środa, 13 października 2010

Na bis: ciasteczko na październik



Październik naprawdę daje się we znaki. Chociaż niepokojąca mgła często okazuje się zapowiedzią nie deszczu, ale dającego niewiele ciepła, lecz zawsze optymistycznego, słońca, to zimne poranki nie niosą już nadziei na cieplejsze popołudnia. Przynajmniej ja potrzebuję coraz lepszych powodów do tego, żeby jednak wyjść z domu. Z pewnością będzie coraz gorzej (słyszeliście o zimie stulecia?), postanowiłam więc ich poszukać. Możliwość zdobycia czegoś do jedzenia jest jednym z takich właśnie powodów, niezależnie od pogody i pory dnia. Cykl prezentacji smacznych miejsc, z konieczności, głównie w Krakowie, ma do pewnego stopnia zastąpić ten ciasteczkowy, ale tym razem nie narzucam sobie regularności. Żeby stare płynnie przeszło w nowe, od ciasteczka zaczniemy, ale prawdziwy początek, chociaż też słodki, jest zupełnie gdzie indziej.

Manufakturę słodyczy, o wywołującej we mnie dreszcze swym infantylnym brzmieniem (przykro mi, tak właśnie jest) nazwie, Ciuciu, odkryłam siódmym zmysłem kulinarnego globtrottera w Gdańsku, kiedy byłam tam podczas wakacji. Niedawno dowiedziałam się, że kolejną filię otwarto w Krakowie. Jak właśnie przeczytałam na stronie firmy, cukierki wyrabiane są w oparciu o XVII i XVIII wieczną technologię. Czy potrzeba czegoś więcej, żeby tam zajrzeć? No owszem, ja udałam się do Ciuciu zobaczyć na własne oczy, na czym ta technologia polega, bowiem o określonych godzinach odbywają się pokazy robienia landrynek, obowiązkowo połączone z degustacją.





To naprawdę niezwykłe i zaskakujące przedstawienie, kiedy żółty karmel staje się białą puszystą masą (kiedy zamienia się w zieloną masę, nie ma żadnej magii, tylko barwnik spożywczy), a gruba na 15 centymetrów rolada, malutkim, słodziutkim, dosłownie i w przenośni ;) cukiereczkiem. I muszę tu nadmienić, że właściwie nie lubię tego typu słodyczy, poza czekoladą niewiele się dla mnie liczy, ale nawet ja nie oprę się cieplutkiej landrynce, wyprodukowanej na moich oczach i poniekąd przy moim udziale. Chociaż... cukierki o smaku czekolady też można kupić, ja jak na razie zadowoliłam się szarlotką i cynamonem. Moi faworyci to jednak cytrynowe cukierki w kształcie uśmiechniętych buziek, dobrze je mieć pod ręką na wypadek, gdyby październikowa mgła odkryła przypadkiem, zamiast jak one żółciutkiego słoneczka, nieapetyczną szarawą chmurkę.

Manufaktura słodyczy Ciuciu
Gdańsk, ul. Długa 64/65
Kraków, ul. Gołębia 3



Proponowałam Wam już kiedyś tartę landrynkową, o której wystarczy powiedzieć tyle, że w smaku jest interesująca. Bez obaw, chociaż w dzisiejszym przepisie także występują landrynki, będzie pysznie. Te ciastka łączą w sobie zalety z dwóch przeciwnych biegunów: dzięki płatkom owsianym i suszonym jabłkom są naprawdę zdrowe (jeśli kogoś to w ogóle obchodzi), a dzięki cynamonowi zniewalają zapachem Bożego Narodzenia. Zresztą, landrynkowe witrażyki pojawiły się właśnie przy okazji przepisu na ciastka na choinkę i widziałam je chyba u Asieii (u której, co za przypadek, także aktualnie o całkiem innych niż moje, ale cynamonowo-jabłkowych ciastkach). Robienie witrażyków w ciastkach owsianych, ze względów praktycznych, okazało się nie do końca udanym pomysłem (dlaczego, wyjaśnię przy przepisie), ale witrażykowy efekt, chociaż wymaga trochę cierpliwości i precyzji, jest tak zachwycający, że po podmianie ciasta na zwykłe kruche, te cuda na pewno znajdą się na mojej choince. Już za niedługo :)



Owsiano-jabłkowe ciastka z witrażykiem
na podstawie digestives Gary'ego Rhodesa

Składniki:
ok. 30 ciastek

100 g mąki
100 g płatków owsianych
1 łyżeczka proszku do pieczenia
100 g masła
50 g cukru
30 g chipsów jabłkowych
1/2 łyżeczki cynamonu
szczypta soli


ok. 50 g landrynek jabłkowych, cynamonowych, albo jakichkolwiek innych, ale raczej w neutralnym kolorze (żółte lub pomarańczowe)

Wykonanie:
  1. Chipsy jabłkowe drobno posiekać lub zmielić w malakserze (oczywiście, nie aż na proszek). Wymieszać wszystkie suche składniki, dodać masło i zagnieść ciasto. Jeśli masa jest zbyt sucha, dodać trochę mleka. Ciasto odłożyć na co najmniej kwadrans do lodówki.
  2. Pokruszyć landrynki (to zadziwiająco proste): przełożyć je do woreczka i uderzać w woreczek wałkiem lub czymś innym w tym rodzaju – landrynki bez trudu się skruszą.
  3. Piekarnik nagrzać do 180 stopni. Blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Ciasto wałkować niezbyt cienko między dwoma kawałkami folii, a następnie wycinać z niego dowolne kształty, chociaż z kołami najłatwiej sobie poradzić. W środku ciastek wyciąć okrągły (lub jakikolwiek) otworek. Ciastka przełożyć na blachę a otworki wypełnić landrynkami. Piec 15- 20 min. wg przepisu, u mnie wystarczyło 12 minut.
  4. Poczekać, aż ciastka ostygną i dopiero wtedy zdejmować je z blachy, w przeciwnym razie witrażyki mogą się uszkodzić.
Uwagi:

Jak się okazało, z tego ciasta dość trudno wykrawać coś o precyzyjnych zakończeniach, bo przeszkadzają wystające płatki owsiane. Można sobie trochę ułatwić sprawę mieląc płatki, wtedy będą mniej wystawać, pomaga także wykrawanie dość dużych ciastek, wtedy łatwiej poradzić sobie ze środkiem.

16 komentarzy:

aga pisze...

bardzo podobaja mie sie Twoje ciasteczka:) chetnie bym je schrupala:)

Arvén pisze...

O kurczak! Przechodziłam ostatnio tamtędy ale ta nazwa mnie totalnie zniechęciła, a zresztą spieszyłam się i wzięłam znieczulicowo poleciałam dalej...
Jutro biorę azymut na Gołębią Czy! :D

Karmel-itka. pisze...

świetny post;]
bardzo itneresujący, zaciekawił mnie.
i ciasteczka także. wyglądają cudownie ;]

Toczka pisze...

Ok, zostałam absolutnie kupiona w całości wieścią o Manufakturze słodyczy w Krakowie :] Coś czuję, że w ten weekend przejdziemy się tam, żeby zobaczyć te wszystkie niezdrowe pyszności i może nawet coś zakupić :D

Ciasteczka wyglądają przesmakowicie. Też kiedyś próbowałam zrobić ciasteczka z witrażykiem, ale ciasto było zbyt kruche i wszystko mi się rozpłynęło ^^' Teraz mam zamiar spróbować z innymi typami ciasta i zobaczyć które się nadaje :]
Pozdrawiam gorąco
Toczka

wielorybnik pisze...

Czasami mam wrażenie, że mi czytasz w myślach - właśnie dzisiaj uznałem, że muszę poszukać jakiejś wariacji na temat ciastek z płatków owsianych.. :) No i proszę, jak na zamówienie :) Zapowiada się smaczny weekend :))
Pozdrawiam !

KUCHARNIA, Anna-Maria pisze...

Karolino! U Ciebie jak zawsze ciekawie, inspirująco i pysznie! Takie ciasteczka zrobię lada dzień! Pozdrawiam serdecznie!

Anna Maria pisze...

Swietne te ciasteczka, choć generalnie z przepisami Gary Rhodes'a bywa różnie. Miejsce b. ciekawe, choć nazwa tragiczna - zabrałabym tam chętnie mojego synka:-) Za tego typu słodyczami też nie przepadam.

Emma pisze...

no proszę, jakich to się ciekawych rzeczy dowiedzieć można :) Ciuciu do zapamiętania, no i jak kiedyś może przypadkiem będę w którymś z tych dwóch miast będę miała owe Ciuciu na uwadze :) choć z landrynków to tylko lizaki :)

akka pisze...

foty wyszly calkiem spoko, sama bylas, ze nikt nie zaslanial, czy wszyscy po prostu grzecznie z boku sie trzymali?

cukrowa wróżka pisze...

ciuciu! lubię patrzeć na powstawanie tych cudeniek, ale w sumie za samymi cukierkami nie przepadam. chociaż niektórym nie można się oprzeć.. :) Pamiętam, jak kiedyś mama dostała za darmo kilka wielkich paczek (ubezpiecza lokal) - znajomi powyjadali w mgnieniu oka! :)

karoLina pisze...

Ago, dzięki :) Chętnie się podzielę.

Arven, poczułam się trochę lepiej na myśl o tym, że nie tylko we mnie ta nazwa NIE wywołuje serdecznego uśmiechu ;)

Karmel-itko, dziękuję :) A ciasteczka były rzeczywiście niezłe.

Toczko, cukierki są naprawdę pomysłowe, mają mnóstwo niespotykanych smaków i kształtów, więc chociaż niezbyt je lubię, to i tak kuszą.

Jeśli masz jakiś wypróbowany przepis na kruche ciastka, to witrażyk na pewno doskonale się do nich nada.

Wielorybniku, tego, że mam nadprzyrodzone zdolności jeszcze o sobie nie wiedziałam... a jeśli szukasz ciastek z płatkami owsianymi, to najlepsze, jakie znam, są te: http://jakbulkazmaslem.blogspot.com/2009/12/ciasteczko-na-grudzien.html

Kucharnio, Anno Mario, dzięki :) Daj znać, jak wyszły.

Anno Mario, Gary Rhodes swoją manierą przyprawia mnie o mdłości, ale akurat natrafiłam na niego na kuchni.tv i byłam zbyt leniwa, żeby poszukać innej rozrywki. Dla dzieci Ciuciu to świetne miejsce, chociaż pod koniec pokazu trochę się już niecierpliwią ;)

Emmo, jeśli kiedyś będziesz miała okazję, nie pożałujesz, jeśli wpadniesz. A jak już przywołałaś lizaki, to i mnie wydają się one najbardziej akceptowalne.

Akka, byłam sprytna, przyszłam wcześniej i wepchałam się przed dzieciaki, chociaż, niestety, przyzwoitość nie pozwoliła mi nie dopuścić tych, które próbowały się jednak przede mnie dostać – na szczęście jestem wyższa.

Cukrowa wróżko, ja dokładnie tak mam – niby mogę się bez nich obyć, ale są takie śliczne, że i tak mam ochotę je mieć, nawet jeśli tylko po to, by na nie patrzeć ;)

buruuberii pisze...

Mmm, witrazyki - b. fajne, u mnie czekaja na Swieta :) Ciesze sie, ze wrocilo ciasteczko miesiaca!

O prosze, to oprocz antykwariatu u pani Uty, Golebnika jeszcze Ciuciu dochodzi - dzieki ze piszesz. Pozdrawiam Karolina :)

Zaytoon pisze...

Wkrótce mam zamiar wybrać się na "szwędogę" po Krakowie, więc może i na Gołębią uda mi się dotrzeć? Zobaczymy! W każdym bądź razie ta fabryka cukierków wydaje się być naprawdę fajnym miejscem.

Ciasteczka apetycznie się prezentują. Chętnie bym sobie jedno porwała.

Pozdrawiam! :)

arek pisze...

Nie mas zpojecia jak mnie ucieszylas wiadomosciami o manufakturach! Hura - i o to chodzi! Wizja i pasja. I jeszcze FUN!

Hazel pisze...

Ooo! Dzieje się w Krakowie, bardzo dobrze. Liczę na tą recenzję z krakowskiego królestwa cup cakes na blogu :). Bardzo fajne są takie pokazy. My załapaliśmy się w Edynburgu na pokaz robienia szkockiego fudge. Ludzie byli zabawni i ta degustacja... Ale 5 funtów za plasterek jakoś nas zniechęciło do zakupu.

karoLina pisze...

Buruuberii, witrażyki na święta u mnie też będą obowiązkowo, strasznie mi się to podoba.

A Gołębnika, niestety, już jakiś czas nie ma. Za to nigdy nie byłam w tym antykwariacie, koniecznie muszę zajrzeć.

Zaytoon, na szwędogę po Krakowie trzeba sobie zarezerwować sporo czasu... Chyba, że będzie zimno i deszczowo, jak dzisiaj, ale wtedy też na pewno znajdzie się miejsce, które nie pozwoli żałować, że jednak się wybrało na tę wycieczkę.

Arku, pewnie słyszałeś też o manufakturze czekolady, bo o tym w paru miejscach było. Miałam okazję w weekend kupić sobie TEJ czekolady i też cieszyłam się jak dziecko.

Hazel, mówisz masz, bo fotoreportaż z Cupcake Corner już gotowy, a w połowie gotowe cupcaki studzą się na parapecie. Mam nadzieję, że będziecie mieć czego żałować ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...