wtorek, 14 czerwca 2011

"Plate to Pixel", czyli oczy by jeszcze jadły



Pewnego razu, gdy byłam jeszcze wyjątkową początkującą blogerką i fotografką kulinarną, natrafiłam w jakiejś księgarni internetowej na książkę, jak stylizować i fotografować jedzenie. Kiedy zaczęłam sobie czytać, o czym ta pozycja właściwie jest, moje oczy spoczęły na "zaletach i wadach sztucznych i naturalnych produktów". Z hukiem zamknęłam kartę przeglądarki i postanowiłam radzić sobie sama.

Gdy jednak przeczytałam, że znana pewnie wielu z Was Tartelette, czyli Hélène Dujardin, której fotografie wzbudzają moje jęki zachwytu, szykuje książkę na taki właśnie temat, wiedziałam, że będzie coś w całkiem innym rodzaju. Z Plate to pixel nie dowiecie się, jak przerobić zupę na galaretkę, żeby wyglądała nadal jak gorąca zupa, ani jak ucharakteryzować płyn do naczyń by mógł udawać kuszącą piankę na cappuccino. Rozumiem, że fotografia czy film reklamowy musi się tym czasem, chociażby dla bezpieczeństwa, posiłkować (pomyślcie o tych słodkich dziewczynkach, które w nieskończonej liczbie dubli noszą pyszną-jak-domową pomidorową z proszku od kuchenki do stołu), ale zdjęcia na blogi, czy nawet do książek nie muszą, a moim zdaniem nawet nie powinny, uciekać się do takich sztuczek.

Podejście Hélène jest podobne do mojego i da się je streścić tak: 1. nic nie zastąpi światła naturalnego (chociaż czasem musi), 2. fotografowane produkty powinny nadawać się potem do jedzenia, 3. im więcej wysiłku włożysz w robienie zdjęcia, tym mniej czasu poświęcisz na jego obrabianie (w dobie aparatów cyfrowych, z czym się z bólem pogodziłam, to w zasadzie konieczne).

Tartelette jest profesjonalistką, ale książka, którą napisała, jest idealna dla średniozaawansowanego fotografa kulinariów. Osoby o bardzo dużych umiejętnościach będą zawiedzione, te początkujące, zagubione, bo chociaż niby sporo miejsca poświęcone jest czułości, balansowi bieli czy głębi ostrości, to mam wrażenie, że prawdziwym debiutantom trudno będzie się w tym połapać.

To, co było przydatne dla mnie, to przede wszystkim rozdział o świetle, tym bardziej, że podstawowe miejsce pracy Tartelette przypomina moje: stół, po jednej stronie okno, blenda po drugiej. Jest też wiele przydatnych wskazówek dotyczących sztucznego światła, jednak podstawowym sprzętem jest tu jedna lampa, która załatwia całą sprawę, a nie wielki profesjonalny zestaw, który opisuje inna, skądinąd rzetelna i bardzo szczegółowa książka o fotografowaniu studyjnym, którą mam, ale nie bardzo mogę praktycznie wykorzystać. Jeśli nie chcecie inwestować w lampę wolnostojącą, to okazuje się, że z błyskowej na aparacie (ale nie tej wbudowanej ;) też można coś wycisnąć, chociaż różnica w jakości widoczna jest od razu. Dużo wiedzy i inspiracji dostarczyły mi też rozdziały o kompozycji i stylizacji.

Uwielbiam książkę Hélène. Nie wszystko było równie ciekawe, czy też do natychmiastowego wykorzystania, ale i tak czytałam ją jednym tchem, a nie cedząc i przerywając inną lekturą, jak większość podręczników do fotografii. Jeśli macie już takie obeznanie z aparatem i tematem, by wiedzieć, co sprawia Wam problemy, to Plate to pixel powinna większość z nich rozwiązać (tzn. podpowiedzieć, jak je rozwiązać, bo potem już tylko ciężka praca).

Hélène Dujardin
Plate to pixel. Digital Food Photography & Styling
wyd. Wiley Publishing









No to wreszcie przepis, oczywiście, od Tartelette. Babeczki są lekkie i pyszne, idealnie wpisały się w moją potrzebę czegoś bardzo cytrynowego. Może Wam się wydawać, że wykonanie jest skomplikowane, ale to tylko pozory, bo obydwie masy możecie zrobić, kiedy babeczki są w piekarniku (mnie ten czas zawsze niemożliwie się dłuży). Składanie wszystkiego też nie trwa długo, w końcu z podanych proporcji wychodzi wszystkiego (rozczarowująco) niedużo.



Babeczki cytrynowe
Meyer Lemon Limoncello Cupcakes

12 sztuk (u mnie trochę więcej)

Składniki:

babeczki:

60 g masła
60 g serka śmietankowego
200 g cukru
3 jajka
2 łyżki likieru limoncello (nie dałam)
190 g mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
½ łyżeczki soli
125 ml maślanki (dałam jogurt)
¼ szklanki soku cytrynowego
skórka z 1 cytryny


lemon curd

skórka z 2 cytryn
½ szklanki soku z cytryny
50 g cukru
1 jajko + 1 żółtko


masa serkowa

60 g masła
120 g serka śmietankowego
115 g cukru pudru
1 łyżka limoncello (nie dałam)


Wykonanie:
  • Piekarnik nagrzać do 180 stopni.
  • W misce ubić za pomocą miksera masło, serek i cukier, aż masa będzie lekka i kremowa. Dodawać po jednym jajku, nadal ubijając. Wlać limoncello, chwilę ubijać, po czym dodawać na przemian mąkę i maślankę, na końcu powinna być mąka. Dorzucić sok i skórkę z cytryny. Ciasto nałożyć do foremek na muffinki do 2/3 wysokości. Piec 20 minut, aż wykałaczka wetknięta w babeczkę będzie wychodzić sucha. Ostudzić.

Lemon Curd

  • W garnuszku wymieszać skórkę i sok z cytryny oraz cukier i doprowadzić do wrzenia. W miseczce roztrzepać żółtko z jajkiem, wlać trochę gorącego syropu cytrynowego, wymieszać, wlać resztę i połączyć wszystko ze sobą. Masę przelać z powrotem do garnuszka i gotować na małym ogniu, ciągle mieszając, aż zgęstnieje. Ostudzić.
Masa serkowa
  • Mikserem ubić razem serek z masłem, dodać limoncello, a następnie stopniowo cukier. Miksować, aż masa będzie gładka.
Składanie całości
  • W babeczkach, łyżką do melona lub nożem, zrobić na szczycie małe dołki i napełnić je lemon curd. Przykryć masą serkową. Podawać.

19 komentarzy:

arek pisze...

Nie wiem czy to zasluga ksiazki czy sama jestes aka zdolna ale swoje babeczki b ladnie wystylizowalas i sfotografowalas.

asieja pisze...

ta babeczka w minimalistycznym tle wygląda cudownie. Ty jesteś zdolna, Ty umiesz ładnie wystylizowac.

Anna Maria pisze...

Dzięki za świetną recenzję. Książkę na pewno kupię, ale najpierw muszę odbyć kurs dla początkujących (już zaczęłam wspominać, że chciałabym pod choinkę).

Holga pisze...

Nie słyszałam o tej książce, a powinnam ;).
Bardzo lubię tu zaglądać, nie tylko ze względu na przepisy, ale i zdjęcia, które są moim zdaniem naturalne i...przekonywujące.

Słowo 'stylizowanie' jakoś mi nie pasuje to fotografowania żywności. Szczególnie tej w blogowym świecie.

Uwielbiam lemon curd!
;)

Maddie pisze...

mam chrapkę na tą książkę :D

Polka pisze...

Jeśli piszesz że warto to ja wiem że tak jest. Jestem baaaardzo ciekawa tej książki!
BARDZO!
Kiedy odwiedzisz Warszawę? :)

Jswm pisze...

fajnie napisałaś o książce,
już wiem, że jest m=nie dla mnie, nie jestem nawet początkująca :))

ale na blog Helene zaglądam regularnie - świetny

wielorybnik pisze...

Właśnie mam ochotę na jakieś takie babeczki... Więc dzięki za przepis :-) Ale korzystając z okazji zaczepię o temat pokrewny. Nie wiem, czy bywasz czasami w Coffee Heaven - ja akurat dość często i ostatnio zwariowałem (i, co gorsze - Młoda zwariowała) na punkcie ichniejszych cupcakes (cytrynowych, bananowych i w mniejszym stopniu czekoladowych). Same cupcakes to jeszcze nie problem, bo takie babeczkowe produkcje mogę zrobić bez problemu, gorzej z kremem na czubek - bladego pojęcia nie mam, jak to ugryźć, a to on jest właśnie głównym powodem naszego rodzinnego szaleństwa... Gdybyś tak się przyjrzała problemowi, byłbym dozgonnie zobowiązany... :-)
Pozdrawiam !

Amber pisze...

Tartelette uwielbiam czytać i oglądać.Mistrzowskie zdjęcia i super przepisy.Dziekuję Ci za ten wpis,bo ta książka jest też dla mnie.
A babeczki,pyszne jak nie wiem co!
Dobrego wieczoru Karolino.

Ania vel Vespertine pisze...

Ależ chciałabym mieć tę książkę! Może uda mi się ją skombinować... Dzięki za fajną recenzję, KArolina!

goh. pisze...

to musi byc b. ciekawa i inspirująca książka:) bo twoje fotki są naprawdę zachwycające:)

ewelajna pisze...

Karolina, recenzja świetna! Mam nadzieję, że równie świetnie pójdzie Ci przekonanie kogoś, aby ją przetłumaczył;)co w moim przypadku byłoby wielce wskazane...
Pomysł z pokoikiem niesamowity:)

kornik pisze...

Mam kilka książek gdzie torty są z kartonu a lody z pianki;) dlatego chętnie poczytałabym bardziej "jadalne" pozycje:)

a babeczka w pokoiku świetna!

karoLina pisze...

Arku, dzięki :) W każdym razie się staram.

Asiejo, zawsze może być jeszcze lepiej ;)

Anno Mario, myślę, że w Twoim przypadku początek został zaliczony.

Holgo, dzięki, cieszę się, że podobają Ci się moje zdjęcia. Ja też bardzo nie lubię przestylizowanych zdjęć, co niestety może się zdarzyć, jeśli człowiek stara się za bardzo. Książkę polecam!

Maddie, słusznie :)

Polko, Ty chyba jednak jesteś już poza orbitą tej książki. Warszawę, owszem, planuję, na koniec lipca-początek sierpnia pewnie. Kraków też na Ciebie czeka :)

Jswm, dzięki, to raczej kwestia tego, czy chciałabyś się nauczyć, poziom Helene trudno osiągnąć, ale zawsze dobrze znać kilka tricków.

Wielorybniku, babeczki z Coffee Heaven znam, chociaż nigdy nie jadłam (staram się nawet nie patrzeć w ich kierunku na wszelki wypadek), mogę więc tylko po omacku zgadywać, że krem na nich jest "typowy", czyli bardzo słodki, a przepisy "typowe" twierdzą, że robi się go z serka, masła i mnóstwa cukru (to klucz do sukcesu). Znalazłam (ale nie wypróbowałam!) odpowiedni przepis na babeczki bananowe: http://www.joythebaker.com/blog/2008/01/fact-the-world-is-better-with-bananas/ (jak się zrezygnuje z tego ohydnego barwnika będą śliczne), z moich osobistych prób polecam te: http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2010/10/cupcake-corner.html.

Amber, Tartelette, jeśli chodzi o zdjęcia jest moim niedoścignionym wzorem (oczywiście, jednym z wielu ;) Mam nadzieję, że jeśli uda Ci się zdobyć książkę, będzie Ci się podobać tak bardzo jak mnie.

Aniu, w naszym kosmopolitycznym świecie wszystko jest banalnie proste (ale w polskiej księgarni internetowej też widziałam).

goh. dzięki :) A książka naprawdę mi się podobała.

ewelajno, kto wie, może sama wezmę się za tłumaczenie, ten pomysł jest kuszący :)

korniku, dzięki :) A ja bym nawet chętnie zobaczyła taką książkę o tortach z kartonu, żeby zobaczyć, o co w tym właściwie chodzi.

ewelajna pisze...

Oj, Karolko TAK, TAK, TAK...!!! Pomysł cudowny! Jestem ZA! Do pracy...;)
Snów pięknych, moja Droga

karoLina pisze...

Może mi się przyśni gotowe tłumaczenie :) A Ty w Twoim śnie będziesz je czytać ;) Dobrej nocy!

Anja pisze...

jejj, i konik na kółkach :), niemal taki jak od pana D. albo M. z Podkarpacia;)!

burczymiwbrzuchu pisze...

Czytałam o tej książce właśnie na blogu Tartelette i zaczęłam o niej marzyć. Fotografowanie jedzenia nadal sprawia mi problem- nigdy nie jest tak jak chciałabym, żeby było, a jak patrzę na jej zdjęcia to czuję się jeszcze gorzej:) Kiedyś, podobnie jak ty, czytałam książkę mówiącą w jaki sposób fotografować jedzenie i w podobny sposób się z nią pożegnałam dochodząc do świetnych pomysłów takich jak smarowanie jedzenie lakierem do paznokci czy używania coli zamiast kawy. Dzięki za recenzję, myślę że zainwestuję w tę książkę:)

karoLina pisze...

Anju, a to ja sama zrobiłam (ale dawno). Jednak z tego widać, że moja kariera w rzemiośle jak widać ciągle jeszcze jest możliwa.

burczymiwbrzuchu, moim zdaniem książka warta jest kupienia (właśnie zwłaszcza dlatego, że kompetencje Tartelette potwierdzają jej obłędne zdjęcia), można tylko wydać z siebie jęk zawodu, że samo przeczytanie nie wystarcza, by nabrać odpowiednich umiejętności. Na pewno zyskuje się znacznie większą świadomość tego, co się właściwie robi, co też jest cenne.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...