środa, 9 listopada 2011

Traktat o łuskaniu orzechów



Pomyślałam sobie ostatnio, że dawno nie było żadnego wpisu książkowego, a nic tak przecież nie sprzyja lekturze jak (uwaga, one naprawdę nadchodzą!) jesienno-zimowe wieczory, gdy za oknem śnieg i zimno, a w domu fotelik, kocyk, herbatka i książka.

Pewnie wielu z Was zorientowało się, że tytuł dzisiejszego wpisu nawiązuje do znanej (nagradzanej, wychwalanej, lecz ja wcale nie jestem jej fanką) książki Wiesława Myśliwskiego, jednak wpis książkowy to jeszcze nie dzisiaj, chociaż nad tym myślę. Swoją drogą, łupanie orzechów to też dobre zajęcie na listopadowy wieczór i zgodnie z tytułową zapowiedzią będzie właśnie o tym.

Odwieczny problem "jak to zrobić, żeby otrzymać ładne, całe połówki" powrócił do mnie jak bumerang (ugh, chociaż zwykle kupuję wszystko połupane-połamane w plastikowych torebkach), bo wybrany przeze mnie przepis nakazywał wykorzystać pekany, które nawet miałam, owszem, ale w wersji naturalnie opakowanej. I chyba zbyt już długo czekały na swoją kolej.

Pekany w łupinach wyglądają trochę jak przerośnięte żołędzie ze spiczastymi końcami. Kiedyś zabrałam się za nie dziadkiem do orzechów, ale to nie był dobry wybór. Tym razem skończyło się na tłuczku do mięsa i technice jednego uderzenia w czubek (osłabia łupinę, przynajmniej sobie tak wmówiłam), a potem już gdzie bądź. Od razu gdzie bądź też można, ale efekty estetyczne są mierne, tj. uzyskuje się orzechowe okruchy, a nie śliczne nienaruszone połówki. A może ktoś z Was wie, jak rozprawić się z pekanem szybko i skutecznie(j)?

Eleganckie orzeszki byłyby zaś ozdobą dzisiejszego ciasta, bo też zwłaszcza ze względu na jego urodę chciałam wypróbować ten przepis. Połączenie żurawiny, orzechów i gruszek oraz błyszcząca na tym wszystkim kusząca karmelowa skorupka smakują pysznie i pięknie wyglądają. U mnie niestety karmelowa skorupka nie wystąpiła, chyba za mało odparowałam gruszki, ale przede wszystkim wyłożyłam formę papierem do pieczenia :/ Nie róbcie tego.

Jeśli niepokoi Was trochę, że na zdjęciach pozuje głównie żurawina a nie tytułowe orzechy, to jest tak dlatego, że wszystkie pekany w tym czasie przebywały w piekarniku i nie mogły wziąć udziału w sesji.



Ciasto gruszkowe w stylu tarty Tatin
źródło: Roast figs sugar snow

nadzienie:
115 g cukru
75 g masła
900 g gruszek (5-6 sztuk)
140 g żurawiny
75 g orzechów pekan (u mnie częściowo zastąpionych włoskimi)

ciasto:
210 g mąki
200 g cukru
120 g masła
2 łyżeczki proszku do pieczenia
175 ml mleka
2 jajka
ekstrakt lub cukier waniliowy


Wykonanie:
  1. Przygotować nadzienie: gruszki obrać i pokroić na plasterki o szerokości około 1 cm. Na patelni (może być to od razu to naczynie, w którym pieczecie ciasto) rozpuścić masło z cukrem, dodać gruszki i dusić je na wolnym ogniu, aż trochę zmiękną. Następnie zwiększyć ogień i gotować do czasu, aż większość wody wyparuje i cukier się skarmelizuje. Do gruszek dodać orzechy i żurawinę, wymieszać, całość przełożyć do okrągłej formy.
  2. Przygotować ciasto: masło rozetrzeć z cukrem i cukrem waniliowym, dodawać po jednym jajku i miksować, aż masa będzie gładka. Powoli wsypać połowę mąki wymieszanej z proszkiem do pieczenia, wlać mleko, a potem wsypać resztę mąki. Ciasto wyłożyć na wcześniej przygotowane owoce.
  3. Piec około 40-50 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni, aż ciasto się przyrumieni, a wetknięta w nie wykałaczka wychodzi sucha.
  4. Po upieczeniu odczekać 10 minut, a potem wyłożyć na talerz tak, by owoce znalazły się na górze.

15 komentarzy:

katie pisze...

Aż się zainteresowałam jak wyglądają pekany w skorupce :) nie mam pojęciao jak to wydłubać. Może zrobić tak, by skorupka pękła, a potem nóż włożyć w szczelinę i przekręcić, żeby pękła bardziej? Tak obierałam włoskie, żeby były ładne :)

JOASIA pisze...

w życiu na własne oczy pekana w skorupce nie widziałam aż z ciekawości zerkne na google :)

monika pisze...

Karolu, pekany w skorupce sa za ładne żeby je łupać! :D Mam garść dla dekoracji a do pieczenia kupuję wyłuskane :)

A placek bardzo jesienny i bardzo apetyczny!

Uściski :)

PS. Jutro piekę sycylijskie słodkości, odezwę się via mail :)

zemfiroczka pisze...

Co tam trudności w łupaniu. Ważny jest efekt jaki daje ciasto :)

majka pisze...

My lupalismy kiedys pekany dziadkiem do orzechow. To znaczy moj M. lupal bo ja nie mam takiej sily w rekach (chociaz sloiki z ogorkami lub innymi przetworami to ja odkrecam:))

Ciasto strasznie mi sie podoba. Jeszcze nigdy nie robilam takiego odwracanego. Wciaz sie boje, ze dolna-gorna warstwa zostanie mi w blaszce :))

Usciski.

Anna Maria pisze...

U nas teraz sezon łupania orzechów, i pekany w skorupkach też występują w świątecznych mieszankach, w związku z czym też się biedzę. Tradycyjne a i wymyślne dziadki dają podobne rezultaty: trzeba dłubać. To samo dotyczy zresztą brazylijskich orzechów.

alucha pisze...

Jesień to jak najbardziej kocyk, herbatka z cytryną i książka - a za oknem niech wieje i pada ;).
Dziadek do orzechów kojarzy mi się z moim dziadkiem (oczywiście), jak to kiedyś tradycyjne włoskie wspólnie rozłupywaliśmy i od razu jedliśmy :)

Ania Włodarczyk (aka vespertine) pisze...

Ej, w łupinach pekanów nigdy nie widziałam! No nie :) Ale podobny problem mam zawsze z włoskimi, też połówki nie zawsze ładnie wychodzą...

Miłęgo dnia, Karolina!

ewelajna pisze...

Też nie znam pecanów w łupinach... Gdzieś Ty je dostała? Z włoskimi to trzeba po prostu ostrożnie - pół to będzie popiół, a reszta ocaleje;)

Amber pisze...

Czas łupania nastał...
A to ciasto samo mówi,że jest pyszne.Do wczesnych książkowych wieczorów pasuje idealnie.
Pozdrowienia!

karoLina pisze...

Katie, z tymi pekanami jest ten problem, że tam nie ma szczeliny. Ale może uda się jakoś zaadaptować Twój sposób (dzięki przy okazji, bo do włoskich się przyda :)

Joasiu, mam jeszcze migdały i makadamię w skorupce. I z tą makadamią jest największy problem, bo skorupki nic nie rusza, więc nawet brzydkie orzeszki nie wychodzą.

Monia, czekam! Ja się wreszcie zmobilizowałam i mój wypiek też gotowy.

Oczko, no pewnie, ale co się nafrustrowałam, to moje ;)

Majka, na pewno nic nie przylegnie. A nawet jeśli, to chyba nawet w tym przepisie była rada, żeby szybciutko odkleić od formy, przyklepać na cieście i jest jak nowe.

Anno Mario, to ja chyba rzeczywiście zachowam te wymyślności do dekoracji i pozostanę przy łupanych, niech się męczy kto inny.

Alucho, ja niestety nie łupałam orzechów z dziadkiem, ale i tak mam w sumie jakieś miłe skojarzenia, chyba "Dzieci z Bullerbyn"?, moja ukochana książka dzieciństwa.

Aniu, mnie włoskie też wychodzą połamane, ale przynajmniej ma się ich więcej, więc i do dekoracji coś się zawsze uda wybrać. Może następnym razem spróbuję tak, jak radzi Katie i będzie lepiej.

Ewelajno, mam taki magiczny sklepik, gdzie chyba jest wszystko (nawet pistacje niesolone, których nigdzie poza tym miejscem nie widziałam). Ale drogo piekielnie.

Amber, pyszne, pyszne, nawet bez tego eleganckiego karmelu, chociaż trzeba uważać, żeby owoce nie spadły na książkę ;)

Hazel pisze...

Wypróbuję!

aga-aa pisze...

a ja z kolei Traktat o łuskaniu fasoli przeczytałam z przyjemnością, z kolei z pekanami miałam niewiele do czynienia

Dominika pisze...

ciekawostka :)

alucha pisze...

"Dzieci z Bulerbyn" - też moja ulubiona książka - czytałam ją mnóstwo razy! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...