niedziela, 16 sierpnia 2009

Zbytecznik kuchenny #1


sałatka z arbuza, mozzarelli ogórka

Niektórzy wstydzą się przyznać, że w ogóle tam chadzają, ale ja supermarkety bardzo lubię. Może dlatego, że moje pierwsze wspomnienie z nimi związane, to również moja pierwsza zagraniczna podróż. Kiedy dotarły wreszcie do Polski, za każdym razem, kiedy tam chodziłam, czułam się trochę jak na wakacjach. Wszystko przez zapach. I w Polsce i we Francji był ten sam. Nie, nie jest to słynny zapach chleba, puszczany z wywietrzników, żeby klienci więcej kupowali. To zapach środków myjących.

Teraz oczywiście czasami się wściekam, że długie kolejki, że znowu pozamieniali wszystkie działy i że nie da się po prostu chwycić tego, co się chce, nie przechodząc przez wszystkie działy, ale jakiś sentyment do supermarketów pozostał. Jedną z moich ulubionych (w zasadzie) darmowych przyjemności, jest chodzenie sobie bez celu i szukanie, co przybyło. Spacerowanie po sklepie z dizajnerskimi gadżetami albo po eleganckich delikatesach, to zupełnie nie ten klimat. Chodzi o to, że dzięki wąskim, niedoświetlonym alejkom, w supermarkecie jest coś tajemniczego. Ponieważ jest tam prawie wszystko i do tego niemożliwie stłoczone, to nigdy nie wiadomo, w którym z działów natrafi się właśnie na to COŚ. I, co nie bez znaczenia, to COŚ ma dużą szansę być przyjemnością na moją kieszeń, do nabycia tu i teraz, bez zastanowienia. Czasem jest to coś, o czym marzyłam od dawna, a czasem coś, o czym nie wiedziałam, że istnieje. A innym razem coś, o czym co prawda wiedziałam, ale czego nigdy dotąd nie chciałam, ale zapragnęłam tylko przez to, że właśnie tu jest.

Ten ostatni przypadek, to jeden z moich ostatnich nabytków, zwany, nieco krzywdząco, łyżką do melonów. Spojrzałam na nią przypadkiem i wtedy wpadło mi do głowy, do czego chciałabym jej użyć. Cóż, nie miałam już wyjścia, wylądowała w moim koszyku.

To teraz wreszcie pora na wyjaśnienia, o co chodzi z tym zbytecznikiem? Będzie to stworzony na mój własny użytek cykl, prezentujący przedmioty i gadżety, bez których świetnie się można w kuchni obejść, ale za to jak fajnie je mieć, bo dzięki nim gotowanie staje się o wiele zabawniejsze. Czy stanowią element „zbyteczny” czy „zbytku” (choć tak mi się widzi, że etymologicznie to jest to właściwie to samo), osądźcie sami.

sałatka z arbuza, mozzarelli ogórka

Sałatka z ogórka, mozzarelli i arbuza

Składniki:

ogórek, arbuz i mozzarella w mniej więcej równych proporcjach i ilości, na jaką macie ochotę
świeża mięta
oliwa z oliwek
sól, pieprz


Wykonanie:
  1. Ogórka obrać. Pokroić, tak samo jak arbuza i mozzarellę, w dość dużą kostkę lub wykroić kulki łyżką do melonów.
  2. Przełożyć do salaterki, skropić oliwą, posypać posiekaną miętą, lekko posolić i popieprzyć. Wymieszać.
  3. Sałatkę podawać bardzo zimną.

12 komentarzy:

wiosenka pisze...

ja uwielbiam kupować różne takie przedmioty a potem je wykorzystywac w czasie gotowania:)

viridianka pisze...

moim zdaniem taka kulkownica do melonow/arbuzow nie jest zbyteczna:) moj chrzesniak melona nie mogl przełknąc, a jak mu zrobilam salatkę kuleczkową jak ją nazwal to zjadl z wielkim apetytem i nawet pytal co to jest takie dobre ;)
a ja ostatnio tez kupilam sobie maly gadzet: radelko karbowane do ciasta makaronowego, i dwie male foremki do wycinania duszka i nietoperka :))
ps. nie wycinałam kuleczkownicą ogorka, musze sprobowac :))

Olciaky pisze...

Chciałabym mieć taką kulkownice.
A sałatki z arbuza to ja wprost uwielbiam!:D
Pozdrawiam.

Ania pisze...

Cudnie to nazwałaś! Zbytecznik, to idealna nazwa. Przeciwieństwo niezbędnika, takie mrugnięcie okiem. Baaaaardzo mi się podoba :)

Mam taką wydrążarkę i jestem z niej b. zadowolona, choć używałam jej może ze 4 razy ;) Ale to gadżet, zabawka, więc częśćiej się nie da.

Mówisz, że niektórzy się wstydzą chodzić do marketów? Ja b. lubię :) Obejrzeć wszystkie półki z gadżetami kuchennymi, z zeszytami, z przyprawami, stoisko rybne... ;)

Pozdrowienia ciepłe zasyłam!

majka pisze...

Ja tez czesto kraze po supermarketach i zastanawiam sie co by tu jeszcze przydatnego (mniej lub bardziej) kupic do moich kuchennych zbiorow:) Namierzylam ostatnio fajne foremki do robienia mini pizz w komplecie z wykrawaczka do ciasta. Sa slodkie i na pewno wyladuja w moim koszyku chociaz pizze to ja robie moze ze dwa razy w roku :)) A taka kulkownice mam w planach od pol roku i jakos tak zawsze rozum zwycieza nad ochota kupna :))

karoLina pisze...

Wiosenko, fajnie sobie czasem sprawić taką małą niewinną przyjemność :)

Viridianko, też uważam, że w kształcie kuleczki smakuje zupełnie inaczej. A ogórki wykrawa się dość bezproblemowo, o ile komuś nie przeszkadzają pestki.

Olciaky, to naprawdę jest wydatek paru złotych (no, sprawdzałam i wiem, że za taką w super sklepie to można dać i 50 zł) a ile zabawy!

Aniu, też nie podejrzewam, żebym używała jej zbyt często, ale nie o to przecież chodzi. Ja tylko żałuję, że ten supermarket obok mnie jest stosunkowo mały i nie można się w nim tak całkiem zgubić.

Majko, ja pizzę też robię rzadko, ale foremki do mini pizz brzmią dobrze i zawsze można im znaleźć alternatywne zastosowanie. Chociaż ja ostatnio jestem na etapie kupowania foremek do ciasteczek, jakie szczęście, że odległość do sklepu, gdzie mają tego najwięcej to naprawdę długi spacer!

asieja pisze...

ja teraz już mniej,
ale jeszcze rok temu mogłam iśc do supermarketu codziennie
i za każdym razem znajdowałam coś co mnie zainteresowało
a to nowy kubeczek,
a to nowy talerzyk
a może przyprawa,
jogurt o smaku, który mi się nawet nie śnił
lubiłam to
teraz już coraz żadziej to robię i głównie wtedy, gdy mam potrzebe coś kupic

a wiesz, że przy okazji takich wędrówek sklepowych i ja przypadkiem kupiłam taką łyżeczkę melonową
leży w szufladzie
a ja jej jeszcze nigdy nie użyłam..
jak kupię arbuza to na pewno zrobię takie kuleczki

Joasia pisze...

nazwa ZBYTECZNIK = zbytek i zbyteczny, genialna, dokopałaś się do zapomnianej etymologii

karoLina pisze...

Asiejo, ostatnio wyczytałam, że ta łyżka może też służyć do wykrawania z owoców gniazd nasiennych, moim zdaniem o wiele lepiej niż ten przyrząd teoretycznie do tego przeznaczony, dziś spróbowałam, więc jest wiele okazji do zabawy, zastanawiam się, czy wykroić marchewkę też się uda.

Joasiu, jak tylko pojadę do domu zamierzam sprawdzić jak to jest naprawdę z tą etymologią. Pewnie można znaleźć w internecie, ale ja wierzę w nizawodność papierowych słowników.

Beata pisze...

Super wyglądają te kuleczki! A sałatka w sam raz na upały

Ania pisze...

Ha ha, mi nawet w niewielkim markecie udaje się całkiem zgubić ;)

Olciaky pisze...

a wiem,wiem bo tez spotykalam ją w sklepach,niebawem zakupię;)
*
P

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...