wtorek, 27 lipca 2010

Niefotogeniczny pan Kurczak



Ale po co chcesz upiec całego kurczaka? – sceptycyzm Z. wobec mojego doskonałego pomysłu był bardziej niż oczywisty.
Bo nigdy nie piekłam. – odpowiedziałam radośnie.
Ale po co? – Z. wcale nie wydawała się przekonana. – Co ty z nim zrobisz?
Zamrożę. – odpowiedziałam z niezmąconą pewnością siebie.

Smak tego kurczaka interesował mnie albowiem tylko w tym stopniu, jaki konieczny był do stwierdzenia, że operacja została zakończona powodzeniem. A wszystko wynikło stąd, że uznałam moje kompetencje w kwestii pieczenia mięsa za niedostateczne i wymagające natychmiastowego udoskonalenia. Jak dotychczas umiałam poradzić sobie z kurczakowym filetem i wieprzową polędwiczką. No, może jeszcze schabem b/k. Rzecz nie w tym, że nie potrafiłabym upiec kurczaka, gdyby okazało się to konieczne, mój brak satysfakcji spowodowany był faktem, że taka okoliczność wiązałaby się jedynie z prawdopodobieństwem, że wszystko pójdzie dobrze. Ja chciałam mieć pewność, którą, jak kolejną (po pieczeniu chleba i robieniu konfitur) sprawność młodej kucharki, w kształcie naklejki z kurczaczkiem, będę mogła sobie przyczepić do fartuszka.

Kontakt z panem Kurczakiem okazał się być przeżyciem metafizycznym. Przeżycia tego typu wymykają się opisom (no wiesz, tak jakbyś, no wiesz o co mi chodzi...), trudno więc ująć w słowa moje uczucia nad bezbronnym cierpliwym ciałkiem, którym obracałam na wszystkie strony, aby woda zmyła ostatnie ślady okrucieństwa, które je spotkało, oraz zarazki, przez które ciężkie chwile mogłyby spotkać mnie. Czy jest coś niedookreślonego w pieczołowitym nacieraniu solą, pełnym wahania oddzielaniu skóry od mięsa, aby już pewnie i z nonszalancją wetknąć tam zioła? Hmm, możecie mi nie wierzyć, ale jest. W sprawach praktycznych, ku mojemu zdziwieniu, wszystko wyglądało i udawało się dokładnie tak, jak przewidywał przepis. Łatwizna. Zajęła jednak sporo czasu i kiedy pan Kurczak wylądował w piecu, ja wykończona opadłam na krzesło, oddając się równocześnie pożytecznemu zajęciu pilnowania prawidłowej temperatury w moim gazowym piekarniku.

Z dumą mogę jednak powiedzieć: tak, potrafię upiec kurczaka. Hurra! Jeśli mam do niego jakieś zastrzeżenia, to słabo wyczuwalny jest aromat ziół, którymi napchałam go prawdziwie szczodrze. Poza tym jest mięciutki i nie za suchy, naprawdę niezły. Tylko, jak mówi tytuł dzisiejszego posta, pozowanie wychodziło mu kiepsko. Ale po tylu przejściach, trudno się dziwić.



Kurczak pieczony
źródło: The Naked Chef, co jak wiemy, w Polsce tłumaczy się: Oliver w kuchni

Składniki:

kurczak o wadze 1,1-1,4 kg
sól i świeżo zmielony pieprz
3 garści świeżych ziół, drobno posiekanych (u mnie: bazylia, pietruszka, szałwia)
4 łyżki oliwy z oliwek (ale chyba nie zamierzacie na serio tego mierzyć?)
cytryna, podzielona na połowy
4 liście laurowe, pokruszone
parę gałązek tymianku (rozmarynu u J.O.)


Wykonanie:
  1. Piekarnik wraz z blachą nagrzać do 225 stopni.
  2. Umyć kurczaka z zewnątrz i od środka, a następnie osuszyć papierowym ręcznikiem. Posmarować jego wnętrze solą. Jedną ręką złapać brzeg skóry górnej części piersi, uważając, by jej nie rozerwać (spokojnie, nawet mnie się nie udało, a trochę ją testowałam). Drugą ręką ostrożnie oddzielić skórę od mięsa na piersiach. Po środku łączy je delikatna błona, można ją rozerwać lub zostawić i wypchać kurczaka po obu jej stronach. Jamę posmarować solą i wypchać ziołami wymieszanymi z odrobiną oliwy.
  3. Nadziać jamę brzuszną kurczaka cytryną, tymiankiem i liśćmi laurowymi, a następnie naciągnąć skórę na piersiach tak, by nie wyglądało spod niej mięso.
  4. Związać pod spód skrzydełka. U Jamiego są zdjęcia, ale spróbuję Wam wytłumaczyć: urwać spory kawałek nici (może być zwykła do szycia, ja swoją założyłam podwójnie, by się niespodziewanie nie rozerwała na moment przed osiągnięciem sukcesu) i podłożyć go, pod, za przeroszeniem, kuperkiem, założyć na kostkach udek i skrzyżować, a następnie poprowadzić pod piersiami do skrzydełek, które nicią objąć i nić zawiązać po drugiej stronie kurczaka. W praktyce jest to bardzo proste.
  5. Natrzeć kurczaka solą, pieprzem i oliwą.
  6. Blachę wyjąć z pieca, natrzeć oliwą i położyć na niej kurczaka piersiami ku górze. Po pięciu minutach pieczenia odwrócić go na drugą stronę i piec kolejne pięć minut, po czym znów obrócić piersiami ku górze i piec jeszcze przez godzinę. Kurczak jest gotowy, jeśli po na cięciu wypływa z niego bezbarwny sok.
  7. Mój kurczak był większy niż w przepisie, dlatego wydłużyłam czas pieczenia o ok. 15 minut. Na blachę (a u mnie właściwie naczynie ceramiczne) wlałam dodatkowo trochę wody, którą, potem, już wymieszaną z wytopionym tłuszczem, polskim zwyczajem, w czasie pieczenia co jakiś czas polewałam kurczaka, by nie zrobił się zbyt suchy.

16 komentarzy:

akka pisze...

a pamietasz tanczace kurczaki w bunkrze... :D

asieja pisze...

niesamowita jesteś

Anna Maria pisze...

"Sprawność" zdobyta, bomba:-)
No i Naked Chef jako Oliver w Kuchni:-D ach te polskie tytuły - jak zawsze nie można uciec od wspomnienia najwspanialszego przykładu radosnej kreatywności tłumaczy czyli Wirującego Seksu:-)

Hazel pisze...

Ma ładną opaleniznę - gratulacje. :) Zgadnij z kim dziś byliśmy na piwie!

Paula pisze...

niefotogeniczny, ale takie często są najsmaczniejsze! :)

Ania vel Vespertine pisze...

A ja jeszcze nie piekłąm kurczaka nigdy, ale to się z pewnością zmieni! Każdy porządny kucharz MUSI upiec w swym życiu kurczaka :)

Ładnie to opisałaś, Karolina :)

kasiaaaa24 pisze...

Mnie się pierwsze zdjęcie bardzo podoba :) A natartego przyprawami kurczaka marynuję dobę i dopiero piekę i wtedy super czuc przyprawy :)

Pozdrawiam :)

KUCHARNIA, Anna-Maria pisze...

A co tam pozowanie! Zresztą uważam, że Pan Kurczak przystojny nie lada:) Gratuluję zawodowo zdobytej sprawności;) Pozdrawiam!

gosiaa99 pisze...

O ja tez chce takiego kurczaka:)
A czy taki niefotogeniczny to ja nie wiem:))
Bad co bad samku mi narobias.. ;)

majka pisze...

Ta sprawnosc w kszatlcie naklejki z kurczakiem rozbawila mnie do lez :) Kurczaka pieklam juz nie raz, wiec pewnie mialabym caly fartuszek obklejony takimi naklejkami :) Moze i Pan Kurczak niefotogenicny ale wyglada zawodowo. Ma tak pieknie przypieczona skorke, ze az ma sie od razu ochote schwycic go za nozke i zajadac :) Nastepnym razem wpraszam sie na konsumpcje (zebys nie musiala zamrazac:))

Zaytoon pisze...

Oj tam, niefotogeniczny. Wcale nie jest tak źle. Uroczo leży sobie na pleckach. ;))

Ja do swoich doświadczeń nie mogę jeszcze dopisać sprawności w pieczeniu kurczaka. Tak właściwie, to u nas w domu już od wieków się go tak nie piecze. Myślę jednak, że i ja kiedyś zapragnę się z nim zmierzyć. Ale na to przyjdzie jeszcze czas... ;)

Pozdrawiam! :)

Polka pisze...

Uff jestem prawdziwym kucharzem kurczaka piekłam już wielokrotnie hihi :)
Tak tytuły książek i filmów w wersji naszej, polskiej to kupa śmiechu.
Dosłownie.
A jaką najbardziej lubisz część kurczęcia Karolino? :)

Zosik pisze...

A jednak zrobiłaś to! Jestem pod wrażeniem. Mam nadzieję, że smakował równie dobrze jak wygląda, bo wygląda wspaniale. I co z nim zrobiłaś?

karoLina pisze...

Akka, długo to trwało, ale sobie przypomniałam :)

Asiejo, :))

Anno Mario, teraz sobie z mniejszym przerażeniem myślę, co jeszcze przede mną :) A te tłumaczenia to czasami naprawdę zgroza, chyba nawet był o tym jakiś post u Ciebie.

Hazel, zagadka już rozwiązana, a ja najbardziej zadowolona jestem, że od spodu nie ma żadnej spalenizny, mimo że piekarnik cały czas dawał na maksa.

Paulo, to prawda :) szczególnie w tej smaczności celują jakieś podejrzane słodkie mieszanki.

Aniu, też tak uważam, całe szczęście, że nie trzeba go już wybebeszać i odpierzać. Moja mama mówi, że to było jedna z najgorszych rzeczy, o których sobie myślała, że będzie musiała robić, jak będzie dorosła. No i w końcu nigdy nie musiała i ja na szczęście też.

Kasiu, dziękuję :) Z rady na pewno skorzystam.

Anno-Mario, dzięki :)) Także w imieniu pana Kurczaka.

Gosiu, no to teraz Twoja kolej podjąć wyzwanie :) Smak samodzielnie upieczonego kurczaka jest tego warty ;)

Majko, naklejka należy się tylko za pierwszego kurczaka ;) Ale jestem pewna, że masz jeszcze inne naklejki, które ja muszę dopiero zdobywać. A na kurczaka, albo co to będzie następnym razem, zapraszam, a jeśli się nie pojawisz, to chyba przy zdobywaniu następnych sprawności muszę zrobić po prostu jakąś imprezę ;)

Zay, u mnie w domu właściwie też już tak się nie piecze. Moja mama kupuje raczej już pocięte nóżki, udka czy co tam jeszcze i piecze jej już w kawałkach.

Polko, że Ty jesteś prawdziwym kucharzem, to nie mam wątpliwości. I z pewnym zażenowaniem wyznaję, że wybieram zawsze nudną pierś, bo co prawda na udkach są bardziej soczyste kawałki, ale ja jestem leniwa i zjadam to, do czego najłatwiej się dostać.

Zosik, smakował bardzo dobrze, co nawet mogłabyś sprawdzić osobiście, bo chociaż i tak już zjadłam mięsa tyle, co normalnie przez cały miesiąc, to zgodnie z zapowiedzią, zamrażarka pełna :) To był bardzo duży kurczak.

kasiaaaa24 pisze...

Chciałabym Cię zaprosic do konkursu który zorganizowałam na swoim blogu :) Można wygrac fajne gadżety kuchenne i kosz smakowitości :) Wszystkie informacje znajdziesz u mnie:

http://gotowaniecieszy.blox.pl/html

Pozdrawiam i zapraszam do zabawy :)

buruuberii pisze...

Kurcze (a moze Kurczak:) Karolina, uswiadomilas mi, ze chyba z 10 lat nie pieklam calego kurczaka... A portret calkiem fotogeniczny :D

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...