka orzeszków ziemnych, najlepiej tak, by je było widać po złożeniu. Na drugą połowę krążków nałożyć karmel (mniej niż czekolady), złączyć ze sobą dwie połówki i zajadać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uwagi:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z przepisu teoretycznie wychodzi 16 makaroników, ja musiałam robić bardzo małe, bo uzyskałam aż 28! Zużyłam na nie całą masę czekoladową, ale tylko połowę karmelu - jednak z jego wykorzystaniem nie powinno być problemów.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-6331757173078413892?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/6331757173078413892/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=6331757173078413892&amp;isPopup=true' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/6331757173078413892'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/6331757173078413892'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2012/01/gdy-w-kominie-szurum-burum.html' title='Gdy w kominie szurum, burum'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-C_GMqJUUcSs/TxRnhwDd6EI/AAAAAAAACEI/OMDL5KqbHNs/s72-c/IMG_39991.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-1500078891374831392</id><published>2012-01-13T11:54:00.000+01:00</published><updated>2012-01-13T11:56:20.106+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='płatki owsiane'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='słodko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='śniadanie'/><title type='text'>Słodko i coraz zdrowiej - kolejne podejście</title><content type='html'>&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/-1C9sc6PLN6I/TxAKeRAdReI/AAAAAAAACDY/9oQuWYgkI3Q/s800/IMG_39131.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5697065043701351906" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czy zdrowe (no, prawie zdrowe) jedzenie może być tak pyszne, że nie można się od niego oderwać? Oczywiście, że może. Inna sprawa, że nawet zdrowe jedzenie po przekroczeniu pewnej ilości przestaje być zdrowe, ale przecież nie będziemy się tym zajmować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po przeprowadzce staram się przywrócić swojemu życiu jakąś regularność i chociaż nie ma się co spodziewać, że zacznę wstawać o 7 (bo i po co?), na nogach nie zobaczycie mnie też raczej o 8, ale w tym, by po okresie żywieniowej anarchii przywrócić posiłkom właściwe proporcje składników odżywczych (czyli więcej warzyw i owoców, mniej słodyczy) jestem w zasadzie, w rozsądnym stopniu, konsekwentna. Postanowiłam więc wrócić także do owsianych batoników drugośniadaniowych. Pokazywałam Wam już kiedyś przepis na &lt;a href="http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2011/05/sodkie-czy-zdrowe-rozwiazanie-doskonae.html" target="_blank"&gt;batoniki z patelni&lt;/a&gt;, tym razem wypróbowałam wersję piekarnikową. Tamte były ok, ale te są niesamowite, właśnie takie, jak w pierwszym zdaniu tego wpisu. W gorzkiej chwili szczerości nachodzi mnie myśl, że za ich przewagę odpowiadają większe ilości cukru i masła, ale nie bądźmy drobiazgowi i tak są znacznie zdrowsze niż ich sklepowe odpowiedniki, które w siebie, przez lata, wpakowywałam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To jeden z tych uroczych przepisów, w których możecie użyć takich dodatków, jakie najbardziej lubicie, należy się tylko trzymać proporcji. Ja zrezygnowałam z wiórków kokosowych, podobno bezwartościowych, a nawet szkodliwych, a nie wiem dlaczego, chyba każdy przepis na batoniki je zawiera. Czekolada, hmm, nie jest obowiązkowa, ale za to jest niezbędna. Pieczecie zdrowe, pełne witamin, minerałów i błonnika batoniki, a pachnie ciastem czekoladowym. Obłęd.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS Właśnie natrafiłam na &lt;a href="http://smittenkitchen.com/2009/09/granola-bars/" target="_blank"&gt;przepis&lt;/a&gt; bez dodatku masła - do wypróbowania następnym razem!&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://2.bp.blogspot.com/-3y_pLsoHHmw/TxAKZ2hkFTI/AAAAAAAACDM/TPyNin6RRkU/s800/IMG_38941.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5697064967872976178" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-size:130%;" &gt;Batoniki musli&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;źródło: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Carres gourmands&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;na około 14 batoników&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;200 g płatków owsianych (używam górskich)&lt;br /&gt;90 g brązowego cukru&lt;br /&gt;łyżka miodu&lt;br /&gt;100 g masła&lt;br /&gt;60 g ziaren słonecznika&lt;br /&gt;100 g posiekanych daktyli&lt;br /&gt;2 łyżki czekoladowych groszków lub posiekanej czekolady&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Cukier, miód i masło rozpuścić w rondelku. Dodać do pozostałych składników (z wyjątkiem czekolady) umieszczonych w misce i porządnie wymieszać. Przełożyć na wyłożoną papierem do pieczenia formę. Ja użyłam okrągłej, o średnicy 24 cm. Masę posypać czekoladą, wyrównać, docisnąć. &lt;/li&gt;&lt;li&gt;Piec 30 minut w temperaturze 160 stopni. Po wyjęciu z piekarnika lekko ostudzić i pokroić na kawałki pożądanej wielkości. Zaraz po upieczeniu batoniki są całkiem miękkie i się rwą, dlatego nie da się ich pokroić, z kolei całkowicie wystudzone będą bardzo twarde i może być to trudny sprawdzian dla Waszego noża. Jeśli jednak mielibyście się martwić, który moment jest odpowiedni, to poczekajcie aż masa wystygnie.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Batoniki można przechowywać w lodówce, w zamkniętym pojemniku, około dwóch tygodni.  &lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/-pWmBjn6NRD4/TxAKjCTA6HI/AAAAAAAACDk/9Gi-zq_f0p0/s800/IMG_39201.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5697065125651998834" border="0" /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-1500078891374831392?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/1500078891374831392/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=1500078891374831392&amp;isPopup=true' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/1500078891374831392'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/1500078891374831392'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2012/01/sodko-i-coraz-zdrowiej-kolejne.html' title='Słodko i coraz zdrowiej - kolejne podejście'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-1C9sc6PLN6I/TxAKeRAdReI/AAAAAAAACDY/9oQuWYgkI3Q/s72-c/IMG_39131.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-2470663169251708531</id><published>2012-01-03T20:28:00.000+01:00</published><updated>2012-01-03T20:31:37.968+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='słodko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='śniadanie'/><title type='text'>Raz, dwa, trzy... próba piekarnika</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/-5Dn61Mpgapw/TwMCs3IHNYI/AAAAAAAACB4/606F9_Ul3Zs/s800/IMG_3761_1.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5693397323661915522" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Moje marzenia o szczęściu są bardzo proste, a ich częścią są leniwe poranki i śniadania składające się z kawy (rozpuszczalnej...) na mleku i słodkich bułek. Chyba nie ma więc w tym nic dziwnego, że pierwszy wieczór w nowym mieszkaniu spędziłam piekąc (w także nowym piekarniku) rodzynkowe bułeczki na pierwsze śniadanie.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Bo nowy rok tym razem przynosi mi coś naprawdę nowego. Ściślej mówiąc, to nowe zaczęło się już trzy miesiące temu, kiedy opuściłam (lecz na pewno nie porzuciłam!) Kraków i wróciłam do rodzinnych Katowic. Ostatni czas rzeczywiście wypełniały mi leniwe poranki niechętnie porzucane na rzecz prac remontowych (a w moim wykonaniu głównie porządkowych) w nowym mieszkaniu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To nie było takie łatwe powiedzieć sobie: dzisiaj się wreszcie przeprowadzam, ale początek roku to dobry moment. Trochę się boję, jak wszystko się ułoży, bo chyba pora wreszcie przerwać studenckie w długości wakacje, rozejrzeć się za pracą i przynajmniej czasami symulować dorosłość. Ha. Sama tego chciałam i na razie nie żałuję. Chociaż wcale a wcale nie mam natury awanturniczej, to czasem potrzebuję coś zmienić, to nudno stać w miejscu. Dosłownie i w przenośni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Samych zmian na lepsze w 2012 roku Wam życzę! I nie przejmujcie się, jeśli życie nie co dzień zafunduje Wam maślaną rodzynkową bułę - ma mnóstwo cholesterolu i miliony kalorii, a zwyczajna owsianka też jest pyszna!&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/-SOfqV5kh-Y4/TwMCxmk889I/AAAAAAAACCE/2IaxrlwRXKA/s800/IMG_3763_1.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5693397405118821330" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/-wn5FK61uqiU/TwMCosyoROI/AAAAAAAACBs/pGuQg_bBnEE/s800/IMG_3757_1.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5693397252167976162" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Maślane bułeczki&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;źródło: Marta Gessler, WO 31.12.2011&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;625 g mąki&lt;br /&gt;250 ml mleka&lt;br /&gt;250 g masła&lt;br /&gt;125 g cukru&lt;br /&gt;75 g drożdży&lt;br /&gt;7 żółtek&lt;br /&gt;opcjonalnie: 100 g rodzynek&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Drożdże pokruszyć do miski, zasypać połową cukru, dodać 150 g mąki i lekko podgrzane mleko. Porządnie wymieszać, aż drożdże się rozpuszczą. Odstawić do wyrośnięcia.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Żółtka utrzeć na kogel-mogel z pozostałym cukrem.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Do podrośniętego rozczynu dodać wszystkie pozostałe składniki (z wyjątkiem masła) i wyrabiać, aż ciasto będzie elastyczne i niezbyt lepiące. Miskę przykryć folią lub ściereczką i pozostawić do wyrośnięcia. Ciasto powinno podwoić swoją objętość (u mnie trwało to około godziny).&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Masło rozpuścić i letnie partiami dodawać do wyrośniętego ciasta. Wyrabiać, aż nie będzie się lepić i ciasto wchłonie całe masło. Pod koniec wyrabiania można dodać rodzynki.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Z ciasta odrywać małe kulki i rozciągać je na wałki długości ok. 30 cm. Zrobić z ciasta supeł tak, by zwisające końce miały po ok. 5 cm długości. Lewy koniec ciasta umieścić na pętli i przełożyć przez środek, prawy zawinąć od spodu i przez pętlę do góry. Połączyć obydwa końce. Brzmi skomplikowanie, ale działa. Można też zrobić zwykłe okrągłe bułeczki.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Gotowe bułki układać w sporych odstępach na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Odstawić jeszcze na kwadrans do wyrośnięcia.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Przed pieczeniem posmarować bułki jajkiem wymieszanym z łyżeczką wody. Piec około 25-30 minut w 180 stopniach.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Marta Gessler podaje, że z tych proporcji wyjdzie 30 bułek. Jednak będą mikroskopijne - dla mnie ciasta wystarczy na 16 dość dużych bułeczek.&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://2.bp.blogspot.com/-pwywwczaNeQ/TwMC2UrTu4I/AAAAAAAACCQ/pdMWSLJVnQ4/s800/IMG_3774_1.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5693397486212987778" border="0" /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-2470663169251708531?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/2470663169251708531/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=2470663169251708531&amp;isPopup=true' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/2470663169251708531'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/2470663169251708531'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2012/01/raz-dwa-trzy-proba-piekarnika.html' title='Raz, dwa, trzy... próba piekarnika'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-5Dn61Mpgapw/TwMCs3IHNYI/AAAAAAAACB4/606F9_Ul3Zs/s72-c/IMG_3761_1.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-5720648331317259893</id><published>2011-12-29T18:50:00.000+01:00</published><updated>2011-12-29T18:52:54.475+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='miód'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='słodko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Boże Narodzenie'/><title type='text'>Jak przetrwać po świętach</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5690864984312910210" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/-bp7b8zmrqTs/TvoDjT6uEYI/AAAAAAAACA8/GDusnjZwsXM/s800/IMG_3700_1.JPG" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jak mówi mądrość ludowa: święta, święta i po świętach. Zostały tylko niedojedzone resztki makowca, na które nikt już nie może patrzeć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak się jakoś składa, że chociaż moje Boże Narodzenie zwykle przypomina miks reklamówki Coca-coli i telefonii komórkowej (i mam tu na myśli wyłącznie pozytywne skojarzenia stąd płynące), to myśli poświąteczne są jakieś takie oklapłe, co mogłoby mieć na przykład związek z uczuciem ciężkości w żołądku, ale nie ma, ponieważ raz, że byłam bardzo wstrzemięźliwa, dwa, że nawet jakbym nie była, to pewnie pomógłby mi cud środek, wypatrzony także podczas przerwy reklamowej (a czy pisałam Wam już kiedyś, że prawie wcale nie oglądam telewizji?).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc... Zamiast poświątecznego pesymizmu, czas na przednoworoczny optymizm i jeszcze więcej świętowania. Zresztą, ze spełnianiem marzeń postanowiłam nie czekać AŻ do przyszłego roku i dwa spełniłam już teraz (niskie, przyziemne i kiczowate, ale dające mnóstwo radości). Jeśli więc odkrylibyście i u siebie oznaki przygnębienia, możecie, tak jak ja, wyleczyć je wizytą w centrum handlowym albo, jak zawsze, coś zjeść.  &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ten przepis miał pojawić się jeszcze przed Bożym Narodzeniem, a żeby tak się stało zdjęcia zostały zrobione już rok temu. Nie wyszło. Trudno. Ponieważ okres świąteczny jeszcze trwa, to może ktoś się jednak skusi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Dziękuję wszystkim osobom, który złożyły mi życzenia świąteczno-noworoczne, szczególnie tym, którym nie zdążyłam odpowiedzieć. Dzięki za pamięć, w przyszłym roku postaram się poprawić! (ups, czyżby postanowienie nr 1?). A życzenia noworoczne ode mnie jeszcze będą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5691171736174389858" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/-MuaTUQps8Oo/Tvsainpq6mI/AAAAAAAACBI/GImTsw0QMdQ/s800/IMG_6931_2.JPG" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na zdjęciu: piernik pieczony w formie na muffiny, przełożony  powidłem i marcepanem, polany czekoladą i ozdobiony śliwką w  czekoladzie. Za dużo? W końcu są święta!&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-size:130%;" &gt;Piernik mojej babci&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;4 jajka&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;250 g cukru&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;250 g miodu&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;250 g margaryny lub masła&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;1 szkl. mleka&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;2 dkg sody &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;500 g mąki&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;przyprawa do piernika&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;karmel: &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;3 łyżki cukru&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;5 łyżek wody&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt;Wykonanie:&lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;ol style="text-align: justify;"&gt;&lt;li&gt;3 łyżki cukru i 5 łyżek wody rozpuścić patelni i podgrzewać, aż się skarmelizuje na złoto-brązowy kolor. Nie mieszać w trakcie podgrzewania, bo wszystko się zbryli. Kiedy karmel osiągnie odpowiedni kolor natychmiast wlać do niego miód, wsypać przyprawę do piernika , wymieszać i ostudzić.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Żółtka utrzeć z cukrem, dodać roztopioną i ostudzoną margarynę, miód z karmelem, mąkę i mleko, w którym została rozpuszczona soda.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Z białek ubić pianę i domieszać do ciasta. Piec około 50 minut w temperaturze 180 stopni.  Przed wyjęciem z pieca sprawdzić patyczkiem, czy ciasto jest już upieczone. Podane proporcje wystarczą na dużą keksówkę lub małą i (chyba, to jednak było rok temu) 12 muffinek. Ciasto bardzo wyrasta, więc nie należy wypełniać form po brzegi.&lt;br /&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;div&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5691171807313456386" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/-XZ5vx_KmgEY/Tvsamwqi7QI/AAAAAAAACBU/Xen0Wyn7Mcw/s800/IMG_6942_2.JPG" border="0" /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-5720648331317259893?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/5720648331317259893/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=5720648331317259893&amp;isPopup=true' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/5720648331317259893'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/5720648331317259893'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2011/12/jak-przetrwac-po-swietach.html' title='Jak przetrwać po świętach'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-bp7b8zmrqTs/TvoDjT6uEYI/AAAAAAAACA8/GDusnjZwsXM/s72-c/IMG_3700_1.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-661695070552120392</id><published>2011-12-18T19:42:00.000+01:00</published><updated>2011-12-18T19:43:19.550+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pomarańcze'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='słodko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czekolada'/><title type='text'>Zapach prawie świąteczny</title><content type='html'>&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;p align="center"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5685556190329563778" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/-v5n1RutLTcM/TucnO1Md6oI/AAAAAAAACAM/GgmWOf8iGfA/s800/IMG_3602_1.JPG" border="0" /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div align="justify"&gt;Jak bez wysiłku i marnowania czasu poczuć w domu magię Bożego Narodzenia? Otóż dzięki świeczkom zapachowym: "Kiedy zapalisz taką świeczkę w pokoju, nie musisz już nic robić w kuchni i tak wszyscy pomyślą, że jesteś supergospodynią!" - taką radę wyczytałam w kolorowym magazynie (który, jak się przekonacie również następnym razem, był dla mnie cennym źródłem inspiracji).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Świetnie, tylko uważam ten pomysł za oszałamiająco bezsensowny i nie tylko dlatego, że nie mam parcia na to, by ktokolwiek uważał mnie, zresztą w tym przypadku niesłusznie, za supergospodynię. Czekolada, wanilia, karmel, pomarańcze, klementynka z żurawiną albo imbirowa gruszka z kardamonem - pomysłowość producentów jest niewyczerpana. Jednak tkwiąc w domu wypełnionym zapachem syntetycznego piernika czy też makowca, ma się ochotę je zjeść, a nie tylko powąchać. Tymczasem do jedzenia nic nie ma. Radosny i pogodny nastrój pryska, a zostaje pusty żołądek i powtórkowy film w telewizji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja mam oczywiście inną propozycję. Nuty pomarańczy i czekolady nadają temu najzwyklejszemu ze zwykłych ciastu świąteczną nutę. Ciasto jest intensywne w smaku, więc chociaż należę do osób, które jedząc pierwszy kawałek myślą o następnym, to nawet ja wolałam smakować je po trochu. Czekoladowa polewa może nie jest niezbędna, ale dodaje głębi i także wilgotności, bo jednak jest to babka, czyli sama w sobie raczej suchawa. Najlepsze zaś jest to, że z przygotowaniem tego wypieku poradzi sobie każdy i to w czasie krótszym niż wyprawa po świeczki, warunkiem jest tylko posiadanie miksera. Jeśli uważacie się za niezdarnych i leniwych, zamiast przygotowywać polewę, która jest tu jedynym słabym ogniwem, i trzeć skórkę pomarańczową, możecie użyć gotowej polewy (do podgrzania w mikrofalówce...) i olejku pomarańczowego. Nie są to jednak rady, z których ja kiedykolwiek miałabym zamiar skorzystać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5685556265287609650" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/-nZtWT7EbSX4/TucnTMb27TI/AAAAAAAACAY/socS5aYcLUE/s800/IMG_3628_1.JPG" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Ciasto czekoladowo-pomarańczowe&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;źródło: &lt;em&gt;Czekolada&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;175 g mąki&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;175 g cukru pudru&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;175 g masła&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;3 jajka&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;1 łyżeczka proszku do pieczenia&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;skórka starta z pomarańczy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;6 łyżek soku pomarańczowego&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;75 g posiekanej gorzkiej czekolady&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;polewa:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;1/4 szkl. cukru&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;40 g masła&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;1 czubata łyżka kakao&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;dodatkowo: skórka pomarańczowa do dekoracji (aromat pomarańczy jest bardziej intensywny)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;&lt;div align="justify"&gt;Cukier utrzeć z masłem, dodawać po jednym jajku, ciągle ucierając. Dodać skórkę i sok pomarańczowy oraz mąkę z proszkiem do pieczenia. Następnie domieszać łyżką posiekaną czekoladę.&lt;/div&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;div align="justify"&gt;Ciasto wyłożyć na wysmarowaną tłuszczem formę (u mnie silikonowa niska forma z kominkiem, o średnicy 24 cm) i piec ok. 30 min. w 190 stopniach lub do czasu, aż patyczek włożony do ciasta wychodzi suchy.&lt;/div&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;div align="justify"&gt;Po upieczeniu ciasto wyjąć z formy i wystudzić.&lt;/div&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;div align="justify"&gt;Polewa: wszystkie składniki polewy włożyć do garnka, mieszając rozpuścić i zagotować - trzymać chwilę na ogniu, aż masa trochę zgęstnieje i gorącą polać ciasto. Jeśli składniki nie chciałyby się dobrze połączyć (co nie zdarzyło mi się nigdy, oprócz tego razu, kiedy przygotowywałam to ciasto dla Was) dodać kilka łyżek wody. Jeśli tego typu polewę uważacie za ersatz, można też użyć dobrej jakości stopionej czekolady, ja jednak bardzo ją lubię.  &lt;/div&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-661695070552120392?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/661695070552120392/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=661695070552120392&amp;isPopup=true' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/661695070552120392'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/661695070552120392'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2011/12/zapach-prawie-swiateczny.html' title='Zapach prawie świąteczny'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-v5n1RutLTcM/TucnO1Md6oI/AAAAAAAACAM/GgmWOf8iGfA/s72-c/IMG_3602_1.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-2286589955120757296</id><published>2011-12-04T19:22:00.002+01:00</published><updated>2011-12-04T19:25:38.866+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='orzechy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ciastka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czekolada'/><title type='text'>Odgrzewane kotlety</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682276338028540674" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/-3_rEID6pByY/TtuAOTPMcwI/AAAAAAAAB_Y/bIFr5Ue4yis/s800/IMG_3570_1.JPG" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Intensywnie myślę nad porządnym wpisem książkowym, tymczasem na stosikach wokół mnie ciągle gromadzą się wyłącznie lektury reminiscencyjne w stałym składzie (tym razem wszystkie dostępne w domu tomy Jeżycjady oraz &lt;em&gt;Dziennik Bridget Jones&lt;/em&gt;, który przypadkiem wpadł mi w oczy. Próba sięgnięcia pod Ponadczasowe Arcydzieło okazała się nieudana, wróciło do biblioteki prawie bez czytania.). Ale, ale, natrafiłam także na coś jeszcze, o czym raczej nie pisałam (chociaż pojawił się wpis o takim tytule), a lektura to urocza, zabawna i bardzo relaksująca – &lt;em&gt;Pokój z widokiem&lt;/em&gt; autorstwa E. M. Forstera, znany, przynajmniej w Polsce, raczej ze swojej mutacji filmowej, także zabawnej i uroczej (z niepowtarzalnie śmieszną sceną kąpieli w leśnym stawie). Rzadko się zdarza, by ekranizacja była tak udana, ale w końcu reżyserował specjalista od &lt;em&gt;stylowych adaptacji arcydzieł literatury angielskiej&lt;/em&gt; (to mówi Wikipedia, podsumowanie jednak, moim zdaniem, bardzo trafne), James Ivory, a w roli głównej wystąpiła Helena Bonham Carter, bardzo, bardzo młoda, wiecznie naburmuszona, trochę rozczochrana i absolutnie zniewalająca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Za dużo chyba tych pochwał, zaczynam popadać w egzaltację, ale historia rozterek sercowych panny Lucy Honeychurch (co za nazwisko!) okraszona kpiną z obyczajów Anglii początków XX wieku niezależnie od tego, ile razy ją czytam, czy oglądam, polepsza mi humor. Dodatkowy smaczek mojego wydania stanowi post scriptum autora, dodane 50 lat po pierwszej publikacji powieści, w którym opisuje swoje wyobrażenia na temat dalszych losów bohaterów.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Gdyby &lt;em&gt;Pokój…&lt;/em&gt; zauroczył Was tak jak mnie, przestrzegam przed innymi dziełami E. M. Forstera: &lt;em&gt;Droga do Indii&lt;/em&gt;, z której, przynajmniej w swoim kraju, najbardziej zasłynął, jest wściekle nudna (przypadek dwukrotnego porzucenia lektury w połowie), zaś &lt;em&gt;Powrót do Howard Ends&lt;/em&gt; (także świetnie przeniesiony na ekran przez Ivory’ego) podobał mi się, ale wydźwięk ma raczej gorzki niż rozrywkowy.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;No dobrze, zaserwowałam Wam już dania odgrzewane, pora więc na nowości, a pytanie będące inspiracją dla dzisiejszego przepisu brzmi: jaka jest idealna przekąska czytelnika? Ponieważ niereprezentatywną grupą badawczą byłam ja, odpowiedź brzmi oczywiście: słodka. Przy tym poręczna, niebrudząca i niekrusząca. Znalazłam więc takie idealne ciasteczko, które zresztą mogłoby znaleźć się w menu podwieczorku u Szalonego Kapelusznika, bo twórca przepisu powrzucał do niego chyba wszystkie swoje ulubione smaki Bożego Narodzenia (tak, tak, pora już o tym myśleć, ale nikomu raczej nie trzeba przypominać), nie przejmując się tym, że nikt tak nie robi. Jest więc i czekolada, i orzechy, i migdały, przyprawy korzenne i skórka cytrynowa. I o dziwo, to jest niesamowicie dobre. Przepojone czekoladowością, chrupiące z zewnątrz i miękkie w środku. Mmmm… Aż trudno się skoncentrować na czytaniu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682337867246271266" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/-FHgfBTrKT0w/Ttu4Lxb2-yI/AAAAAAAACAA/8uhyhUTMSy8/s800/IMG_3573_1.JPG" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Łapy niedźwiedzia&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;źródło: Regine Stroner, &lt;em&gt;Świąteczne wypieki&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;na 40 szt.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;125 g gorzkiej czekolady&lt;br /&gt;125 g migdałów&lt;br /&gt;125 g orzechów laskowych&lt;br /&gt;3 białka&lt;br /&gt;250 g cukru&lt;br /&gt;½ łyżeczki cynamonu&lt;br /&gt;po szczypcie zmielonych goździków i kardamonu&lt;br /&gt;2 łyżki kakao&lt;br /&gt;skórka starta z połowy cytryny&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;/div&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;&lt;div align="justify"&gt;Czekoladę pokroić i razem z orzechami i migdałami rozdrobnić w malakserze lub zmielić w inny dowolny sposób.&lt;/div&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;div align="justify"&gt;Białka ubić na bardzo sztywną pianę, dodać do niej resztę składników i dokładnie wymieszać. Powstanie ścisłe, chociaż dość miękkie ciasto.&lt;/div&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;div align="justify"&gt;Z ciasta zrobić kuleczki wielkości orzecha włoskiego i każdą obtoczyć dokładnie w cukrze. Foremkę w kształcie muszli (czyli niedźwiedziej łapy) wysypać cukrem (ja ją przedtem natłuściłam, żeby cukier się trzymał), kolejno wciskać w nią kule i natychmiast je wyjmować, po czym układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Ślady po foremce, przynajmniej na moich ciasteczkach, były bardzo nieznaczne, jeśli więc nie macie odpowiedniej foremki lub czasu i chęci, po prostu rozpłaszczcie kule na blasze.&lt;/div&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;div align="justify"&gt;Przygotowane ciasteczka odstawić na noc do wysuszenia.&lt;/div&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;div align="justify"&gt;Następnego dnia piec ciastka 15 minut w 180 stopniach. Jeśli uznacie, że szaleństwa nie jest dość, można je jeszcze zanurzyć, mniej więcej do 1/3 wysokości,  w roztopionej czekoladzie. &lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682276474388470706" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/-H5dohkxeAhQ/TtuAWPN727I/AAAAAAAAB_w/qjqs5FC2bV8/s800/IMG_3578_1.JPG" border="0" /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-2286589955120757296?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/2286589955120757296/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=2286589955120757296&amp;isPopup=true' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/2286589955120757296'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/2286589955120757296'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2011/12/odgrzewane-kotlety.html' title='Odgrzewane kotlety'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-3_rEID6pByY/TtuAOTPMcwI/AAAAAAAAB_Y/bIFr5Ue4yis/s72-c/IMG_3570_1.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-6228415957542403639</id><published>2011-11-27T18:40:00.000+01:00</published><updated>2011-11-27T18:44:44.543+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='słono'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ziemniaki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='comfort food'/><title type='text'>Hu hu ha. Zaklinanie zimy</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5676260636446474882" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/-J6WzFTy2vYA/TsYg-YfswoI/AAAAAAAAB-8/P2oZV8niRm0/s800/IMG_3535_1.JPG" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Systematyczność nie jest ostatnio moją mocną stroną. Troszkę się sama przed sobą usprawiedliwiam tym, że ponieważ wszystko się pozmieniało (o czym na pewno już wkrótce Wam opowiem) trudno mi złapać właściwy rytm i pomieścić w nim jeszcze blogowanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiejszą notkę przygotowałam prawie dwa tygodnie temu i częściowo straciła swoją aktualność. Ale tylko częściowo, bo myśl przewodnia: &lt;em&gt;jak ja nie lubię zimy&lt;/em&gt;, nadal pozostaje aktualna. &lt;em&gt;Boję się zimy&lt;/em&gt;, chyba tak należałoby to nawet ująć.  Wizja ponownie marznących palców, nosa i uszu to jeden z najgorszych koszmarów. Perspektywy stania na przystanku i trzęsienia się z zimna (nic to, że na żadnych przystankach stać nie muszę, przynajmniej nieczęsto), a nawet zwykłego zdejmowania rękawiczek przy -15, aby wyszukać drobne na gazetę czy paczkę chusteczek wywołują we mnie dreszcze. Nie cieszy mnie bynajmniej myśl o oddaniu się białemu, narciarskiemu szaleństwu (które zresztą prawie zarzuciłam i tak mi się wydaje, że wspomnienia o chwilach na stoku, kiedy palce przymarzają do butów i skarpetek, a twarz owiewana jest lodowatym wichrem są główną tego przyczyną) tudzież wizja zakrycia szarości miasta białą puszystą kołderką (bo wszyscy wiemy, jak to się zwykle już po paru dniach kończy).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście takie podejście jest mało konstruktywne, bo skoro przynajmniej najbliższej zimy nie spędzę w cieplejszym klimacie, jeśli już nie zamierzam jej polubić, to przynajmniej należałoby się z nią pogodzić i właściwie do niej przygotować, na przykład nabywając puchową kurtkę, która powinna zastąpić mój, co prawda elegancki i zgrabny, ale ewidentnie przeznaczony na rynek hiszpański, tudzież południowofrancuski, płaszczyk.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak zawsze morale może podnieść też odpowiednio kojące jedzenie, gorące, sycące i kaloryczne, na przykład taka zapiekanka pastuszka (czyli &lt;em&gt;pasterska&lt;/em&gt;, ale tłumaczenie &lt;em&gt;pastuszka&lt;/em&gt; podoba mi się bardziej).  Klasyk brytyjskiej kuchni, który jest jedną z odpowiedzi na to, dlaczego ma ona taką złą opinię, bo to typowe danie dziecięce (takie jak przecierane zupki), neutralne połączenie ziemniaczanego puree z mięsem mielonym. Zupy-kremy (a nie żadne tam przecierane zupki) jednak uwielbiam, a zapiekanka pasterska również bardzo mi posmakowała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5676260705826819058" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/-Js7yGnxHA2k/TsYhCa9Qy_I/AAAAAAAAB_I/LGf6cpHkvLY/s800/IMG_3548_1.JPG" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;strong&gt;Zapiekanka pastuszka&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;na podstawie &lt;/span&gt;&lt;a href="http://www.cincin.cc/index.php?showtopic=13003&amp;amp;hl=zapiekanka" st="'40"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;tego przepisu&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;600 g ziemniaków&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;50 g startego żółtego sera&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;1 cebula pokrojona w kostkę&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;1 marchewka pokrojona w kostkę&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;1 łodyga selera naciowego, pokrojona&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;600-700 g mielonego mięsa (u mnie wieprzowina)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;150 ml rosołu lub wody&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;1 łyżka mąki wymieszana z 1 łyżką masła&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;150 g masła&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;150 ml mleka&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;sól, pieprz&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;&lt;div align="justify"&gt;Ziemniaki obrać i ugotować do miękkości. W czasie, kiedy się gotują, usmażyć na złoto cebulę, następnie zdjąć ją z patelni i usmażyć marchew z selerem naciowym, odstawić na bok. Na tej samej patelni podsmażyć mięso, aż zbrązowieje, dodać marchew z selerem, bulion lub wodę oraz masło z mąką. Dobrze rozmieszać i chwilę pogotować. Doprawić i przełożyć do naczynia do zapiekania.&lt;/div&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;div align="justify"&gt;Ziemniaki rozgnieść ze 100 g masła, dodać tyle mleka, by puree miało dość luźną konsystencję, dodać ser, cebulkę, doprawić. Masę ziemniaczaną wyłożyć na mięso i widelcem zrobić wzorki. &lt;/div&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;div align="justify"&gt;Pozostałe 50 g masła roztopić i posmarować nim zapiekankę.&lt;/div&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;div align="justify"&gt;Piec około 30 minut w 220 stopniach.&lt;/div&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;p&gt;A na deser na przykład pyszne &lt;a href="http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2011/02/czekoladowy-weekend-najwazniejsze-zeby.html"&gt;ciasto czekoladowe&lt;/a&gt; z pierwszego zdjęcia.&lt;/p&gt;&lt;ol&gt;&lt;div align="justify"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/ol&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-6228415957542403639?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/6228415957542403639/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=6228415957542403639&amp;isPopup=true' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/6228415957542403639'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/6228415957542403639'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2011/11/hu-hu-ha-zaklinanie-zimy.html' title='Hu hu ha. Zaklinanie zimy'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-J6WzFTy2vYA/TsYg-YfswoI/AAAAAAAAB-8/P2oZV8niRm0/s72-c/IMG_3535_1.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-8399067894172476805</id><published>2011-11-09T15:50:00.001+01:00</published><updated>2011-11-09T15:54:46.793+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='orzechy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='słodko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gruszka'/><title type='text'>Traktat o łuskaniu orzechów</title><content type='html'>&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/-LhdicuEFI3c/TredLPfn6oI/AAAAAAAAB-E/enE1n-SHqKM/s800/IMG_3444_1.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5672175072159722114" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pomyślałam sobie ostatnio, że dawno nie było żadnego wpisu książkowego, a nic tak przecież nie sprzyja lekturze jak (uwaga, one naprawdę nadchodzą!) jesienno-zimowe wieczory, gdy za oknem śnieg i zimno, a w domu fotelik, kocyk, herbatka i książka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewnie wielu z Was zorientowało się, że tytuł dzisiejszego wpisu nawiązuje do znanej (nagradzanej, wychwalanej, lecz ja wcale nie jestem jej fanką) książki Wiesława Myśliwskiego, jednak wpis książkowy to jeszcze nie dzisiaj, chociaż nad tym myślę. Swoją drogą, łupanie orzechów to też dobre zajęcie na listopadowy wieczór i zgodnie z tytułową zapowiedzią będzie właśnie o tym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odwieczny problem "jak to zrobić, żeby otrzymać ładne, całe połówki" powrócił do mnie jak bumerang (ugh, chociaż zwykle kupuję wszystko połupane-połamane w plastikowych torebkach), bo wybrany przeze mnie przepis nakazywał wykorzystać pekany, które nawet miałam, owszem, ale w wersji naturalnie opakowanej. I chyba zbyt już długo czekały na  swoją kolej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pekany w łupinach wyglądają trochę jak przerośnięte żołędzie ze spiczastymi końcami. Kiedyś zabrałam się za nie dziadkiem do orzechów, ale to nie był dobry wybór. Tym razem skończyło się na tłuczku do mięsa i technice jednego uderzenia w czubek (osłabia łupinę, przynajmniej sobie tak wmówiłam), a potem już gdzie bądź. Od razu gdzie bądź też można, ale efekty estetyczne są mierne, tj. uzyskuje się orzechowe okruchy, a nie śliczne nienaruszone połówki. A może ktoś z Was wie, jak rozprawić się z pekanem szybko i skutecznie(j)?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Eleganckie orzeszki byłyby zaś ozdobą dzisiejszego ciasta, bo też zwłaszcza ze względu na jego urodę chciałam wypróbować ten przepis. Połączenie żurawiny, orzechów i gruszek oraz błyszcząca na tym wszystkim kusząca karmelowa skorupka smakują pysznie i pięknie wyglądają. U mnie niestety karmelowa skorupka nie wystąpiła, chyba za mało odparowałam gruszki, ale przede wszystkim wyłożyłam formę papierem do pieczenia :/ Nie róbcie tego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli niepokoi Was trochę, że na zdjęciach pozuje głównie żurawina a nie tytułowe orzechy, to jest tak dlatego, że wszystkie pekany w tym czasie przebywały w piekarniku i nie mogły wziąć udziału w sesji.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://2.bp.blogspot.com/-5IA3DCUILaU/TredTYgLosI/AAAAAAAAB-c/CZhYmk_FSuk/s800/IMG_3453_1.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5672175212016935618" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ciasto gruszkowe w stylu tarty Tatin&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;źródło: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Roast figs sugar snow&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt;nadzienie:&lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;115 g cukru&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;75 g masła&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;900 g gruszek (5-6 sztuk)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;140 g żurawiny&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;75 g orzechów pekan (u mnie częściowo zastąpionych włoskimi)&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;ciasto:&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;210 g mąki&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;200 g cukru&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;120 g masła&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;2 łyżeczki proszku do pieczenia&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;175 ml mleka&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;2 jajka&lt;br /&gt;ekstrakt lub cukier waniliowy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt;Wykonanie:&lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Przygotować nadzienie: gruszki obrać i pokroić na plasterki o szerokości około 1 cm. Na patelni (może być to od razu to naczynie, w którym pieczecie ciasto) rozpuścić masło z cukrem, dodać gruszki i dusić je na wolnym ogniu, aż trochę zmiękną. Następnie zwiększyć ogień i gotować do czasu, aż większość wody wyparuje i cukier się skarmelizuje. Do gruszek dodać orzechy i żurawinę, wymieszać, całość przełożyć do okrągłej formy.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Przygotować ciasto: masło rozetrzeć z cukrem i cukrem waniliowym, dodawać po jednym jajku i miksować, aż masa będzie gładka. Powoli wsypać połowę mąki wymieszanej z proszkiem do pieczenia, wlać mleko, a potem wsypać resztę mąki. Ciasto wyłożyć na wcześniej przygotowane owoce.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Piec około 40-50 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni, aż ciasto się przyrumieni, a wetknięta w nie wykałaczka wychodzi sucha. &lt;/li&gt;&lt;li&gt;Po upieczeniu odczekać 10 minut, a potem wyłożyć na talerz tak, by owoce znalazły się na górze.  &lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;p&gt;&lt;img src="http://2.bp.blogspot.com/-1q2FuOzqu9I/TredPSZPgUI/AAAAAAAAB-Q/C9dZuY0UpO4/s800/IMG_3452_1.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5672175141657739586" border="0" /&gt;&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-8399067894172476805?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/8399067894172476805/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=8399067894172476805&amp;isPopup=true' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/8399067894172476805'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/8399067894172476805'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2011/11/traktat-o-uskaniu-orzechow.html' title='Traktat o łuskaniu orzechów'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-LhdicuEFI3c/TredLPfn6oI/AAAAAAAAB-E/enE1n-SHqKM/s72-c/IMG_3444_1.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-4021407259441664884</id><published>2011-10-28T21:23:00.006+02:00</published><updated>2011-10-28T21:34:11.782+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='słono'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dynia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sery'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ryż'/><title type='text'>Jednym słowem: dynia</title><content type='html'>&lt;img src="http://2.bp.blogspot.com/-bBU84znYVio/TqbdccXwfyI/AAAAAAAAB9M/-eKr9xNqegM/s800/IMG_3414_1.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5667460661814263586" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tak jak w grudniu obchodzimy Boże Narodzenie, o czym wszyscy myślą co najmniej od połowy listopada (a dzięki uprzejmości centrów handlowych to raczej i wcześniej), tak (prawie) wszyscy związani z kulinarnym blogowaniem, a pewnie i ich stali czytelnicy, już od września czekają na październikowy Festiwal Dyni. To jest już teraz!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sama jestem fanką dyni od niedawna, w Festiwalu biorę udział od zeszłego roku, ale mimo takiego mizernego stażu entuzjastki tego warzywa dyniowy tydzień traktuję trochę jak misję, której celem jest przekonanie nieprzekonanych. Oczywiście nieprzekonanych do zalet dyni. Oprócz tego, że da się z niej zrobić urocze, lub upiorne, jak kto woli, latarenki, to wykorzystanie dyni w celach kulinarnych jest praktycznie nieograniczone: zupy, zapiekanki, pieczona do podgryzania, placuszki, ciasta, ciasteczka, a podobno i lody! Do tego szybko się gotuje i w sezonie jest naprawdę tania. Czego chcieć więcej. I lepiej korzystać z niej szybko, bo o ile mogę się zorientować z np. dyniowych bożonarodzeniowych przepisów Nigelli, w GB sezon na dynię trwa co najmniej do końca grudnia, a u nas zwykle znikają ze straganów zaraz po Halloween.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj mam dla Was dyniowe risotto, moje zeszłoroczne odkrycie, może nie jest to danie wyjątkowo błyskotliwe na tle innych festiwalowych propozycji, ale z drugiej strony, egoizmem byłoby chować coś tak pysznego przed tymi z Was, którzy jeszcze tego przepisu nie znają.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie będę tu ukrywać, że risotto nie jest jak makaron z pesto, przez co mam na myśli to, że przygotowanie go wymaga więcej niż 10 minut. Dodatkowo ma egocentryczną naturę, bo wymaga 100% uwagi przez jakieś 30 minut (kiedy chciałam trochę pooszukiwać i szykowałam w tym czasie aparat i plan zdjęciowy, perfidnie zaczęło przywierać do garnka). Dla mnie konieczność skupienia się przez tak długi czas oznacza danie wściekle trudne, jednak zasługuje na to, by zrobić je przynajmniej kilka razy w dyniowym sezonie, więc zaciskam zęby i mieszam. Efekt każdorazowo przekonuje mnie, że było warto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Postarajcie się o porządnie pomarańczową dynie (czyli nie taką, jaką miałam ostatnio), bo wtedy risotto ma optymistyczny kolor płynnego żółtka od wiejskiej kury. Wiem, że niektórzy boją się surowego żółtka (ja do nich nie należę), więc to porównanie niekoniecznie do nich przemówi, lecz z krzywieniem się poczekajcie, aż sami zobaczycie efekt. Uprzedzam, że przez prawie cały czas przygotowania potrawa wygląda na nieciekawą, szarawą breję. Jednak działania, które nadadzą jej piękny kolor (rozgniatanie dyni), jak i aksamitną konsystencję (dodatek sera) następują na samym końcu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze jedno: podobno we Włoszech risotto podaje się jako "zupę", ale ja nie  uważam, że zachowanie pełnej oryginalności jest niezbędne by delektować  się daniem (a nawet więcej, myślę, że o ile bardziej nam smakuje wersja nieco  dostosowana do słowiańskiego podniebienia lub obyczajów, to nie ma się co katować  tylko jeść to, co lubimy. Smak górą, nie snobizm! – to chyba temat  na osobny post), dlatego jem risotto na drugie (lub jedyne), ale zwykle w  miseczce i łyżką.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/-zqFQ2VGT014/TqgFAzYqgaI/AAAAAAAAB9k/zoV8lybT85U/s800/IMG_3420_3.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5667785642397565346" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie sugerujcie się za bardzo proporcjami - na potrzeby wpisu musiałam  jakieś przyjąć, ale zwykle oczywiście sypię "na oko", to ma być  zwykłe domowe jedzenie, a nie kuchnia molekularna! &lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Risotto z dynią&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;na 3-4 osoby&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;200 g ryżu do risotta&lt;br /&gt;2 szklanki pokrojonej na kawałki dyni&lt;br /&gt;1 niewielka cebulka, dobrze posiekana&lt;br /&gt;ok. 1,5 l bulionu warzywnego*&lt;br /&gt;1,5 łyżeczki rozmarynu&lt;br /&gt;gałka muszkatołowa&lt;br /&gt;60 g sera z niebieską pleśnią&lt;br /&gt;ok. 4 łyżek startego parmezanu&lt;br /&gt;sól, pieprz&lt;br /&gt;oliwa do smażenia&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;br /&gt;*jeśli z kostki, to ja w tej ilości wody rozpuszczam tylko jedną, jeśli zrobicie wg kostkowego przepisu wszystko będzie za słone&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Przygotować lub podgrzać bulion i zostawić na małym ogniu - ma się gotować (delikatnie pyłgać) przez cały czas przygotowania potrawy.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;W szerokim garnku lub patelni z wyższym brzegiem rozgrzać oliwę i wrzucić na nią cebulę, smażyć chwilę, aż się zeszkli. Dorzucić ryż, dokładnie zamieszać, by ziarna pokryły się tłuszczem i smażyć, aż będą błyszczące i szkliste, dorzucić dynię, można jeszcze chwilę posmażyć.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Na patelnię z ryżem wlać 1-2 chochelki bulionu i gotować, a gdy płyn zostanie wchłonięty przez ryż, dodać następną chochelkę i tak postępować do czasu, aż dynia się ugotuje, a ryż będzie miękki, lecz ciągle sprężysty (nie ciapraty!) - to trwa co najmniej 20 minut. Często mieszać. W chwili nudy dodać rozmaryn i gałkę muszkatołową.  Gdy ryż jest już ugotowany wziąć widelec i rozgnieść dynię. Ja raczej robię tak z całością, ale możecie zostawić jakieś kawałki. Doprawić solą i pieprzem.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;(Prawie) gotowe risotto zdjąć z ognia, dodać ser z niebieską pleśnią (pokrojonego ;) i połowę parmezanu. Energicznie mieszać (oczywiście, najlepiej drewnianą łyżką), by ser się rozpuścił, a risotto napowietrzyło - to dzięki tym ostatnim zabiegom nabiera cudownie aksamitnej konsystencji.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Potrawę nałożyć do miseczek i każdą porcję posypać odłożonym parmezanem. &lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.beawkuchni.com/" target="_blank"&gt;&lt;img src="http://www.beawkuchni.com/wp-content/festiwal_dyni2011.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-4021407259441664884?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/4021407259441664884/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=4021407259441664884&amp;isPopup=true' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/4021407259441664884'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/4021407259441664884'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2011/10/jednym-sowem-dynia.html' title='Jednym słowem: dynia'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-bBU84znYVio/TqbdccXwfyI/AAAAAAAAB9M/-eKr9xNqegM/s72-c/IMG_3414_1.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-370208564813614949</id><published>2011-10-24T15:47:00.002+02:00</published><updated>2011-10-24T15:52:12.217+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='słono'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szpinak'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muffinki'/><title type='text'>Stukot kół i szum fal, czyli krótko o Blog Forum</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/-QLgnuBpJwUg/TqVmSZGfPbI/AAAAAAAAB9A/1-PZSBjTyt0/s800/IMG_3392_1.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5667048172277415346" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Trudno uwierzyć, ale minął już ponad tydzień, odkąd zamknięte w vipowskim przedziale wagonu sypialnego (opieka konduktorska, w cenie rogalik w folii, woda mineralna i zestaw ręczniczek + mydełko ;) wraz z &lt;a href="http://kucharnia.blogspot.com/" target="_blank"&gt;Anną-Marią&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://ziolowyzakatek.com.pl/" target="_blank"&gt;Atrią&lt;/a&gt; mknęłyśmy ku Gdańsku na Blog Forum, czyli wielki zjazd blogerów wszelkiej maści.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cały weekend był bardzo, baardzo udany, a ja ciągle nie mam weny by o tym napisać i tylko jakiś złośliwy chochlik szepce do ucha przeczytane dawno temu zdanie, że pod natchnieniem piszą tylko grafomani.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pojawiło się jednak już tyle relacji, w których zostało opisane absolutnie wszystko, co chciałabym Wam przekazać, od chwalenia świetnej organizacji (ponieważ miałam okazję sama różne rzeczy organizować, wiem, ile wysiłku wymaga to pozornie samosięnapędzające iście-na-przód zgodnie z harmonogramem), po opisy burzliwych dyskusji wokół "blogów z duszą" i stojących w opozycji technologiczno-marketingowych. Nie mówiąc o przyjemności osobistego kontaktu z osobami znanymi dotąd wirtualnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A poza tym: morze! Program Blog Forum był bardzo wypełniony, ale udało nam się ukraść parę chwil i nawet tylko te kilka minut na sopockim molo, a potem na kompletnie pustej po zmroku plaży, było warte prawie 30 godzinnej podróży.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ode mnie to tyle, mam nadzieję, że udało mi się przegonić kryzys twórczy i mogę iść dalej, chociażby dlatego, że rozpoczął się już Festiwal Dyni (a dynia, w połowie przerobiona na powtórkę z zupy dyniowej, czeka w spiżarce na ciąg dalszy).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli ktoś ma niedosyt blogforumowych wrażeń, to zapraszam na &lt;a href="http://www.blogforumgdansk.pl/" target="_blank"&gt;stronę wydarzenia&lt;/a&gt;, gdzie organizatorzy skrzętnie zbierają wszystkie relacje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na zakończenie przepis, muffiny ze szpinakiem, mój wkład w składkowy piknik pociągowy, który, dzięki pomysłowi Anny-Marii, sobie urządziłyśmy. Muffiny są mięciutkie i puszyste, moim zdaniem należałoby im jednak dodać jeszcze jakiś akcent smakowy (może kawałki smażonego boczku?).&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/-L105y8kZffQ/TqVl9-kJNQI/AAAAAAAAB8Q/4i8izLEb4Ac/s800/IMG_3280_1.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5667047821556659458" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Muffiny ze szpinakiem i parmezanem&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;źródło: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;The Vintage Tea Party&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;12 sztuk&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;250 g mąki&lt;br /&gt;1/2 łyżeczki soli&lt;br /&gt;1 łyżka proszku do pieczenia&lt;br /&gt;1 łyżka cukru&lt;br /&gt;70 g startego parmezanu*&lt;br /&gt;100 g ugotowanego, wystudzonego, odciśniętego i posiekanego szpinaku&lt;br /&gt;1 jajko&lt;br /&gt;250 ml mleka&lt;br /&gt;90 ml oleju&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;*ja dałam żółty ser, uważam, że w tym wypadku to dopuszczalny zamiennik, który nadaje ciastu fajną konsystencję&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Piekarnik nagrzać do 190 stopni, blachę na muffinki wyłożyć papierkami.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Wymieszać ze sobą sypkie składniki, dodać szpinak i około 2/3 sera - ponownie wymieszać.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;W osobnym naczyniu połączyć mokre składniki, dodać do sypkich i połączyć za pomocą łyżki - wymieszać dokładnie, ale niezbyt długo, grudki w cieście (o ile nie jest to nierozmieszana mąka) nie tylko nie przeszkadzają, ale są nawet pożądane.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Ciasto włożyć do dołków w formie, każdą muffinkę posypać odłożonym serem.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Piec około 20-25 minut, aż babeczki się zarumienią, a wetknięta w ciasto wykałaczka wychodzi sucha. Najlepsze oczywiście jeszcze na ciepło :)&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-370208564813614949?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/370208564813614949/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=370208564813614949&amp;isPopup=true' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/370208564813614949'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/370208564813614949'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2011/10/stukot-ko-i-szum-fal-czyli-krotko-o.html' title='Stukot kół i szum fal, czyli krótko o Blog Forum'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-QLgnuBpJwUg/TqVmSZGfPbI/AAAAAAAAB9A/1-PZSBjTyt0/s72-c/IMG_3392_1.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-4436785608389518077</id><published>2011-10-05T14:33:00.000+02:00</published><updated>2011-10-05T14:35:29.992+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='słono'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dynia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zupy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='comfort food'/><title type='text'>Zbytniogrzeczność odbiera apetyt</title><content type='html'>&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/-Jsmfb7Xjc7M/ToxFPHXA6RI/AAAAAAAAB8I/fET1ZlFLbdQ/s800/IMG_3024_1.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5659974957673802002" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzieci, już na jednym z pierwszych etapów edukacji domowej, poznają trzy magiczne słowa: proszę, przepraszam, dziękuję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I nie znajduje się wśród nich smacznego! Jednak wszystkie (duże, dorosłe, powiedziałabym nawet) dzieci zdają się je znać i używać z częstotliwością większą nawet niż wyrazy wchodzące do zestawu w wersji podstawowej. W moim ostatnim mieszkaniu terror mówienia „smacznego” panował do tego stopnia, że jedna ze współlokatorek, kursując o poranku między łazienką a swoją sypialnią, całkiem jeszcze półprzytomna, tylko spoglądając do kuchni, w której jadłam śniadanie, potrafiła zakrzyknąć to straszne słowo. A mnie, pomiędzy właśnie wkładanym do buzi kęsem, a „dziękuję”, wszystko rosło w ustach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każda trauma ma swój początek i przyczynę. Z niektórych z nich można sobie nie zdawać sprawy (i wtedy przydaje się pomoc psychoanalityka), ale inne są dla nas zupełnie jasne. Problem „smacznego” ma imię mojego kolegi B. (to nic nie szkodzi, jeśli to czyta, bo i tak o tym świetnie wie) i trwa od czasów liceum.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie pamiętam, od czego dokładnie się zaczęło. Pewnie ktoś komuś życzył smacznego podczas drugośniadaniowej kanapki i B. zakwestionował sens wymiany takich uprzejmości. Na dodatek, potem jeszcze sprawdził, co na ten temat mówią zasady savoir vivre'u.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i mówią, że zbyt eleganckie słówko to to nie jest. Używanie go stanowi, hmm..., nie wiem do końca, jak to wyrazić, przejaw prostoty obyczajów, a my przecież chcemy być wyrafinowani i światowi. Ostatecznie, w domowych warunkach jest do przyjęcia, ale i tu obowiązują pewne zasady, tylko nie wiem teraz, która jest prawidłowa: nie należy mówić smacznego komuś, kto je posiłek przygotowany przez siebie? (ku temu się raczej skłaniam) Albo: nie należy życzyć smacznego osobom, które jedzą posiłek przygotowany przez nas? Jednak najlepiej nie mówić w ogóle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Być może zupełnie nie wiecie, dlaczego o tym piszę i sądzicie, że przesadzam. Ale ten zestaw głosek układający się w „smacznego” wywołuje we mnie dreszcze i nic na to nie poradzę. Chociaż, jeszcze gorzej jest wtedy, kiedy tym wszystkim uprzejmym osobom muszę ich grzeczność odwzajemnić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Koniec na tym, może przemawia przeze mnie tylko mizantropia (co z kolei kwalifikuje się chyba na kozetkę psychoanalityka), a żeby udowodnić Wam, że nie jest tak źle, proponuję pyszną i zdrową zupę z dyni. Prosty sposób na to, żeby okazać komuś sympatię, nie wysilając się zanadto (przynajmniej od tego momentu, jak rozkroicie już dynię).&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;PS Czy ktoś wybiera się na Blog Forum do Gdańska?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/-mmCILTbOWsY/ToxD4zOVLpI/AAAAAAAAB8A/4yaug_Da_wg/s800/IMG_3164_k.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5659973474799922834" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Zupa z dyni z pikantnymi pestkami&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;5-6 porcji&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;zupa:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;700 g dyni, obranej i pokrojonej&lt;br /&gt;1 cebula&lt;br /&gt;25 g masła&lt;br /&gt;sól, pieprz, gałka muszkatołowa&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;pestki:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;50 g pestek dyni&lt;br /&gt;1 łyżeczka mielonej kolendry&lt;br /&gt;1 łyżeczka mielonego kuminu&lt;br /&gt;0,5 łyżeczki chili (lub więcej, jeśli lubicie ostre)&lt;br /&gt;0,5 łyżki oliwy&lt;br /&gt;sól&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;dodatkowo:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;kubeczek jogurtu naturalnego&lt;br /&gt;40 g sera z niebieską pleśnią&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Cebulę obieramy i siekamy (ale bez przesady, potem i tak się zmiksuje). Masło rozpuszczamy w sporym garnku, wrzucamy cebulę i szklimy. Dodajemy dynię, chwilę podsmażamy, mieszając. Dolewamy tyle gorącej wody, by kawałki dyni swobodnie sobie pływały. Solimy i gotujemy ok. 10-15 minut, aż dynia będzie miękka. Miksujemy. Doprawiamy solą, pieprzem i gałką, jeśli trzeba, dolewamy trochę wody - wtedy zupę dobrze jeszcze raz zagotować.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Kiedy dynia się się gotuje, mieszamy jogurt z serem i przygotowujemy pestki dyni. Na patelni prażymy przez chwilę przyprawy, po czym dodajemy pestki oraz oliwę i mieszamy, aż pestki dobrze się pokryją przyprawami i lekko zarumienią. Na końcu solimy, mieszamy i koniecznie zdejmujemy z patelni (bo inaczej dalej będą się na niej prażyć, nawet po wyłączeniu gazu). &lt;/li&gt;&lt;li&gt;Do miseczek nalewamy zupę, dodajemy hojnie jogurtu i posypujemy pestkami. Smacznego?&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/-xTrG2lKgWP4/ToxD0u9G7II/AAAAAAAAB74/KGnJe56QBgo/s800/IMG_3156_k.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5659973404934466690" border="0" /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-4436785608389518077?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/4436785608389518077/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=4436785608389518077&amp;isPopup=true' title='Komentarze (19)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/4436785608389518077'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/4436785608389518077'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2011/10/zbytniogrzecznosc-odbiera-apetyt.html' title='Zbytniogrzeczność odbiera apetyt'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-Jsmfb7Xjc7M/ToxFPHXA6RI/AAAAAAAAB8I/fET1ZlFLbdQ/s72-c/IMG_3024_1.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>19</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-8219602362344731236</id><published>2011-09-20T21:02:00.002+02:00</published><updated>2011-09-20T21:09:49.859+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='orzechy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ciastka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czekolada'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='comfort food'/><title type='text'>Mleko od krowy</title><content type='html'>&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/-zHukKypdSDU/TnZUsJMAEhI/AAAAAAAAB7g/Wg0cXMt6PyE/s800/IMG_2960.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5653799499567469074" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak wiadomo, mleko bierze się z kartonu. Chociaż nie zawsze tak było.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;W czasach mojego dzieciństwa mleko było z woreczka i przed piciem trzeba je było przegotować. Często się przypalało, kipiało i miało kożuch (ohyda...). A czasami od świeżości było już kwaśne i nie do użycia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mleko w woreczku da się jeszcze czasami kupić, ale nigdy bym tego nie zrobiła.  Powoli jednak mija zachwyt kapitalistycznym wynalazkiem mleka w kartonie i coraz więcej osób pragnie powrotu do natury, czyli mleka od krowy. Byłoby niewybaczalnym marketingowym błędem nie dostarczyć ludziom tego, czego chcą. Podobno w Stanach Zjednoczonych można sobie kupić udziały w krowie, u nas na razie mleko z mlekomatu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mlekomat to urządzenie wielkości trzech normalnych automatów do napojów, składa się z części, w której kupuje się butelkę (ale można też przynieść własną) i drugiej, gdzie zamiast pysznej kawki z proszku z mleczkiem w proszku leci świeże, niepasteryzowane mleko. Podobno nadaje się na zsiadłe!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O cudzie mlekomatu dowiedziałam się niedawno z lektury jakiejś gazety i chyba zaledwie tydzień później samo urządzenie, zupełnie niespodziewanie, stanęło na mojej drodze. Oczywiście chciałam zobaczyć, o co właściwie chodzi, z co najmniej trzech powodów: i tak musiałam czekać na autobus, cały kwadrans!, dobrze więc było go czymś wypełnić; mam ostatnio lekki odchył na punkcie „naturalności”, głupio więc byłoby nie skorzystać z okazji spróbowania czegoś tak ewidentnie (przynajmniej według reklamowych zapewnień) prosto z natury; powód trzeci, najważniejszy, jest taki, że nie mogłam sobie odmówić przyjemności zabawy mlekomatem, wrzucania pieniążków, podstawiania butelki i tak dalej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mleko z mlekomatu jest tak naturalne, że, zupełnie jak to sprzed lat, należy je przed użyciem przegotować. (Chociaż widziałam na własne oczy, jak jakaś mamusia dawała dziecku do picia takie surowe.) I tu dochodzimy do smutnej konkluzji. Jak często udaje Wam się poczuć smak dzieciństwa? Prawie nigdy, prawda? Ja poczułam. Problem polega na tym, że był to smak, którego nie lubię: smak przegotowanego mleka. Uściślijmy to: ja mleka w ogóle nie lubię. Z płatkami, miodem, kakao, w budyniu to tak, owszem, ale nigdy, przenigdy nie sięgnęłabym po kubek czystego mleka gdyby nie fakt, że musiałam spróbować, jak bardzo jest „od krowy”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mam dobrego pomysłu, jak to podsumować, bo nie chciałabym Was zniechęcać do mlekomatów. Jeśli tylko wszystko, co się o nich pisze, jest prawdą, to idea jest super. Kto mi kazał pić mleko, skoro go nie lubię, nie można było zrobić owsianki? Pewnie, można, spróbuję jeszcze raz, tym bardziej, że na korzyść działa i cena – właściwie taka sama jak mleka w kartonie znanych marek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz coś na osłodę. Typowe amerykańskie cookies, dla których mleko jest tak naturalnym dopełnieniem jak czosnek dla szpinaku albo cynamon dla jabłek. Wiadomo, w tego typu wypiekach efekty są zwykle podobne, ale ten przepis jest zdecydowanie bardzo dobry. Ciastka są chrupiące z zewnątrz i ciągnące w środku,  ale jeśli nie chcecie, by zlały się w ciasteczkowy placek pamiętajcie o bardzo dużych odstępach.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/-rbLCSF00x34/TnZUoRGjXLI/AAAAAAAAB7Y/cFqzgpNtcq0/s800/IMG_2955.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5653799432972623026" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-size:130%;" &gt;Ciasteczka z czekoladą, toffi i orzechami laskowymi&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;źródło: &lt;a href="http://www.blissfulbblog.com/blog/2011/9/15/blissful-eats-with-tina-jeffers-hazelnut-toffee-chocolate-ch.html"&gt;Bliss&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;2 szklanki odjąć 2 łyżki mąki pszennej&lt;br /&gt;1 2/3 szklanki mąki pszennej chlebowej (dałam tylko zwykłą)&lt;br /&gt;2 jajka&lt;br /&gt;1 szklanka + 2 łyżki cukru&lt;br /&gt;1 1/4 szklanki brązowego cukru&lt;br /&gt;1 1/4 łyżeczki sody oczyszczonej&lt;br /&gt;1 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia&lt;br /&gt;1 1/2 łyżeczki soli&lt;br /&gt;2 łyżeczki esencji waniliowej&lt;br /&gt;290 g masła&lt;br /&gt;1 szklanka kawałków karmelków toffi*&lt;br /&gt;1 szklanka posiekanych orzechów laskowych&lt;br /&gt;2 szklanki groszków czekoladowych (lub posiekanej czekolady)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;span style="font-size:85%;"&gt;mój pomysł na ich uzyskanie okazał się przekombinowany. Najlepiej połamcie cukierki typu Werther's Original&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Masło utrzeć na puch z obydwoma rodzajami cukru, następnie dodać wanilię, a potem po 1 jajku i ucierać jeszcze kilka minut.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Dodać mąkę, sól, proszek i sodę - miksować do połączenia składników, po czym dodać toffi, orzechy i czekoladę (ja na tym etapie wymieszałam łyżką). Przykryć miskę folią i odstawić do lodówki na 24-36 godzin. Ja oczywiście nie dałabym rady tyle czekać, moje ciasto leżakowało najwyżej 2 godziny, ale podobno leżakowanie jest bardzo, bardzo ważne, dla pełni efektu (pewnie) warto poczekać. Lub, jak radzi autorka przepisu, upiec kilka ciastek na smaka, a z resztą poczekać zgodnie z przepisem.&lt;br /&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Piekarnik nagrzać do 180 stopni. Na blachę wyłożoną papierem do pieczenia nakładać kulki ciasta (można łyżką do lodów – w każdym razie kulki tej wielkości, co z łyżki do lodów). Nie rozpłaszczać! – same to zrobią pod wpływem ciepła. Zachowywać naprawdę duże odstępy między ciastkami – uwzględniające rozpłaszczenie i rośnięcie.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Ciastka piec 15-20 minut, aż będą brązowe na brzegach, ale ciągle miękkie. Po wyjęciu z piekarnika chwilę poczekać, aż stwardnieją, zdjąć z blachy i jeść jeszcze ciepłe. Ze szklanką mleka!&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Zrobiłam z połowy porcji, wyszło 17 ciasteczek.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Surowe ciasto można również mrozić: na czymś płaskim i papierze do pieczenia rozłożyć kulki ciasta i wstawić do zamrażarki na kilka godzin. Później można je włożyć do jednego woreczka. Kiedy przyjdzie nam ochota piec, dodając do standardowego czasu w piekarniku 3-4 minuty.&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/-WtdaHhV1c5k/TnZUjotJLoI/AAAAAAAAB7Q/LP-7Z08mwlo/s800/IMG_2933.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5653799353409154690" border="0" /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-8219602362344731236?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/8219602362344731236/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=8219602362344731236&amp;isPopup=true' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/8219602362344731236'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/8219602362344731236'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2011/09/mleko-od-krowy.html' title='Mleko od krowy'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-zHukKypdSDU/TnZUsJMAEhI/AAAAAAAAB7g/Wg0cXMt6PyE/s72-c/IMG_2960.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-2150081930130146155</id><published>2011-09-14T18:41:00.001+02:00</published><updated>2011-09-14T18:42:53.450+02:00</updated><title type='text'>Five o'clock</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/-A1WWrNGwjRU/Tm5cUhcK5gI/AAAAAAAAB6w/L7Lj6Y8KKYQ/s800/IMG_2885.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5651556090040215042" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czasami wydaje się, że wszystko sprzysięgło się przeciwko człowiekowi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A innym razem (znacznie rzadszym), jest całkiem odwrotnie. Deszczowe popołudnie, trochę za dużo zjedzonej czekolady* oraz dokładnie odpowiednia kwota na karcie do przelewów internetowych spowodowały, że w moich rękach znalazła się&lt;span style="font-style: italic;"&gt; The Vintage Tea Party Book&lt;/span&gt;**, w wolnym tłumaczeniu: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Daj się ponieść urokowi staroświeckiej herbatki (o każdej porze dnia)&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy o książce kucharskiej można powiedzieć, że jest dziełem totalnym? Bo &lt;span style="font-style: italic;"&gt;The Vintage Tea Party Book&lt;/span&gt; to nie tylko pięknie sfotografowane, zaskakująco i zabawnie zaaranżowane jedzenie (+ naturalnie, przepisy), a raczej kompendium wiedzy na temat przyjmowania gości w stylu retro. Nawet jeśli dotąd urządzenie czegoś bardziej wyrafinowanego niż domówka w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;stylu piwo + chipsy&lt;/span&gt; przerastało Wasze siły, Angel Adoree (to autorka)  krok po kroku przeprowadzi Was przez kurs idealnej pani domu***, poczynając od przepasania kursantek uroczym fartuszkiem (który sobie najpierw zgodnie z jej wskazówkami wykonacie), a kończąc na ozdobieniu Waszej głowy mało twarzową (lecz stylową) fryzurą zwaną &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Victory Rolls&lt;/span&gt;. Spokojnie, w międzyczasie będzie i okazja na ugotowanie czegoś, i na krycie do stołu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Och, a wspomniałam, że ta urocza książeczka pozostaje pod wpływem estetyki i poczucia humoru rodem z "Alicji w Krainie Czarów"?. I te rysunki! Chociaż nie umiecie gotować i wcale nie zamierzacie się tego uczyć, ale nie są Wam obojętne piękne edytorsko książki, po prostu musicie to zobaczyć. A do tego przepełniająca wszystko dystyngowana angielskość!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli chodzi o same przepisy, to mam mieszane uczucia. Na pewno znajdziecie tu wiele fajnych  i bardzo prostych w wykonaniu pomysłów na zrobienie na gościach wrażenia. Jest też parę perełek, na które już sobie ostrzę ząbki (oraz bardzo smakowite pomysły na herbatki z prądem). W sumie jednak przeważa stara dobra klasyka, w bardzo dowcipnej interpretacji, ale po zaledwie niewielkim liftingu w części merytorycznej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja na początek też wybrałam coś klasycznego: połączenie gruszki i czekolady jest zawsze udane. Zostały zatopione w biszkopcie, a całość na pierwszy rzut oka nie obiecywała nic nowego. O tym, jak bardzo nie obiecywała, niech świadczy to, że wszystkie składniki każdy normalny gotujący człowiek powinien mieć zawsze pod ręką (z wyjątkiem gruszki i czekolady, ale zapewniam Was, że można się pokusić i o inny zestaw: jabłko i rodzynki? śliwki i orzechy?). Ha, jakże się pomyliłam. Nawet przygotowanie ciasta przebiega jakby od tyłu, co samo w sobie jest zabawne i wybija z piekarniczej rutyny, ale tajemny składnik to karmelizowane masło. Czyli, troszkę przypalone masło. Ma niesamowity, orzechowy zapach, surowemu ciastu (jeśli nie należcie do tych, co boją się spróbować) nadaje cudowny karmelowy posmak. Niestety w gotowym wypieku już go nie czuć, ale i tak jest pysznie. Postanowiłam zamienić jedno okrągłe ciasto na wiele babeczek &lt;span&gt;pieczonych bez papierków&lt;/span&gt;, co okazało się trafnym wyborem pod względem estetycznym, jednak wyciąganie ciastek z dołków by pozostały w całości, to była katorga. I nie róbcie tego na ciepło, bo w efekcie możecie jeść biszkoptowe crumble.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*na wszelki wypadek wytłumaczę ten związek logiczny: w deszczowe popołudnie należy się pocieszyć. Najszybciej można to osiągnąć przy pomocy czegoś w rodzaju czekolady, ale jeśli zje się jej zbyt dużo, pojawiają się wyrzuty sumienia. Jak na razie to chyba logiczne? Więc w sumie, można popełnić jeszcze jedno wykroczenie przeciwko zdrowemu rozsądkowi i różnym tam zasadom, na przykład wydać trochę pieniędzy. A potem za jednym zamachem z obydwóch rzeczy się rozgrzeszyć.&lt;br /&gt;**O książce napisała &lt;a href="http://backwards-in-high-heels.blogspot.com/2011/08/najpiekniej-wydana-ksiazka-kucharska.html"&gt;Anna Maria&lt;/a&gt; (i do tego miała rację, że się skuszę), u niej możecie też zobaczyć kilka migawek ze środka.&lt;br /&gt;***Przepraszam za dyskryminację chłopcy, ale nie sądzę, żeby wielu  Was marzyło o kursie przyklejania sztucznych rzęs i tym podobnych  atrakcjach.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/-Gj2NuqlkhlM/Tm5cMvaMM9I/AAAAAAAAB6g/BSfYAzhcZWE/s800/IMG_2880.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5651555956351054802" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-size:130%;" &gt;Ciasto z gruszkami i czekoladą&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;na średnią tortownicę lub 14 babeczek&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;100 g mąki&lt;br /&gt;115 g masła&lt;br /&gt;175 g cukru&lt;br /&gt;3 jajka&lt;br /&gt;łyżka proszku do pieczenia&lt;br /&gt;4 małe gruszki + kawałki do dekoracji (ja dałam 1,5 bardzo dużej)&lt;br /&gt;175 g gorzkiej czekolady (dałam 100 g) + do dekoracji&lt;br /&gt;gęsta kwaśna śmietana do dekoracji&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Jajka ubić w misce na pianę, dodać cukier i ubijać do czasu, kiedy zauważycie, że masa zaczyna tracić objętość (ja po prostu ubijałam kilka minut).&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Masło stopić w garnuszku i podgrzewać, aż zaczną się w nim pokazywać brązowe cętki i będzie miało karmelowy zapach, następnie przelać je do innego naczynia. Uwaga! Jak przy każdym procesie karmelizacji, najpierw czeka się bardzo długo i nic się nie dzieje, ale kiedy już dziać się zacznie, to chwila nieuwagi spowoduje, że cały proces trzeba będzie zacząć od nowa.&lt;br /&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Przygotować mąkę z proszkiem do pieczenia.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Do masy żółtkowej wmiksować kolejno 1/3 mąki, połowę masła, trochę mąki, resztę masła i ostatnią partię mąki. W przepisie nie jest dokładnie powiedziane, czy masło powinno się wystudzić  przed dalszym używaniem. Mnie się oczywiście nie chciało czekać, ale  wszystko poszło dobrze, jednak lepiej wlewać je powoli.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Piekarnik nagrzać do 180 stopni. Tortownicę wysmarować masłem i oprószyć mąką lub wyłożyć papierem do pieczenia i przelać do niej ciasto. Gruszki pokroić na kawałki, czekoladę połamać i to wszystko rozłożyć na cieście. Piec ok. 50 minut, sprawdzić patyczkiem, czy ciasto jest już upieczone. Babeczki piekłam 35 minut.&lt;br /&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Podawać lekko ciepłe, z łyżką śmietany, kawałkiem gruszki, posypane czekoladą. Na zimno też jest pyszne :)&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/-DBYQ3BzYppE/Tm5cRivZ6kI/AAAAAAAAB6o/C8y34unaK2c/s800/IMG_2870_1.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5651556038849718850" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-2150081930130146155?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/2150081930130146155/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=2150081930130146155&amp;isPopup=true' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/2150081930130146155'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/2150081930130146155'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2011/09/five-oclock.html' title='Five o&apos;clock'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-A1WWrNGwjRU/Tm5cUhcK5gI/AAAAAAAAB6w/L7Lj6Y8KKYQ/s72-c/IMG_2885.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-8143294475046732640</id><published>2011-09-05T21:15:00.001+02:00</published><updated>2011-09-05T21:20:09.009+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='desery'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='słodko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='karmel'/><title type='text'>Czy pani jest kreatywna?</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/-SvJ_YJbBmdE/TmPwGMeqloI/AAAAAAAAB6A/oqqVacEj8UY/s800/IMG_2831.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5648622346872460930" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kreatywność (zaraz obok ponadprzeciętnych umiejętności interpersonalnych) to jedna z cech, do których czuję dużą niechęć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może dlatego, że jestem raczej leniwa i nie lubię się (niepotrzebnie) wysilać. A kreatywność na komendę nie wydaje mi się dobrym pomysłem. Czy do tego nie potrzeba przypływu weny? Samotności? Czasu?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z moją kreatywnością jest nawet gorzej, niż myślałam, ponieważ gdyby nie szczęśliwy przypadek, splagiatowałbym samą siebie. Bo wymyśliłam sobie piękny post na ten temat. Tylko, no właśnie, okazało się, że już go kiedyś napisałam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wybaczcie, ale i tak mam ochotę o tym wszystkim opowiedzieć raz jeszcze (przynajmniej troszeczkę).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czasami czuję się trochę niekomfortowo, że większość przepisów, które tu zamieszczam, pochodzi z książek lub innych blogów. Mam wrażenie, że warto by było tworzyć je samemu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W życiu codziennym jednak ciągle muszę gotować coś z głowy. W pobliżu mojego obecnego mieszkania sklepy są bardzo marnie zaopatrzone (a moja ulubiona alternatywa dla gotowania – lody i pizza – też daleko), więc doszłam do mistrzostwa w przygotowywaniu naprawdę niezłych rzeczy dosłownie z niczego. Nigdy Wam jednak o nich nie opowiem. To dania bez planu, przepisu i proporcji. Szybkie obiady po pracy. Nie ma czasu na odmierzanie i ważenie. Nie ma czasu na robienie zdjęć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A kiedy mam czas odmierzać, ważyć i fotografować, przeważnie wolę spróbować czegoś specjalnego. Specjalnego, czyli z gotowego przepisu, któremu towarzyszy smakowita fotografia. I za nic w świecie nie chcę w tym przepisie nic nie zmieniać, żeby mieć pewność, że zjem oryginał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na szczęście są osoby, które jednak eksperymentować lubią. Jak daleko Wy jesteście się w stanie posunąć?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Panna cotta należy do moich ulubionych deserów. Jest tak banalnie prosta, a przy tym kremowa i pyszna. Aż trudno uwierzyć, że to, jeśli pokusić się o klasyfikację, galaretka ze słodkiej śmietany (a galaretki mogłyby dla mnie nie istnieć).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kukurydza w deserze brzmi dziwnie. Nie jest to jednak aż tak zdumiewające połączenie jak ser pleśniowy i czekolada.  Jedno słodkie, drugie słodkie, naprawdę, nie ryzykuje się aż tak wiele. Kukurydza nadaje śmietance oryginalną nutę, bardzo subtelną, jeśli ktoś zje za szybko, może jej nie odnaleźć, chociaż oczywiście kukurydziana dekoracja jest wyraźną wskazówką, że coś jest nie w porządku. Dla mnie to jednak świetny deser i łatwy sposób na zrobienie wrażenia na tym, na kim aktualnie chcecie zrobić wrażenie.  &lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/-espFdmqvIRg/TmUPkxgEhaI/AAAAAAAAB6Q/lHNPcKq5jeY/s800/IMG_2805.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5648938432043713954" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Panna cotta z kukurydzą&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;źródło: magazyn &lt;span style="font-style: italic;"&gt;bon appetit&lt;/span&gt; 8/2010&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;br /&gt;1 szklanka mleka&lt;br /&gt;2 szklanki słodkiej śmietany&lt;br /&gt;1/3 szklanki cukru&lt;br /&gt;2 kolby kukurydzy&lt;br /&gt;2 1/4 łyżeczki żelatyny&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;sos karmelowy lub dulche de leche&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;ol style="text-align: justify;"&gt;&lt;li&gt;Mleko wlać do garnka, dodać cukier i zagotować. W czasie, kiedy mieszanina się podgrzewa, z kolb kukurydzy zeskrobać ziarna (resztę zachować), a następnie ugotować je w mleku (około 5 minut). &lt;/li&gt;&lt;li&gt;Kukurydzę odcedzić, a mleko z powrotem wlać do garnka, dodać śmietankę i te obskrobane kolby (można pokroić na mniejsze części). Całość podgrzać, po czym wyłączyć ogień i przykryć garnek. Po 30 minutach płyn razem z kolbami przełożyć od miseczki, przykryć i wystudzić.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Śmietankę z mlekiem (ale już bez kolb kukurydzy) podgrzać ponownie, a w międzyczasie rozpuścić żelatynę w 3 łyżkach wody (albo tak małej ilości, jak się da). Kiedy masa na panna cottę się zagotuje, zdjąć ją z ognia, dodać rozpuszczoną żelatynę i energicznie mieszać, żeby zlikwidować jakieś ewentualne żelatynowe grudy. &lt;/li&gt;&lt;li&gt;Masę (przez bardzo gęste, lub wyłożone gazą sitko) rozlać do 6 naczyniek. Ja zwykle przecedzam najpierw do dzbanka, żeby ułatwić sobie rozlewanie. Kiedy panny cotty ostygną, wstawić do lodówki na co najmniej kilka godzin. Podawać z ziarnami kukurydzy i sosem karmelowym. &lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-8143294475046732640?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/8143294475046732640/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=8143294475046732640&amp;isPopup=true' title='Komentarze (17)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/8143294475046732640'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/8143294475046732640'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2011/09/czy-pani-jest-kreatywna.html' title='Czy pani jest kreatywna?'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-SvJ_YJbBmdE/TmPwGMeqloI/AAAAAAAAB6A/oqqVacEj8UY/s72-c/IMG_2831.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>17</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-5624393978868272891</id><published>2011-08-23T22:00:00.002+02:00</published><updated>2011-08-23T22:07:25.582+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pomidory'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='warzywa'/><title type='text'>O tym jak złudne są uroki sosu z torebki</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/-PO7leFxsTRU/TlP9kVHky0I/AAAAAAAAB54/jIhfxWsSnVY/s800/IMG_2027.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5644133558611397442" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Chyba każdy interesuje się życiem innych ludzi. Ciekawość  tego, co robią i jak żyją nasi bliźni (w swej patologicznej formie zwana wścibstwem) jest naturalna i niełatwo ją powstrzymać. Ja, będąc u kogoś po raz pierwszy, mniej lub bardziej ukradkowo przyglądam się biblioteczce, wczytując się w grzbiety książek, by wiedzieć, czy mam do czynienia z pokrewną duszą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W analogiczny sposób pokrewieństwo dusz można stwierdzić patrząc na to, co dana osoba je. Inspekcję szafek z jedzeniem zwykle trudno przeprowadzić dyskretnie, zresztą, przyglądanie się biblioteczce nie jest znowu aż tak niegrzeczne, jak zaglądanie do czyjejś lodówki. Znalezisko, o którym chcę teraz napisać, leżało na samej górze kosza na śmieci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A była to torebka po sosie pomidorowym w proszku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ugh. Dzisiaj będzie dydaktycznie i moralizatorsko. Pierwsze moje pytanie na ten widok brzmi: ale dlaczego? To nie chodzi o to, że sos z torebki składa się z chemii. Że nawet nie leżał koło pomidorów. Jest niezdrowy. Albo nienaturalny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sos z torebki jest po prostu niedobry.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Korzystanie z sosu z torebki może usprawiedliwiać tylko niewiedza. Bo, uwaga, notujemy: punkt pierwszy: taki sos nie jest tańszy od zrobionego samodzielnie (a przynajmniej nieznacznie). Punkt drugi: nawet jeśli przygotowanie go trwa trochę krócej, korzyść jest wątpliwa, bo i tak trzeba czekać na makaron.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Punkt pierwszy (rozwinięcie)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żeby sprawdzić jego prawdziwość wykonałam małe śledztwo i przebadałam sklepowe półki z sosami w proszku i pomidorami w puszce. Dygresja: puryści mogą się w tym miejscu zżymać, że uważam sos zrobiony z pomidorów w puszce za wystarczająco prawdziwy. Cóż, mogę tylko odpowiedzieć, że przez 10 miesięcy w roku jest on prawdziwszy niż z ten, który mogłabym zrobić z tzw. świeżych pomidorów...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tak wypadło porównanie cenowe: sos pomidorowy z proszku waha się od 1,69 zł (z przeznaczeniem raczej do gołąbków - to mówi etykieta) do 2,60-3,60 zł za taki specjalnie do makaronu. Otrzymamy z tego 4 porcje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najtańsza puszka pomidorów to 2,99 zł, najdroższa 4,70 zł. Puszka pomidorów to 3 porcje sosu. Można też zaopatrzyć się w 500 g opakowanie przecieru (nie koncentratu!) z pomidorów za 3,69 zł i to na pewno starczy na 4 porcje. Ktoś może mieć zastrzeżenia, że do tego konieczne są jeszcze przyprawy i inne dodatki. To prawda, jednak są to rzeczy, które każdy i tak ma w domu, byłabym skłonna więc pominąć je w kosztach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Punkt drugi&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czas: w rzeczywistości przygotowanie sosu z pomidorów z puszki trwa tylko tyle, co gotowanie makaronu (szczegóły jeszcze niżej).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście, ktoś może (chociaż trudno uwierzyć) lubić sos z proszku. Pozostałym jednak (jeśli tego jeszcze nie zrobili) na czarną godzinę radzę zaopatrzyć się raczej w kilka puszek pomidorów niż torebek z magiczną mieszanką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żeby nie było rozczarowań, muszę tu napisać o jeszcze jednej rzeczy: jest całkiem prawdopodobne, że kilka pierwszych sosów wyda Wam się bez smaku.  To wcale nie znaczy, że coś robicie źle. To znaczy, że tęsknicie za glutaminianem sodu. Zaufajcie mi, warto jednak się z nim rozstać na dobre. &lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://2.bp.blogspot.com/-f4H7tkneJr8/TlP9ZM7AEHI/AAAAAAAAB5o/TqVldkTB0Dk/s800/IMG_2018.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5644133367432614002" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Sos pomidorowy można przygotować w  znacznie bardziej wyrafinowany sposób niż tu opisuję. Ta wersja jest dla osób  wyjątkowo leniwych. Lub tak głodnych, że nie mają czasu nawet pokroić  cebuli. Ja czasami należą do obydwóch kategorii. W każdym razie,  taki sos jak poniżej jadam najczęściej. Uzupełnianie własnymi ulubionymi  przyprawami mile widziane.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Sos pomidorowy&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;2-3 porcje&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;puszka krojonych pomidorów&lt;br /&gt;2 łyżki oliwy&lt;br /&gt;2 łyżeczki octu balsamicznego lub innego (byle nie spirytusowego ;)&lt;br /&gt;łyżeczka cukru (lub do smaku)&lt;br /&gt;sól, pieprz, papryka ostra, słodka&lt;br /&gt;zioła świeże lub suszone&lt;br /&gt;ewentualnie: zmiażdżony ząbek czosnku&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Bierzemy garnek, wrzucamy do niego puszkę krojonych pomidorów i wszystkie pozostałe składniki (jeśli używamy świeżych ziół, to dodajemy je na samym końcu). Mieszamy. Gotujemy.  Możemy pomieszać od czasu do czasu. Teraz stawiamy makaron. Kiedy będzie gotowy zdejmujemy z ognia i sos, ewentualnie doprawiamy. I już.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uwaga: sos gotuję zwykle na dość dużym ogniu, żeby szybko zgęstniał, ale pod przykryciem, bo okropnie pryska.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-5624393978868272891?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/5624393978868272891/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=5624393978868272891&amp;isPopup=true' title='Komentarze (24)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/5624393978868272891'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/5624393978868272891'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2011/08/o-tym-jak-zudne-sa-uroki-sosu-z-torebki.html' title='O tym jak złudne są uroki sosu z torebki'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-PO7leFxsTRU/TlP9kVHky0I/AAAAAAAAB54/jIhfxWsSnVY/s72-c/IMG_2027.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>24</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-1113609796605247183</id><published>2011-08-18T21:24:00.011+02:00</published><updated>2011-08-18T21:24:00.325+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='słono'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='warzywa'/><title type='text'>Witajcie ponownie w nocnym Krakowie: fast food po polsku</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/-Xwwwy_G9vOA/TklnpEchoRI/AAAAAAAAB4o/glLAZ_-UmF4/s800/IMG_2617.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5641153963523940626" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jesteśmy w dużym mieście wojewódzkim. Prawie w samym centrum, kwadrans piechotą od rynku. Przechodzimy przez ulicę, skręcamy w prawo, a potem (w drugą?) w lewo. I prosto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chwila ciszy i zdziwienia. To jest właśnie to miejsce, które chcieliśmy tak bardzo zobaczyć?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A przed nami plac. Na nim liczne stragany, w większości opuszczone o tej porze i zmyślnie poskładane. Na jakimś można kupić jeszcze różnego rodzaju wytwory rękodzieła, a nieco dalej wytrwale czekają na klientów pojedynczy sprzedawcy owoców i kwiatów. Pośrodku palcu tzw. „okrąglak”, w którego wnętrzu znajdują się głównie  sklepy mięsne (przynajmniej tak mi się wydaje), zaś po zewnętrznej  stronie budki z zapiekankami. Pod nogami nierówny beton, upstrzony tajemniczymi cyframi. Uważny przechodzień, spacerując sobie dookoła, dostrzeże zejście do  szaletu. Taki nieco czepialski może zauważyć szpecące krajobraz kubły na  śmieci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/-Ege3LYy3SsI/Tkln4JQdU1I/AAAAAAAAB5Q/3386wbGfnfg/s800/IMG_2674.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5641154222513541970" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;To obskurne miejsce to Plac Nowy, w dzień targowisko (jak wynika z lektury internetu, bo nigdy tego nie widziałam na własne oczy), a w późniejszych godzinach – centrum życia nocnego Krakowa. Dookoła rozsiane są knajpki, często równie obskurne, co kultowe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A mnie i &lt;a href="http://www.przy-stole.blogspot.com/" target="_blank"&gt;Monię&lt;/a&gt;, Wasze dzielne recenzentki kulinarne, zaprowadziła w te  absurdalne rejony kultowa zapiekanka. Dlaczego zapiekanka jest kultowa?  Tego oczywiście (mnie) nie wiadomo. Nie ulega jednak wątpliwości, że  jest, a będąc w tym miejscu należy ją zjeść, ale nie byle gdzie, tylko u  Endziora. Trafić łatwo, wystarczy kierować się długością kolejki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://2.bp.blogspot.com/-jv0F-DFktY4/TklnvAaiIlI/AAAAAAAAB44/4tgmI1C5eV8/s800/IMG_2643.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5641154065521058386" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://2.bp.blogspot.com/-6PhCq-rswUU/TklnyTlJfiI/AAAAAAAAB5A/YUjvQl_h03E/s800/IMG_2645.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5641154122205462050" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Popatrzyłyśmy na tę kolejkę i miałyśmy ochotę wypróbować jakąś inną zapiekankę, bo w końcu, o ile tylko nie będą to produkty głębokomrożone przywrócone do życia w mikrofalówce (a przy takiej konkurencji raczej nikt by nie zaryzykował), nie powinno być większych niespodzianek. I (chociaż DLA WAS odstałyśmy jednak swoje w tej kolejce) nie było. Trzeba jednak przyznać, że zapiekanka z Endziora jest bardzo uczciwą wersją tego nieskomplikowanego dania. Buła nie jest supermarketową dmuchaną podróbą, tylko przyzwoitym kawałkiem pieczywa, w którym da się nawet odnaleźć jakieś cząstki pełnoziarniste. Warstwa pieczarek gruba (chociaż dla Moniki to akurat była wada). Ser w porządku. Dodatki do wyboru. Cena przyzwoita. Wielkość obfita. Czyli, w kategorii „zapiekanka”, możemy polecić. Nieco problematyczne w tej recenzji pozostaje to, że nie wiem, jak smakują inne zapiekanki na Placu Nowym, więc nie jestem w stanie potwierdzić (lub nie), czy te z Endziora rzeczywiście są najlepsze. (Czekam w tej kwestii na Wasze opinie).&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/-9eCgeVm83vQ/TkwdJcscEqI/AAAAAAAAB5g/lDH7UbdeiTU/s800/IMG_2632_1.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5641916481346998946" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeśli zjedzenie 30 centymetrów bezwartościowego zapychajstwa Was nie pociąga, to mam inną wersję zapiekanki. To coś w rodzaju zupy botwinki w wersji stałej. Botwinka jak botwinka, ale ten sosik, który się do niej robi, jest rewelacyjny i chociaż byłam w pełni świadoma, ile masła do niego dałam, wylizałam wszystko dokładnie i to tak bez niczego, bo nie miałam nawet chleba, jeśli  jednak Wy będziecie mieć, to z pewnością ten dodatek spowoduje, że danie stanie się kompletne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS Kolejki do Endziora nie widać na zdjęciach, bo w dniu, kiedy poszłam fotografować, był zamknięty.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/-0ChTIFBNOa0/TklnjcUbavI/AAAAAAAAB4Y/tCHB-4IWSvQ/s800/IMG_1668.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5641153866853214962" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przepis w przerażający sposób precyzuje, ile dokładnie minut trzeba coś smażyć czy gotować, ale przyjęłabym te liczby jedynie za orientacyjny czas, a nie utrudnienie, które mogłoby Was powstrzymać przed przygotowaniem tego dania. Zarówno wizyta u Endziora, jak i przygotowanie tej zapiekanki miały miejsce już dość dawno, więc właściwie nie wiem, czy nadal jest sezon na botwinę?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;Zapiekanka z botwinki&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;źródło: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;River Cafe Pocket Books Salads &amp;amp; Vegetables&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;1 kg botwinki&lt;br /&gt;2 gałązki tymianku (dałam suszony)&lt;br /&gt;2 listki laurowe&lt;br /&gt;3 łyżki octu z czerwonego wina&lt;br /&gt;100 g masła&lt;br /&gt;1 czerwona cebula, pokrojona w plasterki&lt;br /&gt;2 posiekane ząbki czosnku&lt;br /&gt;10 filetów anchois&lt;br /&gt;1 pokruszona, suszona ostra papryczka&lt;br /&gt;1 łyżka mąki&lt;br /&gt;1/2 startej gałki muszkatołowej&lt;br /&gt;75 g startego parmezanu&lt;br /&gt;50 g czarnych oliwek bez pestek&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Piekarnik nagrzać do 200 stopni.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Buraczki obrać i razem z łodygami (bez liści) pokroić w 1 cm kawałki. Liście gotować w solonej wodzie przez 5 minut, następnie odsączyć za pomocą łyżki i odstawić do ostygnięcia. Do gotującej się wody dodać tymianek, liście laurowe i ocet. Włożyć łodygi i buraczki, gotować przez 6 minut, odsączyć (wodę zachować). Wyłowić liście laurowe i tymianek.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;2/3 masła roztopić na patelni, dodać cebulę i smażyć, aż będzie miękka i zacznie nabierać koloru. Dodać czosnek i smażyć jeszcze dwie minuty. Dołożyć filety anchois i nadal smażyć, mieszając, aż rozpuszczą się w maśle. Przyprawić pieprzem i papryczką chili. Dodać mąkę, dokładnie rozmieszać i gotować na małym ogniu przez 8 minut.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Po chochli wlewać wodę z gotowania botwiny, aż sos osiągnie konsystencję gęstej śmietany. Przyprawić pieprzem i gałką, wrzucić buraczki i łodygi, jeśli trzeba, dosolić.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Naczynie do zapiekania wysmarować masłem, rozłożyć w nim warstwę sosu z łodygami i przykryć ugotowanymi liśćmi. Rozłożyć na tym trochę wiórków masła i posypać połową parmezanu. Nałożyć drugą warstwę sosu, łodyg i liści, trochę masła, rozłożyć oliwki i polać resztą sosu. Posypać pozostałym parmezanem i piec 20 minut, aż zapiekanka lekko się zarumieni.&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/-2NCc6tzjfJ8/TklnsDEzTgI/AAAAAAAAB4w/BXi8kqGTav0/s800/IMG_2625.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5641154014695607810" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-1113609796605247183?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/1113609796605247183/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=1113609796605247183&amp;isPopup=true' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/1113609796605247183'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/1113609796605247183'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2011/08/witajcie-ponownie-w-nocnym-krakowie.html' title='Witajcie ponownie w nocnym Krakowie: fast food po polsku'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-Xwwwy_G9vOA/TklnpEchoRI/AAAAAAAAB4o/glLAZ_-UmF4/s72-c/IMG_2617.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-3796218933445502885</id><published>2011-08-13T22:10:00.000+02:00</published><updated>2011-08-13T22:10:54.773+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='chleb'/><title type='text'>Profil baranka i 7 rzeczy, których o mnie nie wiecie</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/-E3AnT3JX1iY/TkbQex7VFLI/AAAAAAAAB4A/PGiSG6vK_nw/s800/IMG_2087.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5640424810544960690" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ten wpis planowo miał być o baranku, czyli mojej radości, staroświeckiej – chociaż całkiem nowej – drewnianej formie do masła w kształcie baranka. Z przykrością jednak informuję, że inauguracyjny baranek nie wyszedł. Albo raczej, bez szwanku udało mu się wyjść w połowie. Na pewno nie będę ustawać w staraniach i mam nadzieję, że zadziałało tu tylko prawo pierwszego naleśnika i kolejny (baranek, nie naleśnik) pójdzie... jak po maśle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To tyle na ten temat, bo dzięki wyróżnieniom*, przyznanym mi przez &lt;a href="http://przysmakikarolki.blogspot.com/2011/07/wyroznienie.html" target="_blank"&gt;Karolkę&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://kuchniaszczescia.pl/2011/08/cos-o-mnie-i-cos-na-wynos-czyli-cos-na-szybko/" target="_blank"&gt;Tili&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://megimoher.blogspot.com/2011/08/nadaje-z-balkonu.html" target="_blank"&gt;Megimoher&lt;/a&gt; (gorąco dziękuję dziewczyny!) od kilku dni chodzę i myślę, czego właściwie jeszcze o mnie nie wiecie. Bo... czy na przykład ciekawe jest, że tradycyjnie obtarły mnie nowe sandały, a moje ulubione plastry w Muminki się skończyły? Albo, że z powodu dziwnie przeciągającej się wymiany okien mój pokój od tygodnia ma wygląd nieco futurystyczny, dzięki okrywającej meble folii malarskiej? A może chcielibyście wiedzieć, że spaliłam ostatnio blender, co stanowi wielkie nieszczęście bo nie mogę sobie robić zup-kremów ani koktajli?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-bL9i7FW2bo0/TkbWOVPoxYI/AAAAAAAAB4Q/MVWCRK00RCA/s1600/onelovelyblogaward.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 200px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-bL9i7FW2bo0/TkbWOVPoxYI/AAAAAAAAB4Q/MVWCRK00RCA/s400/onelovelyblogaward.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5640431125037368706" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Ha. Wypada jednak postarać się trochę bardziej. Poniżej 7 rzeczy, które przynajmniej nie wszyscy wiedzą.&lt;br /&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Nigdy w życiu nie zjadłabym... Nie jestem typem smakosza-odkrywcy. Jeśli coś wygląda ohydnie (oczywiście nie mówimy o rzeczach z cyklu "brzydkie, ale dobre"), to zakładam, że jest ohydne. Jeśli powszechnie uznaje się to w naszym kręgu kulinarno-kulturowym za niejadalne, to wcale nie mam ochoty jeść. Po za tym nigdy nie (z)jadła(by)m tatara ani flaków.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Pamiętacie Julię Roberts w "Uciekającej narzeczonej", która nie wiedziała, jakie jajka lubi najbardziej? To akurat wiem (jajecznicę), ale nie mam ulubionego koloru, ani zespołu muzycznego, ani aktora, ani aktorki, ani gatunku piwa (bo nie lubię).&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Nie mam także ulubionej marki samochodu. Jestem w tej kwestii o wiele bardziej beznadziejna niż przeciętna stereotypowa kobieta. Samochodów nie rozróżniam w ogóle, nie kojarzę większości logotypów, a nawet nie potrafię powiedzieć, jakie auto chciałabym mieć, bo i tak na razie nie będę mieć żadnego, więc temat jest dla mnie zupełnie abstrakcyjny. (Mam prawo jazdy!)&lt;br /&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Uwielbiam infantylne (chociaż nie w sensie Hello Kitty na t-shircie), trochę teatralne ubrania. Moja ulubiona sztuka odzieży składa się z szerokiej, krótkiej spódniczki w kolorze niebieskim złożonej z tiuli i jakiegoś innego bardzo cienkiego materiału. Jest naprawdę piękna, ale moim ciągle niezrealizowanym marzeniem jest prawdziwa spódnica z tiulu.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Marzę też o skoku na bungee.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Mam słomiany zapał. Gotowanie jest jednym z niewielu zajęć, którego nie udało mi się porzucić (na liście mamy rysunki, ceramikę, taniec towarzyski, a potem flamenco, naukę kilku języków i wiele sportów). Ja wolę jednak sobie tłumaczyć, że po prostu nie znalazłam jeszcze swojego powołania (a może już znalazłam?)&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Naprawdę uważam pieczywo z masłem za jeden z najgenialniejszych jadalnych wynalazków!&lt;br /&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;*o regułach zabawy (a jedną z nich jest napisanie o sobie 7 rzeczy), przeczytajcie więcej u nich, ja tym razem, tak jak baranek, poprzestaję na realizacji połowy planu i nie przyznaję własnych wyróżnień, ale może postaram się wreszcie w prawej kolumnie zamieścić linki do odwiedzanych i lubianych stron, bo jest ich znacznie więcej niż 16.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/-Hr599CPIgZk/TkbQiYQ3kyI/AAAAAAAAB4I/xrogNT5pZDo/s800/IMG_2130.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5640424872375456546" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Bułeczki na zakwasie&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;źródło: &lt;a href="http://lawendowydom.blogspot.com/2010/09/bueczki-na-zakwasie-zaproszenie-na.html"&gt;Lawendowy dom od kuchni&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;100 g dojrzałego zakwasu żytniego&lt;br /&gt;200 g mąki pszennej typ 1850 (użyłam tylko zwykłej mąki)&lt;br /&gt;250 g mąki pszennej typ 500&lt;br /&gt;1 łyżka drożdży instant&lt;br /&gt;10 g masła&lt;br /&gt;1 łyżeczka soli (dałam dwie)&lt;br /&gt;12 g cukru&lt;br /&gt;200 ml wody (musiałam dać więcej)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ze wszystkich składników zagnieść elastyczne ciasto, włożyć do miski, przykryć ściereczką i odstawić na ok. 3 godziny. Gdy ciasto podwoi swoją objętość wyrobić je, podzielić na 16 porcji* i uformować dowolne bułeczki. Ułożyć je na blasze i wstawić do piekarnika nagrzanego do 240 stopni. Na dno piekarnika wrzucić 2-3 kostki lodu. Po 10 minutach zmniejszyć temperaturę do 220 stopni i piec jeszcze 10 minut.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;*wg przepisu, mnie wyszło 10 wcale niedużych sztuk.&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-3796218933445502885?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/3796218933445502885/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=3796218933445502885&amp;isPopup=true' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/3796218933445502885'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/3796218933445502885'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2011/08/profil-baranka-i-7-rzeczy-ktorych-o.html' title='Profil baranka i 7 rzeczy, których o mnie nie wiecie'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-E3AnT3JX1iY/TkbQex7VFLI/AAAAAAAAB4A/PGiSG6vK_nw/s72-c/IMG_2087.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-4349105469178542690</id><published>2011-07-29T19:48:00.000+02:00</published><updated>2011-07-29T19:51:48.519+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lody'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biała czekolada'/><title type='text'>Czasem słońce, czasem deszcz, ale czekolada zawsze</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/-EHD3fbrvnPE/TjB3Y9kp6mI/AAAAAAAAB3g/QW9r2EgriCs/s800/IMG_1991.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5634134404569360994" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://2.bp.blogspot.com/-v0qMHhoikWw/TjB1xnotpNI/AAAAAAAAB3Y/jZo75u0X42k/s800/IMG_2043.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5634132629154276562" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Więc znowu mamy deszczowe lato.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może i nie wszędzie, jeśli obraz z kamerki internetowej z wybrzeża nie jest sfałszowany (codziennie w pracy sprawdzamy, jaką pogodę ma jeden z kolegów cieszący się urlopem).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kraków jednak prawie przez cały tydzień był mokry. Nie narzekam. Co rano zakładałam moje kolorowe kalosze, tak długo leżące bezczynnie. Pewnego razu odważyłam się nawet przechodzić przez same środki kałuż, a kto wie, jeśli deszcz się nie uspokoi, to może pewnego dnia zobaczycie mnie, jak będę po nich skakać (ostatnio, oprócz myśli, czy jest akceptowalne społecznie, by robiły to bardzo dorosłe osoby, powstrzymał mnie od tego aparat fotograficzny i siatka z malinami).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po okresie nawału pracy bez wyrzutów sumienia (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;To grzech marnować taki piękny dzień w domu&lt;/span&gt;.&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Uff. Dzień nie jest ani trochę piękny i nie szkoda marnować ;&lt;/span&gt;) mogę odbywać niekończące się poobiednie drzemki albo siedzieć na kanapie i oglądać głupie filmy. Co prawda okres mojego odpoczynku chyba już trochę przekroczył ten czas, kiedy tak dużo pracowałam, ale kto by się przejmował. Perspektywy urlopowe raczej mgliste, trzeba to sobie jakoś wynagrodzić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O, a propos wynagradzania... Dzisiaj mam dla Was coś absolutnie wyjątkowego. Tak bardzo idealnego, że trudno uwierzyć, że w ogóle istnieje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy myśleliście kiedyś, co by było, gdyby czekolada  stała się lodami? Tartufo gelato stanowi odpowiedź na to pytanie. Dwa z trzech (a co jest tym trzecim, chyba już wiecie?) moich ulubionych smaków w wymarzonym połączeniu. Do przepisu używa się czekolady ze 100% masy kakaowej, po prostu nie jesteście w stanie być bardziej czekoladowi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czekolada 100% naprawdę istnieje. Wydaje się to dziwne, ale to fakt. Widziałam kiedyś w Almie, to taka mała podpowiedź, jeśli się zdecydujecie. Ja jednak popełniłam małe oszustwo i użyłam czekolady 90% z Wawelu. Nie wydaje mi się, żeby kwota, którą trzeba by dopłacić do tych 10% robiła w smaku taką straszną różnicę. Możecie za to zrobić sobie ze dwa dodatkowe smaki lodów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie będę Was oszukiwać, że te lody będą smakować każdemu. Są ciężkie i intensywne, bardzo wytrawne, z każdym kęsem (ale lepiej nie analizujcie tego niepotrzebnie) faktycznie jecie kostkę czekolady. Nieduża kulka wystarczy, by zaspokoić potrzebę czekoladowości u każdego i dać poczucie, że potrwa to trochę dłużej. Uwaga, jest  złudne, ja wytrzymałam jakieś trzy godziny bez kolejnej porcji. A jeśli nie macie potrzeby czekoladowego hardcore'u, albo obawiacie się, że mogą jej nie mieć Wasi goście, maliny i bita śmietana wydają się odpowiednimi dodatkami.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://2.bp.blogspot.com/-tB-Ujbas0WQ/TjBufkYtZMI/AAAAAAAAB3A/e89V8DvpzaE/s800/IMG_2031_1.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5634124622462805186" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-size:130%;" &gt;Lody maksymalnie czekoladowe&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Tartufo gelato, źródło: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;River Cafe Cookbook Easy&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;220 g czekolady 100%&lt;br /&gt;220 g czekolady 70%&lt;br /&gt;4 żółtka&lt;br /&gt;600 ml mleka&lt;br /&gt;100 g cukru&lt;br /&gt;5 łyżek śmietany kremówki&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Żółtka ubić z cukrem do białości. Mleko zagotować i zalać nim masę żółtkową. Porządnie wymieszać, przelać z powrotem do garnka (czystego!) i gotować na małym ogniu, bez przerwy mieszając, aż masa zgęstnieje – będzie oblepiać łyżkę. Przelać do czystej miseczki i odstawić.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Czekoladę 100% i połowę czekolady 70% roztopić w kąpieli wodnej i wymieszać z gorącą masą mleczno-żółtkową. Ostudzić. &lt;/li&gt;&lt;li&gt;Do masy dodać śmietanę kremówkę i przełożyć całość do maszyny do lodów - dalej postępować zgodnie z instrukcją maszyny, a gdy lody będę już prawie gotowe, dodać resztę posiekanej czekolady 70%.&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;/div&gt;Uwaga 1.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Te lody zdecydowanie najlepiej udadzą się w maszynie (ja na przykład nie mam). Oczywiście, miksowanie co jakiś czas zamrażającej się masy jest rozwiązaniem, ale niedoskonałym – lody po całkowitym zamrożeniu i tak stają się kamienną bryłą, którą będziecie jeść w wiórkach. Chyba, że macie tyle cierpliwości, by czekać, aż trochę się rozmrożą. Albo zrobicie indywidualne porcje.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Uwaga 2.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ten przepis jest bardzo tradycyjny, na gotowanym kremie  żółtkowo-mlecznym. To baza wykorzystywana wielokrotnie przy różnych  okazjach i sama o niej kilka razy pisałam, zwykle twierdząc, że to trudne. Cóż,  trochę praktyki się przyda, ale teraz już wiem, że NIE jest to trudne. Właściwie jest  tylko jedna rzecz, o której koniecznie trzeba wiedzieć: kiedy krem  zaczyna bulgotać = właśnie się zwarzył i oznacza to, że nad Waszymi  przygotowaniami właśnie zabłysł wielki napis Game Over. By tak się nie stało, ogień powinien być stosunkowo mały, a my cały czas  mieszamy, mieszamy i mieszamy, a jeśli z garnka zaczyna za bardzo  parować, odkładamy go na chwilę na bok nie zaprzestając mieszania. I, co  bardzo, bardzo ważne, kiedy uznamy, że krem jest już wystarczająco  gęsty NATYCHMIAST przelewamy go do innego naczynia. To wszystko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/-oRsaz3hIDvU/TjB0zL3M-lI/AAAAAAAAB3Q/fE3rPBleGHg/s800/IMG_2050.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5634131556546968146" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-4349105469178542690?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/4349105469178542690/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=4349105469178542690&amp;isPopup=true' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/4349105469178542690'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/4349105469178542690'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2011/07/czasem-sonce-czasem-deszcz-ale.html' title='Czasem słońce, czasem deszcz, ale czekolada zawsze'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-EHD3fbrvnPE/TjB3Y9kp6mI/AAAAAAAAB3g/QW9r2EgriCs/s72-c/IMG_1991.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-2036775498666351310</id><published>2011-07-20T22:39:00.001+02:00</published><updated>2011-07-20T22:53:57.955+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='miód'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='słodko'/><title type='text'>Co ma księżyc do miodu. Wpis edukacyjny</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://2.bp.blogspot.com/-Ma1iWTQwqiQ/TicGTsMKuDI/AAAAAAAAB2o/EaRBYMbgTM8/s800/IMG_1843_1.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5631476794399569970" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie jestem w gronie tych osób, które z każdym napotkanym pierwszy raz człowiekiem potrafią rozmawiać tak, jakby się z nim znały od urodzenia. Nie. Staram się w ogóle unikać takich niespodziewanych rozmów w cztery oczy. A jeśli już mnie to spotka, cały czas towarzyszy mi obawa, że jak temat się skończy, zapadnie pełna zażenowania cisza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym razem jednak, niezwykle interesujące rzeczy wynikły z przypadkowej rozmowy z zupełnie mi nieznanym starszym panem, z którym pewnie nigdy bym nie porozmawiała, gdyby nie, zbyt skomplikowane, by je tu wyjaśniać, zbiegi okoliczności. Dla wtajemniczonych mogę tylko napisać, że zbiegi dotyczyły koszyków z sosny, które pan Władysław robi. O tym wiedziałam. W trakcie rozmowy okazało się, że jest także pszczelarzem i większość rzeczy, o których Wy się dzisiaj dowiecie, usłyszałam gawędząc z nim jednej niezwykle i pechowo deszczowej niedzieli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewnie wszyscy z Was wiedzą, jak trudno jest kupić dobry miód w zwykłym sklepie (o czym kiedyś chyba pisałam). Dominują „mieszanki miodów z unii europejskiej i spoza unii”- czyli, chińskich, do których mam stosunek taki, jak do chińskiego czosnku, znaczy, negatywny. Nie dajcie się zwieść firmowej nalepce na opakowaniu, nie zawsze oznacza dobrą jakość, tylko  wnikliwa lektura etykiety prawdę (a przynajmniej jej część), Wam powie, a jeśli nie powie, to tym bardziej nie kupujcie. Dalsze zasady kupowania miodów są takie: miód skrystalizowany to miód dobry. Może i trochę w sklepie poleżał, ale przynajmniej wiadomo, że do nie dodano do niego cukrowego syropu, który się nigdy nie krystalizuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz część najbardziej fascynująca. Skąd wiadomo, że miód jest lipowy, wrzosowy czy mniszkowy? Nasuwająca się odpowiedź: bo w pobliżu rośnie lipa, wrzos, mniszek, jest tylko w połowie prawdziwa. Przede wszystkim, do takiego miodu trzeba się przygotować. Wybrać z ula to, co pszczoły zdołały zrobić dotychczas i czekać, aż lipa albo inny mniszek zaczną nektarować. Miodzić, powiedział mój rozmówca. Nie wiem, co to oznacza w praktyce, ale potrafiłabym ten fakt stwierdzić: wokoło jest dużo pszczół. Jeśli ich nie ma, to z miodu lipowego wychodzi lipa. A dlaczego coś nektaruje albo nie? Kolejne pytanie bez odpowiedzi, nagłówki wyszukiwania w google zdradzają, że ma na to wpływ, na przykład, księżyc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy to nie jest fascynujące? Niestety, oznacza również, że o ile nie mamy sprawdzonego źródła,  pozostaje nam wiara w to, że zawartość słoika jest zgodna z opisem na etykiecie. Nawet tak nieskomplikowana rzecz jak miód wielokwiatowy może być oszukana. Zdaniem pana Władysława, taki miód ma lepszy, bogatszy smak niż taki z monokultury (czyli jednej rośliny).  Tymczasem, mój starannie wybrany miód wyłącznie z polskich miodów i, jak głosi  słoik, wielokwiatowy, chociaż pięknie się krystalizuje, w smaku jest płaski jak deska.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Konkluzji nie będzie, ale ta rozmowa przekonała mnie, że warto włożyć trochę wysiłku w poszukiwanie zaufanego miodu. Pan Władysław nie miał ze sobą własnego, poznałam za to innego pana (łyżkarza!), który miał, i pewnie przy następnym spotkaniu od niego zakupię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A Wam tymczasem proponuję słodkie marcepanowe pszczoły. Przypomniałam sobie o nich podczas oglądania jakiegoś programu Nigelli, ale pomysł znany mi  jest od lat, dzięki książce „Kuchnia Kubusia  Puchatka” (dostałam ją w stosownym do takiej pozycji wieku, więc sami  możecie sobie dopowiedzieć, jak było to dawno). Dzięki kawałkowi pozostałego jeszcze od Bożego Narodzenia marcepanu (na miodzie!  jeśli wierzyć producentowi), oraz już gotowemu murzynkowi, czekającemu tylko na wykazanie się odrobiną fantazji, mogłam te fascynujące mnie od zawsze (w swym słodkim wydaniu, oczywiście) owady wreszcie stworzyć. Wymagają one odrobiny zręczności (jeśli mają być ładne, a nie po  prostu być), ale wyglądają uroczo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten przepis jest podwójnie awaryjny, zdjęcia zrobiłam już w lutym, jakoś nie było okazji ich pokazać, a ponieważ nie mam czasu ani gotować, ani fotografować, a do tematu pasuje jak ulał, to możecie je zobaczyć dziś. Murzynek. Chyba wszyscy to znają? Robi się go u mnie w domu od zawsze i często: kiedy trzeba upiec coś na szybko, albo coś niekłopotliwego, albo nie przemyśleliśmy wcześniej, bo będziemy piec, a na murzynka składniki zawsze się znajdą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Właściwie nie wiem, czy miałam okazję jeść murzynki z innych przepisów, ale gwarantuję Wam, że ten jest dobry. Dość wilgotny i czekoladowy. Pozwala na wiele wariacji. A najlepsza z wszystkiego oczywiście jest polewa. Jak dla mnie powinna być odrobinę przegotowana, bo wtedy robi się chrupiąca.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/-okjsfWpCUXY/TicqXUDmtXI/AAAAAAAAB24/oxQZgj2T-qs/s800/IMG_7898.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5631516439059281266" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ten przepis można chyba dołączyć do nieco zapomnianego cyklu moich ulubionych rzeczy do zdjedzenia.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-size:130%;" &gt;Murzynek&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;4 jajka (rozdzielone)&lt;br /&gt;2 szklanki cukru&lt;br /&gt;2 szklanki mąki&lt;br /&gt;3 czubate łyżki kakao (albo więcej, zależy, jakie jest ciemne)&lt;br /&gt;2 łyżeczki proszku do pieczenia&lt;br /&gt;250 g margaryny&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Margarynę, kakao, pół szklanki wody i cukier wrzucić do garnka, gotować na wolnym ogniu, aż wszystkie składniki się połączą, a masa zacznie bulkać. Odstawić do ostudzenia.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Odlać 2/3 szklanki masy, do reszty dodać żółtka i wymieszać. Białka ubić na pianę. Masę czekoladową wymieszać z mąką i proszkiem, a potem delikatnie z pianą z białek.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Podłużną formę wysmarować tłuszczem lub wyłożyć papierem do pieczenia i przelać do niej ciasto. Piec ok. 50-60 minut w 180 stopniach. Patyczkiem sprawdzić, czy ciasto jest upieczone (ma wychodzić suchy, oczywiście)&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Wystudzone ciasto wyjąć z formy (albo i nie, ale wtedy polewa nie pokryje go dokładnie). Polewę zagotować i podgrzewać, aż zgęstnieje. Oblać nią ciasto. Jeśli chcemy robić pszczoły, trzeba zostawić jej trochę do malowania im oczek i paseczków. Moje ciasto dodatkowo jest jeszcze przełożone marcepanem.&lt;br /&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;/div&gt;Pszczoły&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Z masy marcepanowej lepić nieduże, nieco spłaszczone kulki. W każdą wpić dwa płatki migdałowe, tak, by utworzyły skrzydełka. Marcepanowy korpus wbić na wykałaczkę, a drugą wykałaczką namalować oczy i paseczki. Pszczółkę na wykałaczce bić w ciasto. Patyczek można później wyciągnąć, kiedy polewa zastygnie powinna już utrzymać pszczółkę na cieście.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/-5zbQ-0Kbyrw/TicqTq_MP0I/AAAAAAAAB2w/eF78i_KieoA/s800/IMG_7888.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5631516376495308610" border="0" /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-2036775498666351310?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/2036775498666351310/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=2036775498666351310&amp;isPopup=true' title='Komentarze (17)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/2036775498666351310'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/2036775498666351310'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2011/07/co-ma-ksiezyc-do-miodu-wpis-edukacyjny.html' title='Co ma księżyc do miodu. Wpis edukacyjny'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-Ma1iWTQwqiQ/TicGTsMKuDI/AAAAAAAAB2o/EaRBYMbgTM8/s72-c/IMG_1843_1.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>17</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-3336494746328555153</id><published>2011-06-30T20:32:00.002+02:00</published><updated>2011-07-01T21:58:41.513+02:00</updated><title type='text'>Oldschoolowe znaczy dobre</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/-CgHiZh1RphI/TgY9fuMtEXI/AAAAAAAAB2Q/KEtF86XdZVM/s800/IMG_0140.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5622248800005198194" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- Mamo, chciałabym zrobić zupę z kalarepki.&lt;br /&gt;- Ale my nie robimy zupy z kalarepki.&lt;br /&gt;- Robimy. Tę z liśćmi.&lt;br /&gt;- A, tak. Ale po co ci to?&lt;br /&gt;- Chcę o niej napisać&lt;br /&gt;-Przecież i tak nie jesz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fakt. Nie jem. Sama sobie na co dzień z rzadka gotuję dwudaniowe obiady. Wróć. Nigdy nie gotuję dwudaniowych obiadów. Jeśli jest zupa, to znaczy, że na drugie danie będzie deser, albo jakieś byle co.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja mama jest jedną z tych cichych bohaterek, które zawsze gotują zupę i drugie. Przy czym nigdy tej zupy nie jedzą, bo jakby zjadły zupę, to by nie im starczyło miejsca na drugie. Ja mam tak samo, więc nawet jeśli jest okazja, zwykle zupy nie jem (z wyjątkiem pomidorowej, której nie potrafię się oprzeć). Kiedy jednak przeczytałam u &lt;a href="http://kucharnia.blogspot.com/2011/06/rzecze-na-to-kalarepka-nikogo-nie-ma-w.html"&gt;Anny Marii&lt;/a&gt; o kalarepce, to wspomnienie o tej zupie, której nie jem, spowodowało, że magicznie wskoczyła na szczyt listy „do zrobienia” (bo to był po prostu świetny wpis, przeczytajcie, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kalarepka jest niezbyt atrakcyjna. Zgrubiała,  ciężka i twarda.  Zadomowiona w polskiej kuchni tak, że się jej nie zauważa. Chociaż świeża i chrupiąca, solo smakuje na tyle bez wyrazu, że nigdy nie przebiła się do warzywnej elity. Pierwsza wiosenna kalarepka nie wywołuje takiego podekscytowania i rumieńców, jak botwinka, nie mówiąc już o nieosiągalnej dla pozbawionego ogródka śmiertelnika słodyczy świeżego zielonego groszku. Oj tak, groszek rośnie w puszcze lub w mrożonce, od dawna nie udało mi się kupić dobrego prosto ze strączka, zwykle posmak był gorzki. A skoro mówimy o groszku. W lecie łatwo dostępna kalarepka może go zastąpić w banalnym duecie z marchewką. Słodka i miękka, obowiązkowo maślana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc teraz zupa. Jest bardzo oldschoolowa, na zasmażce (bo to, jak się dowiedziałam, przepis babci). Nie ostrzegam, lecz wyjaśniam, ponieważ zdaję sobie sprawę, że zasmażka, z paroma innymi wynalazkami  tradycyjnej kuchni polskiej, została zepchnięta do podziemia, ze względu na ogrom kalorii i cholesterolu. Ludzie, nie wariujmy! Ile realnych szkód mogą wyrządzić dwie łyżki smalcu  i łyżka mąki na cały gar warzyw? Hmm, jeśli już są wyznania, to idźmy na całość: ten cud babcinej kuchni gotuje się na żeberkach, żadnego tam wywaru jarzynowego. Oczywiście, jeśli chcecie, możecie zrobić tę zupę na, na przykład, kurczaku i bez grama tłuszczu, ale nie narzekajcie, że wychodzi jakaś cienka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wydobycie od mojej mamy, mistrzyni nieprecyzyjnych przepisów (także tych spisanych), jako tako konkretnych wskazówek dotyczących tej zupy  nie było łatwe. Właściwie wcale się nie udało („A ile smalcu do tej  zasmażki? Przecież ja to muszę spisać!” „A nie wiem, za dużo mi się  właściwie nalało”). Cudowną cechą kuchni domowej jest jednak to, że  skrupulatne mierzenie i ważenie nie jest potrzebne. Więc jeśli nie  jesteście pewni, czy Wasza kalarepka jest średnia czy duża, to się nie  martwcie. I tak się uda.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://2.bp.blogspot.com/-79AExZsNW2g/TgY9m_lSovI/AAAAAAAAB2g/YTuT7n5Uyyw/s800/Untitled.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5622248924930810610" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-size:130%;" &gt;Zupa kalarepkowa&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;wielki gar&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;br /&gt;2 średnie kalarepki z liśćmi&lt;br /&gt;1 marchewka&lt;br /&gt;1 cebula&lt;br /&gt;1 pietruszka&lt;br /&gt;kawałek selera&lt;br /&gt;4 średnie ziemniaki&lt;br /&gt;kawałek żeberek (na oko z 7 cm długości)&lt;br /&gt;obrany ząbek czosnku&lt;br /&gt;2 łyżki smalcu lub masła&lt;br /&gt;łyżka mąki&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Do garnka wrzucamy żeberka i zalewamy ok. litrem wody. Gotujemy od momentu zawrzenia wody przez 15 minut. W tym czasie obieramy i kroimy w kostkę (z wyjątkiem selera, pietruszki i cebuli, które zostawiamy w całości) wszystkie warzywa. W małe kawałki kroimy też łodyżki kalarepki, a liście w paseczki. &lt;/li&gt;&lt;li&gt;Wszystko, także czosnek, wrzucamy do garnka (ewentualnie, oprócz liści, które można dać chwilę później) i dolewamy tyle wody, żeby była zupa, a nie warzywny gulasz. Solimy do smaku. Gotujemy, aż wszystkie warzywa porządnie zmiękną (co najmniej przez 40 minut). Smalec rozpuszczamy na patelni, dodajemy mąkę i dobrze mieszamy, chwilkę gotując, a potem wlewając zasmażkę do garnka z zupą, mieszamy i zostawiamy na ogniu jeszcze przez kilka minut. &lt;/li&gt;&lt;li&gt;Przed podaniem odkrawamy mięso od kości i wrzucamy do zupy. Najlepsza jest na drugi dzień, kiedy się trochę przegryzie.&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/-O_5FywDyMQc/TgY9jpGeh1I/AAAAAAAAB2Y/nBi6Z2LFNmo/s800/IMG_0171.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5622248867356378962" border="0" /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-3336494746328555153?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/3336494746328555153/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=3336494746328555153&amp;isPopup=true' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/3336494746328555153'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/3336494746328555153'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2011/06/oldschoolowe-znaczy-dobre.html' title='Oldschoolowe znaczy dobre'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-CgHiZh1RphI/TgY9fuMtEXI/AAAAAAAAB2Q/KEtF86XdZVM/s72-c/IMG_0140.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-1419281591597678779</id><published>2011-06-22T21:09:00.000+02:00</published><updated>2011-06-22T21:12:06.141+02:00</updated><title type='text'>Dwa lata z „Bułką z masłem”</title><content type='html'>&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/-ETRnOv0MLxg/TgEPXc9TwNI/AAAAAAAAB2I/bNjTTH_kmY8/s800/IMG_9861.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5620790705519837394" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kilka dni temu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Bułka z masłem&lt;/span&gt; obchodziła drugie urodziny. Trudno uwierzyć. Mam jednocześnie wrażenie, jakbym była z Wami od zawsze i dopiero wczoraj (no, może przedwczoraj) zamieszczała swój pierwszy wpis.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewnie niektórzy wyobrażają sobie typową blogerkę kulinarną jako mamuśkę z nadwagą, która każdy ugotowany obiad i upieczone ciasto fotografuje naprędce na kuchennym stole, pomiędzy wieszaniem prania, a karmieniem dziecka przecieraną zupką. Kiedy to dziecko położy się wieczorem spać, mamuśka szybko zrzuca zdjęcia z aparatu i pisze beztreściowy tekst „przepyszne, najlepsze ziemniaki tłuczone jakie w życiu jadłam, serdecznie polecam”, by potem ponieść sobie poczucie własnej wartości bijącym licznikiem pozytywnych komentarzy pozostawianych przez inne mamuśki, które mają nadzieję, że odwdzięczy się im tym samym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj raz na zawsze mam zamiar obalić ten stereotyp, nawet jeśli mam świadomość, że i tak nie dotrze to do tych, do których powinno. Chciałabym się z Wami podzielić tym, co mnie osobiście dało prowadzenie blogu, który miał być terapią na wszystkie męczące mnie wtedy smutki, a okazał się czymś znacznie więcej, kto wie, może nawet, jakkolwiek patetycznie to brzmi, będzie katalizatorem zwrotu w moim życiu?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Należę do osób chorobliwie introwertycznych. Opublikowanie pierwszej notki (traktującej o bitej śmietanie), którą mogą przeczytać wszyscy, prawie dwa miliardy ludzi mających dostęp do internetu, było dla mnie ogromnym wyzwaniem. Ale gdybym tego nie zrobiła, to pewnie nie odważyłabym się również, jakiś czas później, dołączyć do grupy piszących dziewczyn (pozdrowienia ;), próbować swoich sił w zupełnie innych formach (Aniu, jeśli to czytasz, to moja pierwsza myśl była taka, że ja tego opowiadania wcale nie napiszę) i nawet zacząć powoli wierzyć, że może ktoś oprócz mnie samej będzie miał odwagę opublikować jakiś mój tekst.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Albo rzecz całkiem inna. Kiedy zaczynałam, ledwo potrafiłam posługiwać się małym kompaktowym aparatem z zaledwie kilkoma opcjami. Dzisiaj mam o wiele bardziej skomplikowany aparat, o wiele większe umiejętności i na pierwszy rzut oka widzę różnicę między zdjęciami, które robię ja, a które ktoś inny mniej lub bardziej przypadkowo pstryka. Nie chcę przez to twierdzić, że moje zdjęcia są doskonałe ;) a jedynie, że są znacznie lepsze niż na początku i można obiektywnie stwierdzić, że zrobiłam postęp i wyszłam poza poziom przeciętnego kronikarza wakacji i rodzinnych uroczystości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Last but not least za pośrednictwem bloga poznałam osobiście, albo wirtualnie (co zawsze może się zmienić) wiele wspaniałych osób, dzięki którym moje życie czasem w całkiem konkretny sposób stało się ciekawsze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeczytałam ostatnio rady Ree Drummond (sławnej &lt;a href="http://thepioneerwoman.com/" target="_blank"&gt;Pioneer Woman&lt;/a&gt;) na temat prowadzenia blogu. Jedna z nich brzmiała: mów swoim czytelnikom jak najczęściej, że ich kochasz. Hmm... Być może pozbawione większego znaczenia "I love you" się sprawdza, jednak "Kocham Was" trąci amerykańskością w negatywnym znaczeniu. Ale dziękuję Wam, że jesteście, odwiedzacie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Bułkę z masłem&lt;/span&gt;, zostawiacie swoje komentarze, albo osobiście mówicie mi o tym, co Wam się podobało. Mam nadzieję, że spędzimy razem jeszcze wiele czasu i będzie coraz ciekawiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hop, hop, jesteście tam jeszcze? To już prawie koniec i przechodzimy do przepisu. W kwestii ciast urodzinowych pozostaję tradycjonalistką, więc będzie tort. Albo coś w tym rodzaju. Podobny do tego, który był w zeszłym roku, ale trudno się oprzeć łączeniu truskawek ze śmietaną. Właściwie, dopiero teraz o tym pomyślałam, to dokładnie ten sam przepis na eton mess, który pojawił się u mnie jako pierwszy (chociaż w drugim wpisie). Jednak zamrożenie tego klasycznego angielskiego deseru tworzy zupełnie nową jakość. Przed jedzeniem pozwólcie mu trochę odtajać (niekoniecznie tak długo jak ja, zanim znalazłam właściwe ujęcie), połączenie miękkiej i mrożonej śmietany z bezą i owocami to naprawdę wymarzony sposób na świętowanie, nawet tylko wolnego wieczoru.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/-lkkAiRCYRfc/TgEPHzV8GxI/AAAAAAAAB1o/lPLyEk6c2nQ/s800/IMG_9756.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5620790436650818322" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Mrożony tort bezowy&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;4 porcje średnicy 9 cm&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;400 ml śmietany kremówki&lt;br /&gt;200 g niedużych truskawek&lt;br /&gt;16-20 małych bez&lt;br /&gt;cukier puder do smaku&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Śmietanę ubić i posłodzić do smaku. Bezy pokruszyć. Truskawki umyć, oderwać szypułki i przekroić owoce na połówki.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Przygotować 4 obręcze o średnicy 9 cm oraz talerzyk, na którym wszystkie będzie można położyć. Talerzyk przykryć folią. Z koszulek do dokumentów wyciąć 4 paski ,trochę dłuższe niż obwód foremek i trochę wyższe.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Obręcze ułożyć na talerzyku, każdą wyłożyć paskiem i nakładać warstwami truskawki, bezy i śmietanę. Można to zrobić w konfiguracji ozdobnej, ale to jednak jest trochę zachodu, więc można i w dowolnej.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Foremki na talerzyku włożyć do zamrażalnika i mrozić kilka godzin. Gotowe torciki należy wyjąć z 15-20 minut przed jedzeniem, żeby odrobinę odtajały.&lt;br /&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Oczywiście można zrobić i jeden duży tort, ale wtedy radzę pomnożyć podane proporcje co najmniej przez dwa.&lt;br /&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-1419281591597678779?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/1419281591597678779/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=1419281591597678779&amp;isPopup=true' title='Komentarze (30)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/1419281591597678779'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/1419281591597678779'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2011/06/dwa-lata-z-buka-z-masem.html' title='Dwa lata z „Bułką z masłem”'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-ETRnOv0MLxg/TgEPXc9TwNI/AAAAAAAAB2I/bNjTTH_kmY8/s72-c/IMG_9861.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>30</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-6175106593320165748</id><published>2011-06-14T21:38:00.002+02:00</published><updated>2011-06-14T21:42:51.979+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='słodko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cytryna'/><title type='text'>"Plate to Pixel", czyli oczy by jeszcze jadły</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/-hwpFpAOBBSA/Te6DfR-rM7I/AAAAAAAAB0w/wDvZdFWjw9k/s800/IMG_9617.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5615570358803051442" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pewnego razu, gdy byłam jeszcze wyjątkową początkującą blogerką i fotografką kulinarną, natrafiłam w jakiejś księgarni internetowej na książkę, jak stylizować i fotografować jedzenie. Kiedy zaczęłam sobie czytać, o czym ta pozycja właściwie jest, moje oczy spoczęły na "zaletach i wadach sztucznych i naturalnych produktów". Z hukiem zamknęłam kartę przeglądarki i postanowiłam radzić sobie sama.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy jednak przeczytałam, że znana pewnie wielu z Was &lt;a href="http://www.tarteletteblog.com/" target="_blank"&gt;Tartelette&lt;/a&gt;, czyli Hélène Dujardin,  której fotografie wzbudzają moje jęki zachwytu, szykuje książkę na taki właśnie temat, wiedziałam, że będzie coś w całkiem innym rodzaju. Z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Plate to pixel&lt;/span&gt; nie dowiecie się, jak przerobić zupę na galaretkę, żeby wyglądała nadal jak gorąca zupa, ani jak ucharakteryzować płyn do naczyń by mógł udawać kuszącą piankę na cappuccino. Rozumiem, że fotografia czy film reklamowy musi się tym czasem, chociażby dla bezpieczeństwa, posiłkować (pomyślcie o tych słodkich dziewczynkach, które w nieskończonej liczbie dubli noszą pyszną-jak-domową pomidorową z proszku od kuchenki do stołu), ale zdjęcia na blogi, czy nawet do książek nie muszą, a moim zdaniem nawet nie powinny, uciekać się do takich sztuczek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podejście Hélène jest podobne do mojego i da się je streścić tak: 1. nic nie zastąpi światła naturalnego (chociaż czasem musi), 2. fotografowane produkty powinny nadawać się potem do jedzenia, 3. im więcej wysiłku włożysz w robienie zdjęcia, tym mniej czasu poświęcisz na jego obrabianie (w dobie aparatów cyfrowych, z czym się z bólem pogodziłam, to w zasadzie konieczne).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tartelette jest profesjonalistką, ale książka, którą napisała, jest idealna dla średniozaawansowanego fotografa kulinariów. Osoby o bardzo dużych umiejętnościach będą zawiedzione, te początkujące, zagubione, bo chociaż niby sporo miejsca poświęcone jest czułości, balansowi bieli czy głębi ostrości, to mam wrażenie, że prawdziwym debiutantom trudno będzie się w tym połapać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To, co było przydatne dla mnie, to przede wszystkim rozdział o świetle, tym bardziej, że podstawowe miejsce pracy Tartelette przypomina moje: stół, po jednej stronie okno, blenda po drugiej. Jest też wiele przydatnych wskazówek dotyczących sztucznego światła, jednak podstawowym sprzętem jest tu jedna lampa, która załatwia całą sprawę, a nie wielki profesjonalny zestaw, który opisuje inna, skądinąd rzetelna i bardzo szczegółowa książka o fotografowaniu studyjnym, którą mam, ale nie bardzo mogę praktycznie wykorzystać.  Jeśli nie chcecie inwestować w lampę wolnostojącą, to okazuje się, że z błyskowej na aparacie (ale nie tej wbudowanej ;) też można coś wycisnąć, chociaż różnica w jakości widoczna jest od razu. Dużo wiedzy i inspiracji dostarczyły mi też rozdziały o kompozycji i stylizacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uwielbiam książkę Hélène. Nie wszystko było równie ciekawe, czy też do natychmiastowego wykorzystania, ale i tak czytałam ją jednym tchem, a nie cedząc i przerywając inną lekturą, jak większość podręczników do fotografii. Jeśli macie już takie obeznanie z aparatem i tematem, by wiedzieć, co sprawia Wam problemy, to &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Plate to pixel&lt;/span&gt; powinna większość z nich rozwiązać (tzn. podpowiedzieć, jak je rozwiązać, bo potem już tylko ciężka praca).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-tgKZnf2SqY4/Tfe5ed3y--I/AAAAAAAAB1g/6827Fdh-AO4/s1600/plate%2Bto%2Bpixel.jpg"&gt;&lt;img style="float: left; margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer; width: 161px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-tgKZnf2SqY4/Tfe5ed3y--I/AAAAAAAAB1g/6827Fdh-AO4/s200/plate%2Bto%2Bpixel.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5618162993233853410" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Hélène Dujardin&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Plate to pixel. Digital Food Photography &amp;amp; Styling&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;wyd. Wiley Publishing&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No to wreszcie przepis, oczywiście, od Tartelette. Babeczki są lekkie i pyszne, idealnie wpisały się w moją potrzebę czegoś bardzo  cytrynowego. Może Wam się wydawać, że wykonanie jest skomplikowane, ale  to tylko pozory, bo obydwie masy możecie zrobić, kiedy babeczki są w  piekarniku (mnie ten czas zawsze niemożliwie się dłuży). Składanie  wszystkiego też nie trwa długo, w końcu z podanych proporcji wychodzi  wszystkiego (rozczarowująco) niedużo.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/-H9Jwgt-v_bo/Te6DkweIDXI/AAAAAAAAB04/-OWbtrno_F0/s800/IMG_9625.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5615570452887375218" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Babeczki cytrynowe&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;a href="http://www.tarteletteblog.com/2009/07/recipe-meyer-lemon-limoncello-cupcakes.html"&gt;Meyer Lemon Limoncello Cupcakes&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;12 sztuk (u mnie trochę więcej)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;babeczki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;60 g masła&lt;br /&gt;60 g serka śmietankowego&lt;br /&gt;200 g cukru&lt;br /&gt;3 jajka&lt;br /&gt;2 łyżki likieru limoncello (nie dałam)&lt;br /&gt;190 g mąki&lt;br /&gt;1 łyżeczka proszku do pieczenia&lt;br /&gt;½ łyżeczki soli&lt;br /&gt;125 ml maślanki (dałam jogurt)&lt;br /&gt;¼ szklanki soku cytrynowego&lt;br /&gt;skórka z 1 cytryny&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;lemon curd&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;skórka z 2 cytryn&lt;br /&gt;½ szklanki soku z cytryny&lt;br /&gt;50 g cukru&lt;br /&gt;1 jajko + 1 żółtko&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;masa serkowa&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;60 g masła&lt;br /&gt;120 g serka śmietankowego&lt;br /&gt;115 g cukru pudru&lt;br /&gt;1 łyżka limoncello (nie dałam)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;Piekarnik nagrzać do 180 stopni.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;W misce ubić za pomocą miksera masło, serek i cukier, aż masa będzie lekka i kremowa. Dodawać po jednym jajku, nadal ubijając. Wlać limoncello, chwilę ubijać, po czym dodawać na przemian mąkę i maślankę, na końcu powinna być mąka. Dorzucić sok i skórkę z cytryny. Ciasto nałożyć do foremek na muffinki do 2/3 wysokości. Piec 20 minut, aż wykałaczka wetknięta w babeczkę będzie wychodzić sucha. Ostudzić.&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Lemon Curd&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;W garnuszku wymieszać skórkę i sok z cytryny oraz cukier i doprowadzić do wrzenia. W miseczce roztrzepać żółtko z jajkiem, wlać trochę gorącego syropu cytrynowego, wymieszać, wlać resztę i połączyć wszystko ze sobą. Masę przelać z powrotem do garnuszka i gotować na małym ogniu, ciągle mieszając, aż zgęstnieje. Ostudzić.&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;/div&gt;Masa serkowa&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;Mikserem ubić razem serek z masłem, dodać limoncello, a następnie stopniowo cukier. Miksować, aż masa będzie gładka.&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;Składanie całości&lt;br /&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;W babeczkach, łyżką do melona lub nożem, zrobić na szczycie małe dołki i napełnić je lemon curd. Przykryć masą serkową. Podawać.&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-6175106593320165748?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/6175106593320165748/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=6175106593320165748&amp;isPopup=true' title='Komentarze (19)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/6175106593320165748'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/6175106593320165748'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2011/06/plate-to-pixel-czyli-oczy-by-jeszcze.html' title='&quot;Plate to Pixel&quot;, czyli oczy by jeszcze jadły'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-hwpFpAOBBSA/Te6DfR-rM7I/AAAAAAAAB0w/wDvZdFWjw9k/s72-c/IMG_9617.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>19</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-1507520174713313633</id><published>2011-06-05T21:25:00.001+02:00</published><updated>2011-06-05T21:32:05.786+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='truskawki'/><title type='text'>Jak nie smażyć konfitur</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/-4iYdHqaOhAY/TevTEgXo2oI/AAAAAAAAB0o/CQAGLCPnl3U/s800/Untitled.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5614813434809473666" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Są tacy, którzy uważają, że gotowanie to czarna magia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli mowa o samym procesie codziennego przygotowywania posiłków, moim zdaniem, powodzenie/niepowodzenie, które się w tym osiąga, jest prawie tak proste i przewidywalne, jak rozwiązanie zadania z algebry na poziomie szkoły podstawowej. Wiedza, doświadczenie i trzymanie się sprawdzonej metody zawsze zapewnią sukces. O ile jednak w przypadku matematyki panuje zgoda co do tego, że aby się jej nauczyć, trzeba ćwiczyć, to gdy przychodzi do gotowania (czynności daleko bardziej przydatnej w przeciętnym życiu niż liczenie całek i różniczek) ta prosta prawda wszystkim samozwańczym kuchennym beztalenciom nie trafia do przekonania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A cała magia (podejrzewam, że również w przypadku matematyki, chociaż nigdy jej nie odkryłam), zaczyna się dopiero wtedy, kiedy podstawy zostają opanowane. To ten rodzaj czarów, który w filmach rysunkowych wyraża się złotym pyłkiem i kiczowatą muzyką, albo jeszcze mętnym wzrokiem i wyrazem stuporu na twarzy. Ogólnie rzecz biorąc, w zależności od nastroju, możecie to łączyć z zakochaniem lub upojeniem alkoholowym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak jeśli chcecie doświadczyć kuchennej magii radzę, przynajmniej jeszcze na chwilę, odstawić na bok wszystkie wysokoprocentowe napoje, a tym bardziej porywy miłosne. Zamiast tego, upiec chleb, albo jak ja, powitać początek sezonu smażenia konfitur. Dżemów właściwie, ale nazwa &lt;span style="font-style: italic;"&gt;konfitura&lt;/span&gt; jest o wiele bardziej poetycka i lepiej wpasowuje się w opisany przeze mnie klimat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prawdopodobnie, kiedy późnym popołudniem lub nawet wczesnym wieczorem, zmęczeni po całym dniu, znajdziecie się sam na sam z miską owoców, trudno będzie Wam to poczuć. Pomyślicie raczej ze złością o jakiejś beztroskiej chwili w okolicach południa, kiedy to  powstał zamiaru robienia dżemu, który zaowocował zakupem 3 kilogramów truskawek, z którymi trzeba teraz coś zrobić zamiast, na przykład, relaksować się przy bogatej ofercie rozrywkowej telewizji publicznej. W każdym razie, ja zwykle odczuwam to raczej tak (z tym wyjątkiem, że w moim największym garnku nie zmieszczę więcej niż 1,5 kilo czegokolwiek).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ogromny błąd. Miska truskawek/wiśni/malin/porzeczek... przed Wami, to szansa na godzinną psycho- i aromatoterapię w cenie kilograma owoców i pół kilo cukru (który, jak zauważyłam, zszedł już znacznie poniżej rekordowych cen). Niespieszna, powtarzalna i niewymagająca refleksji czynność odrywania szypułek to kwadrans resetowania umysłu. Wypełniający cały dom słodki, lepki i landrynkowy zapach gotujących się owoców to wakacje na wsi, leżenie na trawie i wystawianie buzi do słońca. Brzmi dobrze, co? To do dzieła!&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/-VFkMp4ZzsPo/TevS3PvvNmI/AAAAAAAAB0g/2rlmxdh-Vus/s800/IMG_9687_1.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5614813207008851554" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Dżem truskawkowy z kwiatami bzu&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;na podstawie przepisu znalezionego u &lt;a href="http://www.beawkuchni.com/2010/06/kwiaty-czarnego-bzu.html" target="_blank"&gt;Bei&lt;/a&gt;*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;600 g truskawek&lt;br /&gt;300 g cukru&lt;br /&gt;5 baldachów czarnego bzu&lt;br /&gt;skórka z 1 cytryny&lt;br /&gt;sok z połowy cytryny&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Truskawki obrać z szypułek, pokroić na ćwiartki, zasypać cukrem. Idealnie – odstawić na godzinę (czego ja nie zrobiłam). Wszystkie składniki przełożyć do garnka i gotować, na początku na dość małym ogniu, aż cukier się rozpuści, a owoce puszczą sok – jeśli nie będziecie uważać (nie przesadnie, ale jednak troszeczkę) to już na tym etapie wszystko pójdzie do kosza. Bez przed włożeniem do garnka idealnie zawinąć w gazę (ale to nie ja).&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Kiedy truskawki zaczną się gotować, skręcić gaz na średni i spokojnie zostawić wszystko na dłuższą chwilę (z moich doświadczeń wynika, że zwykle otrzymanie odpowiedniej konsystencji trwa około godziny).&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Kiedy dżem będzie gotowy, czyli łyżeczka masy na zimnym talerzyku dość szybko gęstnieje, wyłączyć ogień pod garnkiem i odczekać pięć minut (żeby masa nie pryskała!). Przelać dżem do słoików, porządnie zakręcić, postawić do góry dnem i poczekać, aż ostygną. Z podanych proporcji wyszły mi dwa 250 ml słoiki.&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;*kiedy się za to zabrałam, naprawdę było już dość późno, więc to jest wersja ekspresowa, nie do końca przestrzegałam reguł sztuki. I tak wyszło :)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-1507520174713313633?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/1507520174713313633/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=1507520174713313633&amp;isPopup=true' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/1507520174713313633'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/1507520174713313633'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2011/06/jak-nie-smazyc-konfitur.html' title='Jak nie smażyć konfitur'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-4iYdHqaOhAY/TevTEgXo2oI/AAAAAAAAB0o/CQAGLCPnl3U/s72-c/Untitled.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-5917585013935052039</id><published>2011-05-30T20:03:00.000+02:00</published><updated>2011-05-30T20:03:00.762+02:00</updated><title type='text'>O miejscu, gdzie sezon na grilla trwa cały rok</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://2.bp.blogspot.com/-YgIgtXt2IF4/TeLDaEElFNI/AAAAAAAAB0M/s34p5M5cY6s/s800/IMG_9651_1.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5612262938194023634" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Chyba każde miasto ma jakieś miejsce kultowe. W Krakowie jest ich pewnie wiele i w zależności od zainteresowań, każdy może wybrać coś dla siebie. Oczywiście wiadomo, w jakim kręgu zainteresowań my się poruszamy ;) i razem z &lt;a href="http://www.przy-stole.blogspot.com/" target="_blank"&gt;Moniką&lt;/a&gt; wspólnie (nie po raz ostatni!) postanowiłyśmy wypróbować dla Was jedną gastronomicznych osobliwości Krakowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;M. stwierdziła, że na pierwszy ogień musi pójść jakiś pewniak, coś, o czym na pewno da się napisać pozytywnie. I tak się stało ale... Zabierzemy Was w miejsce, w którym nie można oczekiwać wyrafinowanego smaku, eleganckiej obsługi i dyskretnego wystroju. Jego cechy to serwowanie nieskomplikowanego, plebejskiego menu i gotowość na przyjęcie dowolnej liczby zgłodniałych imprezowiczów w drodze między jedną a drugą knajpą. Otóż, Wasze świeżo upieczone naczelne recenzentki kulinarne z Krakowa odwiedziły niebieską nyskę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Napisana małą literą „niebieska nyska” to wcale nie pomyłka, ani dowód mojego redakcyjnego roztargnienia. Prawie w centrum miasta, przy Hali Targowej, codziennie  między 20 a 2 czy 3 w nocy staje niebieska nyska. Menu liczy 3 pozycje: kiełbasa z grilla (podawana na tekturowej tacce), bułka i darzona przez wszystkich nostalgią landrynkowa oranżada w szklanej butelce (skąd oni to biorą!?). A przed nyską niezmiennie kolejka. Cały lokal składa się z kawałka chodnika, ale standardy i tak wzrosły od mojej ostatniej tam bytności: koło nyski stoi, nieco chybotliwy i prowizoryczny, ale jednak – stół. My zdecydowałyśmy się na opuszczone o tej porze lady kiosków targowych – Wam także polecam tak zrobić, bo jest to zdecydowanie bardziej tradycyjny sposób konsumpcji, a do tego ma dodatkowy smaczek. Tętniące życiem przez większość dnia targowisko, w porach wieczornych nabiera charakteru rodem z filmu kryminalnego. Oprócz zgłodniałych lub żądnych nietypowych wrażeń tłumów, stałymi bywalcami są okoliczne „elementy”, które toczą uświęcone zwyczajem spory z panami ochroniarzami. Podsumowując: kiełbasa, jak kiełbasa, chociaż nie najgorsza, a buła jak buła, oranżada to smak dzieciństwa (ze wstydem  wyznaję, że tym razem ją sobie odpuściłyśmy), ale jeśli chcecie przeżyć smak prawdziwej przygody w nocnym Krakowie, zalet tego miejsca nie można przecenić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak zrobić kiełbasę z grilla każdy wie, jednak trudno mi było nawet w notce recenzenckiej zrezygnować z przepisu. Pamiętam jeden (jedyny chyba) przypadek, kiedy do dania użyłam kiełbasy. Parę osób powiedziało mi wtedy, że nie spodziewało się po mnie tak mało subtelnych smaków (chociaż samo danie było w sumie dość lekkie).  Dzisiejszy wypiek (?) jest moim zdaniem całkiem subtelny. Anglosaski specjał, zwany „świnkami w kocykach”, nęcił mnie od dawna i wreszcie mogłam poddać się jego komicznemu, a zarazem rozczulającemu urokowi  Jeśli jednak najważniejsze są dla Was dosłownie rozumiane walory smakowe, to dodam, że moja mama natychmiast porwała przepis do swojego zeszyciku.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://2.bp.blogspot.com/-ObahbSFG1FM/TeLDdaWsGrI/AAAAAAAAB0U/l6WQL6WbPZc/s800/IMG_9667.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5612262995715168946" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Świnki w kocykach&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;źródło: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nigella gryzie&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;375 g mąki&lt;br /&gt;3 łyżeczki proszku do pieczenia&lt;br /&gt;1 czubata łyżeczka soli&lt;br /&gt;25 g startego żółtego sera&lt;br /&gt;250 ml pełnotłustego mleka&lt;br /&gt;1 jajko&lt;br /&gt;3 łyżki oleju roślinnego&lt;br /&gt;50 mini kiełbasek lub kawałków kiełbasek/parówek&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Do posmarowania: 1 jajko roztrzepane z odrobiną mleka i 1/2 łyżeczki soli&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Piekarnik rozgrzać do 220 stopni C.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Mąkę i proszek do pieczenia wsypać do miski i delikatnie wymieszać widelcem z serem i solą. W drugiej misce wymieszać mleko, olej i jajko. Następnie mokre składniki dodać do suchych i zagnieść miękkie, dające się wałkować ciasto.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Ciasto wałkować porcjami i kroić na prostokąty – wielkość dostosujcie do Waszych kiełbasek.  Na bieżąco zawijać kiełbaski w kawałki ciasta i układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Posmarować je jajkiem z mlekiem i solą, a następnie wstawić do piekarnika na 12-15 minut. &lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/-btQVIEgT-tg/TeLDWifMRUI/AAAAAAAAB0E/xjwJyrURby4/s800/IMG_9222.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5612262877639230786" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;A oto i niebieska nyska w całej okazałości ;) Za panem w krótkich spodenkach znajduje się grill, na którym smażone są serwowane specjały.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-5917585013935052039?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/5917585013935052039/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=5917585013935052039&amp;isPopup=true' title='Komentarze (17)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/5917585013935052039'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/5917585013935052039'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2011/05/o-miejscu-gdzie-sezon-na-grilla-trwa.html' title='O miejscu, gdzie sezon na grilla trwa cały rok'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-YgIgtXt2IF4/TeLDaEElFNI/AAAAAAAAB0M/s34p5M5cY6s/s72-c/IMG_9651_1.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>17</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-6553506131954470508</id><published>2011-05-26T20:57:00.001+02:00</published><updated>2011-05-26T21:01:14.952+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='jajka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kuchnia  żydowska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bakłażan'/><title type='text'>Patlijan boereg. Trudno wymówić, lepiej zjeść</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/-SNT4IsosOh4/Td1xh8Cpz1I/AAAAAAAABz0/uDsxHbWqUEA/s800/IMG_9585_1.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5610765538640383826" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Z czym kojarzy Wam się kuchnia żydowska? Dla mnie to przede wszystkim cebula i kilka, w większości pozbawionych znaczenia, pięknych słów, jak kugiel, czulent albo bajgiel. Ot, wygodny stereotyp, który pozwala mi mieć wrażenie, że orientuję się w temacie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do wyżej wymienionego zestawu dołączyłabym jeszcze połączenie (bardzo) słodkiego z wytrawnym. Tym razem jednak wychodzę poza potoczne wyobrażenia, bo takie właśnie było jedno z moich nielicznych spotkań z kuchnią żydowską. Miało ono miejsce w Łodzi, w październiku czy listopadzie zeszłego roku. Weekend pełen wrażeń, pod względem kulinarnym przebiegał mniej więcej tak, jak pobyt w Madrycie. Dlatego, kiedy, również niemalże na pięć minut przed odjazdem pociągu powrotnego, przypadkiem minęłyśmy z A. znaną restaurację &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Anatewka&lt;/span&gt;, po prostu nie mogłyśmy tam nie wstąpić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Anatewka &lt;/span&gt;ma klimat dusznego mieszczańskiego salonu z końca XIX wieku. To komplement! Koronkowe serwety, mnóstwo niepotrzebnych-a-tak-niezbędnych bibelotów, pianino, ściany przeładowane obrazami, najczęściej portretami Żydów. Zamiast skrzypka na dachu podkład muzyczny zapewniała skrzypaczka na drabinie, ubrana w stylową sukienkę. Klimat potęgowała klientela (a restauracja była pełna!), która mimo współczesnych ubrań mogłaby uchodzić za szacowne rodziny bogatych fabrykantów, najznamienitszych mieszkańców miasta. W każdym razie, przyjemnie tak to sobie wyobrażać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miałam oczywiście ochotę na coś, co brzmi bardzo tradycyjnie, dlatego na moim talerzu znalazł się kurczak z cymesem. Trywialny, lecz ścisły opis to: kotlet z kurczaka w sosie z suszonych owoców smażonych w miodzie. Swoje wrażenia mogłabym podsumować mniej więcej tak: Panie kucharzu, danie było naprawdę dobrze przyrządzone, ale to chyba nie mój smak! Nie czułam się rozczarowana, bo w końcu pozytywne nowe doświadczenia nie zawsze muszą być przyjemne, byle tylko było ciekawie. A było!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żeby nie zrobiło nam się od tego cymesu za słodko, teraz kilka uwag krytycznych. O ile klimat Anatewki jest super, sposób podania potraw pozostawił pewien niedosyt. To, że kurczak w cymesie nie stał się moim ulubionym daniem to kwestia gustu, jednak to, że frytki A. były zimne to... no, zamawiając frytki spodziewacie się, że będą jednak ciepłe, prawda? Uważam też, że restauracja tej klasy (i wcale nietania) nie powinna pozwalać sobie na ozdabianie talerzy SUSZONYM koperkiem. Ale, chociaż nie jestem pewna, czy przemawia przeze mnie autocenzura, czy też szczerość, i tak polecam Wam "Anatewkę".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj nie będziemy łączyć słodyczy i mięsa. W tym daniu nie ma też ani kawałeczka cebuli.  Przepis pochodzi z warsztatów prowadzonych podczas Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie. Sama nazwa jest intrygująca - patlijan boereg (na razie zapomnijmy o polskim tłumaczeniu, bo pozbawione jest uroku). Na końcu przepisu dopisek: specjalność egipska, popularna wśród Izraelczyków. Nie do końca wiem, jak to rozumieć, ale najbardziej nęcąca interpretacja nasuwa wnioski, że potrawa wywodzi się aż z czasów biblijnych. Wyobraźcie sobie. Mały Mojżesz pałaszujący patlijan boereg.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczerze mówiąc, to zdanie o starożytnym pochodzeniu to jedyne, co w tym przepisie może budzić zaufanie. Niestety, jak bardzo jest szalony uświadomiłam sobie dopiero krążąc między patelnią ze smażącym się bakłażanem oraz miską z twarogiem i jajkami. Pomyślałam, że to był błąd. Bakłażan i biały ser? Co za dziwaczne, absurdalne połączenie! I wiecie co? To było takie dobre!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Powędrowaliśmy sobie dzisiaj między Egiptem, Łodzią i Krakowem, jednak dzisiejszy wpis ma Was zachęcić do udania się zupełnie gdzie indziej, a mianowicie – do Wrocławia. Szczegóły po kliknięciu w banner w prawej kolumnie. Warsztaty kuchni żydowskiej też będą!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://2.bp.blogspot.com/-LcJfQZga1Qw/Td1xnHpqLiI/AAAAAAAABz8/cR46748GVBI/s800/IMG_9596_1.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5610765627656121890" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Patlijan boereg – nadziewany bakłażan&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;na 2 niezbyt głodne osoby&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1 bakłażan&lt;br /&gt;3 jajka&lt;br /&gt;200 g rozdrobnionego twarogu&lt;br /&gt;siekana zielona pietruszka (ilość wg gustu, u mnie – dużo)&lt;br /&gt;cytryna&lt;br /&gt;sól, pieprz, olej do smażenia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Bakłażan pokroić w plastry. Posmarować je lekko z dwóch stron oliwą i posolić. Smażyć partiami na patelni grillowej lub zwykłej.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Dwa jaja roztrzepać, wymieszać z serem, pietruszką, solą i pieprzem.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Na patelni rozgrzać trochę oleju, na dnie rozłożyć plastry bakłażana, rozsmarować na nich ser i przykryć resztą bakłażana. Na wierzchu polać trzecim jajkiem, roztrzepanym i lekko posolonym. Patelnię przykryć i smażyć danie na małym ogniu, aż masa i jajko się zetną  Oczywiście większość jajka spłynie z warzywa i zmieni się w omlet, ale to nic nie szkodzi. Przed podaniem potrawę posypać pietruszką i skropić cytryną.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Przygotowanie na patelni się sprawdza, jeśli jednak macie wybór, wygodniej będzie chyba zapiec całość w piekarniku.&lt;br /&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-6553506131954470508?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/6553506131954470508/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=6553506131954470508&amp;isPopup=true' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/6553506131954470508'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/6553506131954470508'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2011/05/patlijan-boereg-trudno-wymowic-lepiej.html' title='Patlijan boereg. Trudno wymówić, lepiej zjeść'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-SNT4IsosOh4/Td1xh8Cpz1I/AAAAAAAABz0/uDsxHbWqUEA/s72-c/IMG_9585_1.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-6948989645408360341</id><published>2011-05-18T21:47:00.000+02:00</published><updated>2011-05-18T21:58:16.292+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='słodko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czekolada'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bezy'/><title type='text'>Zanim dojrzeją truskawki</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/-yfQBpqhg4MA/TdQemmEH-iI/AAAAAAAABzk/88z6OZZD1xw/s800/IMG_9132.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5608141084384819746" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W warzywniakach właśnie pojawił się rabarbar, a sądząc po wysypie przepisów z jego wykorzystaniem na blogach, dla wielu z Was jest to entuzjastycznie witana pierwsza  owocowa zapowiedź lata. Mnie rabarbar kojarzy się z nielubianym kompotem z dzieciństwa, czasem bywał też nieprzyjemną niespodzianką w z pozoru pysznie wyglądającym cieście. Dzisiaj nie czuję już do niego niechęci, a zeszłoroczna próba przywrócenia go do łask okazała się udana, jednak było to zaledwie jak chwilowe zauroczenie, które, kto to wie, może i przy następnym spotkaniu przerodzi się w coś więcej. Zanim jednak do tego dojdzie, moją prawdziwą miłością pozostają truskawki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem, zanim się pojawią (już bardzo niedługo!), zwiastując wysyp jagód, malin, czereśni, wiśni, porzeczek... ach, nawet nie wiedziałam, że jest tego aż tyle, postanowiłam zafundować sobie coś słodkiego, ciężkiego i z kremem. Plan nie został do końca zrealizowany, bo jest słodko i z kremem, którego jest nawet całkiem dużo, efekt końcowy okazał się jednak nadspodziewanie lekki. Szwedzka migdałowa beza z nutką kawową, czekoladą i chrzęszczącym pod zębami mleczno-karmelowym pyłem, to niegdysiejsza propozycja&lt;a href="http://aromatic-baking.blogspot.com/2009/10/zaproszenie-do-sodkiej-zabawy.html" target="_blank"&gt; Jul&lt;/a&gt; do Weekendowej Cukierni. Miałam ochotę już wtedy (półtora roku temu, czy to możliwe?) ją wypróbować, ale wiecie jak to jest, została odsunięta na dalsze miejsce w kolejce i udało się dopiero teraz. Przepis jest łatwiejszy i szybszy, niż możecie się spodziewać, z malutkim wyjątkiem. Krem w tej wersji to kulinarne &lt;span style="font-style: italic;"&gt;haute couture&lt;/span&gt;, wymaga sporo uwagi i cierpliwości, jeśli ich nie macie, masę bazową zastąpcie zwykłym budyniem ze sprawdzonego przepisu. Ciasto naprawdę warte uwagi, bo mimo ogromnej słodyczy nie jest zamulaczem i poprawia humor w ten sposób, w jaki tylko cukier potrafi to zrobić.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://2.bp.blogspot.com/-J48h2xqW3wQ/TdQep_Wg3PI/AAAAAAAABzs/Pa_FDljochQ/s800/Untitled.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5608141142712442098" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Baaardzo rzadko to robię, ale tym razem przepis prawie bez zmian skopiowany od Jul (+ kilka moim uwag).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-size:130%;" &gt;Szwedzki chrupki tort migdałowy (bezglutenowy)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Składniki:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Spody(3 blaty)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;100 g zmielonych migdałów&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;płaska łyżka mąki ziemniaczanej&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;150 g cukru&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;4 białka &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Do przełożenia&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;4 żółtka jaj&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;100 g cukru&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;200 ml śmietany kremówki&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;150 g masła&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;4 pojedyncze batoniki DAIM(w Ikeach) lub 1 "rolka"&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;cukierków WERTELS ORIGINAL(bądź innych tego typu karmelków mlecznych)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Na wierzch&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;100g mlecznej czekolady&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;ok. 50-70 ml kremówki&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;do posypania: daimy, wertelsy lub płatki migdałowe&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Wykonanie:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Spody: ubij białka z cukrem na sztywno, następnie delikatnie wrzuć migdały i kartoflankę, wymieszaj. Na papierze do pieczenia lub w tortownicy, rozsmaruj warstwę ciasta na koło o średnicy ok. 22 cm. W sumie na 3 takie koła (potrzeba 3 blatów). Piecz spody przez ok. 15-20 min w 180C. Potem ostudź.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Przełożenie: rozmieszaj dokładnie śmietanę z żółtkami i cukrem w garnuszku. Postaw na ogniu i ostrożnie gotuj, aż masa zgęstnieje (pilnuj przez cały czas, żeby się nie ścięło, krem nie może się zagotować!). Kiedy masa będzie już gęsta (niezawodny test: ślad zrobiony palcem na tyle łyżki zanurzonej w kremie nie może się zlewać), zestaw z ognia, najlepiej natychmiast przelej do innego naczynia i ostudź. W tym czasie pokrusz walkiem batoniki daim, lub, gdy używasz karmelków, zmiel je w robocie kuchennym, albo moooocno potrzaskaj wałkiem (użyłam tłuczka do mięsa), wsadzając uprzednio cukierki do woreczka). Chodzi o to, by uzyskać takie "karmelowe drobinki", które cudownie chrupią w ustach i nadają dodatkowej słodyczy. Odłóż "okruszki":) na bok.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Mając już ostygłą masę, rozmiksuj ją dokładnie z masłem. Krem może być  dość rzadki, wtedy trzeba na chwilę włożyć go do lodówki – ale mój od razu był ok.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;A teraz weź jeden blat ciasta, rozsmaruj 1/3 kremu, posyp połową DAIMÓW lub 1/3 wertelsów i połóż drugi blat. Powtórz całą operację jeszcze raz. Następnie rozsmaruj resztę kremu na wierzchu 3 blatu i na bokach. Wstaw na chwilę do lodówki.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Wierzch: rozpuść czekoladę ze śmietanką, w kąpieli wodnej lub w mikrofalówce. Rozsmaruj na całej powierzchni ciasta. Posyp dwoma dodatkowymi pokruszonymi Daimami, wertelsami lub uprażonymi płatkami. Wstaw tort do lodówki, żeby wszystko dobrze się usztywniło. Po ok. 1 godzinie, można wcinać.&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://2.bp.blogspot.com/-4kdL8q9Bh1E/TdQeiGDXlHI/AAAAAAAABzc/FuXcQCZuG2c/s800/IMG_9106.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5608141007072236658" border="0" /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-6948989645408360341?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/6948989645408360341/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=6948989645408360341&amp;isPopup=true' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/6948989645408360341'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/6948989645408360341'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2011/05/zanim-dojrzeja-truskawki.html' title='Zanim dojrzeją truskawki'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-yfQBpqhg4MA/TdQemmEH-iI/AAAAAAAABzk/88z6OZZD1xw/s72-c/IMG_9132.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-1053067217601890159</id><published>2011-05-06T21:40:00.000+02:00</published><updated>2011-05-06T21:44:38.269+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='orzechy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='płatki owsiane'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='słodko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='śniadanie'/><title type='text'>Słodkie czy zdrowe? Rozwiązanie doskonałe</title><content type='html'>&lt;img src="http://2.bp.blogspot.com/-VJzWS-iwOCc/Tbse6_79D2I/AAAAAAAABy0/gOOdS7aDcVg/s800/IMG_8692.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5601104560509488994" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Bardzo nie lubię udawania. Ani w życiu – bo jest niesamowicie męczące, ani w kuchni – bo zazwyczaj jest niesmaczne. Chrupkie pieczywo (lub, o zgrozo, ryżowe), któremu producent przypisuje smakowitość świeżutkiej kromki na zakwasie, z margaryną (tak pyszną jak masło, a nawet lepszą i dodatkowo zdrowszą o syntetyczne witaminy), to nigdy nie będzie mój wybór, nawet jeśli w jakiejś chwili słabości zacznę się odchudzać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odchudzanie odchudzaniem, ale jednak myśl o tyciu, które by do niego prowadziło, niezbyt jest pociągająca. O ile tezę o przewadze odżywczej i zdrowotnej pełnoziarnistego żytniego chleba nad cienką kromką z paczki łatwo można obronić, to niestety, z tak kuszącymi (tu każdy może sobie podstawić co chce) batonikami czekoladowymi toffi i ptasim mleczkiem nie pójdzie tak prosto. Moim ulubionym "oszukiwaczem" są batoniki musli. Magiczne słowo "musli" pozwala na utrzymywanie iluzji, że człowiek o siebie dba, osiąga stan prawie niemożliwy: je ciastko, a ciągle je ma...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To przyjemne uczucie utrzymywało się we mnie dość długo, odkąd nie zostałam nałogowym widzem programu "Wiem co jem" i teraz studiuję etykiety produktów nie tylko z pasją, ale nawet z pewnym zrozumieniem treści wykraczającym poza datę przydatności. Cóż, nawet przed lekturą opakowania wiedziałam, że batoniki ze sklepu to tylko zagłuszacz sumienia. Rezygnacja z nich byłaby jednak ogromnym problemem: stanowią nieodłączną część mojego drugiego śniadania, niezbędną część mojego drugiego śniadania, zapewniającą równowagę i harmonię w całym systemie żywienia. A ja przez lata nie wymyśliłam, czym je zastąpić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście takie batoniki można zrobić samodzielnie. Upiec. Jeśli jednak ktoś z Was ma jeszcze gazowy piekarnik, wie, że nagrzewanie tego cudu trwa tyle, co, w przypadku batoników, pieczenie. To straszne marnotrawstwo czasu i energii. Korzystanie w procesie produkcji z piekarnika było wykluczone.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I zdarzył się cud. Telewizja pokazała mi problem, ale i przyniosła doskonałe rozwiązanie: batoniki z patelni.  Pyszne, proste, zdrowe, pozbawione zbędnych wypełniaczy i zachęcające do poszukiwania coraz nowych kombinacji smakowych. Ale... czy zdziwi Was, jeśli napiszę, że właściwie pozostaję przy jednej, swojej ulubionej wersji (to ta druga)?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt; &lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/-h25vqe3fNHc/TbsfDphTOWI/AAAAAAAABzE/-GJZuRjX-2c/s800/Untitled.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5601104709110937954" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Połączenie miodu i lawendy to absolutny klasyk, ale trochę się go bałam, bo nigdy jeszcze nie eksperymentowałam z lawendą, a zapach ma omdlewająco intensywny i, hmm, mydlany. To jednak jest strzał w dziesiątkę, batoniki są przepyszne, chociaż przyznaję, ma się  odrobinkę uczucie, jakby się jadło saszetkę zapachową, ale w dobrym znaczeniu, jeśli jesteście to sobie w stanie wyobrazić.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Batoniki z lawendą i migdałami&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;6 łyżek płatków owsianych (używam górskich)&lt;br /&gt;dwie łyżki miodu&lt;br /&gt;łyżeczka masła&lt;br /&gt;1/2 łyżeczki zarodków pszennych&lt;br /&gt;100 g migdałów&lt;br /&gt;1 łyżeczka lawendy (do kupienia w niektórych aptekach)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Migdały prażymy na patelni, zdejmujemy, wrzucamy płatki, a w tym czasie migdały kroimy - tylko trochę, cały czas jednak pilnując i mieszając płatki. Lekko zrumienione ściągamy z patelni, a następnie na patelnię dajemy miód, zarodki, masło i lawendę – czekamy, aż wszystko się rozpuści i połączy, po czym wsypujemy pozostałe składniki – chwilę podgrzewamy, mieszając od czasu do czasu. Ta chwila jest decydująca dla jakości batoników, trzymane na patelni zbyt krótko będą się rozpadać, zbyt długo - będą zbyt twarde. Nie ma się jednak za czym martwić, bo tak czy inaczej będą lepsze i zdrowsze od tych kupnych. &lt;/li&gt;&lt;li&gt;Masa się smaży, a my przygotowujemy kawałek papieru do pieczenia i kładziemy go na np. desce do krojenia. Masę na batoniki wykładamy na papier, uklepujemy np. szpatułką i manewrując papierem (ja robię to wykonując z niego coś w rodzaju koperty) formujemy z masy prostokąt; ważne, by na końcu masa była przykryta. Na prawie gotowe batoniki kładziemy coś ciężkiego i czekamy, aż zastygną, po czym kroimy na dowolne kawałki. Podana ilość wystarcza na 8-9 niewielkich sztuk.&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/-KUqpqdIIPlk/TbsfAeH-jHI/AAAAAAAABy8/XIgsCY-m4jk/s800/IMG_8895.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5601104654512327794" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kolejne dość klasyczne połączenie, a do tego absolutnie przeze mnie uwielbiane: orzeszki ziemne, czekolada, sól – czego chcieć więcej, a do tego to takie zdrowe! Batoniki, które widzicie na zdjęciu robiłam z karmelem, jednak to był nie do końca udany eksperyment - cukier zbyt szybko oblepił płatki i nie zdążył wszystkich pokryć przed zestaleniem się, ratowałam się dodając łyżkę miodu, ale i tak część masy pozostała w wersji "crunchy", a reszta raczej połamała się nieregularnie, niż dała pokroić na śliczne, równe kostki. Do tego karmel jest mniej elastyczny niż miód i gotowy produkt jest po prostu zbyt twardy. Podejrzewam, że wersja karmelowa jest do obronienia, jednak przy np. większej ilości masła, albo nawet i śmietany, co razem da pyszny karmelowy sos, jednak trochę obniży walory zdrowotne przekąski, a tego przecież nie chcemy... Podaję sprawdzoną wersję z miodem, również pyszną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Batoniki z orzeszkami ziemnymi i czekoladą&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;6 łyżek płatków owsianych&lt;br /&gt;100 g niesolonych orzeszków ziemnych&lt;br /&gt;2 łyżki miodu&lt;br /&gt;łyżeczka masła&lt;br /&gt;1/2 łyżeczki zarodków pszennych&lt;br /&gt;30 g czekolady&lt;br /&gt;ewentualnie: kwiat soli lub sól gruboziarnista&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Fistaszki prażymy na patelni, zdejmujemy, wrzucamy płatki, a w tym czasie orzechy kroimy - tylko trochę, cały czas jednak pilnując i mieszając  płatki. Ściągamy z patelni płatki, a następnie na patelnię dajemy miód,  zarodki i masło – czekamy, aż wszystko się rozpuści i połączy,  po czym wsypujemy pozostałe składniki – chwilę podgrzewamy, mieszając od  czasu do czasu. Ta chwila jest decydująca dla jakości batoników,  trzymane na patelni zbyt krótko będą się rozpadać, zbyt długo - będą  zbyt twarde. Nie ma się jednak za bardzo czym martwić, bo tak czy  inaczej będą lepsze i zdrowsze od tych kupnych. &lt;/li&gt;&lt;li&gt;Masa się smaży, a my  przygotowujemy kawałek papieru do pieczenia i kładziemy go na np. desce  do krojenia. Masę na batoniki wykładamy na papier, uklepujemy np.  szpatułką i manewrując papierem (ja robię to wykonując z niego coś w  rodzaju koperty) formujemy z masy prostokąt; ważne, by na końcu masa  była przykryta. Na prawie gotowe batoniki kładziemy coś ciężkiego i  czekamy, aż zastygną, po czym kroimy na dowolne kawałki.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Hartujemy czekoladę*: podgrzewamy na parze do 45 stopni, wkładamy naczynie do wody, czekamy, aż czekolada osiągnie 25 stopni, z powrotem umieszczamy nad parą i podgrzewamy do 32 stopni. Batoniki smarujemy czekoladą i posypujemy solą. Podana ilość  wystarcza na 8 -9niewielkich sztuk.&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;*Hartowanie 30 gramów czekolady może  wydawać się szaleństwem, ale dzięki temu batoniki lepiej nadadzą się na  drugie śniadanie, bo po prostu czekolada nie będzie się poza lodówką tak  łatwo topić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS Te przepisy włączam do cyklu o moich ulubionych potrawach, bo w końcu czy coś może bardziej zasługiwać na uwiecznienie, niż batoniki musli, które jem od lat 5 razy w tygodniu?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-1053067217601890159?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/1053067217601890159/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=1053067217601890159&amp;isPopup=true' title='Komentarze (26)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/1053067217601890159'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/1053067217601890159'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2011/05/sodkie-czy-zdrowe-rozwiazanie-doskonae.html' title='Słodkie czy zdrowe? Rozwiązanie doskonałe'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-VJzWS-iwOCc/Tbse6_79D2I/AAAAAAAABy0/gOOdS7aDcVg/s72-c/IMG_8692.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>26</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-2197068143940500377</id><published>2011-04-26T21:20:00.000+02:00</published><updated>2011-04-27T21:21:39.555+02:00</updated><title type='text'>Międzyświątecznie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://2.bp.blogspot.com/-_mNPnz7sbB0/TbhgvPt3iuI/AAAAAAAAByc/WPOmJ4ScE5c/s800/pesto.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5600332501424245474" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pisanie niezbyt dobrze mi dzisiaj idzie. Moje myśli krążą wokół&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;małego marcepanowego baranka, ukrytego gdzieś w torebce (czy można go już zjeść?),&lt;br /&gt;dumy z wypełnionego właśnie PIT-a (trzy dni przed terminem! ;),&lt;br /&gt;niezadowolenia z kolejnych dwóch dni w pracy i zadowolenia z kolejnych czterech wolnego,&lt;br /&gt;moich pomalowanych paznokci, które zwykle pozostają w całości najwyżej dwa dni (jak będzie tym razem? Fakt, że już rano odłupałam kawałek nożem, przy krojeniu chleba, się nie liczy),&lt;br /&gt;zdjęć, które dzisiaj zrobiłam,&lt;br /&gt;planowania jutrzejszego popołudnia (w muzeum ;),&lt;br /&gt;książki, której ciągle nie przeczytałam, a pewnie niedługo przyjdzie powiadomienie z biblioteki, że trzeba ją zwrócić. A ja przecież bardzo chcę ją przeczytać,&lt;br /&gt;trudów podejmowania decyzji, czy zrobić już sobie kolejną herbatę. A jeśli tak, to jaką…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sami widzicie, że w tych warunkach trudno się skoncentrować, by napisać o świątecznym przejedzeniu, poświątecznych wyrzutach sumienia (chociaż nie u mnie, bo po co sobie utrudniać życie) i jeszcze większych wyrzutach sumienia wynikających z tego, że tyle jedzenia ciągle leży w lodówce, a nikt nie chce go już jeść.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chciałabym Wam zaproponować coś zdrowego (jeśli jednak zdecydowaliście się na dietę, ostrzegam: w tym wypadku „zdrowy” nie znaczy „niskokaloryczny”) i co, w pewnym sensie, pozwoli Wam uporać się z tym, co zostało po świętach. Pesto z rzeżuchą: jak każde, dziecinnie proste, niezmiennie pyszne, paląco czosnkowe – ja to uwielbiam, ale lepiej tego dnia nie planować żadnych ważnych spotkań, z delikatnym (!) rzeżuchowym posmaczkiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I byle do piątku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS Jeszcze jeden inspirujący link, który obiecałam... już nie wiem kiedy. Zobaczcie &lt;a href="http://www.theydrawandcook.com/" target="_blank"&gt;They Draw &amp;amp; Cook,&lt;/a&gt; nazwa odpowiada treści.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/-Pzn4pZOYZ4s/TbhgzDSZOHI/AAAAAAAAByk/eA-FWo955iA/s800/IMG_8833.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5600332566807263346" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Pesto z rzeżuchą &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;źródło: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kuchnia&lt;/span&gt; 03/2008&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;1 ziemniak (pominęłam)&lt;br /&gt;1 pęczek natki pietruszki&lt;br /&gt;4 ząbki czosnku (lub wg upodobania)&lt;br /&gt;50 g parmezanu&lt;br /&gt;garść rzeżuchy&lt;br /&gt;garść ziaren słonecznika (najlepiej podprażonych)&lt;br /&gt;150 ml oliwy&lt;br /&gt;sól, pieprz&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gotujemy ziemniak, siekamy natkę, wyciskamy czosnek i ścieramy ser.  Wszystkie składniki wkładamy do blendera (albo moździerza, jeśli macie moździerz i  ochotę na powielkanocny wysiłek fizyczny) i  miksujemy na lekko chropowatą masę. Podajemy z jajkami, makaronem lub  jako dip do warzyw.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uwaga:  oczywiście nie zawracałam sobie głowy dokładnym odmierzaniem  składników. Wzięłam sporą garść natki i trochę mniejszą rzeżuchy, wyszła mi taka ilość pesto jak na zdjęciu. To odrobina więcej, niż jedna  osoba potrzebuje do makaronu.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-2197068143940500377?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/2197068143940500377/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=2197068143940500377&amp;isPopup=true' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/2197068143940500377'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/2197068143940500377'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2011/04/miedzyswiatecznie.html' title='Międzyświątecznie'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-_mNPnz7sbB0/TbhgvPt3iuI/AAAAAAAAByc/WPOmJ4ScE5c/s72-c/pesto.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-8451168254675329283</id><published>2011-04-19T22:59:00.000+02:00</published><updated>2011-04-19T23:02:05.498+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='słodko'/><title type='text'>Życie (nie tylko) jak w Madrycie cz. II</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://2.bp.blogspot.com/-KYeFgHioCJ8/Ta30mebhlfI/AAAAAAAAByU/0_GOZpTDARM/s800/IMG_85381.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5597398853732111858" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;W poprzednim odcinku: Nasi bohaterowie po bezowocnych poszukiwaniach czegoś do zjedzenia wchodzą pod swoje kołderki i śniąc o schabowym, tfu, o paelli oraz szynce serrano, liczą na to, że po trzech dniach żywienia duszy czwartego uda się nakarmić i ciało.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cóż, udało się. W Leon D. powitała nas obiadem i truskawkami. Czy potraficie sobie wyobrazić, że w Hiszpanii sezon na te owoce (dobre, nie takie jak "hiszpańskie truskawki" importowane do Polski) trwa od kwietnia do lipca?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Druga część wakacji była o wiele zabawniejsza niż pierwsza. Gorączkowe zwiedzanie zastąpiło cieszenie się hiszpańskim słońcem i beztroską życia Erazmusa, które jest udziałem D., a my z łatwością się dopasowaliśmy. Ja pozostaje myślami przy tym punkcie, a Wy możecie przeczytać tymczasem jeszcze kilka migawek z podróży, które wreszcie ujawnią, czy zjedliśmy jakieś lokalne specjały.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://2.bp.blogspot.com/-d_dcbMIA-lc/Ta3ZaoS44EI/AAAAAAAAByM/O-73uqgl0vI/s800/IMG_85691.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5597368963407863874" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przystanek 1: Oviedo. Może niektórzy z Was pamiętają, że Oviedo słynne  jest przede wszystkim z tego (przynajmniej poza Hiszpanią), że zagrało w filmie Woody'ego Allena &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Vicky Cristina Barcelona&lt;/span&gt;. Wdzięczne za to wyróżnienie miasto postawiło na jednym z uczęszczanych pasaży pomnik reżysera. Poza tym Oviedo zapamiętane z filmu nie przypomina tego rzeczywistego. W głowie kołatało mi antyczne (w sensie: średniowieczne), niewielkie miasto z dużą ilością malowniczych zabytków (ruinek). Fakty to duże współczesne miasto, w którym gdzieniegdzie można się natknąć na spodziewane widoki. Dodam dla jasności, że jest to ciągle warte odwiedzenia hiszpańskie miasto, kolorowe kamienice z quasi-balkonikami, a nie szarobure betonowe klocki. Jeśli  jednak bardzo zmartwicie się brakiem allenowskich klimatów, można pocieszyć się lokalnym specjałem, czyli &lt;span style="font-style: italic;"&gt;cidrą&lt;/span&gt; (wytrawną) nalewaną tradycyjnie w sposób jak poniżej.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://2.bp.blogspot.com/-xkn3nnOIx54/Ta3UaNgmL6I/AAAAAAAABx8/rEXOX_eaagE/s800/oviedo.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5597363458659463074" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przystanek 2: tapas. Nie wiem, jak Wy wyobrażacie sobie tapas, ale ja myślałam, że to przyjemna forma nasiadówy, w której idzie się do knajpy zamawia mnóstwo (małych) rzeczy do jedzenia, coś do picia i siedzi do oporu. Prawdziwie tapas jest daleko bardziej zajmujące: nigdzie się nie siada (chyba, że krawężnik się liczy), dostaje się kieliszek wina (albo "kufel" piwa wysokości 7 centymetrów) i np. szynkę serrano, ser i chleb albo ziemniaczki z sosem albo chipsy albo małe śmieszne bułeczki – tapas jest specjalnością lokalu, zwykle to jedna, najwyżej dwie rzeczy do wyboru. Po konsumpcji resztki wyrzuca się na podłogę/chodnik, kieliszek zostawia byle gdzie i idzie do następnego miejsca. I tak dalej, aż zabawa stanie się nudna.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/-Hr--otG8_1A/Ta3T8N2cVxI/AAAAAAAABxk/cwun9DVDHvE/s800/IMG_85271.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5597362943355016978" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przystanek 3: Madryt na bis i... tak! zjedliśmy wreszcie w prawdziwej hiszpańskiej (chociaż katalońskiej) restauracji! Po powrocie z Leon rannym autobusem mieliśmy w Madrycie sporo czasu do odlotu i znów trzeba było znaleźć coś do jedzenia. Moja radość była euforyczna, kiedy okazało się, że jedna z odwiedzonych poprzednio (tzn. tych, które próbowaliśmy odwiedzić) restauracji była otwarta. Pełno ludzi. Miejscowych! Niestety, cechą dobrej restauracji jest także to, że w menu nie ma ani słowa po angielsku. Wybór był na chybił trafił, ale okazał się nie najgorszy, bo chociaż dostałam białe szparagi zamiast spodziewanych zielonych (a propos: sezon na szparagi też jest już w pełni) to kucharz okazał się bardziej sprawny w ich przygotowaniu niż ja i tym razem mi smakowały. A na zakończenie, oczywiście krem kataloński. Mogliśmy już spokojnie wracać do domu. Chociaż... nadal nie spróbowałam &lt;span style="font-style: italic;"&gt;churros con chocolate&lt;/span&gt;. Ale co tam, będzie po co wracać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/-5kx9N7OMlY8/Ta3T1_WhrxI/AAAAAAAABxc/K2CAVCYawec/s800/IMG_8766.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5597362836383837970" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A przepis dzisiaj i trochę hiszpański, i polski, a nawet wielkanocny. Turron, czyli nasz nugat, na Półwyspie Iberyjskim jest przysmakiem bożonarodzeniowym, chociaż jako świetny towar eksportowy w sklepach duty free i nie tylko da się go dostać przez cały rok. Z kolei w Polsce nugat tradycyjnie, chociaż obecnie chyba niezbyt popularnie, robi się na Wielkanoc. U mnie z przepisu babci (a może nawet prababci), od dawna miałam ochotę go wypróbować.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Nugat&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;4 białka&lt;br /&gt;250 g cukru pudru&lt;br /&gt;120 g miodu&lt;br /&gt;1 szklanka dowolnych orzechów*&lt;br /&gt;2 wafle&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;*drobno posiekanych, twierdzi moja mama, która jadła nugat babci, ja jednak wolę całe i tak zostawiłam.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Białka ubić na sztywno, powoli dosypywać cukier, ciągle ubijając. Masę białkową połączyć z miodem i przełożyć do garnka. Gotować na małym ogniu, mieszać, mieszać, mieszać - przypala się bardzo łatwo, ale mieszanie wszystkiemu zapobiega. Gdy zgęstnieje połączyć z orzechami i przełożyć na wafel (ja rozsmarowałam gdzieś do 3/4 wysokości) przykryć drugim waflem, owinąć folią, przycisnąć czymś ciężkim, odstawić w chłodne miejsce i czekać, aż zastygnie. Gotowy nugat jest kremowy i ciągnący, nie twardy, jak te najpopularniejsze hiszpańskie.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-8451168254675329283?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/8451168254675329283/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=8451168254675329283&amp;isPopup=true' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/8451168254675329283'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/8451168254675329283'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2011/04/zycie-nie-tylko-jak-w-madrycie-cz-ii.html' title='Życie (nie tylko) jak w Madrycie cz. II'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-KYeFgHioCJ8/Ta30mebhlfI/AAAAAAAAByU/0_GOZpTDARM/s72-c/IMG_85381.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-8177264795187000582</id><published>2011-04-14T21:51:00.001+02:00</published><updated>2011-04-14T21:54:21.876+02:00</updated><title type='text'>Życie jak w Madrycie, czyli sprawdzam, ile prawdy jest w mądrościach ludowych</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/-8ik9z_3Fank/Tac1sDyeYxI/AAAAAAAABww/-CfyWarVyM8/s800/IMG_84771.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5595500093078659858" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pamiętacie, jak odradzałam wszystkim wyjazd do Włoch? Specjalnie dla Was, osobiście postanowiłam sprawdzić, czy Hiszpania jest odpowiednią alternatywą ;)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Pierwszy przystanek: Madryt. Czy zachwyca? Nie... Popularniejsza  jako cel polskich wycieczek Barcelona (nawet jeśli to tylko Barcelona dla turystów) ma spójny urok i harmonię. Madryt to piękne stare kamienice z klimatycznymi niby-balkonikami, w ozdobnej wersji przystrojonymi wesołymi lambrekinami, dziwaczne i wielkie eklektyczne budynki (nie znaczy to, że naprawdę są w stylu eklektycznym, ale że ich nadętej architektury nie potrafię nijak przyporządkować), stanowiące siedziby ministerstw i hoteli. A to wszystko poprzetykane kontenerami na śmieci, tandetnymi kramami i innym trudnym do zakwalifikowania byle-czym. Wrażenie ogólnej nijakości potęgowała pewnie taka sobie pogoda i brak zieleni. Było to trochę tak, jakby wyrafinowane danie w super restauracji podali mi na wyszczerbionym talerzu. Nie chcę, żebyście odnieśli wrażenie, że Madryt mi się nie podobał, bo te nieprzeznaczone dla turystów  (i niektóre przeznaczone) zaułki są piękne. Jeśli będziecie mieć okazję, nie ma co się zastanawiać.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/-Eff7Nk6UDVk/Tac1wqX5NLI/AAAAAAAABw4/sliuDoIVj3o/s800/IMG_8415.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5595500172155630770" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Hiszpania to podobno kraj prawie tak pysznego jak włoskie jedzenia i byłam zdecydowana rozstać się z trochę większą ilością gotówki, aby go spróbować. Efekty były żałosne. Odwiedzona dnia pierwszego restauracja miała umiarkowane ceny, nie była specjalnie wypełniona, ale też nie pusta, w menu klasyczne potrawy hiszpańskie (do których, jak się okazuje, należy "sałatka rosyjska", czyli nasza klasyczna z majonezem). Niestety, niespodziewanie na moim talerzu znalazły się nielubiane przeze mnie pikle, a frytki były wstrętne (chociaż wcale nie cuchnące olejem, więc nie wiem gdzie tkwił ich "sekret"). Chleb z supermarketu. Dobre kalmary. W sumie bez tragedii, ale i bez smaku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzień drugi bardzo chciałam zacząć od tradycyjnych śniadaniowych churros, to jednak nie jest rozrywka dla spieszących się na pociąg – kierunek: Toledo – o 9 rano turystów. 9 może Wam się wydać całkiem przyzwoitą porą, ale w Hiszpanii oznacza to wczesny świt – zapomnijcie nie tylko o churros, ale nawet o otwartej piekarni. Zwiedzanie Toledo zajęło nam ponad pół dnia i nie mieliśmy czasu na jedzenie - bagietka i cola musiały wystarczyć – zresztą, bagietka i cola były naszym głównym (zgroza), bo łatwym do kupienia, szybkim i tanim pożywieniem przez większość pobytu. Po powrocie do Madrytu polecieliśmy do kolejnego muzeum, ale potem nadszedł wreszcie czas na upragniony obiad. Długa wędrówka przez zatłoczone ulice miasta była bezsensowna - sympatyczny bar, w którym w końcu wylądowaliśmy, zaserwował mi paellę tak obrzydliwą, że wymagała o wiele bardziej skomplikowanych zabiegów niż tylko podsmażenie mrożonki - co jeszcze byłoby naturalne - jednak by osiągnąć aż tak niejadalny efekt trzeba się postarać specjalnie. Zgnębiona tym wszystkim nie miałam nawet siły kłócić się z kelnerem, który, jak na moje oko, zawyżył rachunek o dobre kilka euro (i, oczywiście, jak prawie oni wszyscy, nie mówił po angielsku).&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/-t7RGMkTdHHU/Tac86q2kg3I/AAAAAAAABxA/3YHF7ANYOwo/s800/IMG_83851.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5595508040664384370" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzień kolejny rozpoczął się znacznie weselej, brak churros zrównoważyła mi słodka bułka z rodzynkami i cukrowymi perełkami. Gdy nadszedł wieczór, postanowiliśmy nie ryzykować po raz kolejny naszych żołądków i wybrać restaurację z przewodnika. Pierwsza, ku naszemu rozczarowaniu, okazała się zamknięta. Tak samo i druga, na której napisano przynajmniej, że otwierają o 21. Podobnie było z trzecią, czwartą, piąta - otwarta, ale to chyba była restauracja argentyńska, a my chcieliśmy przecież czegoś hiszpańskiego! Jeśli była jakaś szósta, to też nie udało nam się do niej dostać. Zniechęceni i głodni udaliśmy się na kawałek (znów ohydnej) pizzy oraz po bagietkę. Popijałam to wszystko colą i zagryzłam kabanosem, z lekkimi wyrzutami sumienia otwierając paczkę przeznaczoną dla D. P. odmówił kabanosa mówiąc, że nie po to jechał taki kawał drogi, żeby jeść polską kiełbasę...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Niepowodzenia tego dnia nie zdołały nam jednak popsuć humorów, bo następnego ranka ruszaliśmy na północ, do D., która z pewnością będzie wiedziała, skąd wziąć pyszne i hiszpańskie jedzenie...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;c.d.n.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/-otlUydAEhv0/TaYa6qvRAhI/AAAAAAAABwg/D_BI9OVfz1U/s800/IMG_8676.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5595189182261690898" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Empanady wydawały mi się dotąd potrawą argentyńską, okazało się jednak, że w Hiszpanii są bardzo popularne. Postanowiłam wykorzystać do nich przywiezione z podróży chorizo i wykorzystać ciasto z przepisu znalezionego u &lt;a href="http://kuchniaszczescia.blogspot.com/2011/03/klubik-pierogowy-otwarty.html"&gt;Tili&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-size:130%;" &gt;&lt;br /&gt;Empanady z chorizo&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciasto:&lt;br /&gt;ok. 30 pierożków&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;500 g mąki pszennej&lt;br /&gt;250 g masła, pokrojonego w kostkę, lekko zmiękczonego&lt;br /&gt;2 jajka&lt;br /&gt;80 ml wody&lt;br /&gt;2 łyżeczki cukru&lt;br /&gt;1 łyżeczka soli&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nadzienie:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;(ta proporcja starczyła mi na ok. 20 pierożków, więc albo trzeba zwiększyć ilość składników, albo - tak chyba lepiej - popuścić wodze fantazji)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;200 g chorizo&lt;br /&gt;1 średnia czerwona cebula&lt;br /&gt;1 upieczona i obrana ze skórki czerwona papryka*&lt;br /&gt;2 łyżki natki pietruszki&lt;br /&gt;sól, pieprz&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;*paprykę należy piec w 180 stopniach (u mnie: grill + termoobieg) przez około 30 min, obracając od czasu do czasu. Skórka będzie czerniała - i bardzo dobrze! Po wyjęciu z piekarnika zdjąć z papryki skórkę, będzie pięknie odchodzić.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Mąkę, jajka, masło, sól i cukier zagnieść razem na okruszki, po czym powoli wlewać wodę i wyrobić jednolite ciasto. Owinąć folią i wstawić na godzinę do lodówki.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Wszystkie składniki nadzienia posiekać, a następnie poszatkować w malakserze - według własnych preferencji, ale moim zdaniem chorizo powinno pozostać w małych kawałeczkach, a nie być całkiem przemielone.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Stolnicę wysypać mąką, wykrawać dość duże kółka (u mnie pewnie z 10 cm średnicy), nakładać na nie czubatą łyżeczkę nadzienia i dobrze sklejać. Ja to trochę zlekceważyłam, w związku z czym tłuszcz lekko wypływał i trochę się palił. Miało to jednak głównie wpływ na stronę wizualną, a nie na smak. Ulepione pierożki włożyć na co najmniej 20 min. do lodówki.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Piekarnik nagrzać do 180 stopni i piec empanady przez ok. 25 min. (lub do zrumienienia). Pyszne na ciepło i na zimno.&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/-D2kIuhLZd04/TaYa_ZK7_cI/AAAAAAAABwo/sl0LqGNAH_o/s800/IMG_86411.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5595189263445261762" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-8177264795187000582?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/8177264795187000582/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=8177264795187000582&amp;isPopup=true' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/8177264795187000582'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/8177264795187000582'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2011/04/zycie-jak-w-madrycie-czyli-sprawdzam.html' title='Życie jak w Madrycie, czyli sprawdzam, ile prawdy jest w mądrościach ludowych'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-8ik9z_3Fank/Tac1sDyeYxI/AAAAAAAABww/-CfyWarVyM8/s72-c/IMG_84771.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-6407622109595766573</id><published>2011-04-07T20:01:00.001+02:00</published><updated>2011-04-07T20:07:29.055+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sery'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='naleśniki'/><title type='text'>Obrona cukru wanilinowego</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/-5zVMsnhUpkY/TZ35GNm4mgI/AAAAAAAABwI/RThRPrQtRe0/s800/IMG_8219_m.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5592900197391309314" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Więc żeby nie było wątpliwości: tytuł wpisu wcale nie jest ironiczny, na serio czuję do cukru wanilinowego sentyment, sympatię i nawet nie wyobrażam sobie bez niego niektórych dań. Zanim zaczniecie się brzydko krzywić, o czym ja tu znowu piszę, że to przecież chemia (czyli trucizna), i to-to nie przypomina ani trochę prawdziwej wanilii, chciałam Was uprzedzić: to jest właśnie ta jego cecha, za którą go lubię i dlaczego o nim piszę - nie przypomina wcale prawdziwej wanilii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście, pomarszczone i wilgotne gałązki z zaokrąglonym czubkiem są intrygujące, a ich zapach narkotycznie upaja. Biedne i syntetyczne kryształki aromatyzowanego cukru mają urok proszku do prania (oczywiście tego bez jakichś tam efekciarskich niebieskich i zielonych kulek), ale, wiem, że teraz zrozumiecie: to jest wspomnienie dzieciństwa. Kto w latach 90-tych (a nawet później) wiedział, jak wygląda laska wanilii i co z nią zrobić? A tak naprawdę, kogo i dzisiaj stać na wanilię, bo chociaż powszechnie dostępna, w zwykłym sklepie kosztuje majątek i nie zachęca do włączenia tego produktu do codziennego użytku (jeśli jeszcze nie wiecie - polecam udać się na Allegro, tam ceny kształtują się niewiarygodnie inaczej). Tak więc mała żółta torebka, która w kluczowych chwilach czasem okazywała się być tak podobnym proszkiem do pieczenia (lub na odwrót) towarzyszyła wszystkim świętom, uroczystym okazjom, sobotnim popołudniom poświęcanym pieczeniu ciasta i niektórym piątkom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Albowiem moim ulubionym piątkowym daniem obiadowym są naleśniki z białym serem. A w serze musi być koniecznie cukier wanilinowy. Z prawdziwą wanilią smakowałoby to zupełnie nie tak. Twaróg ma być tylko rozgnieciony widelcem, pozostawienie grudek jest niezbędne. Do tego kwaśna śmietana - tyle, bym masa nie była zbyt zbita, ale równocześnie się nie rozlewała. A na koniec cukier i cukier wanilinowy. Raczej dużo, ma być słodka przeciwwaga dla twarogu i śmietany. Ser najlepiej przygotować zaraz przed jedzeniem, nierozpuszczone kryształki cukru to bonus, nie wada.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prawdę mówiąc, naleśniki z białym serem lubię tak bardzo, że rzadko jem je z czymś innym (chociaż zwykle jeden jest z dżemem, bo to też należy do tradycji). Trudno mi uwierzyć, że istnieje inne tak perfekcyjne połączenie i żal mi marnować okazję na sprawdzanie, czy może być jednak coś lepszego. Chętnie jednak poznam Wasze zdanie na ten temat ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naleśniki to pierwszy z serii zawstydzająco banalnych przepisów na moje ulubione dania, a właściwie nie, wróć, nawet nie przepisu, bo dokładnych proporcji nie będzie, oczywiście ich nie znam, przyjemność przygotowania sera polega na próbowaniu, no a jeśli chodzi o naleśniki, to nie zawracam sobie głowy mierzeniem proporcji i jestem pewna, że każdy z Was potrafi je zrobić (albo bez trudu znajdzie przepis).&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/-3gbIYmQi8WI/TZ342FmnqJI/AAAAAAAABwA/ULvb8ZNpZfw/s800/IMG_8235_m.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5592899920364808338" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I kolejna z obiecanych rzeczy: linki do 7 inspirujących stron. Nie tylko kulinarnych i nie tylko blogów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.blissfulbblog.com/"&gt;Bliss&lt;/a&gt; – jeśli lubicie popatrzeć sobie na ładne rzeczy&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.themakersproject.com/"&gt;The Makers&lt;/a&gt; – fantastyczny projekt autorki "Simply breakfast"&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.gocomics.com/peanuts"&gt;Peanuts&lt;/a&gt; – kiedyś nie mogłam bez tego zacząć dnia, niech nie zwodzi Was forma, bo ważna jest treść, przepełniona prawdziwą mądrością życiową&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.roostblog.com/"&gt;Roost&lt;/a&gt; – zobaczycie sami&lt;br /&gt;&lt;a href="www.deliciousdays.com"&gt;Delicious Days&lt;/a&gt; – ale o tym już chyba wszyscy wiedzą?&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.blogger.com/www.jothebaker.com"&gt;Joy the baker&lt;/a&gt; – PRZEDE WSZYSTKIM do poczytania&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;i ostatni... zgubiłam adres, ale wiem (chyba), gdzie go odnaleźć, będzie następnym razem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czuję się nieco zażenowana, że nie polecam Wam polskich stron, ale a) pewnie je znacie b) kiedy szperam po tych angielskich mam mniejsze wyrzuty sumienia z powodu spędzania czasu w sposób tak beztroski.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A następnym razem będzie prawdziwy przepis i kolejną mrożąca krew w żyłach historia, która wydarzyła się całkiem niedawno, w miejscu gdzie byłam, gdy mnie nie było tu.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-6407622109595766573?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/6407622109595766573/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=6407622109595766573&amp;isPopup=true' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/6407622109595766573'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/6407622109595766573'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2011/04/obrona-cukru-wanilinowego.html' title='Obrona cukru wanilinowego'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-5zVMsnhUpkY/TZ35GNm4mgI/AAAAAAAABwI/RThRPrQtRe0/s72-c/IMG_8219_m.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-3775152285639835603</id><published>2011-03-22T19:54:00.003+01:00</published><updated>2011-05-25T21:39:21.792+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ciastka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='słodko'/><title type='text'>Tiramisu to rodzaj deseru</title><content type='html'>&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/-ZKHH8_Iavk4/TYfLXrMgnQI/AAAAAAAABvY/KzFR6Zm3oG0/s800/IMG_8008.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5586657470369012994" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeżeli zastanawiacie się już gdzie pojechać na wakacje, dobrze Wam radzę: zapomnijcie o Włoszech. To kraj bezprawia, przestępczości – zorganizowanej i nie tylko, korupcji i niesprawnej, lecz wszechwładnej biurokracji – takie wrażenie można przynajmniej odnieść z lektury doskonałych kryminałów Amerykanki Donny Leon. Na marginesie, to ciekawe, że podobne odczucia nie towarzyszą czytaniu książek&lt;a href="http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2010/06/atrament-z-matwy.html" target="_blank"&gt; Andrei Camilleriego&lt;/a&gt;, chociaż tam rzecz dzieje się na owianej złą sławą Sycylii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ta Donna Leon to ciekawa osoba. Mieszka w Wenecji (gdzie też rozgrywa się akcja jej powieści) już 30 lat, a nie pozwala tłumaczyć swoich książek na włoski. Podobno dlatego, by uchodzić wśród znajomych za zwykłą osobę, a nie słynną pisarkę. Biorąc jednak pod uwagę to, co wypisuje o swej drugiej ojczyźnie mam wrażenie, że raczej obawia się deportacji, która mogłaby nastąpić, gdyby po te dzieła sięgnął któryś z urzędników. Ale, ale, ja oczywiście nie o tym chciałam, tylko o kryminałach, a potem naturalnie o jedzeniu. Te powieści to było cudowne odkrycie, szesnaście tomów zbrodni, które domagają się wyjaśnienia. A chociaż główny bohater, komisarz Guido Brunetti, ma ponad czterdzieści lat, piękną i mądrą żonę oraz dwójkę dorastających dzieci i tak się w nim po prostu zakochałam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pan komisarz to nie jest osoba, która pogardziłaby dobrym posiłkiem. Ba, opisy jadłospisów rodziny Brunettich (oraz podawane do nich trunki) nie ustępują w szczegółowości opisom miejsc zbrodni. Aczkolwiek moja feministyczna dusza trochę się zżyma na myśl o tym, że te wspaniałości wychodzą wyłącznie spod rąk szanownej małżonki. By oddać Guidowi sprawiedliwość, nierzadko skoro świt idzie po ciastka na śniadanie – jeśli jednak mam być bezstronna, trudno nie zauważyć, że zwykle ma to ścisły związek z bezsennością i niepokojem spowodowanymi jakąś skomplikowaną i okrutną zbrodnią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W jednym z tomów znalazłam coś uroczego, co świadczy o szybkiej przemianie obyczajów w naszym kraju. Otóż, pojawiające się tam tiramisu zostało opatrzone wyjaśnieniem: rodzaj deseru. Tom był wydany około 10 lat temu (nie pamiętam dokładnie, w którym to było, ale w jednym z pierwszych), czy myślicie, że ktoś dzisiaj pokusiłby się jeszcze o takie tłumaczenie? A może to tylko moja zawężona perspektywa blogerki kulinarnej każe mi tak sądzić?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tiramisu miało być i u mnie, bo była to doskonała okazja, by wypróbować od dawna odkładany przepis na mrożoną wersję tego deseru. Cóż, okazała się niewypałem, nieumywającym się do oryginału. Zdjęcie jest, przepisu nie będzie, ale jeśli miałby Was ten brak troszkę rozczarować, to ja zwykle przyrządzam tiramisu na bazie propozycji&lt;a href="http://ugotuj.to/przepisy_kulinarne/2,87561,,Tiramisu,,11124969,9495.html" target="_blank"&gt; Agnieszki Kręglickiej&lt;/a&gt; (chociaż na pewno nie z tych szalonych proporcji, nawet z połowy wyjdzie bardzo dużo).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Próbując szybko zapomnieć o przebytym rozczarowaniu postanowiłam odszukać recepturę na jakąś typową wenecką słodkość, co zaprowadziło mnie do tego, że jest nią właśnie… tiramisu (Wenecja walczy z Toskanią o pierwszeństwo wynalezienia tego boskiego deseru). Poza tym: pączki i faworki, może i odmienne od naszych, ale karnawał minął.  (I również makaroniki!) Ostatecznie zdecydowałam się na zaletti, żółte od mąki kukurydzianej ciasteczka. Jednocześnie kruche i miękkie (bo nie są tak cienkie jak większość tego typu wypieków). W przeciwieństwie do mrożonego tiramisu, mogę Wam je szczerze polecić.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/-2w2zKSeA1VY/TYfMqFzhpZI/AAAAAAAABvo/ahDfXtRirsE/s800/ciastka.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5586658886261253522" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Zaletti&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;źródło: &lt;a href="http://mybestfood.blogspot.com/2008/03/zaletti.html" target="_blank"&gt;My best food&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;125 g mąki&lt;br /&gt;125 g drobnej mąki kukurydzianej&lt;br /&gt;125 g masła (dosyć miękkiego)&lt;br /&gt;70 g cukru&lt;br /&gt;skórka starta z 1 cytryny&lt;br /&gt;2 żółtka&lt;br /&gt;ok. 50 g rodzynek&lt;br /&gt;garść pinioli (dałam lekko posiekane migdały)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wszystkie składniki zagnieść. Uformować wałek, zawinąć w folię i wstawić na co najmniej godzinę do lodówki. Po tym czasie nagrzać piekarnik do 180 stopni. Wałek pokroić na 1,5-2 cm plastry (jak się będzie kruszyć, to trochę ściśnijcie) i ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Piec 15 minut albo aż ciastka będą złote na brzegach. Wyszło mi 14 sztuk.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-3775152285639835603?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/3775152285639835603/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=3775152285639835603&amp;isPopup=true' title='Komentarze (25)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/3775152285639835603'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/3775152285639835603'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2011/03/tiramisu-to-rodzaj-deseru.html' title='Tiramisu to rodzaj deseru'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-ZKHH8_Iavk4/TYfLXrMgnQI/AAAAAAAABvY/KzFR6Zm3oG0/s72-c/IMG_8008.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>25</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-5836747022932065419</id><published>2011-03-10T21:38:00.000+01:00</published><updated>2011-03-10T21:44:47.603+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kuchnia indyjska'/><title type='text'>Tajemnice szefa kuchni</title><content type='html'>&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/-Zmx_evMPFuY/TXkeZFDleYI/AAAAAAAABvA/e1LzJlZgmig/s800/IMG_7915.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5582526629305219458" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dawno, dawno temu, być może nawet w poprzednim życiu, pracowałam w indyjskiej restauracji. Był to przybytek niezbyt wytworny (właściciel nie przykładał chyba specjalnej wagi do walorów estetycznych tego miejsca). Mogę wyznać ze skruchą, że sama pozbawiałam lokal resztek elegancji, szorując plastikowe obrusy w kratkę Vichy cifem i razem z żółtymi zaciekami po curry usuwając z nich wesołą czerwień. Żeby stonować nieco dramatyzm poprzedniego zdania uzupełnię, że plastikowe były tylko obrusy na stolikach na zewnątrz (w środku były materiałowe przykryte jednorazowymi papierowymi ;). Mimo tych drobnych uchybień, było tam raczej niedrogo, a jedzenie boskie. Być może to tylko typowy przypadek mitologizacji przeszłości, ale było najlepsze jedzenie, jakie w życiu jadłam. I nawet, jeśli ryż odgrzewany był w mikrofalówce, to naany i dania tandoori robiono na bieżąco w prawdziwym, tradycyjnym piecu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najsłabszy punkt menu stanowiły napoje. Bezczelnie mogę Wam zdradzić tajne przepisy, według których je przyrządzano. Oto &lt;span style="font-style: italic;"&gt;lassi&lt;/span&gt;: jogurt naturalny, woda (z kranu, co to komu szkodzi), cukier i syrop truskawkowy. Pyszna kawa na zakończenie posiłku: łyżeczka espresso w proszku zalana wodą. Herbata miętowa: chwilę i byle jak pomoczony woreczek Liptona, na pocieszenie do czajniczka dawałam hojną podściółkę ze świeżej mięty. Co do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;czaju,&lt;/span&gt; ponieważ przygotowanie trwało chwilę dłużej i nigdy tego w całości nie widziałam,  niestety nie wiem, jakie były jego tajemnice. Podstawą był na pewno nasz znajomy woreczek Liptona. Kucharz nie cierpiał przygotowywać czaju. Trochę trwało, zanim wymyśliłam dlaczego. Otóż, czaj składa się w połowie z wody, a w połowie z mleka. Strasznie kipi. Trudno mieć na niego cały czas oko, kiedy jest się zajętym przygotowaniem innych potraw (to też dla Was pod rozwagę).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nigdy nie próbowałam tego indyjskiego specyfiku w czasie pracy, musiało minąć kilka lat, zanim zrobiłam go sobie sama. Dzięki przyprawom i słodyczy przypomina nawet bardziej deser niż tradycyjną poobiednią herbatkę (bo u mnie w domu zawsze pija się po obiedzie herbatę, nie kawę). Dobry i nieskomplikowany sposób na gorący powiew orientu, w czasie, kiedy znowu nieprzyjemnie zaskakuje nas zima.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Last but not least,&lt;/span&gt; chciałam podziękować &lt;a href="http://minimalist-ka.blogspot.com/2011/03/stuknea-mi-setka.html#more" target="_blank"&gt;Ajce&lt;/a&gt; za przyznanie mi wyróżnienia&lt;span style="font-style: italic;"&gt; The Versatile Blogger&lt;/span&gt;. Nie wiem, na ile się to udaje, ale do tego chciałabym tutaj dążyć: różnorodności. Bo moim zdaniem, wszystkie miłe i ciekawe aspekty życia powinny się łączyć, nawet jeśli pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego. A na koniec zawsze warto zjeść coś pysznego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zasady zabawy są mniej więcej takie same, jak zwykle: teraz powinnam napisać o sobie 7 rzeczy, których o mnie nie wiecie i wybrać kolejnych 7 wyróżnionych. Postanowiłam podejść do tego trochę inaczej, bo:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;a) kojarzyły mi się same rzeczy, które już o mnie wiecie (z wyjątkiem tego, że jako 9-latka zapowiadałam się na świetną pływaczkę, jednak tę karierę na własne życzenie szybko zakończyłam). Więc będzie tak: w pewnie dłuższym niż krótszym czasie zaprezentuję Wam 7 (a może więcej, albo trochę mniej) moich ulubionych potraw, które są często tak banalne, że wstyd mi było tak po prostu o tym napisać;&lt;br /&gt;b) ponieważ na &lt;a href="http://www.durszlak.pl/" target="_blank"&gt;Durszlaku&lt;/a&gt; można już znaleźć 763 inspiracje kulinarne i większość z Was je świetnie zna, pomyślę o czymś, o czym może jeszcze nie słyszeliście.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uff. To na razie tyle. Zapraszam na czaj.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/-m0x53RQ_LHo/TXke1m2O3fI/AAAAAAAABvI/ZW8TxGIUT_s/s800/IMG_7925.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5582527119412354546" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czaj&lt;br /&gt;2 porcje&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;1 laska cynamonu (ok. 5 cm)&lt;br /&gt;6 ziaren kardamonu (rozgniecionych)&lt;br /&gt;6 goździków&lt;br /&gt;2 torebki czarnej herbaty*&lt;br /&gt;cukier/miód do smaku&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;*oczywiście możecie użyć lepszej herbaty, przepis mówi, że potrzeba 5 łyżeczek, ale to chyba za dużo?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przyprawy uprażyć na patelni. Przełożyć do garnka, zalać 250 ml wody i gotować 10 minut. Dodać 200 ml mleka, herbatę, cukier, doprowadzić do wrzenia i gotować 3-4 minuty. Rozlać do szklanek przez sitko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/-WSfc8T6zxEA/TXke5QVq7nI/AAAAAAAABvQ/60kYLIKcNng/s800/IMG_7938.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5582527182089678450" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-5836747022932065419?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/5836747022932065419/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=5836747022932065419&amp;isPopup=true' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/5836747022932065419'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/5836747022932065419'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2011/03/tajemnice-szefa-kuchni.html' title='Tajemnice szefa kuchni'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-Zmx_evMPFuY/TXkeZFDleYI/AAAAAAAABvA/e1LzJlZgmig/s72-c/IMG_7915.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-3058149669585448966</id><published>2011-03-01T21:15:00.002+01:00</published><updated>2011-03-02T19:52:44.170+01:00</updated><title type='text'>Ostry koniec zimy</title><content type='html'>&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/-vrxrZoGS6_Y/TW1C8MZEcOI/AAAAAAAABuw/IGWGh0cMM8s/s800/IMG_7629.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5579189115267870946" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nigdy nie pozwoliłabym sobie na stwierdzenie, że dla jednej osoby nie opłaca się gotować. Z resztą, jeśli alternatywą jest jedzenie „na mieście” (drogo i za daleko) albo z proszku (wiadomo), to chyba nie mam wyboru. O ile jednak z przygotowanie posiłków nie stanowi problemu, to jednoosobowe zakupy już tak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powiedzmy, że mam ochotę na brokuła. Oznacza to, że muszę mieć tę ochotę ze trzy dni po rząd. Nawet jeśli puszczę wodze fantazji i zdecyduję się na sałatkę z brokułem, zapiekankę z brokułem, zupę z brokuła, makaron z brokułem, kotlety z brokułem i nie wiem co jeszcze, ciągle pozostanie to brokuł.  Zamrażanie odpada, bo zamrażarka ma rozmiary zbliżone do pudełka lodów. Efekt: brokuł robi się niezdrowo żółty i ląduje w koszu, a ja mam wyrzuty sumienia, że marnuję jedzenie i pieniądze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z papryczkami chili jest właściwie jeszcze gorzej. Ok, może nie jest to produkt, bez którego nie można się obejść, ale jednak występuje w wielu przepisach, zdecydowanie wielu przepisach, które chcę wypróbować. W jakichś bardzo odległych czasach zdarzało mi się kupować papryczki o tej uroczej nazwie „oko ptaka” na sztuki, ale to było dawno i obecnie minimum to opakowanie o wadze 75 g, co jednak stanowi z dziesięć niemałych sztuk, 30 pojedynczych posiłków o średniej mocy. Na szczęście problem papryczek udało mi się satysfakcjonująco rozwiązać i tym się dzisiaj z Wami podzielę. Kiedy wsadzi się je do słoika i zaleje octem, okres przydatności do spożycia wydłuża się z mniej więcej 10 dni do kilku miesięcy. Genialnie. Nie przepadam za warzywami w occie, ale chociaż chili wyraźnie nim pachnie, w gotowym daniu nie jest to wyczuwalne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Droga do szczęścia, jak w XVIII-wiecznej powieści, nie była łatwa. Robienie tej marynaty zamieniło mój spokojny wieczór w prawdziwy horror: tak, dotykanie skóry rękami umaczanymi w paprykowym soku wywołuje dokładnie takie efekty, jak zawsze opisują. Albo jeszcze gorsze. Najbardziej irytujące było to, że chociaż zwykle lekceważę wszystkie tego typu informacje, to tym razem naprawdę (tzn. na tyle, na ile potrafię) uważałam, jednak papryka okazała się sprytniejsza. W efekcie spędziłam najbardziej zazwyczaj relaksujące godziny dnia na przemian oblewając wodą bolące miejsca (którymi okazała się górna część palców i czoło) i jęcząc. Jeśli ktoś tego nie przeżył, nie wie, o czym piszę. A nawet jeśli, zgodnie z regułą żarówki w ustach (którą da się włożyć, ale nie da się wyjąć – trudno uwierzyć, prawda?), kusi Was, żeby spróbować, zdławcie to uczucie, póki pora.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeżeli zdarzy Wam się przesadzić z chili w potrawie, to jest pewna korzyść w tym, że pieką Was usta: od tego stają się pełniejsze i czerwieńsze. Podobno te same drażniące substancje, które zawierają papryczki stosuje się też w błyszczykach powiększających usta.  Jeśli zaś jesteście ponad to, pomyślcie, że chili stymuluje wytwarzanie endorfin, a wszyscy wiemy, co to oznacza. Słoik papryczek może być więc niezwykle pomocny w próbie przetrwania polskiego przedwiośnia, które właśnie się zaczyna.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;A na koniec małe trompe l'oeil. Zgadnijcie, które są prawdziwe?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/-8VjXhB7ZRv8/TW1C_tT5W1I/AAAAAAAABu4/FZSVgQMJ6Sc/s800/IMG_7658.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5579189175644150610" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-size:130%;" &gt;&lt;br /&gt;Marynowane papryczki chili&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;źródło: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Jamie w kuchni&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;600 g papryczek chili, zielonych lub czerwonych&lt;br /&gt;15 ziarenek czarnego pieprzu&lt;br /&gt;5 liści laurowych&lt;br /&gt;2 łyżki nasion kolendry&lt;br /&gt;5 łyżeczek soli&lt;br /&gt;6 czubatych łyżek cukru pudru&lt;br /&gt;litr octu z białego wina lub octu ryżowego&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Papryczki rozciąć wzdłuż nożem i trzonkiem łyżeczki usunąć nasiona. Tak przygotowane papryczki zalać wrzątkiem, a po 5 minutach odcedzić - to pomoże usunąć resztę nasion (działa).&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Do hermetycznie zamykanego słoja, lub innego naczynia w tym rodzaju, wrzucić pieprz, liście laurowe, nasiona kolendry, sól i papryczki.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Ocet i cukier umieścić w rondlu i podgrzewać, aż cukier się rozpuści. Gorącym, lecz nie wrzącym płynem zalać składniki w słoju.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Po lekkim ostudzeniu zakręcić przykrywkę i wstawić papryczki do lodówki. Po dwóch tygodniach będą gotowe. W lodówce można je przechowywać co najmniej 4 miesiące.&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt; &lt;div style="text-align: justify;"&gt; W przepisie jest aż 600 g papryczek, ja zrobiłam z opakowania 75 g.; wybrałam  odpowiedni słoik i zagotowałam tyle octu, żeby wystarczyło do jego  wypełnienia. Jeśli chodzi o dodatki smakowe, moim zdaniem są głównie po  to, żeby ładnie wyglądało, bo raczej nie wyczujecie ich smaku. W każdym razie, ja nie wyczuwam,  ale ostrość jest zachowana, więc lepiej być ostrożnym.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-3058149669585448966?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/3058149669585448966/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=3058149669585448966&amp;isPopup=true' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/3058149669585448966'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/3058149669585448966'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2011/03/ostry-koniec-zimy.html' title='Ostry koniec zimy'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-vrxrZoGS6_Y/TW1C8MZEcOI/AAAAAAAABuw/IGWGh0cMM8s/s72-c/IMG_7629.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-2313425990301798253</id><published>2011-02-21T18:22:00.000+01:00</published><updated>2011-02-21T18:31:14.978+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='słodko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czekolada'/><title type='text'>Czekoladowy weekend: najważniejsze, żeby wylizać łyżkę</title><content type='html'>&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/-VwrNSRRpT5E/TWKZ7BkUqQI/AAAAAAAABuI/lMtW6mPL8i0/s800/IMG_7864_1.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5576188527950211330" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czy o czekoladzie można jeszcze napisać coś nie popadając w banał? To trochę tak, jak z pisaniem o miłości: wszystko zostało już powiedziane, wszystko wiadomo, każde kolejne słowo to klisza. Jednak tak samo jak z zainteresowaniem śledzimy losy kolejnych bohaterów rozmaitych romantycznych historii (nie mówiąc nawet o niesłabnącym zaangażowaniu we własne romantyczne historie), tak zachłannie pochłaniamy kolejne tabliczki czekolady. Przynajmniej ja tak robię, ale chyba nie jestem osamotniona, skoro &lt;a href="http://atinabc.blox.pl/2011/01/Zaproszenie-na-Czekoladowy-Weekend.html" target="_blank"&gt;Czekoladowy Weekend&lt;/a&gt; ma rekordową (87 osób, kiedy sprawdzałam) liczbę uczestników.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już od dawna zastanawiałam się, co przygotować z tej okazji i wertowałam moją czekoladową książkę,  ciągle zmieniając zdanie i odkrywając bardziej skomplikowane słodkości. Ostatecznie jednak będzie zupełnie prosto. Właśnie banalnie: zwykłe czekoladowe ciasto typu francuskiego, czyli chrupiąca skorupka ukrywająca aksamitne, jakby niedopieczone wnętrze. Tak intensywne, że jeden kawałek zaniesie Was do nieba, ale wcale nie macie ochoty na następny. Ta czekoladowa przyjemność jest wymagająca:  lepiej smakować ją powoli, żeby kubki smakowe zdążyły poczuć słodycz ukrytą pod wytrawną warstwą. Szybkie pochłanianie gwarantuje brak satysfakcji, a nawet lekkie mdłości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To mój ulubiony przepis na wypiek tego typu. Wypróbowałam co najmniej pięć albo sześć, właściwie każde ciasto było pyszne, więc nie wiem, czemu ciągle szukałam dalej, czasami dodając mąkę, czasami nie, innym razem nieortodoksyjnie dorzucając płatków migdałowych albo skórkę z pomarańczy. Nie potrafię Wam powiedzieć, dlaczego ten przepis jest najlepszy, po prostu tak jest. A może to każdy kolejny, który wypróbuję, zyskuje status tego naj? Niewykluczone, jednak niezależnie od tego, czy zdecydujecie się na ten, czy na jakiś inny, czekolada zawsze pachnie obłędnie, a czekoladowy kogle-mogel stanowi sam w sobie dzieło sztuki kulinarnej. A jak ostatnio usłyszałam:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nieważne, jaki będzie efekt, ważne, żeby wylizać łyżkę.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I trudno się z tym nie zgodzić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS Dla chętnych dopisałam w poprzednim poście przepis na tort bezowy.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/-M8QmFg7SyEM/TWKaFJ_wyrI/AAAAAAAABuQ/GdCWUFVPle8/s800/IMG_7883.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5576188702011476658" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Klasyczne ciasto czekoladowe&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Przepis: Marta Gessler&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;4 jajka (osobno żółtka i białka)&lt;br /&gt;200 g masła&lt;br /&gt;200 g cukru&lt;br /&gt;200 g dobrej gorzkiej czekolady&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Masło i czekoladę razem roztopić w kąpieli wodnej lub w mikrofalówce – ważne, żeby przed dalszym użyciem masa wystygła (chociaż oczywiście nadal była płynna).&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Żółtka ubić ze 100 g cukru, dodawać czekoladę w porcjach, nadal ubijając. Białka ubić na sztywno, dodać resztę cukru i jeszcze chwilę ubijać, aż cukier się rozpuści. Połowę białek dodać do masy czekoladowej, delikatnie wymieszać i dodać resztę. &lt;/li&gt;&lt;li&gt;Piekarnik rozgrzać do 180 stopni. Formę o średnicy 24 cm wyłożyć papierem do pieczenia, wylać na nią ciasto i piec 40 minut. Podczas pieczenia ciasto bardzo rośnie, a studząc się dramatycznie opada, ale tak właśnie jest dobrze.&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/-H9BRenYisgc/TWKaUG0sOoI/AAAAAAAABuo/ostTlV9pFwg/s800/IMG_7860.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5576188958857771650" border="0" /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-2313425990301798253?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/2313425990301798253/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=2313425990301798253&amp;isPopup=true' title='Komentarze (17)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/2313425990301798253'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/2313425990301798253'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2011/02/czekoladowy-weekend-najwazniejsze-zeby.html' title='Czekoladowy weekend: najważniejsze, żeby wylizać łyżkę'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-VwrNSRRpT5E/TWKZ7BkUqQI/AAAAAAAABuI/lMtW6mPL8i0/s72-c/IMG_7864_1.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>17</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-2753488241409974520</id><published>2011-02-17T20:48:00.001+01:00</published><updated>2011-02-21T17:30:58.021+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='słodko'/><title type='text'>Życie powinno być jak beza</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/-RIutuOPbfEg/TVQ5bzF_S1I/AAAAAAAABtw/MdF7xaTgzI8/s800/IMG_6392.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5572141788698725202" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Urodziny to raczej (oczywiście od pewnego momentu ;) bolesne święto. A skoro moje wypadają w lutym, to oznacza, że w ciągu niewiele ponad miesiąca jestem zmuszona po raz drugi do zrobienia bezlitosnego rachunku ze swojego życia, chociaż ciągle jest jeszcze zimno, na ogół szaro i zdążyło się już złamać wszystkie noworoczne postanowienia (jeśli ktoś je miał…). Generalnie chodzi o to, że ponieważ bożonarodzeniowy entuzjazm, który zwykle obejmuje początek stycznia, dawno się ulotnił , resztki energii należy skoncentrować na dociągnięciu do wiosny, a nie trwonić je na myśli o zmianach i poprawkach, lub, jeszcze gorzej, te zmiany i poprawki wprowadzać w życie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo tego, czy też właśnie dlatego, urodziny ciągle bardzo mnie cieszą. Wszyscy są mili, jestem w centrum uwagi, dostaję mnóstwo ładnych prezentów i mogę zjeść dużo dobrych rzeczy, bez głupich myśli o kaloriach i tłuszczach nasyconych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli jednak swoim zwyczajem chciałam uciec od kłopotliwych spraw w jedzenie, to tym razem poszło coś nie tak. Ośmielona swoim ostatnim bezowym sukcesem postanowiłam iść o krok dalej i zrobić ten wymarzony bezowy tort. Nie było to bajecznie proste, ale dzięki zdobytemu doświadczeniu i odrobinie rozsądku wszystko udało się wspaniale. Sami możecie ocenić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/-7CzArZJgfbA/TVgyq6hq_UI/AAAAAAAABt4/IobM_RZeX00/s800/Untitled.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5573260251717369154" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A jednak…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Być może to taka mądrość, na którą wpada się po jednym kieliszku wina za  dużo, ale pomyślałam sobie, że chyba powinnam do większej liczby rzeczy  w życiu podchodzić jak do tego tortu bezowego. Zrobienie go zajęło mi tyle lat, podjęłam tyle nieudanych prób i  przeżyłam mnóstwo bezowych rozczarowań, ale uparcie do tego wracałam,  wierząc, że w końcu osiągnę sukces. Niewiele razy w życiu udało mi się  wykazać taką wytrwałością i konsekwencją. A do tego zupełnie jak w bajce, moje wysiłek i determinacja przyniosły  wyśniony efekt. Może więc nie ma co czekać do wiosny i podjąć kolejne,  nawet całkiem nieprawdopodobne, wyzwania już teraz? (Bo warto próbować nawet po raz 10, a co dopiero po raz pierwszy.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O ile jednak tort bezowy był tortem numer jeden ze względów  ideologicznych, to ja chciałam Wam dzisiaj zaproponować tort  chronologicznie pierwszy (bo świętowania nigdy za wiele).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To ciasto także tkwiło na mojej liście koniecznie-trzeba-spróbować od  bardzo dawna (tzn. od czasu kiedy parę lat temu pierwszy razy przeglądałam książkę &lt;a href="http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2010/02/usta-pene-karmelu-w-czekoladowy-weekend.html" target="_blank"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Caramel&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;) i uznałam, że to jest bardzo dobra okazja, by  wreszcie spróbować. Moją ochotę na nie opierałam głównie na  apetycznym zdjęciu, a tymczasem,  po przestudiowaniu składników okazało  się, że nie ma w nim właściwie nic specjalnego, z wyjątkiem chyba horrendalnie drogiego syropu klonowego. Jednak, pamiętając, że mówimy przecież o cieście urodzinowym, należy oprzeć się pokusie zrezygnowania z niego, bo to właśnie ten słodko-żywiczny aromat sprawia, że trochę suchy ucieraniec zaczyna rozpływać się w ustach. Do tego prawie niezauważalnie kwaskowata masa, przełamująca dominującą słodycz i chrupiące orzeszki w karmelu, którym przynajmniej ja nigdy nie mogę się oprzeć. I wszystko staje się dokładnie takie, jak trzeba.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TVLKdVoHzsI/AAAAAAAABtg/INey2bLSySA/s800/IMG_7760_1.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5571738294381170370" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-size:130%;" &gt;Kanadyjskie ciasto z orzeszkami w karmelu i syropem klonowym&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;na podstawie przepisu w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Caramel&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciasto:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;1 ¾ szklanki mąki&lt;br /&gt;¾ szklanki bez jednej łyżki brązowego cukru&lt;br /&gt;½ szklanki plus jedna łyżka białego cukru&lt;br /&gt;4 jajka&lt;br /&gt;200 g solonego masła&lt;br /&gt;1 łyżka proszku do pieczenia&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Krem&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;300 g (dwa opakowania) serka typu „Bieluch”, w temperaturze pokojowej&lt;br /&gt;1 szklanka (lub do smaku) cukru pudru&lt;br /&gt;200 g miękkiego masła&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Orzeszki w karmelu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;100 g orzechów laskowych&lt;br /&gt;½ szklanki cukru&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;br /&gt;syrop klonowy do polania ciasta&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Piekarnik nagrzać do 180 stopni. Wszystkie składniki ciasta zmiksować razem. Ja zaczęłam tradycyjnie: masło + jajka + cukier, a na koniec mąka z proszkiem do pieczenia. Dobrze, jeśli wszystkie składniki będą miały temperaturę pokojową. Ciasto przełożyć do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Użyłam takiej o średnicy 24 cm.  Piec 30 minut, po tym czasie sprawdzić patyczkiem, czy ciasto jest już ok. &lt;/li&gt;&lt;li&gt;Ciasto wyjąć z piekarnika, po kilku minutach także z formy i ostudzić na kratce.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Przygotować krem: miękkie masło utrzeć z cukrem , a następnie stopniowo dodawać serek. Ja na koniec dodałam jeszcze odrobinę syropu klonowego*.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Ciasto przekroić na pół. Dolną część posmarować kremem, nałożyć górną i wyłożyć na nią resztę kremu. &lt;/li&gt;&lt;li&gt;Orzechy laskowe podprażyć na suchej patelni, potrząsając nią od czasu do czasu, żeby się nie przypaliły. W czasie prażenie raczej nie należy spuszczać orzeszków z oczu. Trudno mi powiedzieć, kiedy będą dobre, po prostu potrzymajcie je chwilę na patelni, a potem przełóżcie na kawałek papieru do pieczenia.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Karmel: cukier powoli podgrzewać w garnku na małym ogniu (można dodać odrobinę wody, to będzie się rozpuszczał bardziej równomiernie) i spokojnie czekać, aż zacznie osiągać bursztynowy kolor (w międzyczasie nie mieszać, można potrząsnąć garnkiem), po czym polać nim orzeszki. &lt;/li&gt;&lt;li&gt;Kiedy karmel zastygnie ostrym nożem pokroić cukrowo-orzechową tabliczkę na dość małe kawałki (ich kształt nie gra roli). Do czasu podawania ciasta zamknąć je w szczelnym pojemniku.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Przed podaniem ciasto posypać orzeszkami w karmelu i polać syropem klonowym. Proponuję także położyć na stole dzbanuszek syropu, żeby każdy mógł dodatkowo polać swój kawałek ciasta – bo dopiero syrop sprawi, że dowiecie się, dlaczego jest wyjątkowe.&lt;br /&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;*Ciasto, które widzicie na zdjęciu zostało przełożone dwoma masami: serkową i taką typową cupcake'ową z masła i cukru – uznałam jednak, że użycie jednej, lżejszej masy do obydwu warstw, ciastu zrobi dobrze, a Wam oszczędzi pracy.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://2.bp.blogspot.com/-OngCqmKPfBc/TWKStx-q80I/AAAAAAAABuA/yffCLUVEXf4/s800/IMG_7786.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5576180603846062914" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Tort bezowy&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bezy:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;br /&gt;6 białek&lt;br /&gt;1,5 szklanki + 4 łyżki cukru&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przełożenie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;600 ml śmietany kremówki&lt;br /&gt;2 zagęstniki do śmietany&lt;br /&gt;1,5 łyżeczki kawy rozpuszczalnej&lt;br /&gt;cukier puder&lt;br /&gt;100 g dobrej gorzkiej czekolady&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Piekarnik nagrzać do 135 stopni. Przygotować 2 blachy (te duże, wchodzące w skład wyposażenia piekarnika) i dwa kawałki papieru do pieczenia ich wielkości. Ciemnym mazakiem narysować na każdym kawałku okrąg wielkości ok. 22 cm (przynajmniej takie były moje, użyłam przykrywki do garnka jako formy) oraz dodatkowo 2 półokręgi – na tort potrzebne są trzy blaty bezowe,  ale w tej wielkości nie uda ich się upiec jednocześnie na dwóch blachach. Przedzielenie jednego blatu na pół nieco może psuje efekt wizualny, ale jeśli wszystko sprytnie złożycie to nie będzie to zbyt widoczne, a oszczędzicie sobie 2 kolejnych godzin pieczenia. Ewentualnie można oczywiście zrobić mniejsze okręgi, tak, by zmieściły się po dwa na formę. Rysunkiem do dołu nałożyć pergamin na blachę. Kiedy białka będą już ubite dobrze użyć odrobiny do przyklejenia papieru, żeby się nie przesuwał, kiedy nakładacie białka.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Białka ubić na sztywno, dodać połowę cukru, poczekać, aż trochę się rozpuści i dodać resztę – miksować aż do całkowitego rozpuszczenia cukru (ale jeśli to nie nastąpi, to się nie martwcie). Masę wyłożyć na przygotowane blachy.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Piec w piekarniku na dwóch poziomach; po 45 minutach przykryłam ciasto folią aluminową, po 1 h zamieniłam blachy miejscami, po kolejnej godzinie jedna warstwa była już upieczona, wyjęłam ją z piekarnika, a bezy z drugiej blachy piekłam jeszcze 30 minut. Po wyłączeniu piekarnika włożyłam do niego ponownie pierwszą blachę, do leżakowania przez całą noc. Długość pieczenia i czas, kiedy należy przykryć bezy folią jest pewnie bardzo uzależniony od piekarnika – należy ich po prostu pilnować. Moim zdaniem można uznać, że są upieczone wtedy, kiedy łatwo odklejają się od papieru.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Następnego dnia: część czekolady utrzeć na tarce lub zeskrobać wiórki obieraczką do warzyw – dekoracji ma starczyć na pokrycie tortu. Pozostałą czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, poczekać  aż trochę ostygnie i posmarować nią 1 krążek bezowy i dwie połówki. &lt;/li&gt;&lt;li&gt;Kawę rozpuścić w bardzo niewielkiej ilości gorącej wody – chociaż przypuszczam, że równie dobrze rozpuści się w nawet zimnej śmietanie. Kawę wlać do 400 ml śmietany i ubić na sztywno, dodając cukier puder do smaku i utrwalacz zgodnie z instrukcją. Możecie też zupełnie zrezygnować z cukru, w końcu bezy są bardzo słodkie.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Masę kawową wyłożyć na krążek posmarowany czekoladą, przykryć dwoma bezowymi połówkami, które należy posmarować resztą śmietany. Przykryć trzecią bezą.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;200 ml śmietany ubić, dodając cukier i pół opakowania utrwalacza. Rozsmarować na torcie i posypać startą czekoladą. Tort najlepiej przygotować niedługo przed podaniem. &lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-2753488241409974520?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/2753488241409974520/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=2753488241409974520&amp;isPopup=true' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/2753488241409974520'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/2753488241409974520'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2011/02/zycie-powinno-byc-jak-beza.html' title='Życie powinno być jak beza'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-RIutuOPbfEg/TVQ5bzF_S1I/AAAAAAAABtw/MdF7xaTgzI8/s72-c/IMG_6392.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-3569723648244634683</id><published>2011-02-08T21:38:00.000+01:00</published><updated>2011-02-08T21:40:24.630+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='słodko'/><title type='text'>Dla ciała czy dla duszy?</title><content type='html'>&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TU7-0L630tI/AAAAAAAABs4/ODGXd1iTtvw/s800/IMG_7728.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5570669961610253010" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Sobotnie popołudnie to moja druga w kolejności ulubiona pora w tygodniu (w kolejce oczywiście za piątkowym popołudniem). Już po zakupach i porządkach, a jeszcze wystarczająco daleko od poniedziałkowego ranka, by móc ignorować jego nieuchronność. To ten moment, kiedy można zabrać się za te wszystkie przyjemne rzeczy, na które nie ma czasu w pozostałe dni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tutaj miał nastąpić fragment przekonujący Was, że pudding z marmoladą pomarańczową jest lepszym wyborem na ten cudowny czas niż oglądanie wystawy sztuki współczesnej. Jednak, sztuka współczesna jako taka, to temat dość ciężkostrawny (przynajmniej w tym wydaniu, o którym miałam pisać) i nie nadaje się na blog poruszający trywialny temat kulinariów. Nieprawdziwa jest też teza, którą miał zawierać ten tekst, którego nie napisałam, że lepiej bym zrobiła w zeszłe sobotnie popołudnie robiąc ten pudding, niż idąc do galerii, bo w rzeczywistości zrobiłam jedno i drugie. Więc można i tak, chociaż puenta - co moim zdaniem dostarczy Wam więcej satysfakcji (i chyba nie trzeba tu pisać, jaki był mój wybór) - nadal pozostaje aktualna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prawdę mówiąc, tak bardzo chciałam przygotować ten pudding, że od ponad tygodnia prawie codziennie czytałam przepis i oglądałam  zdjęcie. Wbrew logice wierząc, że dotychczas nielubiany przeze mnie klasyczny angielski deser to będzie strzał w dziesiątkę.  Cud się wydarzył - jest pyszny, a do tego piękny, co wymaga od Was tylko zabiegu zgrabnego wyjęcia z naczynia, w którym się gotował. Polecam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A na chodzenie do muzeów zwykle poświęcam niedzielne poranki.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TU7-4DqreJI/AAAAAAAABtA/-OQTfIGmyn4/s800/IMG_7739.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5570670028114327698" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Pudding z jabłkami i dżemem pomarańczowym&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;źródło: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;roast figs sugar snow&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;6 porcji&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;150 g cukru&lt;br /&gt;150 g masła&lt;br /&gt;3 jajka&lt;br /&gt;75 g mąki&lt;br /&gt;3/4 łyżeczki proszku do pieczenia&lt;br /&gt;2 jabłka&lt;br /&gt;szczypta soli&lt;br /&gt;30 g bułki tartej (nie dałam)&lt;br /&gt;mleko&lt;br /&gt;6 łyżek dżemu pomarańczowego&lt;br /&gt;2 łyżki złocistego syropu (dałam miód)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Zmiksować razem masło z cukrem, aż będą puszyste. Miksować dalej, dodają po jednym jajku. Łyżką wmieszać mąkę, proszek do pieczenia, bułkę tartą, sól oraz jabłka - obrane i pokrojone w kostkę. Jeśli robicie jeden duży pudding kostki mogą być dość duże, ok. 2 cm, w przypadku małych puddingów lepiej pokroić jabłka drobniej. Do masy dodać mleko, ciasto ma być takiej gęstości, by spadało z łyżki.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Żaroodporne naczynie wysmarować masłem. Ja użyłam kokilek do zapiekania - mogą wydawać się małe, ale wcale tak nie jest! Na dno naczynia/kokilek nałożyć dżem i złocisty syrop, a na to wyłożyć ciasto. Przykryć natłuszczoną folią aluminiową, którą należy obwiązać wokół naczynia. Na środku folii trzeba zrobić zakładkę, by folia mogła się rozłożyć, kiedy woda (z ciasta) zacznie parować. &lt;/li&gt;&lt;li&gt;Na dno garnka położyć talerz lub ściereczkę, a na to naczynie z puddingiem. Wlać gorącą wodę do połowy wysokości naczynia - folia nie powinna dotykać wody, więc oberwijcie, jeśli jest jej za dużo. Przykryć. Gotować ok. 1 1/2 godziny, w razie potrzeby dolewając wody. Małe puddingi piekłam trochę ponad godzinę. Upieczone ciasto jest dość wilgotne, ale próba "suchego patyczka" powinna zadziałać. &lt;/li&gt;&lt;li&gt;Ugotowany, gorący pudding okroić wokół naczynia i wyłożyć do góry nogami na nagrzany talerz. Mmm...  &lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-3569723648244634683?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/3569723648244634683/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=3569723648244634683&amp;isPopup=true' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/3569723648244634683'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/3569723648244634683'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2011/02/dla-ciaa-czy-dla-duszy.html' title='Dla ciała czy dla duszy?'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TU7-0L630tI/AAAAAAAABs4/ODGXd1iTtvw/s72-c/IMG_7728.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-2909115504656052382</id><published>2011-02-03T21:38:00.001+01:00</published><updated>2011-02-03T21:41:04.795+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bita śmietana'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kuchnia francuska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bezy'/><title type='text'>Mont Blanc i inne szczyty</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TUBzMmebjSI/AAAAAAAABsE/cXKaUOTY2L8/s800/IMG_7526.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5566575799753739554" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Uff… Wreszcie. Suche w środku. Niegąbczaste. Niespalone. Ślicznie połyskujące na perłowo-różowo-beżowo (może ktoś wie, jak oni to robią, że te sklepowe lśnią taką nieskazitelną, nienaturalną bielą? czy to osiągalne?). Bezy. Udało się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli chodzi o Mont Blanc, to nie udajemy się wcale na jego szczyt, tylko przeciwnie, do słodkiego wnętrza. A niezdobyta przeze mnie aż do teraz góra, to właśnie niepozorny, nieduży kopczyk bezy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejne próby podejmowałam zawsze z niezmąconym optymizmem, trzymając daleko w niepamięci poprzednie razy i ich smutne efekty. I teraz przystąpiłam do pracy głęboko wierząc, że się uda, w końcu sojusznikiem była jedna z moich ukochanych książek &lt;a style="font-style: italic;" href="http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2010/09/100-razy-buka-z-masem-i-konkurs.html"&gt;My French Kitchen&lt;/a&gt;, z którą nawet przygoda z kapryśnym crème caramel zakończyła się sukcesem. W tych okolicznościach, czy w ogóle coś mogło pójść nie tak?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Owszem, mogę Wam zdradzić, dlaczego się udało (przynajmniej tak myślę), chociaż wytłumaczenie nie ma w sobie nic z magii: w odpowiedniej chwili przykryłam bezy folią i moje chmurki zamiast zyskiwać coraz większy stopień zrumienienia, przechodzący w miarę upływu czasu w nieapetyczną spaleniznę, otulone aluminiową kołderką mogły spokojnie się dosuszyć. To wszystko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mamy bezy, możemy mieć  i Mont Blanc. To taki trochę deser-widmo, trudno o nim powiedzieć coś  pewnego. Jest moim zdaniem bardzo francuski w charakterze (chociaż podobno popularny we Włoszech, Japonii i… na Węgrzech), ale większość przepisów, na które natrafiłam, było po angielsku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Właściwie nie wiem, co powoduje, że deser można już nazwać Mont Blanc. Wychodzi na to, że wystarczy… beza. No bo niby krem kasztanowy jest niezbędny, ale wersja japońska zezwala na wykorzystanie puree z dyni (podobno). Przyjmijmy jednak, że podstawą jest beza i krem kasztanowy. Ale drugiej strony, puree kasztanowe wcale nie musi występować w czystej postaci, można je wymieszać z bitą śmietaną i wtedy utworzy pyszny krem, który można przykryć dodatkową czapeczką śmietany. Widziałam też gdzieś pociągającą i wyrafinowaną wariację, w której zamiast bez były makaroniki, a zamiast kremu kasztanowego –  kasztany kandyzowane. Można sobie zrobić i wersję dietetyczną (hmm, raczej „dietetyczną”), w której skład wchodzi tylko kasztanowe puree i twarożek. Ale wtedy moja teoria na temat bezowej istoty deseru, niestety, upada.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miło tak sobie pomarzyć o różnych wariacjach, ale teraz będą konkrety: może Wam się wydawać, że Mont Blanc tylko warstwa śmietany, beza i sam w sobie mdławy krem kasztanowy, ale jesteście w błędzie. To połączenie jest zadziwiająco pyszne. Banalne w wykonaniu, przy tym oryginalne i bardzo, bardzo słodkie. Ważne: by satysfakcja mogła być pełna, tylko jedna metoda jedzenia jest prawidłowa: wbijcie łyżeczkę po samo dno i pozwólcie, by znalazło się na niej trochę każdej warstwy. I hop do buzi.  Teraz poczekajcie, aż cukier zrobi swoje i poczujcie, jak z każdą łyżeczką dzień będzie się wydawał (jeszcze) piękniejszy.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TUsRjfsoZsI/AAAAAAAABsw/1KPWAyC4ya4/s800/IMG_7519.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5569564665675540162" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Bezy &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Źródło: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;My French Kitchen&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;3 białka&lt;br /&gt;¾ szklanki + 2 łyżki drobnego cukru&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Piekarnik nagrzać do 135 stopni.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Białka ubić na sztywno, ciągle ubijając dodać cukier w dwóch porcjach. Łyżką nałożyć na blachę, wyłożoną pergaminem, 12 sporych bez. Oczywiście możecie się postarać, by Wasze bezy miały idealnie okrągły kształt, ale moim zdaniem, nieregularne chmurki są bardziej urokliwe. Piec 2 godziny, wyłączyć piekarnik i zostawić w nim bezy jeszcze na 12 godzin (będą bardziej chrupiące). Po 45 minutach przykryłam bezy folią aluminiową, bo zaczęły się ciut za bardzo rumienić, więc obserwujcie i Wasze, by w razie potrzeby pospieszyć im na ratunek.&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TUsCL4Nj5fI/AAAAAAAABso/uk2viXX7YJA/s800/IMG_7568_3.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5569547767264830962" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-size:130%;" &gt;Mont Blanc&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;4-6 porcji&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Bezy (1 duża lub 2-3 małe na każdą porcję)&lt;br /&gt;Krem kasztanowy* (po dużej łyżce na porcję)&lt;br /&gt;250 ml śmietanki kremówki&lt;br /&gt;150 g serka śmietankowego np. Bielucha&lt;br /&gt;2 łyżeczki cukru&lt;br /&gt;1 łyżeczka żelatyny rozpuszczona w niewielkiej ilości gorącej wody lub fix do śmietany (opcjonalnie)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;*puree kasztanowe można kupić w sklepach typu Kuchnie świata lub  delikatesach, w puszkach lub tubkach. Ja wykorzystałam krem kasztanowy, który znalazłam w Carrefourze w  okolicach dżemów.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Śmietanę ubić z cukrem, ewentualnie dodać fix, zgodnie z wskazówkami na opakowaniu. Śmietana powinna być bardzo sztywna.  Można dać więcej cukru lub przeciwnie, w ogóle z niego zrezygnować, bo reszta składników jest bardzo słodka.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Serek rozbełtać w misce, dodać trochę śmietany, delikatnie wymieszać, dodać resztę i wymieszać. Jeśli chcemy dodać żelatynę, należy wmieszać ją razem z drugą porcją śmietany. Żelatyna/fix nie są obowiązkowe, ale ja zawsze mam wizję, że bez nich cała masa się rozpłynie.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Do indywidualnych naczynek nałożyć: bezy, duuużą łyżkę kremu kasztanowego i dopełnić kremem. Przed podaniem posypać kakao lub cukrem pudrem, który imituje śnieg. Deser można przygotować kilka godzin przed podaniem, ale lepiej nie trzymać go zbyt długo, bo bezy mogą rozmięknąć. &lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-2909115504656052382?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/2909115504656052382/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=2909115504656052382&amp;isPopup=true' title='Komentarze (24)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/2909115504656052382'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/2909115504656052382'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2011/02/mont-blanc-i-inne-szczyty.html' title='Mont Blanc i inne szczyty'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TUBzMmebjSI/AAAAAAAABsE/cXKaUOTY2L8/s72-c/IMG_7526.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>24</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-2075389862246416663</id><published>2011-01-21T22:48:00.002+01:00</published><updated>2011-01-21T22:48:00.308+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='makaron'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zupy'/><title type='text'>Nóżki po japońsku</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TTnkG4BwBeI/AAAAAAAABrE/TTOQMMZ43-I/s800/IMG_6642_1.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5564729621363033570" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;(Moje) bose stopy z cokolwiek już odpryskującym lakierem to, przyznaję, nie do końca apetyczny temat na zdjęcie tytułowe dlatego, po namyśle, postanowiłam umieścić je  jednak poniżej. Oczywiście jest jednak na temat, bo tym razem nie tylko rączki, ale i stópki przyczynią się do powstania niezwykłych pyszności. Mam nadzieję, że  jesteście już  ciekawi, co będzie dalej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TTnj-WXbyXI/AAAAAAAABq8/IPtCeKJyFb4/s800/IMG_7299.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5564729474888223090" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Wykorzystanie stóp do przygotowania jedzenia nie jest właściwie niczym nowym, przydają się chociażby do ugniatania kapusty (na kiszoną) i winogron (na wino). A nam posłużą do zrobienia makaronu, a dokładnie, japońskiego makaronu udon. Ten zadziwiający przepis pochodzi z książki „Japońska kuchnia domowa Harumi” („Harumi’s Japanese Home Cooking”), o której zaczęłam już trochę opowiadać przy okazji &lt;a href="http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2010/12/pokoj-wypenia-zapach-suszacych-sie-na.html" target="_blank"&gt;japońskiego schabowego&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zacznę od tego, co podoba mi się w niej najmniej: szata graficzna. Niby wszystko ok, ale daleko od &lt;span style="font-style: italic;"&gt;wow&lt;/span&gt;.  Zdjęcia ładne, przepełnione światłem, jednak brakuje im tego czegoś, co zwykłą fotkę potrawy zamienia w fotografię artystyczną. Może brzmi to jak oczekiwanie przerostu formy nad treścią, ale mam nadzieję, że wiecie, o co mi chodzi. Znalazło się na szczęście coś, co te mankamenty usuwa w cień: osobowość autorki, Harumi Kurihary. Z okładki uśmiecha się bardzo szczupła, wyglądająca na co najmniej dwadzieścia lat mniej niż ma w rzeczywistości, osoba, którą Wikipedia nazywa „japońską Marthą Stewart”. O ile jednak Martha kojarzy mi się przede wszystkim z oczekiwaniem  dążenia do nieosiągalnego ideału, Harumi wydaje się osobą ciepłą i sympatyczną, chcącą podzielić się z nami częścią swojej kultury.  Zamiast onieśmielać nas rozwodząc się nad skomplikowanymi technikami i bogatymi tradycjami swojej kuchni, opowiada o niepewności z jaką podchodziła do pisania po angielsku, gdy jej znajomość tego języka była ledwie „szkolna”.  A swojej książce nadała przyjazny podtytuł „Proste, eleganckie przepis dla współczesnych gustów”.  Ta publikacja to fajny ukłon w stronę zachodniego czytelnika, nienadęty, prezentujący z jednej strony dania, które mnie wydają się typowo japońskie (= znane z książek Murakamiego), ale można też znaleźć europejsko-japońskie fusion, która pozwoli na zapoznanie się z tematem osobom nie całkiem przekonanym do surowych ryb i glonów (jak ja).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Makaron udon to właśnie takie niekontrowersyjne w smaku danie, które wybrałam oczywiście ze względu na szałowy sposób przygotowania. Podskakiwać na czymś, co za chwilę będzie się jadło,  jeszcze mi się nie zdarzyło. Początkowo miałam w planach zrobić sobie do tego i japońską zupkę, jednak po powąchaniu (i spróbowaniu) rybnego bulionu dashi zrezygnowałam z jego dalszej obróbki i postanowiłam to wtajemniczenie zaliczyć kiedy indziej, decydując się na wyjątkowo einfachowy rosołek (czyt.: z kostki, na więcej nie było już czasu) klimatycznie doprawiony chili, dymką i sosem sojowym. Ale jeśli miałabym Wam polecić jakieś danie z domowym udonem, to wybieram zrobiony nazajutrz makaron z tuńczykiem.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TTnkOeEGSUI/AAAAAAAABrM/nLzSGJTf5os/s800/IMG_7309.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5564729751832512834" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Domowy udon&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;źródło&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;: Harumi's Japanese Home Cooking&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4 porcje*&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;br /&gt;szklanka wody&lt;br /&gt;5 łyżeczek soli&lt;br /&gt;3 ½ szklanki mąki chlebowej (dałam zwykłą)&lt;br /&gt;1 ½ szklanki zwykłej mąki pszennej&lt;br /&gt;dodatkowo mąka do podsypywania&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*moim zdaniem ta porcja wyżywi 6-8 osób, robiłam z połowy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Sól rozpuścić w łyżce wody (będziecie prawdopodobnie potrzebować  więcej). Następnie połączyć  z resztą wody. W misce wymieszać obydwa  rodzaje mąki, dodać osoloną wodę i zagnieść ciasto. Ja ostatecznie  musiałam dolać znacznie więcej wody niż w przepisie, żeby powstała  zwarta kula. Zagniatać ciasto, wciskając w dno miski, aż składniki  dobrze się połączą. &lt;/li&gt;&lt;li&gt;Ciasto przełożyć na stolnicę i zagniatać  jeszcze 5-10 minut. Następnie włożyć do plastikowego worka i owinąć  ręcznikiem. Położyć na podłodze i wejść na ręcznik, tak, by ciasto w środku się rozpłaszczyło. &lt;/li&gt;&lt;li&gt;Podnieść  ciasto z podłogi, wyjąć z worka, rozwałkować, złożyć (nie jest dokładnie napisane jak, ja składałam na pół i jeszcze raz na pół) i z powrotem włożyć  do worka, owinąć w ręcznik, położyć na podłodze itd., powtarzać przez  15-20 minut, aż ciasto będzie gładkie. Ponownie włożyć ciasto do worka i  pozostawić na 3-4 godziny.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Po tym czasie ciasto wyjąć, uformować w  kulkę, ponownie włożyć do worka i owinąć w ręcznik, położyć na  podłodze, wejść na pakunek i starać się jak najbardziej rozpłaszczyć  ciasto, np. obracając się na piętach o 360 stopni  albo w każdy sposób,  jaki przyjdzie Wam do głowy.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Stolnicę oprószyć mąką, położyć  ciasto (jeśli robicie z całej porcji radzę Wam podzielić się na dwie  części) i rozwałkować na kwadrat, o grubości ok. 3 mm.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Ciasto  złożyć na trzy (w taki sposób, jak złożylibyście kartkę papieru,  by włożyć ją do koperty). Ciasto powinno mieć ok. 10 cm szerokości.  Kroić je na ok. 3 mm paski (jak świetnie widać, moje są odrobinkę  szersze). Jeśli kluski by się sklejały, podsypać mąką.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;W dużym  garnku rozgrzać wodę i wrzucić do niej udon. Pałeczkami porozdzielać  sklejony makaron. Kiedy woda zacznie się ponownie gotować, dolać  filiżankę wody, by obniżyć temperaturę – tak należy zrobić za każdym  razem, gdy woda zaczyna wrzeć. Gotować  6-7 minut.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Ugotowany  makaron przełożyć na sito i przelewać zimną wodą, aż ostygnie. Kiedy  będzie się już dało go dotknąć, rękami rozdzielać pasma. &lt;/li&gt;&lt;li&gt;Aby podgrzać makaron, ponownie należy umieścić go w sicie i polewać  gorącą wodą z czajnika, aż się zagrzeje. &lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TTnkY5KWO0I/AAAAAAAABrU/Qbd1f9s_reY/s800/IMG_7320.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5564729930905172802" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TTnkfPwUHdI/AAAAAAAABrc/nlDKdTa1ifM/s800/IMG_7331.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5564730040049212882" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-2075389862246416663?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/2075389862246416663/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=2075389862246416663&amp;isPopup=true' title='Komentarze (19)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/2075389862246416663'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/2075389862246416663'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2011/01/nozki-po-japonsku.html' title='Nóżki po japońsku'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TTnkG4BwBeI/AAAAAAAABrE/TTOQMMZ43-I/s72-c/IMG_6642_1.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>19</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-4900230609246954943</id><published>2011-01-12T21:29:00.001+01:00</published><updated>2011-01-12T21:31:10.818+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='food design'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='masło orzechowe'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czekolada'/><title type='text'>Anatomia frytki</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;img src="http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TSzN0fWSqKI/AAAAAAAABq0/fiFeLjoej70/s800/IMG_7375_1.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5561045941547608226" border="0" /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Food design, jak się okazuje, ma jeszcze jedno, dotychczas mi nieznane, oblicze. Dzisiejszych rewelacji dowiedziałam się z, obejrzanego tylko od połowy, co za strata!, dokumentu „Jedzenie zaprojektowane” na programie kuchnia.tv.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiemy już, że produkt powinien mieć takie cechy, które pozwolą mu się dobrze sprzedawać. Czyli: powinien być ładny, wzbudzać pozytywne emocje i dobrze się kojarzyć, najlepiej z czymś ważnym dla konsumenta. Oraz, tutaj ta zaskakująca nowość – być użyteczny, czyli praktyczny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomyślcie o lodach. Czy lody i wafelek rzeczywiście stanowią integralną i oczywistą całość? Wyobraźcie sobie, że gałka Waszych ulubionych lodów ląduje wprost na dłoni. Zjadalne? Niby tak. Apetyczne? Wygodne? Nie bardzo. Oczywiście w grę wchodzi wykorzystanie jako pojemniczka papierowego kubeczka. Ale z kubeczkiem trzeba po konsumpcji  coś zrobić, na przykład nieść w ręce przez dłuższy czas w poszukiwaniu kosza na śmieci, by w końcu z rezygnacją wrzucić kubeczek do rowu. A wafelek jest wygodny i praktyczny – trzymając za niego  nie ogrzewamy lodów, a na końcu zjadamy. Mnie osobiście zaburza on smak samych lodów, ale i tak jest to majstersztyk.                                               &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz prawdziwa bomba. Każdy wie, że dziurka w klusce śląskiej, a rowki w makaronie mają służyć temu, by sos się lepiej trzymał. Ale czy zastanawialiście się kiedyś nad praktycznym aspektem kształtu frytki? Dlaczego końcówki frytki powinny być ścięte, a nie proste? Bingo, żeby ketchup się lepiej trzymał. Możecie przy najbliższej okazji zrobić eksperyment, czy tak jest naprawdę (jeszcze nie próbowałam). Jak się okazuje, sos (a raczej dziwaczna galaretka) lepiej się trzyma także na marchwi w kształcie świdra…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O takich banałach jak historia powstania kanapki (lord Sandwich chciał jeść mięso nie przerywając gry w karty – chociaż źródła, znaczy, Wikipedia ;) mówią o tym, że kanapka została tylko nazwana jego imieniem, a sam nie był jej wynalazcą) nie warto nawet wspominać. Ciekawostek jest znacznie więcej (m.in. mowa też o kulturowych, a niezwiązanych z religią, aspektach jedzenia). Może jeszcze kiedyś o tym napiszę, póki co, jeśli uda Wam się na „Jedzenie zaprojektowane” natrafić, bardzo polecam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponieważ je się również oczami dodam, że w warstwie wizualnej film  jest nierówny, ale sekwencje z jedzeniem są rewelacyjne i przedstawiają je w zaskakujący i, uwaga bloggerzy, inspirujący sposób. Nie odchodźcie od telewizora kiedy pojawią się napisy końcowe, bo dopiero teraz zacznie się najciekawsze: making of.., czyli migawki z tego, jak były kręcone te sceny z jedzeniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiejszy przepis nie był przeznaczony na bloga, ale spodobały mi się zdjęcia i postanowiłam Wam je zaprezentować, chociaż wydawało mi się, że mini babeczki nie mają nic wspólnego z tematem. Ale jednak mają. Bardzo wiele. To kwintesencja praktycznego jedzenia, podlegająca tym samym prawom co lody. Idealna słodycz na stojące przyjęcie: słodka, niebrudząca przekąska na jeden kęs (chociaż ja dzielę na trzy, żeby przyjemność trwała dłużej), którą można elegancko i mimochodem pochłonąć w czasie rozmowy. Żeby warunek użyteczności był dobrze spełniony, nie zapomnijcie o czymś na składowanie papierków.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TSzNxGbODRI/AAAAAAAABqs/dnvi_6K4Zj0/s800/IMG_7356_1.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5561045883317783826" border="0" /&gt;&lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Babeczki z masłem orzechowym&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;źródło: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nigella świątecznie&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;48-50 sztuk&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;50 g brązowego cukru (dałam biały)&lt;br /&gt;200 g cukru pudru&lt;br /&gt;50 g masła&lt;br /&gt;200 g masła orzechowego&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;oraz&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;200 g czekolady mlecznej&lt;br /&gt;100 g czekolady deserowej&lt;br /&gt;coś do ozdoby (orzeszki, perełki cukrowe itp.)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Wszystkie składniki (oprócz czekolady) zmiksować. Masa powinna mieć konsystencję piasku (moja była zupełnie mazista, ale to nic nie przeszkadzało). Formować rękami niewielkie kulki i wylepiać nimi małe papierowe foremki. Kulki w foremkach spłaszczyć. Jeśli masa lepi się do palców, zanurzcie je w cukrze pudrze.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Obydwie czekolady rozpuścić w kąpieli wodnej (garnek z gotującą się wodą na gazie, na to miska, której dno nie dotyka wody, a do miski czekolada. Mieszać.). Rozpuszczoną czekoladą zalewać masę z masła orzechowego w foremkach. Dekorować jak kto lubi.&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-4900230609246954943?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/4900230609246954943/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=4900230609246954943&amp;isPopup=true' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/4900230609246954943'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/4900230609246954943'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2011/01/anatomia-frytki.html' title='Anatomia frytki'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TSzN0fWSqKI/AAAAAAAABq0/fiFeLjoej70/s72-c/IMG_7375_1.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-4695355220338697301</id><published>2011-01-04T20:32:00.000+01:00</published><updated>2011-01-04T20:35:07.769+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='słodko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czekolada'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='comfort food'/><title type='text'>Słodkiego nowego roku</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TSIzYHGL_5I/AAAAAAAABqE/jjVLWIPXo6o/s800/IMG_7104.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5558061379443490706" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czy każdy z Was ma już gotową listę noworocznych postanowień? Jeśli odpowiedź brzmi tak, mogę się założyć, że na większości z nich figuruje „schudnąć”, lub, w łagodniejszej wersji, „jeść mniej słodyczy/zdrowiej się odżywiać”.  Ja nie mam żadnych postanowień (a dzisiaj przeczytałam, że 1 na 20 osób udaje się je zrealizować, aż tylu! - pomyślałam), ale opowiem Wam o czymś, co być może pomoże w realizacji tych powyżej  wymienionych (albo podważy ich sensowność, co też może być plusem).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otóż, mam dobre wiadomości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewnie pamiętacie głupi eksperyment Amerykanina, który postanowił udowodnić, że jedzenie z McDonald'sa szkodzi, tuczy i jest niezdrowe, przytył niewiarygodną liczbę kilogramów, a stan jego zdrowia drastycznie się pogorszył. Przyznaję, nie widziałam filmu dokumentującego te poczynania (przynajmniej w całości), ale sama idea wydaje mi się bez sensu: każdy wie, jak wygląda piramida prawidłowego żywienia. ŻADNA  jednostronna dieta, czy złożona z marchewki, kalafiora, gotowanego kurczaka czy beztłuszczowych chrupek ryżowych nie jest zdrowa. A podejrzewam nawet, że gdyby ktoś był w stanie zjeść 3000 kalorii z samej marchewki, to też by przytył.  Tak, tak, można powiedzieć, że trick polega na tym, że trudno zjeść tyle marchewki, ale mimo to sądzę, że to nie McDonald's, ale ludzka bezmyślność i łakomstwo są przyczyną otyłości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak dzisiaj chciałabym Wam opisać podobny eksperyment, który przyniósł zaskakujące, radosne rezultaty. Pewien amerykański profesor przez 10 tygodni żywił się prawie wyłącznie ciastkami zwanymi Twinkies (to chyba rodzaj biszkoptów z nadzieniem). Jednak, w przeciwieństwie do poprzednika zrobił to sensownie: jego dieta ograniczała się do 1800 kalorii (zamiast przepisowych 2600). Żeby nie zrujnować sobie zdrowia jadł pewne ilości witamin i warzyw, jednak podstawą jego diety były przyjmowane co 3 godziny przekąski złożone z Twinkies, ciasteczek Oreo (są już w Polsce!) i tego typu przysmaków. I co? Schudł podczas tego eksperymentu kilkanaście kilo, spadło jego BMI i obniżył się poziom złego cholesterol,u a podniósł dobrego! Więcej na ten temat możecie przeczytać na blogu &lt;a href="http://www.sweettoothsweetlife.com/2010/11/09/twinkie-diet/" target="_blank"&gt;Sweet Tooth Sweet Life&lt;/a&gt;.  Zanim przejdę do optymistycznego podsumowania chciałabym też zwrócić Waszą uwagę na to, że w jednym z kolejnych postów autorka opisuje inne wyzwanie tego typu, w którym podkreśla się szereg negatywnych  (a niekoniecznie związanych z przyrostem wagi) skutków takiej diety (wyobraźcie sobie tydzień na prawie samych ciastkach!).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warto jednak, może właśnie na początku obfitującego w dobre postanowienia i energię do zmian nowego roku, uświadomić sobie, że jedno ciastko czekoladowe nie zrujnuje nam życia.  Ani  efektów dwutygodniowej diety! Nie zrobi też tego jeden hamburger, problem zaczyna się dopiero wtedy, kiedy do szczęścia potrzebujemy na raz i ciastka, i hamburgera.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Koniec nudnego dydaktyzmu, na chwilę spójrzmy tylko na pozytywną stronę diety Twinkie i świeżo zdobytą wiedzę wykorzystamy w praktyce, bez wyrzutów sumienia  opychając się pysznym czekoladowo-serowym ciastem. To wariacja na znany i zawsze obłędnie pyszny temat sernikobrownie. Moje ciasto jest słodsze i lżejsze, bo nie ma w nim czekolady, tylko kakao. Niech najlepszą rekomendacją będzie fakt, że na drugi dzień po upieczeniu już nie bardzo miałam co fotografować (ale upolowałam jeszcze kawałeczek).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TSIzcXRpN-I/AAAAAAAABqM/FCmk-3VEpI4/s800/IMG_7114.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5558061452505987042" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TSIzUK2X30I/AAAAAAAABp8/JBy0bRxdA9M/s800/IMG_7061_1.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5558061311731425090" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-size:130%;" &gt;&lt;br /&gt;Ciasto czekoladowo-serowe&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;źródło: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Czekolada. Łatwe i przepyszne przepisy krok po kroku&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;podaję z moimi zmianami, proporcje na typową prostokątną formę&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;400 g twarogu sernikowego&lt;br /&gt;opakowanie cukru waniliowego&lt;br /&gt;450 g cukru&lt;br /&gt;4 jajka&lt;br /&gt;200 g masła&lt;br /&gt;6 łyżek kakao&lt;br /&gt;200 g mąki pszennej&lt;br /&gt;trochę mniej niż 2 łyżeczki proszku do pieczenia&lt;br /&gt;100 g posiekanych orzechów włoskich&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Polewa:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;110 g masła&lt;br /&gt;2 łyżki mleka&lt;br /&gt;200 g cukru pudru&lt;br /&gt;4 łyżki kakao&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;orzechy do przybrania&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;ol style="text-align: justify;"&gt;&lt;li&gt;Formę wyłożyć papierem do pieczenia (można ją najpierw natłuścić, żeby papier się przylepił).&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Ser utrzeć z 50 g cukru i cukrem waniliowym. Odstawić.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Jajka i resztę cukru ubić na kogel-mogel. Do rondelka dać masło i kakao, podgrzewać mieszając, aż masło się rozpuści i masa będzie gładka. Trochę ostudzić i wmieszać do masy jajecznej. Dodać mąkę z proszkiem do pieczenia i orzechy, dokładnie wymieszać.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Połowę ciasta wlać do foremki, wygładzić. Na tej warstwie delikatnie rozsmarować masę serową (najlepiej na początku rozłożyć niewielkie kleksy na całej powierzchni ciasta). Przykryć pozostałą częścią ciasta. Piec 45-50 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni. Wystudzić w foremce.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Polewa: masło i mleko włożyć do garnuszka i podgrzewać, aż masło się rozpuści. Zdjąć z ognia i dodać cukier puder i kakao, wymieszać. Za pomocą szerokiego noża lub łopatki rozsmarować na cieście. Ozdobić orzechami.&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TSIzg5UXojI/AAAAAAAABqU/8mcSETLpbro/s800/IMG_7125.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5558061530363699762" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TSIzPPCnq2I/AAAAAAAABp0/5Eez1yQhOUw/s800/IMG_7029.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5558061226957187938" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-4695355220338697301?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/4695355220338697301/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=4695355220338697301&amp;isPopup=true' title='Komentarze (20)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/4695355220338697301'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/4695355220338697301'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2011/01/sodkiego-nowego-roku.html' title='Słodkiego nowego roku'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TSIzYHGL_5I/AAAAAAAABqE/jjVLWIPXo6o/s72-c/IMG_7104.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>20</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-5818852840253416450</id><published>2010-12-21T20:19:00.001+01:00</published><updated>2010-12-21T20:28:43.528+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='słono'/><title type='text'>Spokój przedświątecznej kuchni</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TRD6gDecrdI/AAAAAAAABpg/EyWL8C1gAE4/s800/IMG_6691.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5553213769143594450" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W moim pokoju migoce lampkowy substytut choinki obwieszony bombkami, a z sufitu  dyndają  ozdoby świąteczne. Spokój. Szał bożonarodzeniowych przygotowań nie ogarnął mnie jeszcze na dobre, ale może Was już tak. Zapraszam na chwilę odpoczynku do... &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kuchni.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To właściwie nie jest książka do czytania w Boże Narodzenie. Raczej pod koniec zabieganego dnia, kiedy potrzebujecie spokoju i wyciszenia. Albo kiedy jest Wam smutno, albo coś nie poszło, albo kiedy, nawet pomimo wielu ludzi wokoło, czujecie się całkiem sami. Psychoterapia dla gotujacych moli książkowych. Opowiadanie popełniła japońska pisarka Yoshimoto Banana, a jeśli lubicie Murakamiego i ona Wam się spodoba (zresztą obydwóch autorów tłumaczyła Anna Zielińska-Elliott).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ta &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kuchnia&lt;/span&gt; wypełniona jest smutkiem, a może raczej nieokreśloną tęsknotą, która kojarzy mi się  z większością znanych wariacji na temat Japonii, nawet tych  firmowanych przez ludzi Zachodu. Niespełna sto stron wypełnione jest przygnębiającymi wydarzeniami i niezgodą, a może raczej, o ile jest to możliwe, akceptującym buntem wobec rzeczywistości.  Ale przynosi ukojenie. Pełni taką funkcję, jak dla głównej bohaterki kuchnia. Nic więc dziwnego, że pojawia się tam sporo różnych japońskich potraw, które zupełnie nic mi nie mówią. Przełomowy moment następuje dzięki potrawie o dźwięcznej nazwie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;katsudon&lt;/span&gt;. Oczywiście bardzo mnie zaciekawiło, co to właściwie jest (chociaż, nie wiem jak zdołałam to przegapić, właściwie przypis dokładnie to wyjaśnia). Przepis na katsudon, a właściwie wieprzowinę &lt;span style="font-style: italic;"&gt;tonkatsu &lt;/span&gt;pojawił się w mówiącej o japońskiej kuchni książeczce z serii Biblioteka Poradnika Domowego, ale rozwiązanie jest tak absurdalne, że trudno mi było w to uwierzyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakiś czas później, tym razem po wyjątkowo bogatej w opisy potraw lekturze &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kafki nad morzem&lt;/span&gt; Murakamiego, postanowiłam sprawić sobie prawdziwą książkę o kuchni japońskiej, tzn. napisaną przez Japonkę mieszkającą w Japonii, a nie zamerykanizowaną osobę azjatyckiego pochodzenia, która kraj swoich rodziców (a może dziadków?) zna tylko z opowiadań, itd. Musiałam iść na pewien kompromis i książka napisana jest po angielsku, z myślą o nie-Japończykach, ale przez osobę, która wie, o czym pisze.&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Harumi's Japanese Home Cooking&lt;/span&gt; jest naprawdę inspirująca i jeszcze kiedyś Wam o niej więcej opowiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kupując ją (przez Internet ;) miałam oczywiście nadzieję, że znajdę i przepis na katsudon. Jest! &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Poradnik Domowy &lt;/span&gt;miał rację: katsudon to nic innego, jak zwyczajny, banalny, niezdrowy i wyszydzany kotlet schabowy. W wersji Harumi jest on jednak smażony na głębokim tłuszczu, a istnieje optymistyczna teoria, która mówi, że to zdrowiej (mniej tłuszczu się wchłania, podobno). Moim zdaniem panierka dzięki temu jest bardziej chrupiąca. Pewnie każdy wie, jak usmażyć kotlet, ale co tam, przepis i tak podaję.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TQpDdwozqkI/AAAAAAAABpQ/efo5IRw7nGM/s800/IMG_6620_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5551323669238884930" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tonkatsu to klasyczne japońskie danie, które jest po prostu przepyszne.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;Tonkatsu&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;źródło: &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Harumi's Japanese Home Cooking&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;500 g schabu&lt;br /&gt;sól i pieprz&lt;br /&gt;mąka&lt;br /&gt;1 jajko&lt;br /&gt;bułka tarta&lt;br /&gt;olej do głębokiego smażenia&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;ol style="text-align: justify;"&gt;&lt;li&gt;Mięso pokroić na kotlety ok. 2 cm grubości. Lekko rozbić (tylko trochę, nie na takie tradycyjne stołówkowe prześwitujące papierki). Oprószyć solą i pieprzem.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Kotlety obtoczyć w mące, potem w roztrzepanym jajku, a na końcu w bułce. &lt;/li&gt;&lt;li&gt;Olej rozgrzać, włożyć do niego mięso, smażyć ok. 2-3 minut, obrócić i smażyć kolejne 2-3 minuty, aż panierka się zarumieni.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Wyjąc z oleju i dobrze odsączyć. Kotlety pokroić w paski.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Podawać z drobno pokrojoną kapustą, cytryną, solą, sosem sojowym lub takim: 100 ml sosu sojowego, 50 ml ketchupu, łyżka cukru - wymieszać (to z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Poradnika Domowego&lt;/span&gt; ;)&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TRD61JtGduI/AAAAAAAABpo/BahTVndywZo/s800/IMG_6629.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5553214131592918754" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;Tonkatsu w wersji imprezowej lub do bento (pudełka z drugim śniadaniem/lunchem)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-5818852840253416450?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/5818852840253416450/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=5818852840253416450&amp;isPopup=true' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/5818852840253416450'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/5818852840253416450'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2010/12/pokoj-wypenia-zapach-suszacych-sie-na.html' title='Spokój przedświątecznej kuchni'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TRD6gDecrdI/AAAAAAAABpg/EyWL8C1gAE4/s72-c/IMG_6691.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-226307520721412686</id><published>2010-12-13T23:50:00.002+01:00</published><updated>2010-12-13T23:57:56.542+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bita śmietana'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kawa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czekolada'/><title type='text'>Stracone złudzenia i coś na pocieszenie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TQaedfjBQWI/AAAAAAAABos/FctQ-rFtaA8/s800/IMG_6376_3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5550297820302492002" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Chciałam Wam dzisiaj napisać o szczęściu, które mnie spotkało: w Krakowie otworzyli Starbucksa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Starbucks to ikona amerykańskiej popkultury: zarówno gwiazdy, jak i bohaterowie różnych przyjemnych filmów widywani są często z charakterystycznym papierowym kubkiem z zielonym logo. Starbucks to coś więcej niż kawa, to... No właśnie, co? Styl życia? Tylko właściwie jaki? Meg Ryan z „Masz wiadomość” (pewnie, tak bym chciała), zabieganego nowojorczyka (ujdzie), Madonny (nie moja bajka)? Kilkakrotnie spotkałam się z mniej lub bardziej naukowymi analizami tego fenomenu, ale nic do mnie nie przekonało. Jeden z argumentów brzmiał na przykład tak (w mojej swobodnej interpretacji): &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Obsługa rusza się niezbyt szybko, żebyś miał czas poczuć, jak fajnie jest w Starbucksie. Bo przecież jest fajnie.&lt;/span&gt; A jeśli miał to być powiew zachodniego luksusu, to mit szybko został rozwiany przez mój pierwszy nieciekawy Starbucks na równie nieciekawym, jak one wszystkie, dworcu we Frankfurcie. Ale kiedy kawiarnię otworzyli w Warszawie, przy pierwszej mojej bytności tamże poleciałam sobie kupić kawę (co zresztą zostało &lt;a href="http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2009/08/jak-spedzic-wakacje-w-wielkim-miescie.html"&gt;uwiecznione&lt;/a&gt;). Oczywiście.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zazwyczaj w centrum handlowym na nowo powstającym sklepie, na białych płytach z dykty wisi tabliczka: t&lt;span style="font-style: italic;"&gt;u powstaje dla Państwa nowy sklep&lt;/span&gt;. Tym razem przez dobre kilka miesięcy zza półprzezroczystych płacht dobrze było widać, że: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;tu powstaje dla Państwa nowy Starbucks&lt;/span&gt;. I tak się dowiedziałam, że przedmiot mojej fascynacji powstaje, jak to się mówi na osiedlach, wprost pod moim blokiem (bo odległość jest porównywalna). Potem nastąpiło otwarcie,  obsługa w koszulkach Opening team i kultowe logo gdzie tylko się da, na miejscu i na wynos, ale... jakoś mi tam nie po drodze. Atrakcyjność, która tkwiła w niedostępności, już nie istnieje. A kawa jest droższa niż w innych miejscach. Więc w poszukiwaniu kawy, nie wrażeń, lepiej pójść gdzie indziej. Albo nawet zostać w domu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Będzie warto. Ten napój ma jakiś milion kalorii, więc  kto jest na diecie,  niech lepiej nie czyta dalej. Jeśli jednak podejmiecie ryzyko, zapewniam, że kiedy poczujecie pierwszy łyk czekoladowo-kawowego, krzepiąco słodkiego mleka, którego smak łączy się z rozpływającą się, kremową pianką śmietany, kalorie szybko przestaną być ważne. Trudno znaleźć argument, żeby tego szaleństwa nie powtórzyć.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;img src="http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TQaSeMjJRtI/AAAAAAAABok/ClSphIrSMd8/s800/IMG_6340.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5550284638243079890" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;To moja odrobinę spóźniona propozycja do &lt;a href="http://kalejdoskopkulinarny.blogspot.com/2010/11/piaskowe-ciasteczka-z-migdalami.html" target="_blank"&gt;Kawowego tygodnia&lt;/a&gt; Majki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Gorące czekoladowe mleko z karmelem, bitą śmietaną i „kopem”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;źródło: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Caramel&lt;/span&gt; Trish Deseine&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;(2 porcje)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;1 szklanka (250 ml) najlepiej pełnotłustego, mleka&lt;br /&gt;200 ml śmietany 30%&lt;br /&gt;50 g czekolady mlecznej&lt;br /&gt;syrop karmelowy, do smaku (dałam miód)&lt;br /&gt;podwójne espresso&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mleko i 150 ml śmietany doprowadzić do wrzenia. Dodać czekoladę (można zdjąć już garnek z ognia) i mieszać, aż się rozpuści. Wlać kawę i syrop karmelowy. Resztę śmietany ubić, napój rozlać do kubków i przybrać bitą śmietaną.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;PS W książce całość stanowi jedną porcję, ale to już straszna rozpusta.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-226307520721412686?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/226307520721412686/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=226307520721412686&amp;isPopup=true' title='Komentarze (21)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/226307520721412686'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/226307520721412686'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2010/12/stracone-zudzenia-i-cos-na-pocieszenie.html' title='Stracone złudzenia i coś na pocieszenie'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TQaedfjBQWI/AAAAAAAABos/FctQ-rFtaA8/s72-c/IMG_6376_3.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>21</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-4317262709106367249</id><published>2010-12-08T19:50:00.000+01:00</published><updated>2010-12-08T19:55:57.836+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='słodko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='karmel'/><title type='text'>Idealny Christmas pudding</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TPVOiSdMW6I/AAAAAAAABoM/-1eLRcMxHrw/s800/IMG_6308.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5545424867153435554" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W odległej młodości podstawówki byłam namiętną czytelniczką klasyki literatury anglosaskiej. Jak mi się zdaje, nawet w tamtych czasach gotowanie nie budziło mojego obrzydzenia, a jedzenie to już na pewno nigdy nie budziło mojego obrzydzenia, więc pojawiający się w powieściach w okolicach Bożego Narodzenia czy większej uroczystość „pudding” stanowił obiekt moich marzeń. Podejrzewam zresztą, że winne tego stanu były zwłaszcza sugestywne opisy z „Ani z Zielonego Wzgórza”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tradycyjny Christmas pudding to deser, do którego dodaje się mnóstwo bakalii i, obowiązkowo, tajemniczy dla mnie „łój”, typowy anglosaski składnik. Ciasto gotuje się na parze (na kuchence, nie w piekarniku) przez, bez przesady, pół dnia. Przepis, który leży przede mną mówi o 6 godzinach! a jeśli chce się go tylko odgrzać, wystarczą dwie. W każdym razie tak to wygląda w klasycznych wersjach. Puddingowe marzenie dzieciństwa zdołałam zrealizować dość szybko i to nawet w oryginalnej formie do puddingu, pożyczonej od nauczycielki angielskiego. Oczekiwana ekstaza nie nastąpiła. Deser był średni i jeśli miałabym ochotę na powtórkę to tylko dlatego, że trudno uwierzyć, by ten gloryfikowany deser był wręcz poniżej przeciętnej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zupełnie inaczej rzecz ma się ze sticky toffee puddingiem*. Podobno to ulubiony deser Johnny'ego Deppa. Mam nadzieję, że &lt;a href="http://www.backwards-in-high-heels.blogspot.com/" target="_blank"&gt;Anna Maria&lt;/a&gt; nie napisze, że jest już całkowicie passé, co może się zdarzyć, bo wyczytałam, że wymyślono go w latach osiemdziesiątych, a moim zdaniem to okres totalnego bezguścia i złego, nomen omen, smaku. Nawet jeżeli, nic mnie to nie obchodzi, bo deser jest boski. Z tradycyjnego puddingu wziął wszystko co najlepsze, a jednocześnie jest pozbawiony jego wad. Wilgotne, mięciutkie ciasto o karmelowym posmaku, polane obficie sosem toffi jest genialne we wszystkich kombinacjach: zarówno sos jak i ciastko mogą być albo ciepłe albo zimne i zawsze jednakowo dobre. Poza tym, w przeciwieństwie do tradycyjnego Chrismtas puddingu, ten jest naprawdę szybki. Ponieważ zbliża się Boże Narodzenie nadałam mu małe świąteczne akcenty (składniki pisane kursywą), ale można je sobie podarować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*zwracam uwagę, że pudding oznacza rodzaj ciasta, ale także po prostu deser i tak jest w tym przypadku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TPVOYlWCbwI/AAAAAAAABoE/hlMqTlAoxIo/s800/IMG_6306.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5545424700425006850" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-size:130%;" &gt;&lt;br /&gt;Sticky Toffee Pudding&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;źródło: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Caramel&lt;/span&gt; Trish Deseine, z moimi zmianami&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;ok. 18 (niepokojąco) małych puddingów z formy na muffiny&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;60 g masła&lt;br /&gt;1 szklanka brązowego cukru&lt;br /&gt;2 jajka&lt;br /&gt;1 1/2 szklanki mąki&lt;br /&gt;2 łyżeczki proszku do pieczenia&lt;br /&gt;1 1//4 szklanki wrzącej wody&lt;br /&gt;200 g suszonych daktyli bez pestek&lt;br /&gt;1 łyżka sody oczyszczonej&lt;br /&gt;1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii (lub cukier waniliowy)&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;2 łyżeczki przyprawy do piernika&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;100 g rodzynek&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;rum&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sos:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;1 szklanka śmietany kremówki&lt;br /&gt;120 g masła&lt;br /&gt;1 szklanka brązowego cukru&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Rodzynki przełożyć do małej miseczki i zalać rumem. Piekarnik rozgrzać do 200 stopni. Formę na muffiny wysmarować masłem. Można też użyć większych foremek lub nawet jednej dużej formy np. na babkę. Wszystko zależy od Was.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Masło zmiksować z cukrem, aż masa będzie jasna i puszysta. Dodawać po jednym jajku. Łyżką wmieszać w 2-3 etapach mąkę z proszkiem do pieczenia.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Daktyle i wrzącą wodę przełożyć do blendera i zmiksować. Dodać sodę i ekstrakt waniliowy. Powstałe puree wraz z rodzynkami (odsączonymi z rumu) i przyprawą do pierników wmieszać do ciasta.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Ciasto rozłożyć w formie, wstawić do piekarnika i piec ok. 20-25 min. Sprawdzić patyczkiem, czy jest już upieczone. Chwilę odczekać, po czym wyjąć ciastka z formy.&lt;br /&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Przygotować sos: wszystkie składniki przełożyć do garnuszka i zagotować. Gotować, aż masa trochę zgęstnieje. Nie jest zbyt ważne, jak gęsty będzie sos i ile dokładnie wynosi „trochę”. Jeśli pogotujecie go dłużej, kiedy zastygnie, utworzy się pyszne karmelowe smarowidełko, jeśli krócej, nadal pozostanie półpłynny. Myślę, że typowe wskazówki jak: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;kiedy pociągniesz palcem po tyle łyżki zanurzonej w sosie linia nie powinna się zlewać&lt;/span&gt; lub &lt;span style="font-style: italic;"&gt;kropla na zimnym talerzyku powinna zastygać&lt;/span&gt; sprawdzają się i tutaj.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Podawać na ciepło lub na zimno polane sosem, ewentualnie z dodatkiem bitej śmietany lub lodów waniliowych.&lt;br /&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TPVOtQQttEI/AAAAAAAABoc/juFbWWN96YQ/s800/IMG_6313.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5545425055542785090" border="0" /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-4317262709106367249?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/4317262709106367249/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=4317262709106367249&amp;isPopup=true' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/4317262709106367249'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/4317262709106367249'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2010/12/idealny-christmas-pudding.html' title='Idealny Christmas pudding'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TPVOiSdMW6I/AAAAAAAABoM/-1eLRcMxHrw/s72-c/IMG_6308.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-1389665177996139342</id><published>2010-11-25T18:50:00.002+01:00</published><updated>2010-12-08T20:06:57.616+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='chleb'/><title type='text'>Uzależnia... (i nie zawiera cukru)</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TOwPiq5g28I/AAAAAAAABm8/8CEaB5SAHv4/s800/IMG_6156.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5542822329691724738" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pieczenie chleba jest jak nałóg. Kiedy raz się zacznie, trudno przestać. Wcale nie chodzi o smak, chociaż pewnie żeby kupić równie dobry chleb trzeba by się trochę naszukać. Ja jestem uzależniona od tego momentu, kiedy wyjmuję bochenek z pieca i patrzę, jaki wzór utworzyły tym razem pęknięcia na skórce i usiłując się nie poparzyć pukam od spodu, by sprawdzić, czy na pewno jest upieczony. I chociaż całemu procesowi nie towarzyszy już niepokój, czy się uda (pewnie, że się uda, za każdym razem się udaje), to i tak rytuał pieczenia, od momentu, kiedy wyjmuje zakwas z lodówki, przekładam do wielkiego słoja i odmierzam w równych proporcjach mąkę i wodę, aby go nakarmić, do czasu, kiedy wystudzony chlebek zawijam w ściereczkę (absolutnie nie wkładam do plastikowego worka!) jest niezmiennie ekscytujący.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może dziwi Was, że ostatni punkt to "zawijanie w ściereczkę", a nie "próbowanie". Tu niestety jest słaby punkt mojej metody. Chleb piekę zawsze wieczorem. A po pierwsze, podobno gorącego nie można kroić, bo to psuje strukturę (para ulatuje na zewnątrz, zamiast nawilżać chleb od środka), a po drugie, jedzenie po 20, poza wyjątkowymi sytuacjami, jest wykluczone. Więc zawijam chleb w ściereczkę i pozostaje mi tylko śnić o chwili, kiedy  rano spróbuję pierwszej kromeczki posmarowanej masłem. Wyłącznie masłem, aby podkreślić, a nie stłumić smak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Myślę, że każdy powinien nauczyć się piec chleb i jeśli spróbuje to zrobić, będzie wiedział, dlaczego było mu to niezbędne do szczęścia ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiejszy chleb jest idealny dla tych, którzy dopiero chcą zacząć przygodę z chlebem. Przepis zawiera się właściwie w jednym zdaniu: wsypać składniki do miski i wymieszać. To odmiana popularnego przepisu na &lt;span style="font-style: italic;"&gt;soda bread&lt;/span&gt;, najbardziej znane chleby tego typu pochodzą z Irlandii, chociaż i polskie &lt;a href="http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2009/07/nareszcie-buka-z-masem-weekendowa.html" target="_blank"&gt;proziaki&lt;/a&gt;  należą do tej rodziny, co właśnie uświadomiła mi &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Soda_bread" target="_blank"&gt;Wikipedia&lt;/a&gt;. Smak mojego kukurydzianego soda bread nie ma nic wspólnego z żytnim na zakwasie, przypomina raczej niesłodkie ciasto, ale początkującym pozwoli poczuć dumę z pierwszego samodzielnie upieczonego bochenka, a doświadczonym piekarzom zapewni małą odmianę.  Najlepszy oczywiście z samym masłem.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TOwPzGq5T5I/AAAAAAAABnE/mzlMwZs8lq8/s800/IMG_6159.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5542822612024512402" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Chleb kukurydziany&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;źródło: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Smażone zielone pomidory&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;2 szklanki mąki kukurydzianej&lt;br /&gt;1 1/2 szklanki maślanki&lt;br /&gt;3/4 łyżeczki sody oczyszczonej&lt;br /&gt;1 łyżeczka soli&lt;br /&gt;1 jajko&lt;br /&gt;1 łyżka ciepłego tłuszczu z bekonu*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Piekarnik nagrzać do 200 stopni. Wszystkie składniki oprócz tłuszczu dokładnie wymieszać. Dodać tłuszcz.  Ciasto przełożyć do foremki wysmarowanej masłem (użyłam aluminiowej jednorazowej dł. 20 cm) i piec ok. 45 minut. Sprawdzić patyczkiem, czy ciasto jest już upieczone. Jak każdy chleb i ten po upieczeniu dobrze wyjąć z foremki i studzić na kratce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*Wytopiłam z boczku pokrojonego w kostkę, który potem też dodałam do ciasta. Myślę, że smalec też się nada, a w ostateczności nawet łyżka oleju.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TOwQBnTBhFI/AAAAAAAABnc/RK8mF93Vh-M/s800/IMG_6139.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5542822861300925522" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-1389665177996139342?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/1389665177996139342/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=1389665177996139342&amp;isPopup=true' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/1389665177996139342'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/1389665177996139342'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2010/11/uzaleznia-i-nie-zawiera-cukru.html' title='Uzależnia... (i nie zawiera cukru)'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TOwPiq5g28I/AAAAAAAABm8/8CEaB5SAHv4/s72-c/IMG_6156.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-3822777912652020710</id><published>2010-11-18T22:14:00.002+01:00</published><updated>2010-11-18T22:27:33.796+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='owoce'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zbytecznik kuchenny'/><title type='text'>Zbytecznik kuchenny #5</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TOGaWg7iSpI/AAAAAAAABmc/KRiSNQ-wTgc/s800/Clipboard_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5539878728229866130" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzisiejszy zbytecznik jest trochę nietypowy, bo kupiłam go nie jako zachciankę, ale przedmiot niezbędny w mojej kuchni (albo nawet, w moim życiu), który pozwoli mi oszczędzić sobie trochę stresu i wysiłku, jakie towarzyszą jedzeniu grejpfrutów. Kontakt z tymi owocami kojarzy mi się ze skazaną na niepowodzenie próbą uniknięcia pryskania szczypiącego soku w oczy, a także usiłowaniami niepobrudzenia wszystkiego dookoła tymże sokiem, który, zamiast grzecznie siedzieć na łyżeczce, magicznym sposobem oblepia ręce i ścieka na obrus. Nie bez powodu jedzenie grejpfrutów odchudza, wysiłek fizyczny przy tej czynności jest nie do uniknięcia. Chociaż...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hasło "łyżeczka do grejpfruta" nie ma wielu sensownych (czyli takich, które da się kupić) wyników w Google, ale ten, który jest, po kliknięciu pokazuje zabawny designerski przyrząd w kształcie flaminga. Na fali entuzjazmu byłam gotowa natychmiast złożyć zamówienie także na inne zabawne przyrządy w kształcie zwierzątek (np. wiewórkowy nożyk do mandarynek), które staną się kupionymi rozsądnie wcześnie prezentami bożonarodzeniowymi, a to po to, by koszty przesyłki nie przekroczyły kosztów zakupów. Na szczęście się opamiętałam, zrezygnowałam z nożyka i łyżeczki, postanowiłam dać sobie czas na przemyślenie i spróbować znaleźć pożądany przedmiot gdzieś bliżej.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TOGab7MlJlI/AAAAAAAABmk/Ou5iQb9etGw/s800/Clipboard_3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5539878821180024402" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jak widzicie na załączonym obrazku, moje poszukiwania zostały uwieńczone sukcesem. Nie tak ładnym, lecz praktycznym i stosunkowo tanim (bardzo tanim, jeśli weźmie się pod uwagę, że powstrzymałam się od kupienia zaparzaczki do herbaty! w kształcie pióra, która byłaby doskonałą pomocą przy realizacji dzisiejszego przepisu ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z przykrością muszę donieść, że nie wszystkie moje problemy zostały rozwiązane za pomocą tej łyżeczki. Owszem, jedzenie grejpfruta nie jest już związane z takim wysiłkiem, ostry czubek i może nie tak widoczne na zdjęciu, ząbki elegancko wbijają się w miąższ, co nie zapobiega jednak pryskaniu soku. Na wyposażeniu zawsze warto mieć jeszcze okulary.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do przygotowania galaretki łyżeczka nie będzie Wam potrzebna. Byłam miło zaskoczona jej smakiem, bo  w końcu to tylko usztywniona słodzona biała herbata*, za którą nie przepadam. Zresztą, tak jak za galaretką. Prawdę mówiąc, ten deser zrobiłam tylko dlatego, że pięknie się prezentował. Ne jestem z niego całkiem zadowolona, bo z podanych proporcji wychodzi owocowa sałatka lekko przyozdobiona galaretką, ale kiedy wnikliwie przyjrzałam się zdjęciom oryginalnego wykonania doszłam do wniosku, że autorka przepisu właśnie to miała na myśli. Ja zwiększyłabym ilość galaretki, a zmniejszyła owoców. Dużą zaletą deseru jest dziecinna łatwość wykonania, nawet filetowanie grejpfrutów, które, jak założyłam, będzie trwało wieki, poszło nadspodziewanie szybko. Jeśli nie wiecie, jak to zrobić, pomoże Wam&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=fwzuoEDPAWo&amp;amp;feature=related"&gt; ten filmik&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponieważ potrzebuję jakiejś puenty, powiem jeszcze tylko, że grejpfruty jadam średnio ze dwa razy w roku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TOGd1nrM7HI/AAAAAAAABm0/1iG8h6iVhZg/s800/IMG_6092.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5539882561151233138" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A jeśli ktoś nie wie/zapomniał o co chodzi w moich zbytecznikach, zapraszam do przeczytania &lt;a href="http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2009/08/zbytecznik-kuchenny-1.html" target="blank"&gt;tego&lt;/a&gt; posta.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-size:130%;" &gt;Grejpfrut i granat w galaretce z białej herbaty&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;źródło: &lt;a href="http://www.mytartelette.com/2009/11/recipe-grapefruit-and-pomegranate-in.html" target="_blank"&gt;Tartelette&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;2 łyżeczki żelatyny&lt;br /&gt;1 torebka białej herbaty lub dwie łyżki herbacianych liści&lt;br /&gt;1 szklanka gorącej wody&lt;br /&gt;2 łyżki cukru (więcej, jeśli wolicie słodszą herbatę)&lt;br /&gt;2 czerwone grejpfruty&lt;br /&gt;2 białe grejpfruty&lt;br /&gt;1 granat&lt;/span&gt; &lt;span style="font-size:85%;"&gt;(same pestki ;)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;ol style="text-align: justify;"&gt;&lt;li&gt;Żelatynę rozpuścić w niewielkiej ilości gorącej wody.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Herbatę zaparzyć w gorącej wodzie przez 2-3 minuty lub tak długo, jak lubicie. Herbatę odcedzić, dodać cukier i żelatynę, wymieszać. Zostawić na kilka minut do ostygnięcia.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Kawałki grejfrutów i ziarenka granatu rozdzielić na cztery naczynia, w których będziemy podawać deser, i zalać galaretką*. &lt;/li&gt;&lt;li&gt;Wstawić do lodówki na 2-3 godziny, aż się zsiądzie.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Zrobienie deseru w jednym naczyniu i prezentowanie go poza nim nie zdało egzaminu – galaretki jest niewiele, do tego jest dość miękka i zamiast ładnie się kroić, rozmazuje się, w czym pomagają zbyt duże kawałki grejpfrutów. Możecie oczywiście pomnożyć przez dwa składniki galaretki i pomyśleć o większej ilości żelatyny, do tego podzielić przez dwa ilość grejpfruta i pokroić go na mniejsze cząstki, wtedy powinno być ok.&lt;br /&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;*Właśnie sobie uświadomiłam, jaki popełniłam straszny błąd i ile miałam szczęścia. Chociaż dobrze przetłumaczyłam przepis, z jakiegoś powodu myślałam ciągle o zielonej, nie białej herbacie. Uwierzcie, to jest różnica. Podejrzewam, że nieopisana mieszanka, którą wyciągnęłam z szafki przygotowując deser BYŁA jednak białą, nie zieloną herbatą. Kiedy, zachęcona łatwością wykonania, chciałam deser powtórzyć w bardziej, moim zdaniem, właściwych proporcjach, użyłam innej herbaty i  wyszedł niejadalny zielony... no, coś okropnego. Już wiem dlaczego.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TOGdmjKim0I/AAAAAAAABms/DmlbCg--_8c/s800/IMG_6088.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5539882302242462530" border="0" /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-3822777912652020710?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/3822777912652020710/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=3822777912652020710&amp;isPopup=true' title='Komentarze (24)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/3822777912652020710'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/3822777912652020710'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2010/11/zbytecznik-kuchenny-5.html' title='Zbytecznik kuchenny #5'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TOGaWg7iSpI/AAAAAAAABmc/KRiSNQ-wTgc/s72-c/Clipboard_2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>24</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-2095798869939364690</id><published>2010-11-11T20:50:00.001+01:00</published><updated>2010-11-11T20:55:15.109+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='makaron'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zupy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='warzywa'/><title type='text'>Food porn i kwestia rosołu</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TMSVk29aCCI/AAAAAAAABk8/8r0d3OLOpUY/s800/IMG_5918.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5531710702778714146" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Lubicie widok kogoś oblizującego palce? W wersji &lt;span style="font-style: italic;"&gt;na żywo&lt;/span&gt; uważam to za niedopuszczalne (chociaż często sama tak robię, ale przecież na siebie nie patrzę). Jeśli jednak robi to, na przykład, Nigella, a tej kontrowersyjnej czynności towarzyszą jej zmysłowe pomruki, ma moją aprobatę. Nic więc dziwnego, że oblizywanie palców na szklanym ekranie stało się częścią bardzo lukratywnego biznesu: food porn.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten intrygujący termin, jakże przyjemnie sugerujący, że nawet takie grzeczne dziecko jak ja, może mieć do czynienia z czymś trochę mniej grzecznym, ale niebezpiecznym tylko tak bardzo, jak posługiwanie się palnikiem do crème brulée, został przetłumaczony na polski jako &lt;span style="font-style: italic;"&gt;gastro porno&lt;/span&gt;. W tym kształcie wydaje mi się równie oddziałujący na wyobraźnię jak zakład zbiorowego żywienia. Jak powiedziała niegdyś J.: gastryczne, to są problemy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Food porn&lt;/span&gt; w brzmieniu oryginalnym to zupełnie co innego. Hasło jest bardzo chwytliwe, ale takie skojarzenia mają podstawy naukowe. Okazuje się, że perspektywa jedzenia i seksu wywołuje podobne reakcje fizjologiczne. Zróbcie szybki rachunek sumienia, ale mnie wydaje się to sensowne. Jęki i pomruki towarzyszące oblizywaniu palców stają się nagle zupełnie zrozumiałe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Food pornowi został poświęcony jakiś czas temu cały odcinek mojego ulubionego programu „Bez rezerwacji”, prowadzonego przez czarującego Anthony’ego Bourdain’a. Tak, wiem, facet jest aroganckim i cynicznym (byłym?) ćpunem, ale poczucie humoru i dystans do siebie powodują, że mu wybaczam. Jeśli miałabym omawiać cały odcinek, ten post nie skończyłby się nigdy, przejdę  więc od razu do potrawy, która wzbudziła w proponowanym przez A. B.  zestawie moje największe wątpliwości: rosół Fo – pierwowzór kwintesencji studenckiego (czyt. byle jakiego) jedzenia, makaronowych zupek chińskich instant. Tak mi się zdaje, że Bourdain bywa na kacu znacznie częściej niż ja i dlatego ten tradycyjnie dla Wietnamczyków śniadaniowy rosołek wydaje mu się (ale nie mnie)  darem niebios. Mimo tego, postanowiłam zrozumieć. Niechętnie trzymam cokolwiek w garnku dłużej niż pół godziny, początkowa wersja zakładała więc nieco oszukiwania. W takiej chwili warto sobie powiedzieć: halo, stop, chcesz wiedzieć, czy rosół jest podniecający czy nie? Chciałam, ale... zdecydowałam się na wersję wegetariańską, czego, jestem pewna, Anthony nigdy by nie zrobił.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Było tak: w rosole najważniejsze jest, żeby był gorący. A po sesji fotograficznej mój już nie był.  Z tego powodu moja opinia na jego temat może nie być taka, jak by była w innych okolicznościach, a brzmi: jest to zamiennik bijący na głowę chińską zupkę, ale cud nie nastąpił. Pewnego innego dnia wzięłam po prostu, o zgrozo, paczkę włoszczyzny z marketu, wrzuciłam ją do wody (obraną i umytą ;) i gotowałam 40 minut. Koniec. Kropka. Moim zdaniem kolosalnej różnicy między moim leniwym wywarem a przecedzanym na różne sposoby Fo według przepisu nie było, a znacznie mniej zawracania głowy. Ugotowanie rosołu warzywnego pewnie nie wydaje Wam się tak  ważkim osiągnięciem kulinarnym, by się nimi publicznie chwalić, ale nigdy wcześniej tego nie robiłam (tak, tak), bo sądziłam, że bez mięsa w ogóle nie ma sensu. Teraz przynajmniej wiem, że się myliłam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc jak to jest z rosołem Fo? Fajna alternatywa dla zwykłego rosołu i na pewno powtórzę (chociaż w szybkiej, nie mylić z instant, wersji), ale cóż, to, hmm, tylko? (aż?) rosół.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TMiPKyZ-60I/AAAAAAAABlU/tzm6-vBIKwA/s800/IMG_5574.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5532829557716872002" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Wegetariański rosół Fo&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;wg Agnieszki Kręglickiej&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;6 porcji&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;2 kg włoszczyzny oczyszczonej i pokrojonej na kawałki&lt;br /&gt;3 listki laurowe&lt;br /&gt;8 ziarenek pieprzu&lt;br /&gt;4 ząbki czosnku&lt;br /&gt;5 cm korzenia imbiru&lt;br /&gt;sól&lt;br /&gt;2 cebule&lt;br /&gt;pęczek natki pietruszki &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;dodatki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;makaron ryżowy, groszek cukrowy, szpinak, kiełki fasoli, kolendra, dymka, mięta, ostre papryczki, sos sojowy, olej sezamowy, sos rybny i tak dalej według fantazji.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Wszystkie składniki, bez  cebuli i natki pietruszki, zalać trzema litrami zimnej wody i zagotować.  Zmniejszyć gaz, delikatnie posolić i gotować na małym ogniu ok. 40 min.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Cebulę pokroić na ćwiartki, przypalić nad ogniem i razem z natką wrzucić do rosołu. Gotować kolejne pół godziny. Odczekać 10 minut, a następnie odcedzić. Gotować sam płyn, odkryty, aż zostanie ok. 1,5 litra gotowego rosołu.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Makaron zalać do zmięknięcia, a następnie odcedzić i rozłożyć do misek. Tuż przed podaniem, do gorącego rosołu wrzucić groszek cukrowy, szpinak i kiełki. &lt;/li&gt;&lt;li&gt;Rozlać do misek, a obok postawić pozostałe składniki, niech każdy dodaje wszystkiego według uznania.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Mój rosół, chociaż prezentuję go dopiero teraz, powstał jakiś czas temu i nie do końca pamiętam, jaką zastosowałam magiczną mieszankę dodatków. Wydaje mi się, że były to: ogórek, dymki, czerwona cebula i zwykły makaron spaghetti. Przed zagotowaniem rosołu podsmażyłam na oliwie paprykę w płatkach, imbir i pewnie coś jeszcze, zalałam to rosołem i zagotowałam. Wyłącznie warzywna, beztłuszczowa chudzina nie wydaje mi się przekonująca.   &lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TMiO_iQz5sI/AAAAAAAABlM/MPonlS5fOtM/s800/IMG_5567.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5532829364404872898" border="0" /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-2095798869939364690?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/2095798869939364690/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=2095798869939364690&amp;isPopup=true' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/2095798869939364690'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/2095798869939364690'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2010/11/food-porn-i-kwestia-rosou.html' title='Food porn i kwestia rosołu'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TMSVk29aCCI/AAAAAAAABk8/8r0d3OLOpUY/s72-c/IMG_5918.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-6060377213993824594</id><published>2010-11-07T20:43:00.000+01:00</published><updated>2010-11-07T20:46:20.054+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='słodko'/><title type='text'>Coś optymistycznego</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TNMQkpjtgSI/AAAAAAAABl8/E6jCVvkKrwM/s800/IMG_5983.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5535786588785443106" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Listopad ma, moim zdaniem zasłużoną, opinię jednego z najpaskudniejszych miesięcy w roku. O lecie wszyscy dawno zapomnieli, a do Bożego Narodzenia ciągle daleko. Już nastąpiła ta chwila, kiedy z pracy wraca się, kiedy jest ciemno, a za chwilę trzeba będzie w ciemnościach wstawać. Co prawda, niespodziewanie świętowaliśmy ostatnią letnią wyprzedaż pogody i kilka dni było słonecznych i ciepłych (mój termometr pokazywał prawie 20 stopni i to o 9 rano!), ale coś mi się wydaje, że od teraz bez parasola lepiej się z domu nie ruszać. Zresztą, bez parasola to nie jest jeszcze tak źle, bo wkrótce nastąpi ten moment, kiedy w niezbędniku każdego rozsądnego człowieka (czyli niekoniecznie moim ;)  znajdzie się i czapka. Cóż.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zanim jednak uznacie mnie za okropną pesymistkę i budzącą odrazę malkontentkę, przejdę do rzeczy przyjemniejszych, ale żeby kontrast był wyraźny, wykreowanie obrazu kompletnej beznadziei wydało mi się wskazane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aby oswoić nadchodzące ciemne i zimne miesiące postanowiłam zabawić się w jesienno-zimowe &lt;span style="font-style: italic;"&gt;zielono mi&lt;/span&gt;, oczywiście kulinarne, bo mało jest tak cudownych i błyskawicznych sposobów na poprawienie nastroju niż jedzenie, ale to wiemy chyba wszyscy. Na pierwszy ogień poszło zielone ciasto, które, co za straszny zawód, w mojej wersji miało zupełnie regularny, ciemnopiaskowy kolor. Nie wszystko jednak stracone, ponieważ w czasie pieczenia okazało się, że mam mniej awokado, od którego ta zieleń miała pochodzić, niż w przepisie – może więc powtórka będzie bardziej jadowita. Samo ciasto to taka trochę awangardowa wersja babki piaskowej, awokado sprawia, że staje się ekscytująca, a dodatek mąki kukurydzianej, zamiast ziemniaczanej, że bardziej amerykańska. OCZYWIŚCIE awokado nie jest wyczuwalne w smaku, ale ciasto jest wilgotne, przyjemnie słodkie i tworzy się na nim coś, za czym przepadam – chrupiąca skórka, którą można po kawałku odłupywać udając, że oderwała się sama przy krojeniu i bez sensu było taki wiszący kawalątek zostawiać. I ryzykować, że załapie się na niego ktoś inny.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TNMQu4GeY2I/AAAAAAAABmM/uY1au3bU-SI/s800/IMG_6031.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5535786764488041314" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ciasto z awokado&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;br /&gt;źródło: &lt;a href="http://www.joythebaker.com/blog/2010/03/avocado-pound-cake/" target="_blank"&gt;Joy the baker&lt;/a&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="font-size:85%;"&gt;– ponownie, ale to moje ostatnie odkrycie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;na dwa ciasta 22cmx10cmx7,5cm*&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;br /&gt;3 szklanki mąki&lt;br /&gt;1/2 szklanki mąki kukurydzianej&lt;br /&gt;1/2 łyżeczki soli&lt;br /&gt;1 łyżeczka proszku do pieczenia&lt;br /&gt;1 łyżeczka sody oczyszczonej&lt;br /&gt;3/4  szklanki miękkiego masła (ok. 180 g)&lt;br /&gt;3 szklanki cukru&lt;br /&gt;4 duże jajka (w temperaturze pokojowej, wyjąć wcześniej!)&lt;br /&gt;2 łyżeczki ekstraktu z wanilii (dałam cukier waniliowy)&lt;br /&gt;3/4 szklanki maślanki (dałam jogurt)&lt;br /&gt;miąższ z 1 1/2 dojrzałego awokado (trochę więcej niż szklanka), rozgniecionego**&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Piekarnik rozgrzać do 175 stopni. Foremki wysmarować masłem i obsypać mąką.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;W misce wymieszać mąkę, mąkę kukurydzianą, sól, proszek i sodę oczyszczoną. &lt;/li&gt;&lt;li&gt;W drugiej misce zmiksować masło. Dodać cukier (i cukier waniliowy) i ubijać, aż masa będzie lekka i puszysta, ok. 4 minut. Dodać awokado i miksować kolejną minutę. W czasie miksowania zbierać ciasto z boków, by masa była jednolita. &lt;/li&gt;&lt;li&gt;Dodawać po jednym jajku, za każdym razem miksując minutę, by wszystko się dobrze wymieszało. Wlać ekstrakt z wanilii.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Zmniejszyć obroty miksera i wsypać połowę mąki, następnie dodać maślankę a potem resztę mąki.  Miksować, aż wszystkie składniki się połączą.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Masę podzielić na dwie formy i wstawić blaszki do piekarnika. Temperaturę zmniejszyć do 160 stopni. Piec 40-45 minut, aż włożona do ciasta wykałaczka wychodzi sucha. Ja piekłam prawie godzinę, a wykałaczka uparcie była oblepiona ciastem, ale ja i tak musiałam już je wyjąć z piekarnika. Na szczęście okazało się upieczone.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Po wyjęciu pozwolić ciastu odpocząć 10 minut w formach, a następnie wyjąć je i ostudzić na kratce. &lt;/li&gt;&lt;li&gt;Polecam też zeszłoroczne, zdecydowanie &lt;a href="http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2009/06/ciasto-pistacjowe.html" target="_blank"&gt;mocno zielone ciasto&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;*piekłam z połowy składników w małej keksówce. Ciasto wyszło dość niskie, ale akceptowalnej wysokości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;**być może amerykańskie awokado są większe – ja zużyłam jedno całe i wyszło mi ok. 1/3 szklanki, dobrze więc na całą porcję ciasta przewidzieć co najmniej trzy sztuki.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TNMQpZsxDqI/AAAAAAAABmE/chOLzjydL5U/s800/Clipboard.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5535786670427803298" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-6060377213993824594?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/6060377213993824594/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=6060377213993824594&amp;isPopup=true' title='Komentarze (24)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/6060377213993824594'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/6060377213993824594'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2010/11/cos-optymistycznego.html' title='Coś optymistycznego'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TNMQkpjtgSI/AAAAAAAABl8/E6jCVvkKrwM/s72-c/IMG_5983.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>24</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-5961762782095776385</id><published>2010-11-03T00:15:00.001+01:00</published><updated>2010-11-03T00:22:36.418+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='słodko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='warto odwiedzić'/><title type='text'>Cupcake Corner</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TMsXHaEDyGI/AAAAAAAABlk/cxL_cGEWzSo/s800/IMG_5464.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5533541983177656418" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeżeli jest w pogardzanej amerykańskiej (pop)kulturze coś, co usprawiedliwia jej istnienie, są to moim zdaniem cupcake'i. Że wyglądają jak wypieki z modeliny? Mimo moich obaw przed użyciem najzwyklejszego barwnika spożywczego twierdzę, że te tęczowe cuda są w swym kiczowatym niejadalnym uroku nieodparcie pociągające, podświadomie kojarząc się z dzieciństwem, kiedy obiektem pożądania stają się kolorowe landrynki, barwiące język na jaskrawą zieleń gumy do żucia czy lody o fascynującej barwie i smaku? smerfów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To trzeba lubić. Miło pomyśleć, że cupcake jest ciastkiem ekskluzywnym. Innymi słowy, nie każdy potrafi przyjąć jednorazowo taką dawkę słodyczy. Jeśli jednak jesteście gotowi podjąć wyzwanie, wizyta w  Cupcake Corner będzie niezłym pomysłem. Kawałek (albo dwa, czy ile zechcecie) prawdziwego american dream może stać się Waszym udziałem za jedyne 6 zł. Bez wizy i pakowania walizek. Zapraszam do Krakowa ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cupcake Corner Bakery to przyjemnie minimalistyczne wnętrze, podobno pyszna kawa, ekscytujący zabieg sprzedawania różnych smaków tylko w określone dni tygodnia i  odpowiedni mit założycielski. I znowu, mimo świadomości ogromu chwytów marketingowych jakie zastosowano, bym chciała tam przychodzić, po prostu... chcę tam przychodzić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cała otoczka wokół cupcake'ów na pewno powoduje, że smakują mi bardziej, niż gdyby były zwykłym ciastkiem. Ale tak naprawdę wolałabym zjeść kawałek dobrej szarlotki, tylko nigdzie w pobliżu jej nie ma. A naprawdę dobrej jakości cupcake'i są.  Przeprowadzając dla Was test z pełnym poświęceniem wybrałam babeczkę o smaku, który wydaje mi się nijaki i mało interesujący, a mianowicie, zwykłe jasne ciasto, z równie zwykłą jasną masą i tylko małą jagodową rozetką na wierzchu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dwa razy zaskoczenie: w środku czekał na mnie dżem jagodowy, a jeśli chodzi o smak, to postawiłabym go co najmniej na równi z moim kolejnym wyborem: babeczką czekoladową z masą z masłem orzechowym. Poziom mojej satysfakcji był znacznie wyższy niż po odwiedzeniu którejś z pobliskich sieciowych piekarni czy cukierni, których rozwój budzi moje nieustanne zdziwienie, kiedy myślę o jakości sprzedawanych tam wypieków (i jednoznacznie niedobrych bułkach).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cupcake Corner ma z mojego punktu widzenia małą wadę: wizyta tam stanowi dla mnie całkiem długi spacer. Oczywiście, wydatkowa energia usprawiedliwia niepoprzestanie na jednej babeczce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cupcake Corner Bakery&lt;br /&gt;ul. Michałowskiego 14&lt;br /&gt;Kraków&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.cupcakecorner.pl/" target="_blank"&gt;www.cupcakecorner.pl&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TMsc7OlvIiI/AAAAAAAABl0/_DkzE9ZJcSI/s800/IMG_5484.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5533548371009020450" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj proponuję Wam czekoladowe cupcake'i z masłem orzechowym, bardzo podobne to tej babeczki, którą jadłam, i wcale bym się nie zdziwiła, gdyby nawet w Cupcake Corner korzystano z tego, lub bardzo podobnego przepisu. Samo ciasto nie jest zbyt słodkie,  ale z dodatkiem kremu nabiera mulących właściwości. Niby nie sposób zjeść zbyt dużo, ale też trudno powstrzymać się przed sięgnięciem po kolejne ciastko. Jeśli wahalibyście się, którą opcję wybrać, podpowiem, że po pewnym czasie ciasto nieco wysycha, więc najwyżej w ciągu dwóch dni dobrze wszystko zjeść.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TMsX6QYjG3I/AAAAAAAABls/XJduy3hKteM/s800/IMG_5829_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5533542856752569202" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Czekoladowe cupcakes z kremem z masła orzechowego&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;źródło: &lt;a href="http://www.joythebaker.com/blog/2010/05/chocolate-peanut-butter-cupcakes/" target="_blank"&gt;Joy the baker&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;24 babeczki&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;2 1/4 szklanki mąki&lt;br /&gt;2 szklanki brązowego cukru&lt;br /&gt;1 szklanka kakao&lt;br /&gt;2 łyżeczki sody oczyszczonej&lt;br /&gt;1/2 łyżeczki soli&lt;br /&gt;1 łyżka ekstraktu z wanilii (dałam cukier waniliowy)&lt;br /&gt;2/3 szklanki oleju&lt;br /&gt;2 łyżeczki białego octu winnego&lt;br /&gt;2 szklanki zimnej wody&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;krem:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;230 g masła&lt;br /&gt;1 szklanka masła orzechowego&lt;br /&gt;3-4 szklanki cukru pudru (ilość zależy od konsystencji kremu, jaką chcecie osiągnąć)&lt;br /&gt;1 łyżka mleka (lub wody)&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;dodatkowa dekoracja: u mnie kawałki czekolady&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Piekarnik nagrzać do 180 stopni. Formę do muffinek wyłożyć papierkami i na razie odstawić na bok.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;W dużej misce wymieszać sypkie składniki ciasta. W drugiej misce zmiksować/wymieszać razem olej, wodę, ekstrakt z wanilii i ocet.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Połączyć sypkie składniki z mokrymi, mieszać nie za długo, tyle tylko, by wszystko się połączyło. Ciasto będzie dość rzadkie.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Ciasto wyłożyć do papilotek do 2/3 wysokości. Blachę wstawić do piekarnika i piec 20-24 minuty lub do czasu, gdy wykałaczka wychodzi z ciasta sucha.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Po upieczeniu 10 minut studzić w blasze, a następnie babeczki wyjąć i przed nałożeniem kremu całkowicie ostudzić.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Krem: masło i masło orzechowe dokładnie ubić mikserem. Dodać 3/4 cukru i ubijać przez 1 minutę na wolnych obrotach. Dodać mleko i ubijać przez kolejną minutę na szybkich obrotach. Jeśli chcecie, by masa była bardziej sztywna, można teraz dodać resztę cukru.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Masę wyłożyć na babeczki i udekorować kawałkami czekolady lub czymkolwiek chcecie.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Zrobiłam z połowy porcji, wyszło mi 16 babeczek, czyli trochę więcej, niż przewiduje przepis.&lt;br /&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TMsXBgIipeI/AAAAAAAABlc/afSu8iF5t0Q/s800/Clipboard_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5533541881727854050" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-5961762782095776385?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/5961762782095776385/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=5961762782095776385&amp;isPopup=true' title='Komentarze (21)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/5961762782095776385'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/5961762782095776385'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2010/10/cupcake-corner.html' title='Cupcake Corner'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TMsXHaEDyGI/AAAAAAAABlk/cxL_cGEWzSo/s72-c/IMG_5464.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>21</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-3598205362925458858</id><published>2010-10-24T21:48:00.000+02:00</published><updated>2010-10-24T21:50:50.276+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='słono'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sałatki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ciastka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='słodko'/><title type='text'>Moja piękna wielka dynia</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TMB3kiAJRjI/AAAAAAAABks/sjaD6VZW2ps/s800/IMG_5852.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5530551811897378354" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TMB3dLAdLjI/AAAAAAAABkk/6Dp4eVTNB_Q/s800/IMG_5851.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5530551685465583154" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Słyszałam, że straganiarze mają tyle zamówień na halloweenowe dynie (a to informacja sprzed kilku tygodni), że już się martwią, jak zdołają zapewnić je wszystkim klientom. Nie zamierzam świętować Halloween, tylko &lt;a href="http://www.beawkuchni.com/2010/10/festiwal-dyni-2010.html" target="_blank"&gt;Festiwal Dyni&lt;/a&gt; ogłoszony przez Beę, ale wykorzystanie dyniowej skórki jako uroczej latarenki, chociaż niekoniecznie wyposażonej w szczerbaty uśmiech i  złośliwe oczka (skłaniałam się ku geometrycznej abstrakcji), wydało mi się dobrym pomysłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobno, jeśli chce się wykorzystać dynię do latarenkowego celu, miąższ należy wydłubać łyżką. Być może jest to skuteczny sposób, pod warunkiem, że zadowala nas pozyskanie dyniowego puree. Ja potrzebowałam kostek. I pewnie rzecz byłaby do zrobienia, ale niecierpliwość i głód zmusiły mnie do podjęcia bardziej zdecydowanych kroków, pożegnania się z koncepcją latarenki, kilku zdecydowanych ruchów nożem i po ślicznej, pomarańczowo-żółto-zielonej dyni, ze smoczą, chropowatą i bąblastą skórką, nie ma już śladu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A właściwie jest, w postaci rządka słoiczków w specjalnie na ich cześć uporządkowanej szafce. No, na tyle uporządkowanej, by zmieścić tam słoiki. Bo, chociaż to warzywo roztacza przede mną coraz smaczniejsze uroki, zjedzenie całej wielkiej dyni  wydawało się przekraczać moje możliwości. Postanowiłam więc zamienić ją na dyniowe puree, które posłuży mi do robienia zupy, placuszków, ciast, zapiekanek i innych takich, kiedy świat na wiele miesięcy o dyni zapomni. W efekcie,  prawie całe swoje długo oczekiwane wolne popołudnie poświęciłam na obieranie, krojenie, gotowanie i wpakowywanie do słoików mojej pięknej dyni. To bardzo, bardzo proste. Jednak przemysłowa ilość, która powstaje z zaledwie jednej sztuki sprawiła, że czułam się jak na linii produkcyjnej. Żadnego innego przetworu nie mam tak dużo. I wiecie co? Chyba zrobię jeszcze więcej, bo dynia to nieskomplikowany, pyszny i zdrowy produkt. Mam tylko nadzieję, że słoiczki wytrzymają, bo nadal nie udało mi się posiąść umiejętności porządnego ich zamykania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem, z bohatersko wykrojonych kostek przygotowałam pyszną jesienną sałatkę, a następnego dnia, na bazie tych samych składników, pyszną jesienną dyniową zupę. Przepis  na sałatkę pochodzi z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Roast figs sugar snow&lt;/span&gt;, trochę go dostosowałam do swoich bieżących możliwości i w tej wersji podaję, zachowując wszakże proporcje z książki, bo ja nie trzymałam się żadnych.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TMB2_GQovlI/AAAAAAAABkM/eNiQ_9aoTog/s800/IMG_5874.jpg" alt="sałatka z dynią, soczewicą i serem/squash salat with lentils and cheese" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5530551168795197010" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Sałatka z dynią na ciepło&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;6 porcji&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Składniki:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1.5 kg dyni (ok. 900 g po obraniu)&lt;br /&gt;oliwa&lt;br /&gt;250 g sera z zieloną pleśnią (pokroić)&lt;br /&gt;275 g zielonej soczewicy&lt;br /&gt;1/2 małej cebuli, drobno posiekanej&lt;br /&gt;15 g masła&lt;br /&gt;1/2 łyżki oliwy&lt;br /&gt;1 1/2 łyżki posiekanej pietruszki (zapomniałam kupić, więc nie było)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;dressing:&lt;br /&gt;1/2 łyżki octu z białego wina&lt;br /&gt;1 łyżeczka musztardy z Dijon&lt;br /&gt;4 łyżki oliwy&lt;br /&gt;duża szczypta cukru&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Soczewicę wrzucić do zimnej lub gorącej posolonej wody i gotować, aż zmięknie. Potrwa to 15-30 minut (z mojego doświadczenia wynika, że raczej 30). Kiedy się ugotuje, odcedzić.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Dynię pokroić w kostkę. Na patelni rozgrzać oliwę, wrzucić dynię i smażyć, aż będzie miękka. Posolić, zdjąć z patelni.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Na tej samej patelni (można oczywiście umyć/zmienić, ale po co?) roztopić masło i oliwę, podsmażyć na nich cebulę, aż będzie miękka, ale nie nabierze koloru.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Zrobić dressing: wymieszać dokładnie wszystkie składniki, doprawić solą i pieprzem.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Kiedy soczewica się ugotuje, wrzucić ją na patelnię do cebuli i chwilę smażyć. Dodać 2/3 sosu i pietruszkę, doprawić solą i pieprzem. &lt;/li&gt;&lt;li&gt;Na każdy talerz wyłożyć trochę soczewicy, na nią dynię, a na koniec ser. Skropić pozostałym sosem. &lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TMR6Cb9nEtI/AAAAAAAABk0/dsZTH0-oofw/s800/IMG_5888.jpg" alt="ciasteczka dyniwoe z czekoladą/pumpkin chocolate chips cookies" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5531680424602309330" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Drugi przepis, który dorzucam do Festiwalu Dyni, to dyniowe chocolate chip cookies, które u mnie zlały się w jedno wielkie cookie. Czy to przepis jest trefny, czy ja mało uważna, trudno powiedzieć, w każdym razie, smak był bez zarzutu, dzięki dodanym przyprawom rozgrzewająco korzenny, zaledwie leciutko dyniowy, kto wie, potrafi wyczuć, kto nie wie, na pewno nie zarzuci Wam, że chcecie go czymś dziwacznym otruć. Śliczny oryginał możecie zobaczyć &lt;a href="http://www.handletheheat.com/2010/09/pumpkin-chocolate-chip-cookies.html" target="_blank"&gt;tutaj&lt;/a&gt;, a jeśli sami chcielibyście uzyskać chociaż coś zbliżonego kształtem do ciasteczek (co, moim zdaniem, warte jest zachodu, bo skarmelizowane, ciągnące brzeżki są bardzo apetyczne) użyjcie formy lub nawet papilotek do muffinek. "Ciastka" najlepiej smakują lekko ciepłe.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Ciasteczka" z dynią i czekoladą&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;br /&gt;230 g masła&lt;br /&gt;1 szklanka białego cukru&lt;br /&gt;1 szklanka brązowego cukru&lt;br /&gt;2 duże jajka&lt;br /&gt;cukier waniliowy&lt;br /&gt;1 szklanka puree dyniowego z puszki*&lt;br /&gt;3 szklanki mąki&lt;br /&gt;2 łyżeczki sody oczyszczonej&lt;br /&gt;1/2 łyżeczki soli&lt;br /&gt;1 łyżeczka cynamonu&lt;br /&gt;1/2 łyżeczki imbiru w proszku&lt;br /&gt;1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej&lt;br /&gt;1/4 łyżeczki mielonych goździków&lt;br /&gt;2 szklanki czipsów z mlecznej czekolady (dałam posiekaną czekoladę)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Piekarnik nagrzać do 180 stopni. Blachy wyłożyć papierem do pieczenia.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Masło utrzeć mikserem na gładką masę. Dalej ucierając dodawać po trochu obydwa rodzaje cukru i cukier waniliowy, aż mieszanina będzie lekka i puszysta. Dodać po jednym jajku, a następnie dyniowe puree.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Wszystkie suche składniki wymieszać razem, po czym po trochu dodawać do ciasta. Na końcu wmieszać czipsy.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Na blasze wykładać łyżką ciasteczka, piec ok. 15-20 minut, aż będą rumiane na brzegach.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Zrobiłam z połowy porcji, wyszło ok. 20 dużych ciastek (oczywiście, to stan przed pieczeniem, bo jak wspomniałam wyżej, i co świetnie widać na zdjęciu, efektem końcowym było jedno gigantyczne ciacho).&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;*puree z dyni (nie wiem, czym charakteryzuje się to z puszki, ja zrobiłam właśnie tak): dynię pokroić w kostkę i krótko ugotować w gorącej wodzie (ok. 10 minut, sprawdzić widelcem, czy jest już miękka) . Dobrze odsączyć, przełożyć do miseczki i widelcem rozdziabdziać na puree.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TMB3RyX-qhI/AAAAAAAABkU/LlklWDM2woU/s800/IMG_5861.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5530551489874799122" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-3598205362925458858?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/3598205362925458858/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=3598205362925458858&amp;isPopup=true' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/3598205362925458858'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/3598205362925458858'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2010/10/moja-piekna-wielka-dynia.html' title='Moja piękna wielka dynia'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TMB3kiAJRjI/AAAAAAAABks/sjaD6VZW2ps/s72-c/IMG_5852.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-7810141152775478400</id><published>2010-10-18T22:17:00.002+02:00</published><updated>2010-10-18T22:31:59.131+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='naleśniki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kuchnia francuska'/><title type='text'>Kurs kuchni francuskiej. Sezon II</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TLyjR6L1_XI/AAAAAAAABkE/HSVO4tdBtEQ/s800/IMG_5605.jpg" alt="Naleśniki gryczane/Buckwheat Crepes" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5529473970576162162" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie oglądam seriali. Nie jest to związane z żadną skrają postawą typu „seriale są głupie i pożerają mnóstwo czasu” – to drugie to akurat prawda, ale na pewno nie więcej, niż pisanie bloga. Powodem jest, jak zwykle, lenistwo: nie mam telewizora, a skoro mój biedny komputer nie odtwarza filmów z Youtube'a, nie chce mi się nawet sprawdzać, czy odtworzy coś innego. A poza tym, musiałabym sobie jeszcze ten serial ściągnąć, albo od kogoś uzyskać, co stwarza nowe komplikacje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście, mam na koncie jakieś tam serialowe epizody, dłuższe lub krótsze, tu z kolei daje o sobie znać moja niecierpliwość, bo o ile jest jakaś akcja (a zwykle jakaś jest), która ma prowadzić do kulminacyjnego punktu sezonu, najlepiej happy endu, bo jeśli już mam jakiś serialowy gust, to niezbyt wyszukany, skazywanie się na tygodnie oczekiwania jest po prostu okrucieństwem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego często kończyłam swoją przygodę z serialem nawet przed upragnionym szczęśliwym zakończeniem, które częściej bywa szczęśliwą przerwą w ciągu niepowodzeń. Jeśli chodzi o inne cykliczne programy o niewielkiej dawce intelektualnych treści (w tym programy kulinarne), to, być może z braku akcji, której rozwiązania nie można się doczekać i wobec możliwości włączenia się w każdym momencie serii, bez uczucia rozczarowania, że przegapiłam ten moment, na który czekałam przez ostatnie dwa miesiące, śledziłam je zawsze  z regularnością i zapałem, na które nie mogły liczyć czasowniki nieregularne albo brzuszki i pompki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy kurs kuchni francuskiej należy do tej właśnie kategorii (tej przed brzuszkami i pompkami)? Być może, bo w dniu pierwszych zajęć w tym roku (szkolnym), pojawiłam się tam znowu. Na temat kursu nie będę się rozpisywać, o moich tamże początkach możecie przeczytać w &lt;a href="http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2009/10/nie-tylko-dalekie-podroze-ksztaca-albo.html" target="_blank"&gt;tym poście&lt;/a&gt;. Oczywiście, jak to w nowym sezonie, zaszły pewne zmiany. Od dawna nie ma już tych niesamowitych starszych pań, zniknął gdzieś entuzjastyczny pan Roman. Zamiast nich dołączyła do mnie Z., której obecność motywuje mnie do pójścia do Domu Kultury nawet kiedy jest zimno, pada i wieje. Jakiekolwiek niespodzianki byłyby przewidziane w tegorocznym scenariuszu, mam nadzieję, że i tym razem będzie pysznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A dzisiaj będą bretońskie naleśniki gryczane, chociaż przepis, tu pierwsza niespodzianka, pochodzi z wychwalanej już przeze mnie książki (i z każdym przepisem mam do tego coraz więcej powodów) &lt;span style="font-style: italic;"&gt;My French Kitchen&lt;/span&gt; Joanne Harris i Fran Warde, bo na kursie naleśniki co prawda były, ale już gotowe. Musiałam, po prostu musiałam tego spróbować, zwłaszcza po spotkaniu się po raz kolejny z niedowierzaniem Z., które już kiedyś sprawiło, że nauczyłam się piec kurczaka. A przyczyną niedowierzania był tym razem tak pociągająco wątpliwy składnik jak cała szklanka octu jabłkowego (zamiast mleka) w cieście. W momencie, kiedy miałam dolewać octu do naleśników okazało się, że ten mój jest zwykły winny, a nie jabłkowy, więc dopuszczam do siebie niesatysfakcjonująca myśl, że mogło to nieco zmienić doznania smakowe. Jakie były? Powiem tak: zjadłam z entuzjazmem właściwym odkrywaniu nowych dań, ale następnym razem użyję mleka. Chyba, że ciekawość zmusi mnie do wypróbowania przepisu z właściwym rodzajem octu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TLyjKow_g4I/AAAAAAAABj8/OsLfE-54i1Q/s800/IMG_5595.jpg" alt="Naleśniki gryczane/Buckwheat Crepes" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5529473845641053058" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TLyjDwAr1ZI/AAAAAAAABj0/HG2nzu6KfzA/s800/IMG_5600.jpg" alt="Naleśniki gryczane/Buckwheat Crepes" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5529473727326836114" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-size:130%;" &gt;Naleśniki z mąki gryczanej z nadzieniem porowo-serowym&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;źródło: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;My French Kitchen&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;naleśniki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;1 szklanka mąki gryczanej&lt;br /&gt;1 szklanka mąki pszennej&lt;br /&gt;1 szklanka mleka (można zastąpić octem jabłkowym)&lt;br /&gt;1 szklanka wody&lt;br /&gt;3 duże jajka&lt;br /&gt;olej do smażenia&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;nadzienie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;2 łyżki oliwy&lt;br /&gt;225 g boczku, pokrojonego w kostkę&lt;br /&gt;2 posiekane ząbki czosnku&lt;br /&gt;5 porów, pokrojonych w krążki&lt;br /&gt;1 szklanka (ok. 115 g) startego żółtego sera&lt;br /&gt;sól, pieprz do smaku&lt;br /&gt;3 łyżki kwaśnej śmietany&lt;br /&gt;3 łyżki stopionego masła&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Ciasto: w misce wymieszać mąkę pszenną i gryczaną, pośrodku zrobić dołek, do którego wlać mleko (lub ocet), wodę i jajka. Dokładnie wymieszać. Odstawić na co najmniej dwie godziny. Gotowe ciasto powinno mieć konsystencję gęstej śmietany. W razie potrzeby można dolać wody.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Na patelni rozgrzać trochę oleju i wylać na nią chochelkę ciasta. Jest bardzo gęste i trzeba go rozsmarowywać po powierzchni. Po chwili naleśnik przewrócić na drugą stronę i dosmażyć. Według przepisu powinno wyjść 18 naleśników. Ja robiłam z połowy ciasta i wyszło mi chyba 7.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Nadzienie: oliwę rozgrzać, wrzucić na nią boczek, pory i czosnek. Smażyć 10 minut, ciągle mieszając, aż pory będą miękkie, a płyn wyparuje. Dodać sól i pieprz. Zdjąć z ognia, dorzucić ser i śmietanę, wymieszać.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Na każdym naleśniku położyć łyżkę nadzienia i złożyć w chusteczkę. &lt;/li&gt;&lt;li&gt;Piekarnik rozgrzać do 190 stopni. Naczynie do zapiekania wysmarować stopionym masłem, położyć naleśniki i polać pozostałym masłem. Piec, aż naleśniki będą gorące, ok. 15 minut. Podawać natychmiast.&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;/div&gt;Uwagi :&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Rozgrzewanie mojego piekarnika to zdecydowanie zbyt długa zabawa, więc po prostu podsmażyłam naleśniki na patelni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli zostanie Wam trochę naleśników bez nadzienia, możecie je przygotować tak, jak jedliśmy na kursie: z szynką, serem i jajkiem sadzonym, smażonym bezpośrednio na naleśniku. Jajko należy przykryć bokami naleśnika lub złożyć naleśnik na pół chowając jajko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TLyi7QvU4uI/AAAAAAAABjs/yRZj1c0rzlU/s800/Clipboard.jpg" alt="Naleśniki gryczane/Buckwheat Crepes" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5529473581493576418" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Autorki piszą, że te naleśniki najlepiej kupować i jeść na ulicy, to taki francuski fast food – ja przeniosłam je chociaż na balkon.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-7810141152775478400?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/7810141152775478400/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=7810141152775478400&amp;isPopup=true' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/7810141152775478400'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/7810141152775478400'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2010/10/kurs-kuchni-francuskiej-sezon-ii.html' title='Kurs kuchni francuskiej. Sezon II'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TLyjR6L1_XI/AAAAAAAABkE/HSVO4tdBtEQ/s72-c/IMG_5605.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-8486374600401396941</id><published>2010-10-13T23:01:00.003+02:00</published><updated>2010-10-14T21:40:16.848+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ciastka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='słodko'/><title type='text'>Na bis: ciasteczko na październik</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TLYPZPKIkxI/AAAAAAAABi0/c5AIV_SHZp8/s800/IMG_5385-1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5527622518884045586" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Październik naprawdę daje się we znaki. Chociaż niepokojąca mgła często okazuje się zapowiedzią nie deszczu, ale dającego niewiele ciepła, lecz zawsze optymistycznego, słońca, to zimne poranki nie niosą już nadziei na cieplejsze popołudnia. Przynajmniej ja potrzebuję coraz lepszych powodów do tego, żeby jednak wyjść z domu. Z pewnością będzie coraz gorzej (słyszeliście o zimie stulecia?), postanowiłam więc ich poszukać. Możliwość zdobycia czegoś do jedzenia jest jednym z takich właśnie powodów, niezależnie od pogody i pory dnia. Cykl prezentacji smacznych miejsc, z konieczności, głównie w Krakowie, ma do pewnego stopnia zastąpić ten ciasteczkowy, ale tym razem nie narzucam sobie regularności. Żeby stare płynnie przeszło w nowe, od ciasteczka zaczniemy, ale prawdziwy początek, chociaż też słodki, jest zupełnie gdzie indziej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Manufakturę słodyczy, o wywołującej we mnie dreszcze swym infantylnym brzmieniem (przykro mi, tak właśnie jest) nazwie, Ciuciu, odkryłam siódmym zmysłem kulinarnego globtrottera w Gdańsku, kiedy byłam tam podczas wakacji. Niedawno dowiedziałam się, że kolejną filię otwarto w Krakowie. Jak właśnie przeczytałam na stronie firmy, cukierki wyrabiane są w oparciu o XVII i XVIII wieczną technologię. Czy potrzeba czegoś  więcej, żeby tam zajrzeć? No owszem, ja udałam się do Ciuciu zobaczyć na własne oczy, na czym ta technologia polega, bowiem o określonych godzinach odbywają się pokazy robienia landrynek, obowiązkowo połączone z degustacją.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TLYPoGwM01I/AAAAAAAABjE/1ioy53NvTqQ/s800/Clipboard_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5527622774325826386" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TLYPs_JfeWI/AAAAAAAABjM/w0NAmtzDBxU/s800/Clipboard_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5527622858183768418" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TLYPyekR_vI/AAAAAAAABjU/fZD0CYE7LVo/s800/Clipboard_3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5527622952516976370" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;To naprawdę niezwykłe i zaskakujące przedstawienie, kiedy żółty karmel staje się białą puszystą masą (kiedy zamienia się w zieloną masę, nie ma żadnej magii, tylko barwnik spożywczy), a gruba na 15 centymetrów rolada, malutkim, słodziutkim, dosłownie i w przenośni ;) cukiereczkiem. I muszę tu nadmienić, że właściwie nie lubię tego typu słodyczy, poza czekoladą niewiele się dla mnie liczy, ale nawet ja nie oprę się cieplutkiej landrynce, wyprodukowanej na moich oczach i poniekąd przy moim udziale. Chociaż... cukierki o smaku czekolady też można kupić, ja jak na razie zadowoliłam się szarlotką i cynamonem. Moi faworyci to jednak cytrynowe cukierki w kształcie uśmiechniętych buziek, dobrze je mieć pod ręką na wypadek, gdyby październikowa mgła odkryła przypadkiem, zamiast jak one żółciutkiego słoneczka, nieapetyczną szarawą chmurkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Manufaktura słodyczy Ciuciu&lt;br /&gt;Gdańsk, ul. Długa 64/65&lt;br /&gt;Kraków, ul. Gołębia 3&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TLYPipHGBNI/AAAAAAAABi8/_pg1CrlqBMY/s800/IMG_5368.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5527622680469439698" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Proponowałam Wam już kiedyś tartę landrynkową, o której wystarczy powiedzieć tyle, że w smaku jest interesująca. Bez obaw, chociaż w dzisiejszym przepisie także występują landrynki, będzie pysznie. Te ciastka łączą w sobie zalety z dwóch przeciwnych biegunów: dzięki płatkom owsianym i suszonym jabłkom są naprawdę zdrowe (jeśli kogoś to w ogóle obchodzi), a dzięki cynamonowi zniewalają zapachem Bożego Narodzenia. Zresztą, landrynkowe witrażyki pojawiły się właśnie przy okazji przepisu na ciastka na choinkę i widziałam je chyba u &lt;a href="http://ugotujmy.blogspot.com/" target="_blank"&gt;Asieii&lt;/a&gt; (u której, co za przypadek, także aktualnie o całkiem innych niż moje, ale cynamonowo-jabłkowych ciastkach). Robienie witrażyków w ciastkach owsianych, ze względów praktycznych, okazało się nie do końca udanym pomysłem (dlaczego, wyjaśnię przy przepisie), ale witrażykowy efekt, chociaż wymaga trochę cierpliwości i precyzji, jest tak zachwycający, że  po podmianie ciasta na zwykłe kruche, te cuda na pewno znajdą się na mojej choince. Już za niedługo :)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TLYP4h8gtTI/AAAAAAAABjc/wXHYoA_ZAO4/s800/IMG_5451.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5527623056503125298" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Owsiano-jabłkowe ciastka z witrażykiem&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;na podstawie digestives Gary'ego Rhodesa&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;ok. 30 ciastek&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;100 g mąki&lt;br /&gt;100 g płatków owsianych&lt;br /&gt;1 łyżeczka proszku do pieczenia&lt;br /&gt;100 g masła&lt;br /&gt;50 g cukru&lt;br /&gt;30 g chipsów jabłkowych&lt;br /&gt;1/2 łyżeczki cynamonu&lt;br /&gt;szczypta soli&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;ok. 50 g landrynek jabłkowych, cynamonowych, albo jakichkolwiek innych, ale raczej w neutralnym kolorze (żółte lub pomarańczowe)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Chipsy jabłkowe drobno posiekać lub zmielić w malakserze (oczywiście, nie aż na proszek). Wymieszać wszystkie suche składniki, dodać masło i zagnieść ciasto. Jeśli masa jest zbyt sucha, dodać trochę mleka. Ciasto odłożyć na co najmniej kwadrans do lodówki.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Pokruszyć landrynki (to zadziwiająco proste): przełożyć je do woreczka i uderzać w woreczek wałkiem lub czymś innym w tym rodzaju – landrynki bez trudu się skruszą.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Piekarnik nagrzać do 180 stopni. Blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Ciasto wałkować niezbyt cienko między dwoma kawałkami folii, a następnie wycinać z niego dowolne kształty, chociaż z kołami najłatwiej sobie poradzić. W środku ciastek wyciąć okrągły (lub jakikolwiek) otworek. Ciastka przełożyć na blachę a otworki wypełnić landrynkami. Piec 15- 20 min. wg przepisu, u mnie wystarczyło 12 minut.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Poczekać, aż ciastka ostygną i dopiero wtedy zdejmować je z blachy, w przeciwnym razie witrażyki mogą się uszkodzić.&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;/div&gt;Uwagi:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jak się okazało, z tego ciasta dość trudno wykrawać coś o precyzyjnych zakończeniach, bo przeszkadzają wystające płatki owsiane. Można sobie trochę ułatwić sprawę mieląc płatki, wtedy będą mniej wystawać, pomaga także wykrawanie dość dużych ciastek, wtedy  łatwiej poradzić sobie ze środkiem.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TLYP9RjqIgI/AAAAAAAABjk/rPg5pImpOEg/s800/IMG_5395.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5527623138003264002" border="0" /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-8486374600401396941?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/8486374600401396941/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=8486374600401396941&amp;isPopup=true' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/8486374600401396941'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/8486374600401396941'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2010/10/na-bis-ciasteczko-na-pazdziernik.html' title='Na bis: ciasteczko na październik'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TLYPZPKIkxI/AAAAAAAABi0/c5AIV_SHZp8/s72-c/IMG_5385-1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-8594843369745470619</id><published>2010-10-05T19:20:00.003+02:00</published><updated>2010-10-05T19:32:24.340+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='serniki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='słodko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='biała czekolada'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='śliwki'/><title type='text'>Koronki z czekolady, czyli lepsza strona food designu</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TKeqgO5dz2I/AAAAAAAABik/L5Wg_0Sp9cI/s800/IMG_5266.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5523570938724863842" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po ostatnim razie, kiedy wszyscy (ze mną na czele) poczuli się nieco rozczarowani tym, że „food design” znaczy „zaprojektuj, żeby sprzedać więcej” obiecałam Wam przedstawić trochę bardziej zabawne podejście do tematu (dla przypomnienia – o konferencji Food designu poczytacie &lt;a href="http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2010/09/food-design.html" target="_blank"&gt;tutaj&lt;/a&gt;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Katja Gruijters zaczęła swoją prezentację od tego, że jest bardzo podekscytowana, że może z nami być. Typowe? Sztuką jednak jest powiedzieć to w ten sposób, że jest się wiarygodnym. Ja jej uwierzyłam. Następnie przedstawiła nam swoje źródło inspiracji: huśtawkę. „Kiedy mam coś wymyślić, siadam na niej i się huśtam” – powiedziała rozbrajająco.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czym się różni się food design Katji od typowo biznesowego, przygnębiająco instrumentalnego podejścia?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Można to przedstawić tak: klienci dzielą się na tych, którzy największą uwagę zwracają na wygląd (produktu); na zapach; na teksturę i konsystencję. Dlatego, żeby produkt miał wysokie wyniki sprzedaży należy pomyśleć o wszystkich tych aspektach. Nie należy lekceważyć dotykowców, nawet jeżeli stanowią najmniejszą grupę, bo są to często kobiety, które mają największy wpływ na robienie zakupów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale można też tak: wygląd, zapach, kształt tego co jemy jest bardzo ważny, to one mają wpływ na nasze wybory – proces złożony i często emocjonalny, który ma sprawić, żeby nasze życie było lepsze i przyjemniejsze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Katja Gruijters definiuje to w ten drugi sposób. Wcale nie ukrywa, że jest osobą do wynajęcia i jej zadaniem jest pomóc w kreacji lepszych, bardziej dochodowych produktów.  Ja jestem daleka jestem od anarchistyczno-wywrotowych tęsknot i nie zamierzam podważać ekonomicznych podstaw istnienia społeczeństw. Jednak to, czego chcę, to polepszenie jakości mojego życia za pomocą tej fantastycznej tabliczki czekolady, a nie podniesienie słupków sprzedaży – jeśli tylko producentowi uda się udowodnić, że on chce tego samego co ja ;) to wtedy obydwoje mamy szansę na tym skorzystać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciąg logiczny zostanie zachowany całkiem przypadkowo, ale teraz będzie właśnie o czekoladzie i o tym, jak umiejętnie łączyć biznes ze sztuką. Czy da się zrobić koronkę z czekolady? – to pytanie pojawiło się dopiero po  zrobieniu przez Gruijters koronkowych odlewów z gipsu (a może z czegoś innego, już nie pamiętam),  gdzieś po drodze pojawiły się koronkowe kruche ciasteczka. Skończyło się na tym, że projektem zainteresowała się jedna z sieci holenderskich supermarketów i koronkowa czekolada trafiła do sprzedaży. Niestety, edycja była  tak zwana limitowana i nie ma jej już w sklepach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozczarowana tym faktem postanowiłam zrobić sobie własną manufakturę koronkowej czekolady. Początkowo wychodziły mi frustrujące kulfony, ale szybko doszłam do wprawy i powiem Wam, że wtedy było to prawdziwie natchnione i relaksujące zajęcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście, żeby móc się mu oddać nie musicie robić również sernika, ale mimo to polecam, jest bardzo cytrynowy i naprawdę pyszny. Co prawda przydarzyło mi się przy nim coś dziwnego, zaczął opadać już w trakcie pieczenia, a te sztuki, które jeszcze nie opadły, zrobiły to zaraz po tym, jak chciałam, by wszystko się równo przyrumieniło i odwracając blachę uderzyłam nią o piekarnik. Miało to negatywny wpływ na kształt, ale, na szczęście, nie na smak ciasta. Jeśli nie chce Wam się dłubać przy pojedynczych porcjach podane proporcje wystarczą na małą tortownicę (przepis nie precyzuje, jak małą, ja bym użyła 24 cm, ale sernik będzie raczej niski) dobrze wtedy dorobić spód z herbatników.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam poczucie, że do końca udało mi się opisać, co właściwie widzę w tej Katji, ciekawych zachęcam do odwiedzenia jej strony: &lt;a href="http://www.katjagruijters.nl/en/index_en.html" target="_blank"&gt;www.katjagruijters.nl&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prawie zapomniałam napisać, dlaczego przepis musiał się tu znaleźć najpóźniej dzisiaj – dołączam go do sernikowej akcji &lt;a href="http://cynamonioliwka.blogspot.com/2010/08/blogowa-akcja-sernikowo.html" target="_blank"&gt;Oliwki&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TKeqaVbVKLI/AAAAAAAABic/281Yg108kMc/s800/Clipboard.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5523570837398300850" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-size:130%;" &gt;Sernik cytrynowy z sosem śliwkowym&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;8 porcji o średnicy ok. 7 cm&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;źródło: &lt;span&gt;sernik  –&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;cheescakes, pavlovas &amp;amp; trifles&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-size:85%;"&gt;reszta - inwencja własna&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;500 g twarogu sernikowego (im tłustszy, tym lepszy – zawsze)&lt;br /&gt;165 g cukru&lt;br /&gt;1/2 łyżki skórki cytrynowej (dałam ile wyszło ;)&lt;br /&gt;2 łyżki soku z cytryny&lt;br /&gt;4 żółtka&lt;br /&gt;2 białka&lt;br /&gt;180 ml kwaśnej śmietany (dałam mniej więcej połowę, bo mój twaróg był dość rzadki&lt;/span&gt;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sos:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;300 g śliwek&lt;br /&gt;100 g cukru&lt;br /&gt;1/2 szkl. soku pomarańczowego&lt;br /&gt;cukier waniliowy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;dodatkowo: 100 g białej czekolady&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;ol style="text-align: justify;"&gt;&lt;li&gt;Przygotować foremki: z papieru do pieczenia wyciąć 8 okręgów o średnicy dna foremki i 8 pasków nieco wyższych niż foremka, tej długości, by dało się nimi okrążyć środek. Foremki wysmarować masłem, położyć do każdej kółko papieru do pieczenia, a boki wyłożyć paskiem.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Piekarnik nagrzać do 160 stopni. W misce ubić twaróg z cukrem, dodać skórkę i sok z cytryny, żółtka i śmietanę. Białka ubić i wymieszać z masą serową. &lt;/li&gt;&lt;li&gt;Masę przelać do foremek i wstawić do piekarnika. Ja piekłam ok. 50 minut, ale dobrze regularnie przyglądać się serniczkom. Wystudzić w piekarniku, lekko uchylając jego drzwiczki. &lt;/li&gt;&lt;li&gt;Sos śliwkowy: z owoców wyjąc pestki, jeśli śliwki są duże, można je pokroić na cztery części. Wszystkie składniki sosu przełożyć do garnka i gotować ok. 10 minut od momentu wrzenia. Po tym czasie śliwki odcedzić i gotować sam sok, aż osiągnie gęstość syropu. Dolać go do śliwek i pozostawić do ostygnięcia. Jeśli będziecie gotować sos na bardzo dużym ogniu może zdarzyć się, że etap odcedzania nie będzie już potrzebny. Ponieważ w czasie robienia serników robiłam też bagietki, co oczywiście było bardziej priorytetowe, zagapiłam się i mój sos miał prawie konsystencję dżemu. Ale to w niczym nie przeszkadzało.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Koronki z czekolady: czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej (dla przypomnienia, np.: garnek z gotującą się wodą, na nim miseczka – miska nie dotyka wody, w misce czekolada, czekamy, aż się rozpuści, mieszamy, zdejmujemy miskę z garnka). Z papieru do pieczenia robimy tytkę, przekładamy do niej czekoladę i na papierze do pieczenia ułożonym na desce do krojenia robimy dowolne esy floresy.  Ja, dla ułatwienia, pod papier podłożyłam sobie kartkę z narysowanymi wzorami „koronek”. Deseczkę z papierem, na którym są narysowane koronki przekładamy do lodówki. Przechowywanie: papier do pieczenia tniemy na kawałki mniej więcej wielkości koronek, na każdym kładziemy zastygniętą czekoladę i układamy na sobie zestawy papier + koronka w pudełku plastikowym. Przechowujemy w lodówce do momentu podania, bo niestety, raz stopiona czekolada topi się potem znacznie łatwiej. Z podanej ilości czekolady wyjdzie prawdopodobnie więcej niż 8 koronek, ale należy założyć pewne straty w czasie procesu nauki posługiwania się tytką.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Podanie: wystudzone serniki delikatnie oddzielamy nożem od boków foremki (papier nadal jest przyklejony do sernika), sernik delikatnie przerzucamy do góry dnem i wyrzucamy na dłoń, odklejamy papier ze spodu i boków, po czym przekładamy sernik na talerzyk. Polewamy sosem i dekorujemy koronką.    &lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;Opcja:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;br /&gt;spód z herbatników:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;250 g zmielonych herbatników&lt;br /&gt;125 g masła&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Herbatniki miksujemy z masłem i wykładamy je do formy. Odstawiamy do lodówki na 30 minut, a potem wykładamy na nie mieszankę masę serową. Pieczemy ok. godziny (chociaż, zważywszy na to, że małe serniczki piekłam aż 50 minut, pewnie dłużej).&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TKeqlbxyT_I/AAAAAAAABis/Y-fv3C2W6MI/s800/IMG_5288.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5523571028081659890" border="0" /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-8594843369745470619?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/8594843369745470619/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=8594843369745470619&amp;isPopup=true' title='Komentarze (26)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/8594843369745470619'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/8594843369745470619'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2010/09/po-ostatnim-razie-kiedy-wszyscy-ze-mna.html' title='Koronki z czekolady, czyli lepsza strona food designu'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TKeqgO5dz2I/AAAAAAAABik/L5Wg_0Sp9cI/s72-c/IMG_5266.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>26</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-5284241001238168431</id><published>2010-10-02T23:17:00.000+02:00</published><updated>2010-10-02T23:39:07.760+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='chleb'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kuchnia francuska'/><title type='text'>Pieczenie z Julią (Child)</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TKOgSorxOqI/AAAAAAAABh8/mPJLwR3ezoU/s800/IMG_5240_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5522433810105449122" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jak powszechnie wiadomo czytelnikom literatury kobiecej oraz  wielbicielom  pouczających filmów zwanych mylnie komediami romantycznymi, była o tym już  mowa i tutaj, najlepszym lekarstwem na chandrę jest wydanie pewnej ilości pieniędzy. Wymienione przed chwilą źródła twierdzą, że jeszcze lepszym sposobem na każdy kłopot, jest zjedzenie wielkiego pudełka ulubionych lodów.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Postanowiłam wybrać ten drugi sposób, bo sama wizja zjedzenia lodów zmniejszyła nieco rozmiar mojego nieszczęścia. Być może dlatego, kiedy już dotarłam do  pobliskiej galerii handlowej ograniczyłam spożycie lodów do rozsądnych dwóch gałek i udałam się na wydawanie pieniędzy. Miałam na to konkretny i stosunkowo tani pomysł, który można była zrealizować w Empiku, gdzie szybko złapałam dwie gazetki (nie, wcale nie kobiece), by potem już całkiem  nierozsądnie  podążyć w kierunku nowości wydawniczych, a stamtąd, właściwie już nie pamiętam dlaczego, bo wybór to dziwny, w kierunku półek z książkami dla dzieci. Tak się składa, że w tamtej okolicy mieści się również półka z literaturą obcojęzyczną, a na nie pyszniło się &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Mastering the Art of French Cooking&lt;/span&gt;, ze śliczną staroświecką okładką i w bardzo przystępnej cenie. Cóż, zrezygnowałam z pudełka lodów, coś musiało mi to zrekompensować. Niepokoił mnie podtytuł &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Volume&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Two&lt;/span&gt;, jednak postanowiłam na razie nie zwracać na to uwagi, szybko tylko przeleciałam spis treści, a potem książka była moja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TKeYmaIL4tI/AAAAAAAABiU/JRB1w2sBakk/s1600/IMG_5292.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 217px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TKeYmaIL4tI/AAAAAAAABiU/JRB1w2sBakk/s320/IMG_5292.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5523551253609308882" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Właściwie wcale nie miałam zamiaru z niej gotować. To typowe kieszonkowe wydanie Penguina, więc jeśli wiecie, jak ono wygląda, to wiecie również, że ani wielkością, ani czcionką, ani wygodą użytkowania (szczególnie, że książka jest gruba i nie da się jej  rozłożyć tak, by się nie zamykała) nie zachęca do korzystania z niego w kuchni. To miała być tylko moja ekonomiczna wersja wielkiego telewizora plazmowego, która cieszy z samego faktu posiadania i daje poczucie dumy za każdym razem, jak się na nią spojrzy. Szybko zmieniłam zdanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli pomyślicie teraz o stereotypie Amerykanina, to książka jest przeznaczona właśnie dla takiej osoby, którą sobie wyobraziliście. Nieznośnie dokładna i szczegółowa, starająca się przewidzieć każdy  błędny ruch i mu zapobiec. Ale to bywa bardzo przydatne, szczególnie przy tak precyzyjnej robocie jak bagietka. Całość jest uzupełniona świetnymi rysunkami, które krok po kroku przeprowadzą Was przez najbardziej skomplikowaną akcję. Urocza jest z jednej strony pryncypialność autorek – ogólny klimat jest taki, że należy ściśle trzymać się przepisu, ale z drugiej strony, jeśli coś się troszkę nie uda, to nic właściwie nie szkodzi.  Ciągle jednak trochę trudno mi uwierzyć, że to zagniatanie to wewnętrzną, to zewnętrzną stroną dłoni, a to układanie złączeniem do góry, a potem do dołu ma AŻ takie duże znaczenie (podobno pomaga utrzymać właściwy kształt) i mimo, że bagietka to jest naprawdę duże przedsięwzięcie (przynajmniej za pierwszym razem) chyba kiedyś spróbuję równolegle zrobić ją bez tych wszystkich magicznych sztuczek oraz ściśle trzymając się przepisu. W każdym razie, chociaż czytania jest dużo, szczególnie w przypadku bardziej wrażliwych receptur, jak te bagietki, czy brioszki (już nie mogę się doczekać!) warto zapoznać się z wszystkimi wariacjami i dygresjami dotyczącymi wypieku czy dania, bo jeśli postępuje się, no, przynajmniej stara się postępować zgodnie ze wskazówkami, sukces murowany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A, jeszcze wyjaśnienie, owo tajemnicze &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Volume Two&lt;/span&gt; oznacza, że moja książka nie jest tą kultową, nad którą Julia pracowała w filmie. Tom drugi powstał z powodów, których już nie pamiętam, ale można przeczytać o tym we wstępie. Współautorką książki jest już tylko Simone Beck, współpracująca przy pierwszej Louisette Bertholle, jak to zostało ładnie objaśnione, została żoną jakiegoś pana o szlacheckim nazwisku i mieszka na pięknych terenach łowieckich niedaleko Brugii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A na koniec przemówi do Was Julia, rada jakże oczywista, nigdy przeze mnie nieprzestrzegana i z tego powodu tak rozczulająca: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zagniatajcie ciasto tylko jedną ręką, pozostawiając drugą czystą, aby trzymać szpatułkę, dosypać mąki, odebrać telefon i tak dalej.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TKOgXR2xWpI/AAAAAAAABiE/nwIRbqyGjDA/s800/IMG_5246.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5522433889876925074" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie wierzę, że ktoś z Was naprawdę to zrobi, ale podaję tak szczegółowo, jak tylko mnie na to stać. W razie czego, służę dodatkowymi wskazówkami ;) Julia udziela ich jeszcze jakieś parę stron więcej, ale myślę, że bazując na tym, co napisałam (a także na swoim ewentualnym doświadczeniu) i tak osiągniecie więcej niż satysfakcjonujący efekt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Francuskie bagietki&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;14 g świeżych drożdży lub 7 g suszonych&lt;br /&gt;4 łyżki ciepłej wody&lt;br /&gt;450 g mąki&lt;br /&gt;2 1/2 łyżeczki soli&lt;br /&gt;250 ml ciepłej wody&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Drożdże rozpuścić w 4 łyżkach wody (jeśli używamy drożdży suszonych, to należy je tylko wymieszać z mąką). Do miski wsypać mąkę, dodać sól, wodę i rozpuszczone drożdże. Wszystko razem wymieszać za pomocą szpatułki, aż utworzy się miękkie, klejące ciasto, które następnie przekładamy na stolnicę (ja cały czas zagniatałam w misce). Dajemy ciastu odpocząć 2-3 minuty, a w tym czasie myjemy i suszymy miskę.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Zagniatanie ciasta: unosimy bliższy nam koniec ciasta i kładziemy go na dalszy. Jeśli ciasto klei się do stolnicy pomagamy sobie szpatułką. Powtarzamy powyższy ruch przez 2-3 minuty, aż ciasto będzie na tyle uformowane, że możemy je zagniatać  poprzez "pchanie" wewnętrzną stroną dłoni. Jeśli ciasto nadal jest zbyt klejące, podsypujemy je mąką. Kontynuujemy zagniatanie "pchając" przez 5-10 minut. Ciasto powinno być elastyczne i trzymać nadany mu kształt oraz samo odklejać się od powierzchni blatu. Kiedy osiągnie ten stan, dajemy mu znowu odpocząć przez 2-3 minuty, a następnie zagniatamy przez kolejną minutę.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Ciasto przekładamy do miski, przykrywamy folią plastikową, a następnie ściereczką. Odstawiamy do wyrośnięcia na ok. 3-5 godzin. Ciasto powinno urosnąć 3 1/2 raza. Wyrośnięte ciasto powinno mieć kształt kopułki, być lekkie i gąbczaste, na wierzchu i po bokach miski powinny być w nim widoczne pęcherzyki powietrza.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Kiedy ciasto jest wyrośnięte, szpatułką wygarniamy je z miski na lekką posypaną mąką stolnicę. Umączonymi dłońmi spłaszczamy ciasto na okrąg, przekłuwając widoczne pęcherzyki powietrza. Zagarniamy brzegi ciasta pod spód, tak, by utworzyć ładny bochenek. Wkładamy pod niego porządnie umączone ręce i przekładamy do miski, którą przykrywamy i zostawiamy ciasto do wyrośnięcia na ok. 1 1/2 - 2 godziny, aż znów będzie miało kopułkowaty kształt, będzie lekkie i gąbczaste.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Wyrośnięte ciasto ponownie wykładamy na umączoną stolnicę i dzielimy na 3 części. Każdą z części składamy na pół i dajemy im na 5 minut odpocząć. W tym czasie bierzemy ściereczkę i rozkładamy ją na tacy lub blasze do pieczenia, ściereczkę posypujemy porządnie mąką.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Bierzemy 1 część ciasta, resztę przykrywamy. Kawałek ciasta rozpłaszczamy na ok. 20 cm owal, jeśli pojawią się pęcherzyki powietrza, to je przekłuwamy. Składamy owal na pół, tak jak pieróg, i dociskamy brzegi za pomocą złączonych kciuków. Odwracamy ciasto złączeniem ku górze i znowu spłaszczamy. W owalu za pomocą  dłoni formujemy rowek, a następnie ciasto ponownie składamy na pół, po czym dociskamy tym razem wewnętrzną stroną dłoni. Ciasto układamy szwem do dołu, po czym wałkujemy rękami, zaczynając od środka - najpierw kładąc jedną rękę na drugiej, potem, w miarę jak ciasto się wydłuża, oddalając ręce od siebie. Staramy się, żeby złączenie było ciągle na dole (ja szybko je zgubiłam). Formujemy maksymalnie tak długi bochenek jak nasza blacha :)&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Uformowane ciasto kładziemy na przygotowanej ściereczce złączeniem do góry, po czym  przy bagietce robimy zakładkę ze ściereczki, by ciasto było w rynience, a obok można było położyć następny bochenek, który formujemy w ten sam sposób. Kiedy wykonamy wszystkie bochenki, pod zewnętrzne części ściereczki możemy podłożyć wałki czy książki, by chleb trzymał odpowiedni kształt. Przykrywamy chleby i zostawiamy do wyrośnięcia na 1 1/2 do 2 1/2 godziny. Wyrośnięte ciasto powinno być lekkie, ale ciągle troszkę elastyczne przy dotknięciu.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Na 30 minut przed włożeniem bochenków nagrzewamy piekarnik do 230 stopni.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Wyrośnięte bagietki trzeba teraz przełożyć na blachę. Usuwamy spod ściereczki wałki czy książki i przykładamy do pierwszego bochenka np. długą deskę do krojenia czy tacę (posypaną dobrze mąką!)  i przetaczamy na nią bochenek. Przekładamy bagietkę na docelową blachę (ja moją wyłożyłam papierem do pieczenia), chleb powinien być ułożony do góry nogami w stosunku do stanu przy wyrastaniu. Na blasze układamy kolejne bagietki, pamiętając o odpowiednich odstępach między nimi.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Nacinanie: bagietki nacinamy naprawdę ostrym nożykiem, robiąc  trzy cięcia, które powinny w sumie przebiegać przez cały chleb. Pierwsze cięcie zaczyna się prawie przy końcu bochenka w połowie jego szerokości i biegnie mniej więcej do 1/3 długości w kierunku któregoś z brzegów bagietki. Ostatnie cięcie kończy się w połowie szerokości drugiego końca. Mam nadzieję, że rozumiecie mniej więcej o co chodzi.  Ostrze nożyka powinno iść prawie równolegle do ciasta.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Bagietki należy teraz posmarować lub spryskać  zimną wodą i przełożyć do piekarnika. Smarowanie/zraszanie powtarzamy w 3,6 i 9 minucie pieczenia. Łącznie pieczemy 25 minut, aż chleb od spodu będzie wydawał głuchy odgłos. Po wyjęciu z pieca można jeszcze raz posmarować go zimną wodą, dzięki temu skórka będzie błyszcząca.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Teoretycznie bagietki są lepsze po wystudzeniu, ale komu by się chciało czekać (przynajmniej za pierwszym razem). Zdecydowanie jednak prawdą jest, że najsmaczniejsze są pierwszego dnia, więc nie miejcie wyrzutów sumienia, jeśli znikną zbyt szybko ;) &lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-5284241001238168431?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/5284241001238168431/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=5284241001238168431&amp;isPopup=true' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/5284241001238168431'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/5284241001238168431'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2010/10/pieczenie-z-julia-child.html' title='Pieczenie z Julią (Child)'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TKOgSorxOqI/AAAAAAAABh8/mPJLwR3ezoU/s72-c/IMG_5240_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-7067344900615671214</id><published>2010-09-26T20:56:00.000+02:00</published><updated>2010-09-26T21:42:30.608+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='słono'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='jabłka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ziemniaki'/><title type='text'>Jesienne dylematy</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TJ-XlWCpjeI/AAAAAAAABhc/V4HyrKGXLAE/s800/IMG_5111_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5521298336007163362" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Długo zastanawiałam się, czy w ogóle pisać o tej jesieni. Na wszystkich blogach jest jej pełno, co powoduje, że łatwo można stać się odtwórczym i nudnym. Z drugiej strony, skoro jest to najistotniejszy z tematów, coś jak najnowsze doniesienie o (chwileczkę, zrobię przegląd prasy...) świeżo wykreowanych gwiazdach &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Mam talent&lt;/span&gt; (akurat nie oglądam, ale żeby nie było podejrzeń, że sobie kpię, to &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Taniec z gwiazdami&lt;/span&gt;, jak mam okazję, to i owszem) trudno jednak o jesieni zapomnieć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najświeższy news jest taki, że właściwie to jej jeszcze wcale  nie ma. Parę dni temu poszłam ją z aparatem udokumentować i nasunął mi się właśnie powyższy wniosek. Dzień był ciepły i słoneczny, drzewa jeszcze zielone, trawa jak na pocztówkach "Pozdrowienia z Irlandii", na ławkach, jak zwykle, zakochani i grupki panów przy czymś mocniejszym, po alejkach szalały na rolkach dzieci. Jeśli coś różniło tę jesień od lata, to najwyżej nieśmiałe zwiastuny zmieniającej się pory roku w postaci  liści, które łagodnie i niezbyt licznie pałętały się po bokach alejek oraz łupinki kasztanów, które z kolei obficie ozdabiały trawniki. Ku mojemu rozczarowaniu, tylko łupinki, bo po zeszłorocznym, zakończonym obfitymi łowami sukcesie, miałam ochotę na więcej, tymczasem, współzawodnicząc w poszukiwaniach z, na oko, dziesięciolatką, udało mi się znaleźć całe dwa kasztany. Nie wiem, ile znalazła konkurentka, ale chyba była bardziej zdeterminowana. Tutaj dochodzimy do kolejnego symptomu jesieni, bo jakiś czas przed godziną siódmą ja i mój, coraz bardziej bezużyteczny, aparat, musieliśmy się udać w stronę domu, zamiast w kierunku jeszcze nieprzeszukanej, a budzącej nadzieję na kasztanowe łowy części Plant.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TJ-Xru2ASMI/AAAAAAAABhk/eb5ZVyVEiD0/s800/IMG_5057.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5521298445744228546" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Skoro tak się co do jesieni rozczarowałam, stworzyłam ją sobie chociaż na patelni. Do zrobienia tego dania zachęciła mnie nazwa – &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Niebo i ziemia&lt;/span&gt;. Ziemniaki i jabłka w mojej wyobraźni stały się opowieścią o prawdziwie jesiennym spacerze (tak, wiem, doczekam się, już niedługo.) przez pola pachnące glebą i mgłą, przy czystym błękitnym niebie, upstrzonym najwyżej małymi chmurkami. Jest już dość chłodno, ale to chłód z gatunku tych przyjemnych, który łatwo da się zwalczyć rękawiczkami i szalikiem, a najwyżej przyjemnie łaskocze w nos. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Niebo i ziemia&lt;/span&gt; to  pozornie typowa kompozycja, bo zestawienia jabłko-majeranek czy ziemniaki-majeranek są bardzo oczywiste, jednak połączenie wszystkiego razem daje już oryginalny, nowy i bardzo smaczny efekt. Moim zdaniem można go wykorzystać nawet na jakimś niezbyt oficjalnym spotkaniu towarzyskim, na przykład jako dodatek do pieczonego mięsa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TJ-XflIiFnI/AAAAAAAABhU/AvfejG7Y9Mc/s800/IMG_5183.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5521298236979156594" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt; &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Niebo i ziemia&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;źródło: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Country Living&lt;/span&gt; 10/2009&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;4-6 porcji&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;1 kg ziemniaków&lt;br /&gt;1 kg jabłek, takich, które się nie rozgotują&lt;br /&gt;2-3 grube plastry boczku (albo ile chcecie) pokrojone w kostkę&lt;br /&gt;masło lub olej&lt;br /&gt;kilka gałązek majeranku, posiekanego (lub majeranek suszony)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Ziemniaki obrać i pokroić w średnie kostki. Wrzucić do garnka z wrzącą, posoloną wodą i gotować 10 minut. Po tym czasie dorzucić jabłka, pokrojone w kawałki podobnej wielkości jak ziemniaki. Nie obierałam jabłek, bo czerwona skórka ładnie wygląda. Gotować razem, aż ziemniaki będą prawie miękkie (ok. 5-10 minut, zależy od wielkości Waszych kostek).&lt;br /&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;W międzyczasie podsmażyć boczek na maśle lub oleju. Ja lubię straszne skwarki, Wy usmażcie według własnego gustu i zdejmijcie boczek z patelni. &lt;/li&gt;&lt;li&gt;Na patelnię wrzucamy ugotowane i odsączone ziemniaki z jabłkami, ewentualnie dodając  więcej oliwy lub masła, by nie przywierały do dna. Smażymy, aż wszystko się przyrumieni, dorzucamy boczek, majeranek, ewentualnie dosalamy. Gotowe. &lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TJ-X1ty3z0I/AAAAAAAABhs/WzDy6zqbIrY/s800/IMG_5082.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5521298617261346626" border="0" /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-7067344900615671214?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/7067344900615671214/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=7067344900615671214&amp;isPopup=true' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/7067344900615671214'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/7067344900615671214'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2010/09/wyprawa-po-jesien.html' title='Jesienne dylematy'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TJ-XlWCpjeI/AAAAAAAABhc/V4HyrKGXLAE/s72-c/IMG_5111_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-932239039394757224</id><published>2010-09-23T19:17:00.000+02:00</published><updated>2010-09-23T20:59:24.495+02:00</updated><title type='text'>Rodzinne obiady, Jamie i chipsy</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TJuWdQZoPBI/AAAAAAAABhE/KVBr26AkkwU/s800/IMG_1607.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5520171197635509266" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pamiętam widziane kiedyś u &lt;a href="http://strawberriesfrompoland.blogspot.com/2010/03/dziewczyna-z-koperkiem-na-zebach.html" target="_blank"&gt;Ani&lt;/a&gt; zdjęcie strony w książce Gordona Ramsaya (ale, że Ramsaya, to szczegół akurat nieważny), które mówiło, że prawie połowa rodzin nie zasiada codziennie do wspólnego posiłku. Dane dotyczyły zapewne Wielkiej Brytanii, ale nie sądzę, żeby w Polsce było inaczej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;U mnie w domu, kiedy tylko było to możliwe, posiłki jadło się (i zresztą nadal się je) wspólnie. W tygodniu, wiadomo, jak wypadło, najczęściej tylko wieczorem, ale w czasie weekendu zarówno podczas śniadań, poprzez obiady, aż po kolacje razem siadaliśmy przy stole. Podejrzewam, że pewnie niektórzy uznają to za straszną katorgę. Odgórnie narzucony rygor, za wyłamanie się z którego grożą wyrzuty i symboliczne wykluczenie z rodzinnej wspólnoty. Cóż, od czasu do czasu miewałam myśl o śniadaniu czy kolacji przed telewizorem, zwłaszcza kiedy leciał jakiś bardzo, ale to bardzo ciekawy program. W pozostałych przypadkach, czyli prawie we wszystkich, niespecjalnie się nad tym zastanawiałam, bo była to niekontrowersyjna oczywistość. Jednak, jeśli poświęcić wcale nie tak powszechnemu faktowi wspólnego jedzenia trochę refleksji, bardzo się cieszę,  że był to czas, który spędzaliśmy razem. I myślę, że robiliśmy i robimy to nie tylko dlatego, że jest to oczywiste, ale ponieważ po prostu lubimy razem przebywać i dzielić się tym, co wydarzyło się od ostatniego razu. Żeby nie było tak cukierkowo, istnieje również ciemna strona tych chwalebnych praktyk, o której napiszę, chociaż także mnie stawia to w niezbyt korzystnym świetle: otóż, zarówno przygotowaniami do tych wspólnych posiłków, jak i sprzątaniem po nich zajmuje się prawie wyłącznie mama. I to akurat wcale nie jest dobrze.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TJuWjayAmvI/AAAAAAAABhM/xHDwlQyJyJ8/s800/IMG_1626.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5520171303501339378" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przechodząc znów do rzeczy weselszych, do napisania o tym wszystkim skłoniła mnie wygrana niedawno w konkursie &lt;a href="http://kalejdoskopkulinarny.blogspot.com/2010/08/jamie-oliver-konkurs-i-salatka-na.html" target="_blank"&gt;Majki&lt;/a&gt; książka Jamiego Olivera &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Moje obiady&lt;/span&gt;. Bawią mnie niektóre mądrości życiowe Jamiego, które wygłasza w swoich programach, ale każdy z jego przepisów mogę w ciemno polecać. Podobają mi się także jego akcje społeczne, do których należy i ta, zachęcania ludzi do, po pierwsze, gotowania, po drugie, jedzenia ugotowanych potraw wspólnie. Postanowiłam nie pisać o żadnym daniu obiadowym, to byłoby zbyt banalne, zamiast tego zaproponuję Wam dzisiaj pozornie całkowite przeciwieństwo dobrego posiłku: kanapkę z chipsami. Ale, uwaga, to jedzenie może nie jest zdrowe, co nie znaczy, że byle jakie. Może być tak fast lub slow foodowe jak tylko zechcecie. Świeży chleb, możliwie samodzielnie pieczony, dobrej jakości ser, a nawet przed chwilą usmażone chipsy (na to się już nie porwałam...) sprawią, że Wasza kanapka będzie przysmakiem prawie na miarę foie gras. Pomijam tu aspekty etyczne spożywania podobnych rzeczy, ale co by nie powiedzieć, produkt jest ekskluzywny i o to mi tu chodzi. Podaję przepis na moją wersję (marynowaną cebulkę, za którą nie przepadam, zastąpiłam smażoną). Jamie precyzuje, że to potencjalne źródło rozstroju żołądka (ale tylko jeśli użyjecie marynowanej cebulki)  spożywa raz w miesiącu, ja chyba nie będę aż tak regularna, ale połączenie jest zabawne i warte wypróbowania.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TJuWXAaG5GI/AAAAAAAABg8/vGQ8jl2wGnE/s800/IMG_1603.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5520171090263336034" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Kanapka z chipsami&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;1 porcja&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;2 kromki chleba, nie do końca rozcięte od spodu (tzn. tego miejsca, które było spodem, jak stanowiły część bochenka)&lt;br /&gt;2-3 plasterki żółtego sera&lt;br /&gt;kilka chipsów&lt;br /&gt;1 średnia czerwona cebula&lt;br /&gt;masło&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Cebulę pokroić w piórka i dość wolno usmażyć na maśle lub oleju, aż ładnie się skarmelizuje. Posolić. Chleb posmarować od środka masłem (chociaż moim zdaniem nie jest to konieczne, bo tłuszcz jest już w cebulce), położyć warstwę cebulki, sera i chipsów. Jeść. Najważniejsze jest dostosowanie ilości składników do wielkości kromek chleba, by była między nimi równowaga.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-932239039394757224?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/932239039394757224/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=932239039394757224&amp;isPopup=true' title='Komentarze (19)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/932239039394757224'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/932239039394757224'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2010/09/rodzinne-obiady-jamie-i-chipsy.html' title='Rodzinne obiady, Jamie i chipsy'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TJuWdQZoPBI/AAAAAAAABhE/KVBr26AkkwU/s72-c/IMG_1607.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>19</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-7444815113156397393</id><published>2010-09-19T22:43:00.000+02:00</published><updated>2010-09-19T22:43:22.002+02:00</updated><title type='text'>Food design</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TJJmZFWA5XI/AAAAAAAABfk/4zrfsRDKlUo/s800/IMG_1200.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5517585074599552370" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TJJmmhRZ1jI/AAAAAAAABf0/cXKHGTfNjXk/s800/IMG_1286.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5517585305434707506" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Piszę ten post od prawie tygodnia i pomimo ekscytujących treści, które mam do przekazania jakoś mi nie idzie, więc wybaczcie, jeśli będzie coś nieskładnego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A więc tak: byłam w Poznaniu na (podobno) pierwszej w Polsce konferencji  i warsztatach Food Design. Mimo tak obiecującego początku, postanowiłam nie opisywać Wam konferencji zbyt szczegółowo, ponieważ, mimo pięknej nazwy, food design niewiele mówi o jedzeniu, a wszystko o tym jak je sprzedać i zarobić na nim pieniądze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zastanawialiście się kiedyś, w jaki sposób zwyczajny, zupełnie nieciekawy, a może nawet trochę suchy herbatnik staje się odrobiną magii na co dzień, najpiękniejszym wspomnieniem z dzieciństwa? Być może Wasza babcia była wysportowaną prekursorką jedzenia kiełków z jogurtem, ale dzięki odpowiedniej reklamie możecie mieć to, o czym zawsze marzyliście: rumianą staruszkę z nadwagą, która jak tylko pojawicie się na horyzoncie wyjmuje z pieca świeżutkie  (chrupiące i pachnące) ciasteczka, optymalnie zrobione z tego zboża, co rośnie za domem i mleka od krowy, która też czai się w pobliżu. I z grubsza rzecz biorąc, to jest właśnie food design. Warto tu jednak wspomnieć, że, wbrew mojemu sceptycyzmowi, ciasteczka z bajeczką, czyli firmowe, mogą obiektywnie różnić się w smaku od ich supermarketowej podróbki. Udowodnił to prosty eksperyment, który jeden z prelegentów  podczas konferencji przeprowadził na trzech ochotnikach z zasłoniętymi oczami. Dostali oni do jednej ręki oryginalne ciastko, do drugiej podróbkę. Oczywiście w celu degustacji ;) Wszyscy zgadli, który produkt jest ten „prawdziwy”. Co szczególnie ciekawe, tych ciastek nie ma w Polsce, nie znali więc jedynego słusznego smaku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli chcielibyście więcej dowiedzieć się o konferencji, to można np. na &lt;a href="http://designteka.pl/food-design.html" target="_blank"&gt;designtece&lt;/a&gt;, ja poprzestaje na marzeniu o babci i ciastkach, bo nakierowane marketingowo rozważania mogłyby Was trochę znudzić. Aha, do food designu możliwe jest też podejście czysto artystyczne lub misyjno-idealistyczne i na pewno inspiracje z tym związane kiedyś wykorzystam. Tylko rzuciłam okiem na artykuł, do którego link podaję powyżej, ale zdaje mi się, że uwzględnia on raczej takie aspekty całej sprawy.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Malinowe marmoladki z pistacjowym marcepanem, które widzicie na zdjęciach, zrobiłam tydzień przed konferencją, bez myśli o konkretnym wykorzystaniu, ale świetnie się na dzisiaj nadają. To dla mnie prawie modelowy przykład dobrego food designu. Otóż, od pierwszego momentu,  czyli jakiegoś dnia mniej więcej półtora roku temu, kiedy przepis został opublikowany w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kuchni,&lt;/span&gt;   wydawało mi się, że to wcale nie są moje smaki. Poza tym, składniki do tych marmoladek kosztowały majątek, a do tego naprawdę musiałam się natrudzić, żeby wszystko dostać. Mimo tego, ten idealny, wypracowany i niejadalny (!) wygląd niesłychanie mnie kusił, po prostu nie mogłam się oprzeć wizji samodzielnego zrobienia czegoś tak pięknego i doskonałego. I chciałam sprawdzić, czy rzeczywiście moja wersja wyjdzie równie wspaniale. A dlaczego ten przykład jest tylko prawie idealny? Otóż, raczej nie zrobię tych marmoladek po raz drugi. W tym wypadku oczywiście nie jest to ważne, bo marmoladki nie są produktem na sprzedaż, ale jeśli by były, to celem jest nie tylko nakłonienie mnie do zakupu pomimo uprzedzeń, ale także przekonanie, żebym kupiła to po raz drugi, I trzeci. I tak dalej. Chociaż... te cudeńka dostarczyły naprawdę dużo inspiracji i już nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła zrealizować pomysły na nich oparte. Nie twierdzę przez to, że ten malinowo-pistacjowo-marcepanowe arcydzieło sztuki kulinarnej było niedobre: było dobre, ale nie w moim guście. Ale co najfajniejsze, ten niewiarygodny wizualnie efekt naprawdę łatwo osiągnąć, chociaż wymaga to trochę czasu.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TJJmge0_aWI/AAAAAAAABfs/v1744a_qnRg/s800/IMG_1271.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5517585201699449186" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Marmoladka z marcepanem pistacjowym&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;przepis Bożeny Sikoń opublikowany w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kuchni&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;marcepan pistacjowy:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;br /&gt;400 g marcepanu&lt;br /&gt;200 g mielonych orzechów pistacjowych (dałam 150 g)&lt;br /&gt;40 ml wiśniówki&lt;br /&gt;40 ml rumu (dałam tylko podwójną dawkę rumu)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;br /&gt;100 g gorzkiej czekolady&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;marmoladka:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;100 g cukru&lt;br /&gt;20 liści bazylii&lt;br /&gt;4-5 łyżeczek żelatyny&lt;br /&gt;50 dag malin&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Marmoladka: na patelni skarmelizować cukier. W tym czasie drobno pokroić bazylię. Dodać ją do skarmelizowanego cukru razem z malinami, mieszać na ogniu, aż rozpuszczą się powstałe grudki. Żelatynę namoczyć w małej ilości gorącej wody. Masę malinową zmiksować, dodać żelatynę i pozostawić do ostygnięcia. Kiedy marmoladka będzie wystudzona, wstawić do lodówki, by szybciej się zsiadła (u mnie trwało to niewiarygodnie długo), co jakiś czas zamieszać.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej. Marcepan zmiksować (lub zagnieść rękami) z pistacjami i alkoholem. Masę marcepanową rozwałkować na papierze do pieczenia (zapomniałam zapisać, jak duża była moja marmoladka, mam wrażenie, że dwadzieścia kilka na około dwadzieścia cm) i posmarować cienko czekoladą. Odstawić do lodówki, aż czekolada stwardnieje. Następnie, chwytając za papier odwrócić tak, by czekoladowa część była na dole. Całość położyć na folii aluminiowej i ponownie posmarować czekoladą. Boki  folii zagiąć w rant, najlepiej takżę wzmocnić je dodatkową warstwą folii. Odstawić do lodówki. Resztę czekolady rozsmarować na papierze do pieczenia lub folii na prostokąt tej wielkości, co marmoladka.  Położyć na np. deseczce i odstawić do lodówki.&lt;br /&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Na masie marcepanowej rozlać tężejącą marmoladkę malinową i znowu wstawić do lodówki. Czekoladę na folii pokroić na takie kawałki, jak duże chcemy mieć marmoladki (moim zdaniem optymalnie to ok. 3x3 cm). Ułożyć je na malinowej warstwie. Kiedy całość zastygnie, pokroić według linii jakie tworzą czekoladowe kostki. Udekorować posiekanymi pistacjami, albo inaczej, zgodnie z fantazją.&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A na koniec krótka wycieczka po Poznaniu. To niespodziewanie piękne miasto,  pewnie przez to, że element, który uważam za niezbędny w każdym porządnym mieście – dostateczna liczba uliczek do szwędania, występuje tam obficie. Przez chwilę byłam nawet gotowa rozważyć przeprowadzkę z Krakowa, ale póki co się wstrzymam, bo oprócz uliczek, w irytującej obfitości występuje też komunikacja świetlna.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TJJnL6IIEqI/AAAAAAAABgk/T93zv8pzUUY/s800/IMG_1329.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5517585947761840802" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Rogal świętomarciński – głupio by było przegapić taką okazję. Ale uważajcie, bo nie każdy, nawet w Poznaniu, jest prawdziwy. W cukierniach trzeba wypatrywać certyfikatów zaświadczających, że ten zakład trzyma jakość ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TJJnG5pj8aI/AAAAAAAABgc/AoFzS-lYGus/s800/IMG_1314.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5517585861734298018" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Jeśli ktoś upiera się przy diecie może nabyć balonika – w przeciwieństwie do jakichś tam herbatników z reklamy będących prawdziwym przedmiotem pożądania mojego dzieciństwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TJJmsi0kz7I/AAAAAAAABf8/ZuMfFFbhgfI/s800/Clipboard.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5517585408929877938" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Frywolna fontanna przed Ratuszem, która jakoś nie pasuje mi do (stereotypowo) porządnych i praktycznych Poznaniaków.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TJJoXcilktI/AAAAAAAABg0/Qd3wCADoP8A/s800/IMG_1361.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5517587245489820370" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Urocze miniaturowe naczynia na wystawie jednego z antykwariatów – moja słabość do takich rzeczy jest Wam już chyba znana.  Mamiąc się obietnicą innych prezentów, udało mi się oprzeć tej pokusie.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TJJmzbUdlKI/AAAAAAAABgE/P3cH2p-jqqk/s800/Clipboard_3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5517585527175222434" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TJJm7FSI8sI/AAAAAAAABgM/L2PPyeKuuLw/s800/Clipboard_4.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5517585658698855106" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po lewej – ulica Gołębia z uroczą małą kafejką Coffee and Art. Wypiłam tam świetną kawę, z ziaren palonych zaledwie przed kilkoma dniami. Można też zamówić kanapkę z wypiekanego przez właścicielkę chleba.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TJJoSOeHfBI/AAAAAAAABgs/x6k2pRpL2lk/s800/IMG_1350.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5517587155813628946" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-7444815113156397393?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/7444815113156397393/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=7444815113156397393&amp;isPopup=true' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/7444815113156397393'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/7444815113156397393'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2010/09/food-design.html' title='Food design'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TJJmZFWA5XI/AAAAAAAABfk/4zrfsRDKlUo/s72-c/IMG_1200.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-5401754868095472790</id><published>2010-09-10T22:26:00.000+02:00</published><updated>2010-09-10T22:28:29.546+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='słono'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pomidory'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cukinia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='warzywa'/><title type='text'>Czytanie etykiet</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TIfGfsfV6LI/AAAAAAAABfE/ExBr0Y5EjbY/s800/IMG_1293.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5514594516559325362" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Właściwie to nie wiem, kiedy zrobiłam to po raz pierwszy. Może wtedy, kiedy przeczytałam, że curry ma nadać potrawie ostrość, a nie słoność, więc w dobrej mieszance nie powinno być soli? A już na pewno wtedy, kiedy wyczytałam gdzie indziej, że należy się dobrze przypatrzeć puszce z pomidorami, bo oprócz pomidorów mogą być tam jeszcze cukier i sól, a te możemy sobie przecież dodać sami. W każdym razie, wzmocnione licznymi ostatnio kampaniami medialnymi, narasta we mnie przekonanie, że etykiety czytać warto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powiedzmy to jasno: nie zamierzam się ekscytować tym, że coca-cola zwiera tonę cukru i prawdopodobnie jest to (oprócz wody) mający najwięcej wspólnego z naturą element jej składu (uwaga: firma deklaruje, że wszystkie składniki są pochodzenia naturalnego). Piję colę, bo lubię, jestem świadoma tego, że już dawno nie sprzedają jej w aptekach jako panaceum na wszelkie dolegliwości. A do tego, jeśli miałabym jeszcze jakieś złudzenia, dzięki dobroczynnym regulacjom prawnym każda butelka informuje mnie, ile kalorii  i innych obrzydliwości z każdym łykiem dobrowlnie w siebie wlewam.*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracając do sedna, chodzi mi o to, że od niektórych artykułów nie można oczekiwać, że będą zdrowe, niskokaloryczne, naturalne i eko: coca-cola bez cukru nie jest coca-colą, czekolada bez tłuszczu przestaje być czekoladą, a jogurt nie jest śmietaną 36%. Jeśli ktoś lubi produkty light, proszę bardzo, dla mnie jednak redukcja liczby kalorii nie rekompensuje redukcji smaku. Często jednak to, co jest napisane na etykiecie ma znaczenie. Jako świadoma konsumentka, chcąca zaopatrzyć się w słoiczek miodu, postanowiłam za wszelką cenę uniknąć takiego, który wyprodukowały karmione antybiotykami chińskie pszczoły. Nie było łatwo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jako konsumentka nie tylko świadoma, ale i niezbyt rozrzutna (hmm...), poszukiwania zaczęłam oczywiście od mojego supermarketu. Wszystkie etykiety, a słoiczków na półce było niemało, oferowały mi mieszankę miodów polskich i pochodzących z unii (bądź spoza unii) europejskiej. Nie miejcie złudzeń, nawet te firmowe.  Literki ogłaszające te hiobowe wieści były wszędzie tej wielkości, jakby wstydziły się swego istnienia. Ok, pomyślałam, zobaczmy na dział ekologiczny: był miód z Nikaragui. To chyba potraktowano jako zaletę, bo było wytłuszczone i umieszczone na rzucającej się w oczy części opakowania. Ale ja chciałam zwyczajny polski miód. POL-SKI. Kupiłam go w końcu następnego dnia w Sklepiku Benedyktyńskim (chociaż informacja skąd dokładnie pochodzi też nie jest na nim zbyt obfita) i usatysfakcjonowana  tym nabytkiem poniechałam już sprawdzania innych miejsc. Chociaż... miody w KK (kto nie wie, o co chodzi, tego odsyłam do wpisu o rożkach Babci Rózi) nie mają w ogóle oznaczenia pochodzenia, a w każdym razie nie doszukałam się go. Aby było rzetelnie, muszę napisać, że i w supermarkecie polski miód w końcu znalazłam, wiele zakupów po tym, jak był mi potrzebny. W zupełnie innym miejscu, z dala od pozostałych miodów. Ciekawa strategia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wbrew temu, o czym świadczyć mogą pełne poświecenia poszukiwania miodu, dzisiejsze danie, pieczone ratatouille, to nie było moje kulinarne marzenie. Moim marzeniem było prawdziwe ratatouille, ale jak wiadomo, takie musi gotować się absurdalnie długo, żadnego al dente, więc w czasie, kiedy moje prawdziwe ratatouille będzie bulkało sobie w garnku, ja potrzebowałam czegoś do jedzenia.  Ilość argumentów za i przeciw pieczeniu była mniej więcej jednakowa. Przeciw: warzywka w wersji z grubsza saute to nie jest moja ukochana przekąska. Nadal, mimo licznych dowodów przemawiających za tą tezą, nie udało mi się samej siebie przekonać, że jarzyny są pyszne. Dwa: przepis jest zbyt prosty, żeby mógł oferować jakąś niespodziankę. Efekt będzie taki, że dostanę zwykłe niedopieczone warzywa – trudno mi było uwierzyć, że pół godziny w piekarniku wystarczy. Za: 1. danie pochodzi z mojej ulubionej książki &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Caramel&lt;/span&gt; Trish Deseine 2. Pieczenie to tylko 30 minut, czyli chwilka, w porównaniu z czasem, który poświęcę na krojenie, smażenie każdego z osobna, a potem godzinne duszenie warzyw na klasyczne ratatouille .&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niech żyje sceptycyzm i niedowiarstwo! To było naprawdę dobre. Słodko-czosnkowy smak przeniknął warzywa, które zjadłam z prawdziwą przyjemnością. Przyznaję, kawałek jakiegoś mięsa by temu nie zaszkodził, ale i tak było więcej niż dobrze. Polecam :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*Nie mogę powstrzymać się od podzielenia się z Wami informacją, którą znalazłam na oficjalnej stronie coca-coli, a która raz na zawsze rozwiewa wątpliwości, czy napój rozpuszcza zęby. Odpowiedź: podobnie jak sok pomarańczowy!&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TIfGXoiZJ8I/AAAAAAAABe8/6_oPhHNia18/s800/Clipboard_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5514594378059425730" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Podaję zgodnie z przepisem, chociaż jeśli chodzi o ilości i proporcje, to wzięłam wszystkiego po prostu tyle, ile uznałam, że jestem w stanie zjeść. Jeśli lubicie słodkawe smaki, radzę dodać więcej miodu niż w przepisie. A na końcu, przed podaniem, warzywa dokładnie wymieszać z sosikiem, który się wytwarza – to w nim jest ukryty smak.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Szybkie ratatouille&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Składniki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;1 bakłażan, pokrojony dość grubo wzdłuż, a powstałe plastry na kawałki mniej więcej 1/4 szerokości&lt;br /&gt;2 cukinie, pokrojone jak wyżej&lt;br /&gt;1 żółta i 1 czerwona papryka, pokrojona na paseczki&lt;br /&gt;2 ząbki czosnku, obrane i posiekane&lt;br /&gt;3 dojrzałe pomidory, pokrojone w ćwiartki&lt;br /&gt;1 czerwona cebula, pokrojona w ćwiartki&lt;br /&gt;3-4 łyżki oliwy&lt;br /&gt;1 łyżka miodu (radzę więcej)&lt;br /&gt;sól i pieprz&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dodatkowo:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;trochę mniej niż pół kostki solonego masła (może być zwykłe, które się posoli)&lt;br /&gt;1 ząbek czosnku, obrany, posiekany&lt;br /&gt;1 łyżka posiekanego świeżego rozmarynu (dałam suszony)&lt;br /&gt;bagietka (2 takie bardzo małe lub pół dużej)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykonanie:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;Nagrzać piekarnik do 180 stopni.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Warzywa przełożyć do naczynia do zapiekania. Wymieszać razem oliwę, miód, czosnek, sól i pieprz. Polać tą mieszaniną warzywa i dobrze wymieszać, najlepiej rękami.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Piec ok. 30 minut, co jakiś czas mieszając.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;Masło, czosnek, rozmaryn zmiksować. Przekroić bagietkę i posmarować otrzymaną pastą. Złożyć bagietkę, owinąć folią i piec obok warzyw ok. 15-20 minut aż chleb będzie złoto-brązowy. &lt;/li&gt;&lt;li&gt;Ratatouille podawać na przystawkę z pokrojoną w plastry bagietką lub z pieczonym mięsem jako danie główne.&lt;br /&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TIfGlhVu8cI/AAAAAAAABfM/RNnFl48MxOg/s800/1026.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5514594616645448130" border="0" /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-5401754868095472790?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/5401754868095472790/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=5401754868095472790&amp;isPopup=true' title='Komentarze (21)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/5401754868095472790'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/5401754868095472790'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2010/09/czytanie-etykiet.html' title='Czytanie etykiet'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TIfGfsfV6LI/AAAAAAAABfE/ExBr0Y5EjbY/s72-c/IMG_1293.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>21</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-2438601195719760440</id><published>2010-09-10T21:01:00.001+02:00</published><updated>2010-09-26T21:50:57.058+02:00</updated><title type='text'>A nagrodę otrzymuje...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://3.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TIp_0amFE8I/AAAAAAAABfU/v8v6PWjIQ44/s800/IMG_0493.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5515361232137556930" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To była bardzo trudna decyzja. Większość z Was zaproponowała książki, które znam i lubię, niektóre z nich natychmiast zaczęłam podczytywać dla przypomnienia, a po te, których nie znam, też już zaczęłam sięgać. Nie będzie więc do końca sprawiedliwe, bo wszyscy dostarczyliście mi inspiracji i zamierzam to wykorzystać ;) Niestety, nagroda jest tylko jedna i po naprawdę długich rozważaniach postanowiłam przyznać ją mojej imienniczce Karolinie T., która zaproponowała "Klub Pickwicka". Karolino, bardzo proszę o kontakt na karoluk[at]wp.pl. Jutro na kilka dni wyjeżdżam, więc moja odpowiedź (a co za tym idzie i wysyłka nagrody...) może się trochę opóźnić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystkim serdecznie dziękuję za udział w konkursie i mam nadzieję, że była to jedynie pierwsza z wielu okazji do podobnej zabawy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3113377443158065876-2438601195719760440?l=jakbulkazmaslem.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/feeds/2438601195719760440/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3113377443158065876&amp;postID=2438601195719760440&amp;isPopup=true' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/2438601195719760440'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3113377443158065876/posts/default/2438601195719760440'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2010/09/nagrode-otrzymuje.html' title='A nagrodę otrzymuje...'/><author><name>karoLina</name><uri>http://www.blogger.com/profile/04722607240692894455</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://2.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/S6KG_6C-VFI/AAAAAAAABKc/aB9Uhwt4k9E/S220/IMG_2401.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_vc5OpNwi5R0/TIp_0amFE8I/AAAAAAAABfU/v8v6PWjIQ44/s72-c/IMG_0493.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3113377443158065876.post-1017564840499721414</id><published>2010-09-06T10:01:00.000+02:00</published><updated>2010-09-06T10:04:00.655+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='słodko'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ciasteczko na...'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czekolada'/><title type='text'>36 ciasteczek</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/_vc5O
