środa, 14 września 2011

Five o'clock



Czasami wydaje się, że wszystko sprzysięgło się przeciwko człowiekowi.

A innym razem (znacznie rzadszym), jest całkiem odwrotnie. Deszczowe popołudnie, trochę za dużo zjedzonej czekolady* oraz dokładnie odpowiednia kwota na karcie do przelewów internetowych spowodowały, że w moich rękach znalazła się The Vintage Tea Party Book**, w wolnym tłumaczeniu: Daj się ponieść urokowi staroświeckiej herbatki (o każdej porze dnia).

Czy o książce kucharskiej można powiedzieć, że jest dziełem totalnym? Bo The Vintage Tea Party Book to nie tylko pięknie sfotografowane, zaskakująco i zabawnie zaaranżowane jedzenie (+ naturalnie, przepisy), a raczej kompendium wiedzy na temat przyjmowania gości w stylu retro. Nawet jeśli dotąd urządzenie czegoś bardziej wyrafinowanego niż domówka w stylu piwo + chipsy przerastało Wasze siły, Angel Adoree (to autorka) krok po kroku przeprowadzi Was przez kurs idealnej pani domu***, poczynając od przepasania kursantek uroczym fartuszkiem (który sobie najpierw zgodnie z jej wskazówkami wykonacie), a kończąc na ozdobieniu Waszej głowy mało twarzową (lecz stylową) fryzurą zwaną Victory Rolls. Spokojnie, w międzyczasie będzie i okazja na ugotowanie czegoś, i na krycie do stołu.

Och, a wspomniałam, że ta urocza książeczka pozostaje pod wpływem estetyki i poczucia humoru rodem z "Alicji w Krainie Czarów"?. I te rysunki! Chociaż nie umiecie gotować i wcale nie zamierzacie się tego uczyć, ale nie są Wam obojętne piękne edytorsko książki, po prostu musicie to zobaczyć. A do tego przepełniająca wszystko dystyngowana angielskość!

Jeśli chodzi o same przepisy, to mam mieszane uczucia. Na pewno znajdziecie tu wiele fajnych i bardzo prostych w wykonaniu pomysłów na zrobienie na gościach wrażenia. Jest też parę perełek, na które już sobie ostrzę ząbki (oraz bardzo smakowite pomysły na herbatki z prądem). W sumie jednak przeważa stara dobra klasyka, w bardzo dowcipnej interpretacji, ale po zaledwie niewielkim liftingu w części merytorycznej.

Ja na początek też wybrałam coś klasycznego: połączenie gruszki i czekolady jest zawsze udane. Zostały zatopione w biszkopcie, a całość na pierwszy rzut oka nie obiecywała nic nowego. O tym, jak bardzo nie obiecywała, niech świadczy to, że wszystkie składniki każdy normalny gotujący człowiek powinien mieć zawsze pod ręką (z wyjątkiem gruszki i czekolady, ale zapewniam Was, że można się pokusić i o inny zestaw: jabłko i rodzynki? śliwki i orzechy?). Ha, jakże się pomyliłam. Nawet przygotowanie ciasta przebiega jakby od tyłu, co samo w sobie jest zabawne i wybija z piekarniczej rutyny, ale tajemny składnik to karmelizowane masło. Czyli, troszkę przypalone masło. Ma niesamowity, orzechowy zapach, surowemu ciastu (jeśli nie należcie do tych, co boją się spróbować) nadaje cudowny karmelowy posmak. Niestety w gotowym wypieku już go nie czuć, ale i tak jest pysznie. Postanowiłam zamienić jedno okrągłe ciasto na wiele babeczek pieczonych bez papierków, co okazało się trafnym wyborem pod względem estetycznym, jednak wyciąganie ciastek z dołków by pozostały w całości, to była katorga. I nie róbcie tego na ciepło, bo w efekcie możecie jeść biszkoptowe crumble.

*na wszelki wypadek wytłumaczę ten związek logiczny: w deszczowe popołudnie należy się pocieszyć. Najszybciej można to osiągnąć przy pomocy czegoś w rodzaju czekolady, ale jeśli zje się jej zbyt dużo, pojawiają się wyrzuty sumienia. Jak na razie to chyba logiczne? Więc w sumie, można popełnić jeszcze jedno wykroczenie przeciwko zdrowemu rozsądkowi i różnym tam zasadom, na przykład wydać trochę pieniędzy. A potem za jednym zamachem z obydwóch rzeczy się rozgrzeszyć.
**O książce napisała Anna Maria (i do tego miała rację, że się skuszę), u niej możecie też zobaczyć kilka migawek ze środka.
***Przepraszam za dyskryminację chłopcy, ale nie sądzę, żeby wielu Was marzyło o kursie przyklejania sztucznych rzęs i tym podobnych atrakcjach.



Ciasto z gruszkami i czekoladą
na średnią tortownicę lub 14 babeczek

Składniki:

100 g mąki
115 g masła
175 g cukru
3 jajka
łyżka proszku do pieczenia
4 małe gruszki + kawałki do dekoracji (ja dałam 1,5 bardzo dużej)
175 g gorzkiej czekolady (dałam 100 g) + do dekoracji
gęsta kwaśna śmietana do dekoracji


Wykonanie:
  1. Jajka ubić w misce na pianę, dodać cukier i ubijać do czasu, kiedy zauważycie, że masa zaczyna tracić objętość (ja po prostu ubijałam kilka minut).
  2. Masło stopić w garnuszku i podgrzewać, aż zaczną się w nim pokazywać brązowe cętki i będzie miało karmelowy zapach, następnie przelać je do innego naczynia. Uwaga! Jak przy każdym procesie karmelizacji, najpierw czeka się bardzo długo i nic się nie dzieje, ale kiedy już dziać się zacznie, to chwila nieuwagi spowoduje, że cały proces trzeba będzie zacząć od nowa.
  3. Przygotować mąkę z proszkiem do pieczenia.
  4. Do masy żółtkowej wmiksować kolejno 1/3 mąki, połowę masła, trochę mąki, resztę masła i ostatnią partię mąki. W przepisie nie jest dokładnie powiedziane, czy masło powinno się wystudzić przed dalszym używaniem. Mnie się oczywiście nie chciało czekać, ale wszystko poszło dobrze, jednak lepiej wlewać je powoli.
  5. Piekarnik nagrzać do 180 stopni. Tortownicę wysmarować masłem i oprószyć mąką lub wyłożyć papierem do pieczenia i przelać do niej ciasto. Gruszki pokroić na kawałki, czekoladę połamać i to wszystko rozłożyć na cieście. Piec ok. 50 minut, sprawdzić patyczkiem, czy ciasto jest już upieczone. Babeczki piekłam 35 minut.
  6. Podawać lekko ciepłe, z łyżką śmietany, kawałkiem gruszki, posypane czekoladą. Na zimno też jest pyszne :)

13 komentarzy:

ewelajna pisze...

KaroLinko - Kazdy Twój nowy post witam z radością:)I lubię takie "tłumaczenia" odnośnie czekolady chociażby. Książką zainteresowałaś mnie ogromnie - częstując się Twoją babeczką już biegnę do Anny Marii oglądać więcej.
p.s czekam na tłumaczenie, o którym mówiłyśmy - chyba nie zaprzepaścisz takiej szansy???
;)

asieja pisze...

lubię nowe książki, ich odkrywanie. i smaki które się z tym wiążą.

Kamila pisze...

Babeczki urocze, z za opinię o książce bardzo dziękuję. Pozdrawiam serdecznie!

Hazel pisze...

A czemu bez papierków?
Super wyglądają i myślę, że muszę Cię wkrótce odwiedzić, to sobie przy okazji książkę obejrzę ;). Tylko gdzie przyjmujesz wizyty?

monika pisze...

Karolu, dzięki "*" idę spać w baaardzo dobrym humorze :)))

Anna Maria pisze...

Czy wiesz, że przedwczoraj kupiłam gruszki z myślą właśnie o tym przepisie? :-) to będzie jednak pierwszy z tej książki.

zemfiroczka pisze...

Och tak! Ja tez mam ochotę na gruszki. A czy w książce są przepisy na ciastka na fajfoklok?

heksita pisze...

Niesamowita książka, dokładnie taki rodzaj uwielbiam! Dziękuję bardzo za podsunięcie tego tytułu, już "kliknęło mi się" na amazonie :D.

Avelina pisze...

Dawno nic nie robiłam z gruszkami.
Lubię odkrywać nowe książki z przepisami.

karoLina pisze...

Ewelajno, dziękuję ogromnie! Cieszę się, że moje posty sprawiają radość (jeszcze komuś oprócz mnie). Z tym tłumaczeniem... działasz mobilizująco.

Asiejo, ja lubię nowe książki każdego rodzaju, ale to może być niebezpieczne.

Kamilo, dzięki :)

Hazel, bez papierków dla odmiennych wrażeń wizualnych. Wizyt na razie nie przyjmuję w ogóle (hmm), ale jak tylko to się odmieni (mam nadzieję, że koniec października to realny termin, na razie mam gołe ściany i górę gruzu w kuchni), to roześlę zaproszenia zgodnie z radami Angel ;)

Moniko, :) i chyba ponownie - dobrej nocy.

Anno Mario, i co, upiekłaś? Nam bardzo posmakowały, nawet już była powtórka.

Oczko, na ciastka-ciastka jest chyba tylko jeden przepis. Są za to obowiązkowe kanapki z ogórkiem.

Heksito, to dobrze, że jesteśmy we dwie. Ja czasem nawet wolę, jak oprawa graficzna jest super, niż jak są jakieś ekstra przepisy (bo o nie zdecydowanie łatwiej).

Avelino, ja nie jestem szczególną amatorką gruszek, ale przyznaję, że w ciastach (z czekoladą!) sprawdzają się świetnie.

eMajdak (Polka) pisze...

A wiesz co? Ja już dawno odstawiłam czekoladę jako lek na jesienne (i nie tylko) smutki. Wróciła do terapii sprzątaniem i przynajmniej mam czysto i schludnie.
No z małymi wyjątkami, ale z kotem się nie da mieć mieszkania na błysk :)
Książka już mi się podoba! Ale niestety na mojej karcie jest hmmmm... kiła i mogiła.

Uściski:*

Evitaa pisze...

Pyszności. A książka kusi :)

karoLina pisze...

Pola, ja sprzątam wtedy, kiedy bardzo mi się nie chce zrobić czegoś innego i sprzątając zagłuszam sumienie. Ale wkrótce i tak czeka mnie tyle sprzątania, że ze trzy osoby by obdzielił. Przynajmniej czekoladę spalę ;)

Evitoo, oj kusi, kusi.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...