piątek, 10 lutego 2012

Zbytecznik kuchenny powraca! #6



Kiedy przedmiot z niezbędnego-użytecznego zamienia się w nadmiarowy-niekonieczny gadżet, przy którego zakupie należy mieć wyrzuty sumienia z powodu wyrzucanych pieniędzy i pełne poczucia winy myśli o niedomykających się szafkach?

Ile użyć w roku gwarantuje, że nasz nabytek jest usprawiedliwiony? Czy wystarczą dwa, trzy, cztery... A co z pestkownicą do wiśni, albo z zastawą na specjalne okazje? Być może, jeśli używa się jej tylko w święta, to niepotrzebnie zajmuje miejsce, należałoby ją sprzedać na Allegro i osiągnąć realny zysk. Jeszcze bardziej kłopotliwe są urządzenia, które co prawda prawie nigdy nie opuszczają swoich ciemnych kątów, ale nie da się ich niczym zastąpić, jak zastawy świątecznej – codzienną, a pestkownicy – spinaczem do papieru. Taki palnik do creme brulee to dobry przykład – sugestia, że do satysfakcjonującego przyrumienienia cukru wystarczy grill w piekarniku to obrzydliwy przykład skąpstwa, a nie gospodarności (bo to naprawdę nie działa tak, jak trzeba!).

Jednak, jak przy okazji wzbogacania się o rozmaite inne materialne dobra, tak i w przypadku zbyteczników, należałoby wziąć pod uwagę to, czego nie da się zmierzyć ani centymetrami sześciennymi szafki, ani liczbą razy, kiedy te centymetry na chwilę stanowią niewykorzystaną powierzchnię do przechowywania, ani nawet ceną wyrażaną w złotych polskich. Bo w przypadku zbyteczników (co może, ale nie musi zaistnieć w przypadku patelni, garnków, sztućców i szklanek), najważniejsza jest satysfakcja z samego posiadania. Jeśli zaś ta satysfakcja nie zmniejsza się wraz z upływem czasu, wszelkie inne miary przestają mieć znaczenie. Takie przynajmniej jest moje zdanie ;)

Mój dzisiejszy zbytecznik, czego może nie widać na zdjęciach, ma 8 centymetrów wysokości. Wygląda jak tarka dla lalek i tak też, jak zabawkę, zamierzałam go potraktować. Okazało się jednak, że to jeden z najczęściej użytkowanych przedmiotów w mojej kuchni, doskonale sprawdza się do tarcia czosnku, parmezanu i gałki muszkatołowej (bo z ta kupowana w proszku jest mniej więcej tak dobra, jak karmelowa skorupka z piekarnika). Proponuję Wam szybki, łatwy i pyszny makaron, który pozwala w pełni wykorzystać zalety małej tarki.

Tych, którzy nie wiedzą, o co z tym całym zbytecznikiem chodzi, zapraszam do przeczytania poprzednich postów na ten temat.



Makaron ze szpinakiem i białym serem
1 porcja

Składniki:
80-100 g dowolnego makaronu
2 garście szpinaku (czyli tyle listków, ile uda Wam się podnieść za jednym razem, nie taka garść, jak garść orzechów)
80 g białego sera
ząbek czosnku, starty
2 łyżki startego parmezanu
gałka muszkatołowa


Wykonanie:
  1. Na patelni rozgrzać olej i podsmażyć na nim chwilę czosnek. Dodać z grubsza posiekany szpinak, po chwili smażenia zamieszać, bo liście na dole już straciły objętość, trzeba więc dać szansę tym na górze, przemieszczając je na dół. Szpinak smażyć, aż cała woda odparuje.
  2. Ser rozgnieść widelcem razem z połową parmezanu, dodać usmażony i lekko przestudzony szpinak, doprawić solą, pieprzem i gałką.
  3. W międzyczasie ugotować i odcedzić makaron. Kilka łyżek wody z gotowania dodać do sosu, wymieszać. Połączyć sos i makaron, przełożyć na talerz i posypać pozostałym parmezanem.
  4. Uwaga: porcja sosu jest taka, jak lubię ja, czyli duża. Jeśli ktoś woli zachować bardziej włoskie proporcje, to może wystarczyć nawet dla dwóch osób. Niezbyt głodnych, powiedzmy.

8 komentarzy:

alucha pisze...

O takiej tareczce to ja myślę od dawna :). Do czosnku właśnie. Choć w tym celu zaczęłam używać tarki do sera - też się świetnie sprawdza! :)
A szpinakowy makaron uwielbiam :)

miss_coco pisze...

Pozwol, ze wystapie w obronie palnikia, bo to wedlug mnie akurat zly przyklad. Co prawda zajmuje troche miejsca, ale jest zdecydowanie ekonomiczniejszy w uzyciu. Zobacz, jak trzeba rozgrzewac piekarnik, zeby przypiec krem i ile na to idzie energii?! A palnik ma tez inne zastosowania: mozna nim na przyklad potraktowac pokrojone na mniejsze kawalki lub cienkie filety ryby zamiast na patelnie czy do pieca wlasnie, popatrzcie http://www.youtube.com/watch?v=RjQSVHyOf7g

Avelina pisze...

Każdy z nas ma w kuchni sporo takich rzeczy, które używa raz w roku jak wspomniana drylownica do wiśni i niczym jej nie można niestety zastąpić. Moja kuchnia też jest pełna takich "przydasiów".

Bea pisze...

O tak - satysfakcja tez sie liczy! :) I dopiero zerowa ilosc uzycia + zerowa satysfakcja / potrzeba posiadania owego przedmiot rowna sie dla mnie z checia pozbycia sie rzeczonego przedmiotu.
I tylko szkoda, ze ilosc miejsca w szafkach jest tak ograniczona i ze z czasem coraz bardziej zaczyna sie kurczyc... :/

Pozdrawiam Karolino!

Ania Włodarczyk (aka vespertine) pisze...

Mam, lubię, używam :) Taka tarka to dorba rzecz!

Anonimowy pisze...

śliczna aranżacja! (Joasia W.)

Monisia pisze...

podoba mi się!moje danie nr 1;)

KuchniaAgatki pisze...

Uwielbiam to połączenie, makaron, ser i szpinak!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...