poniedziałek, 12 lipca 2010

Bliski zamiennik różowych okularów i jagodowe muffinki



Kiedy, jakiś czas temu, nie po raz pierwszy, choć, mam nadzieję, że po raz ostatni, życie rozpadło mi się na kawałki, zrobiłam jedyną rozsądną rzecz, która mi pozostała: poszłam na zakupy.

Wydałam dużo pieniędzy, dzisiaj już oczywiście zupełnie nie wiem na co, z wyjątkiem książki, którą widzicie na zdjęciach. Bo mimo głębokiej rozpaczy, mój praktyczny umysł produkował wysoce w tamtej chwili niekonstruktywną myśl: było wiadomo, że tak to się skończy. Potrzebowałam więc pocieszenia, z którym nie można dyskutować i które wyklucza jakąkolwiek polemikę. Dzieło byłej redaktorki Vogue'a, Camilli Morton, Jak chodzić na wysokich obcasach. Wszechstronny poradnik dla młodych kobiet (bezcenna rada: chodzenie na obcasach dobrze jest poćwiczyć w supermarkecie, opierając się o wózek) wydało mi się bardzo odpowiednie. Z książki można się nauczyć jak ugotować jajko w koszulce na kawałku atłasu, jak często należy sprzątać (za często), jak przygotować proszoną kolację z mrożonek, żeby nikt się nie zorientował (ale tej porady chyba nikt z Was nie potrzebuje), czy jak złapać mysz. Ja, i owszem, znalazłam tam nieco pocieszenia, chociaż z drugiej strony, ogólna wymowa, która zachęcała mnie do bycia chodzącą doskonałością, spowodowała, że miałam ochotę następnego dnia zwrócić poradnik do księgarni. Może dobrze, że tego nie zrobiłam, bo w innej chwili nauczyłam się z niego, jak wypalić płytę CD. Chociaż, jak to sobie teraz przypominam, w rzeczywistości dzięki temu raczej upewniłam się ostatecznie, że w moim komputerze nie ma nagrywarki. Niech żyją poradniki dla kobiet!

Powiedzmy sobie szczerze. To, że taka książka w ogóle znajduje się na mojej półce zostało spowodowane jedynie wymienionymi na początku okolicznościami. Zasadniczo nikomu się nie przyznaję, że w ogóle ją mam. Wszelako, podczas gdy robiłam zdjęcia moim muffinkom, znalazła się w kupce książek używanych jako statyw (bo prawdziwego, w warunkach pierwszej koncepcji – widocznej na ostatnim zdjęciu – nie dało się użyć) i okazało się, że świetnie się z jagodową babeczką komponuje. Cóż, trzeba mieć jakieś priorytety, albo kreować się na skończoną intelektualistkę, albo zrobić dobre zdjęcie. Wybór nie był znowu taki trudny, tym bardziej, że zupełnie przypadkowo, książka otwarła się na rozdziale "Jak stylowo nosić fartuszek".

Muffinki bardzo Wam polecam, połączenie jagód z cynamonem i gałką muszkatołową, odkryte przeze mnie w zeszłym roku, jest obezwładniająco pyszne, przyprawy wspaniale podkręcają smak owoców, szczególnie kiedy ciastka są jeszcze ciepłe. Muffinki dołączam do jagodowej akcji Olcik.





Jagodowe muffinki z kruszonką
ok. 22-24 małych muffinek
(na podstawie przepisu z książki Mufinki)


Składniki:

450 g mąki
2 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
115 g cukru
słoik dżemu jagodowego lub 150 g jagód (mogą być mrożone, ale nie rozmrożone)
2 jajka
250 ml mleka
125 g stopionego masła

kruszonka:
8 dag mąki
5 dag cukru pudru
5 dag masła
1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
1/2 łyżeczki cynamonu
skórka starta z 1 cytryny


Wykonanie:
  1. Do dużej miski przesiać mąkę, proszek do pieczenia, sól i cukier. Pośrodku zrobić dołek.
  2. W dzbanku roztrzepać mleko z jajkami, przelać do suchych składników. Dolać lekko przestudzone masło i dokładnie, ale raczej szybko, wymieszać.
  3. Zrobić kruszonkę: wszystkie składniki przełożyć do jednej miski i palcami wcierać masło w suche składniki, aż do osiągnięcia właściwej kruszonce konsystencji (ciasto zlepione w kule powinno się trzymać, ale bardzo łatwo rozpadać).
  4. Blachę do muffinek nasmarować masłem i wkładać do każdego dołka po ok. 2 łyżki ciasta (do 2/3 wysokości dołka). Na każdą muffinkę nałożyć jagody lub łyżkę dżemu jagodowego. Ale uwaga: ciasto rosnąc wypycha jagody, dlatego można a) wmieszać je do ciasta, zaraz na początku dodając do suchych składników b) zrobić w już nałożonych na blachę muffinkach in spe niewielkie dołki, tam włożyć jagody i liczyć, że to pomoże c) (zalecane) nie przejmować się. Każdą muffinkę posypać kruszonką.
  5. Piec w 180 stopniach ok. 30 minut, lub do czasu, kiedy włożony w ciasto patyczek wychodzi suchy.

18 komentarzy:

Olciaky pisze...

Ciekawa ta książka,
śliczne muffiny:)
Pozdrawiam

Panna Malwinna pisze...

Książka niekoniecznie dla mnie. Nie przepadam za poradnikami. Ale muffinki cudo;)

viridianka pisze...

a mi się ta książka podoba, tak dla uśmiechu to chyba warto do niej zajrzeć, może nie żyć zgodnie z nią, ale czasem fajnie zaglądnąć do takiej lektury, tak sobie myślę :] jak będę w KRK to zaglądnę do Empiku.

gałka muszkatołowa do borówek! że też wcześniej na to nie wpadłam, może jak drugą partie dżemu będę robiła to nieco zetrę hi hi xD

Paula pisze...

pysznie! z pewnością się udały :)

Anna Maria pisze...

Książkę nieraz widziałam w którymś z licznych charity shops, gdzie niejedną już perełkę nabyłam, za funta, ale się nie skusiłam, bo tego typu poradników jest tu mnóstwo, i mam kilka, które uważam za lepsze (w tym jeden, z którego zaczęrpnęłam nazwę mego bloga). Mnóstwo tutejszych redaktorek z miesięczników takie książki wydaje:-)
Wszędzie już narzekam, że u nas nie ma dzikich jagód - no ale za to mamy farmy PYO;-)

Zaytoon pisze...

Muffinki, jagody, kruszonka, cynamon... Nie, to chyba jakiś sen jest. Aż ślinka mi cieknie na samą myśl (choć połączenie jagód z cynamonem dość... niecodzienne).

Co do książki - bardzo pozytywny kolor okładki! Pewnie leżałaby sobie gdzieś na dnie szafki. Bo budzić się i widzieć róż... Nie, chyba nie bardzo. ;))

Pozdrawiam!

Emma pisze...

hehe rozbawiłaś mnie tym brakiem nagrywarki ;)
a muffinką się częstuję, mniam!

Ewa pisze...

Może to poradnik dla nastolatek jest? Bo raczej nie dla kobiet w naszym wieku i z naszą wiedzą :D

Muffiny mniamm!

Felicity pisze...

Książek nie ma co się wstydzić. Nawet tych najdziwniejszych. A taki poradnik, może czasem być użyteczny, a jak nie, to czytanie go to na pewno nie lada rozrywka. A muffinki na pewno zrobię. Już od jakiegoś czasu zbieram się za jagodowe muffinki i teraz już nie mam wyjścia:P

Bea pisze...

Jak stylowo nosic fartuszek powiadasz? :))
A kolor okladki faktycznie swietnie komponuje sie z muffinkami :)I ja jakis czas temu (tez w czasie, gdy zycie mi sie troche walilo...) kupilam pewna ksiazke (polecona mi) i... dosyc szybko sie jej pozbylam ;) Tego typu 'podreczniki' jakos nie bardzo do mnie przemawiaja niestety.
Za to Twoje dzisiejsze muffinki przemawiaja, i to bardzo :)

Pozdrawiam serdecznie Karolino!

myniolinka pisze...

muffiny najeżone jagodami- pycha :)

Ania vel Vespertine pisze...

Kiedy zycie rozpada mi się na kawałki, a dotychczas miało to miejsce 2 razy, zabieram się za sprzątanie... Zakupy to nie jest moje pocieszenie. ALE każdy ma swój model wychodzenia z czarnych dziur.

A muffiny z jagodami sa dobre na wiele kiepskich chwil.

Polka pisze...

Karolina nie wytrzymam i muszę spytać - to jak się stylowo nosi ten fartuszek?? :D
Nie no nie mogę takie książki to mnie zawsze wyprowadzają z równowagi :) Tak ze śmiechem oczywiście, ale co się stanie jak ja będę swój fartuszek nosić nie-stylowo? :) No i NIE cierpię butów na obcasach fuj :)
Ale lubię muffunki. Bardzo. Chociaż nie lubię ich piec. Nie pytaj mnie dlaczego - nie wiem! Wolę upiec drożdżowe :)

karoLina pisze...

Olcik, dzięki :)

Panno Malwinno, ja też nie przepadam... ale są chwile, kiedy człowiek chwyta się wszystkiego ;)

Viri, ta książka naprawdę jest zabawna! (mimo wszystko) ale chyba nie ma poradnika, do którego nie należy podejść z odrobiną dystansu. A gałkę polecam bardzo!

Paulo, udały, jak zwykle miałam nadmiar zamrozić i jak zwykle nie było nadmiaru ;)

Anno Mario, jeśli ktoś szuka recepty na życie, to rzeczywiście lepiej, żeby poszukał czegoś innego. Ale na całkiem przyjemny wieczór przy muffince Camilla Morton się nadaje.

Zaytoon, ja też miałam wątpliwości do tego cynamonu, ale jest naprawdę pysznie i w tym roku, ukrywając to na wszelki wypadek przed rodziną (bo gdyby wiedzieli, to jednak mogliby zacząć protestować) dodałam go z gałką do wszystkich jagodowych wypieków.

Emmo, ja się osobiście trochę uspokoiłam, że na pewno to wreszcie wiem, ale z drugiej strony, czasem czuję się zawstydzona brakiem podstawowych kompetencji tego rodzaju.

Ewo, dla nastolatek to chyba nie, raczej (jak chyba prawie wszystkie) dla młodych kobiet pragnących złapać bogatego królewicza ;)

Felicity, jagodowych muffinek koniecznie trzeba spróbować, tym bardziej, że jak sądzę z Durszlaka, wśród bloggerek w tym roku są modne. A książka, jak napisałam, rzeczywiście w niespodziewanych chwilach przychodzi z pomocą.

Beo, ja chyba też nie znalazłam w żadnym z tych poradników prawdziwej porady, ale, choć to truizm, prawda jest taka, że możemy sobie jedynie sami pomóc (chociaż poradniki czasem trochę motywują). Ja raczej nie pozbywam się książek i chyba jedynie dlatego nie przyszło mi do głowy, żeby naprawdę ją zwrócić, no i ciągle, w tym czy w innym celu, się przydaje ;)

Myniolinko, :)

Aniu, fakt, sprzątanie też jest dobre. Ja zazwyczaj wybierałam jedzenie (raczej gotowców, gotowanie wymaga za dużo skupienia i lepiej się to robi będąc w dobrym humorze), zakupy odkryłam dopiero niedawno i uznałam za mniej szkodliwy wybór.

Polko,co do fartuszka nie mam dobrych wieści – już pierwszy akapit rozdziału mówi o tym, że tak naprawdę zapraszasz ludzi do mieszkania nie po to, żeby ich nakarmić, ale żeby pochwalić się torebką-bagietką Fendi albo suknią w homary od Elsy Schiaparelli. Ale, ale, w filmach o latach 60. mniej więcej, panie domu często gotują na obcasach, więc może to jest jednak ten sekret? Chyba nie będzie Ci dane stylowo nosić fartuszka według recepty pani Morton... Ale jak zaserwujesz gościom drożdżowe zamiast deseru ozdobionego żelkami, to raczej nikt na to nie zwróci uwagi.

Pozdrowienia serdeczne!

Polka pisze...

Karolina problem jest tego typu, że przy moim wzroście (174cm) w butach na obcasach wyglądam jak wielka krowa :))))))

karoLina pisze...

Polko, rozumiem teraz istotę problemu :) Ja mam szczęście być trochę niższa i w teorii wysokie obcasy lubię i nawet sporo w nich chodziłam, do czasu ostatniej zimy bogatej w oblodzone chodniki, kiedy przesiadłam się na płaskie buty i jakoś trudno mi to zmienić. Chociaż Ty na wysokich obcasach nie wyglądasz z pewnością jak "wielka krowa" tylko jak wielka modelka z wybiegu, czyli ktoś taki, kto może być bliższy ideałom redaktorki Vogue'a niż taki krasnal jak ja, nawet na obcasach ;) (pamiętam taką scenę z "Seksu w wielkim mieście", kiedy prawdziwie krasnalowata Carrie z gorliwością pięciolatki zachwyca się na żywo widzianą taką wielką Heidi Klum, chyba).

Polka pisze...

Jest jeszcze jedna różnica :) Modelki są pięknie chude (ach i to jak pięknie!), a ja jestem normalnej mocnej budowy :)
Nie wiem jak one to robią, ale one chodzą z gracją!
A ja nie :)
Wiesz ręce w kieszeniach, na stopach mokasyny :D

monika pisze...

Karolino, jagody z gałką? Biorę w ciemno! Jak tylko upiekę coś z jagodami w najbliższym czasie to będzie z gałką - musi być pycha!
Książki pewnie bym nie kupiła, bo obcasów nie cierpię (mimo że krasnal ze mnie ;)), ale po Twojej historii z nagrywarką choćby widać że i takie książki potrafią pomóc :)
Pozdrawiam Cię ciepło :)))

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...