niedziela, 7 listopada 2010

Coś optymistycznego



Listopad ma, moim zdaniem zasłużoną, opinię jednego z najpaskudniejszych miesięcy w roku. O lecie wszyscy dawno zapomnieli, a do Bożego Narodzenia ciągle daleko. Już nastąpiła ta chwila, kiedy z pracy wraca się, kiedy jest ciemno, a za chwilę trzeba będzie w ciemnościach wstawać. Co prawda, niespodziewanie świętowaliśmy ostatnią letnią wyprzedaż pogody i kilka dni było słonecznych i ciepłych (mój termometr pokazywał prawie 20 stopni i to o 9 rano!), ale coś mi się wydaje, że od teraz bez parasola lepiej się z domu nie ruszać. Zresztą, bez parasola to nie jest jeszcze tak źle, bo wkrótce nastąpi ten moment, kiedy w niezbędniku każdego rozsądnego człowieka (czyli niekoniecznie moim ;) znajdzie się i czapka. Cóż.

Zanim jednak uznacie mnie za okropną pesymistkę i budzącą odrazę malkontentkę, przejdę do rzeczy przyjemniejszych, ale żeby kontrast był wyraźny, wykreowanie obrazu kompletnej beznadziei wydało mi się wskazane.

Aby oswoić nadchodzące ciemne i zimne miesiące postanowiłam zabawić się w jesienno-zimowe zielono mi, oczywiście kulinarne, bo mało jest tak cudownych i błyskawicznych sposobów na poprawienie nastroju niż jedzenie, ale to wiemy chyba wszyscy. Na pierwszy ogień poszło zielone ciasto, które, co za straszny zawód, w mojej wersji miało zupełnie regularny, ciemnopiaskowy kolor. Nie wszystko jednak stracone, ponieważ w czasie pieczenia okazało się, że mam mniej awokado, od którego ta zieleń miała pochodzić, niż w przepisie – może więc powtórka będzie bardziej jadowita. Samo ciasto to taka trochę awangardowa wersja babki piaskowej, awokado sprawia, że staje się ekscytująca, a dodatek mąki kukurydzianej, zamiast ziemniaczanej, że bardziej amerykańska. OCZYWIŚCIE awokado nie jest wyczuwalne w smaku, ale ciasto jest wilgotne, przyjemnie słodkie i tworzy się na nim coś, za czym przepadam – chrupiąca skórka, którą można po kawałku odłupywać udając, że oderwała się sama przy krojeniu i bez sensu było taki wiszący kawalątek zostawiać. I ryzykować, że załapie się na niego ktoś inny.



Ciasto z awokado
źródło: Joy the baker
– ponownie, ale to moje ostatnie odkrycie

Składniki:
na dwa ciasta 22cmx10cmx7,5cm*

3 szklanki mąki
1/2 szklanki mąki kukurydzianej
1/2 łyżeczki soli
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody oczyszczonej
3/4 szklanki miękkiego masła (ok. 180 g)
3 szklanki cukru
4 duże jajka (w temperaturze pokojowej, wyjąć wcześniej!)
2 łyżeczki ekstraktu z wanilii (dałam cukier waniliowy)
3/4 szklanki maślanki (dałam jogurt)
miąższ z 1 1/2 dojrzałego awokado (trochę więcej niż szklanka), rozgniecionego**


Wykonanie:
  1. Piekarnik rozgrzać do 175 stopni. Foremki wysmarować masłem i obsypać mąką.
  2. W misce wymieszać mąkę, mąkę kukurydzianą, sól, proszek i sodę oczyszczoną.
  3. W drugiej misce zmiksować masło. Dodać cukier (i cukier waniliowy) i ubijać, aż masa będzie lekka i puszysta, ok. 4 minut. Dodać awokado i miksować kolejną minutę. W czasie miksowania zbierać ciasto z boków, by masa była jednolita.
  4. Dodawać po jednym jajku, za każdym razem miksując minutę, by wszystko się dobrze wymieszało. Wlać ekstrakt z wanilii.
  5. Zmniejszyć obroty miksera i wsypać połowę mąki, następnie dodać maślankę a potem resztę mąki. Miksować, aż wszystkie składniki się połączą.
  6. Masę podzielić na dwie formy i wstawić blaszki do piekarnika. Temperaturę zmniejszyć do 160 stopni. Piec 40-45 minut, aż włożona do ciasta wykałaczka wychodzi sucha. Ja piekłam prawie godzinę, a wykałaczka uparcie była oblepiona ciastem, ale ja i tak musiałam już je wyjąć z piekarnika. Na szczęście okazało się upieczone.
  7. Po wyjęciu pozwolić ciastu odpocząć 10 minut w formach, a następnie wyjąć je i ostudzić na kratce.
  8. Polecam też zeszłoroczne, zdecydowanie mocno zielone ciasto.
*piekłam z połowy składników w małej keksówce. Ciasto wyszło dość niskie, ale akceptowalnej wysokości.

**być może amerykańskie awokado są większe – ja zużyłam jedno całe i wyszło mi ok. 1/3 szklanki, dobrze więc na całą porcję ciasta przewidzieć co najmniej trzy sztuki.


24 komentarze:

KUCHARNIA, Anna-Maria pisze...

Z awokado?! Rewelacja! I piękne zdjęcia! I oby listopad zasłużył na ładniejsze słowa;)
Pozdrawiam!

piegusek1976 pisze...

wow intrygujące połączenie :)

Hazel pisze...

Chrupiąca skórka to jest to! Też tak zawsze robię...

viridianka pisze...

może autorka przepisu dodała barwnika spożywczego? ;)
taką chrupiącą skórkę to i ja barrrrdzo, najlepiej na babce mojej kuzynki, nie ma siły bym od niej nie zaczęła :)

a co babeczkowego rogu to Siostra mi obiecała, że się razem wybierzemy :)

ewelajna pisze...

Tez uważam, ze listopad to najpaskudniejszy czas, ale przyroda musi odpocząć...
Karolinko, tez mam takie jedno z avokado na oku:)
Serdeczności:)

majka pisze...

Ta babka strasznie mi sie podoba. Z dwoch powodow: po pierwsze lubie piaskowe babki a po drugie dodatek awokado czyni ja bardzo interesujaca :) Mam nadzieje, ze sie pochwalisz kolejna babka w bardziej "jadowitym" kolorze :)

Co do listopada...nie jest to moze moj ulubiony miesiac ale poki co nie narzekam :) Ja zreszta ogolnie taka malo narzekajaca jestem, we wszystkim staram sie znalezc jakies pozytywne strony i z reguly wszystko mi sie podoba :) No moze PRAWIE wszystko :))

Pozdrawiam wieczorowa pora :)

majka pisze...

No i masz...znow pisalysmy u siebie w tym samym czasie :)) Wiedzmy jestesmy jakies czy co ?? :))

asieja pisze...

uwielbiam Twoje zdjęcia, takie magiczne. i coś optymistycznego.

Anna Maria pisze...

Ciasto dla mnie idealne - i skórka, i wilgotne, i smak na pewno super. Tylko muszę dokupić awokado, bo mam jedno małe;-)
Listopad to najbrzydszy miesiąc, i tu, i w Pl; choć tu już świąteczne dekoracje etc. są wszędzie;-)

Zaytoon pisze...

Ja, o dziwo, nie narzekam. A to przecież tak w moim stylu! Może przez to, że ostatnio biegnę i nie mam okazji spojrzeć na szarość dnia? Może dlatego, że wciąż uważam, żeby się nie potknąć i dlatego widzę wokół siebie feerię barw pochodzącą od kolorowych liści?...

Ciasto jest wspaniałe. Upiekę. Na pewno upiekę!

Pozdrawiam! :)

lo pisze...

Intrygujące! Koniecznie muszę spróbować.

Joasia pisze...

protestuję: listopad mamy przepiękny!!!! a w ten długi weekend spacerujemy po górkach i grillujemy!

Bea pisze...

A mnie w tym roku listopad jakas wyjatkowo niestraszny... (az odpukuje na wszelki wypadek ;)). Pewnie zlozylo sie na to wiele rzeczy, faktem jest jednak ze jakos mniej mi ciazy ta listopadowa aura. Zdecydowalam krocej pracowac i ten wolny czas wykorzystac wlasnie dla siebie. Zdecydowanie poprawia to nastoj ;)

A ciasta z awokado i ja polubilam, choc z tego przepisu jeszcze nie pieklam. U mnie bowiem na razie nadal dyniowo ;))

Pozdrawiam Karolino!

Bea pisze...

PS. Mialo byc 'jakos' ;)

buruuberii pisze...

A ja ciagle nie moge sie przelamac i pomyslec o awokado w wersji slodkiej...

Karolina, dzieki ze przypomnialas mi Joy the baker, straszne dzieki bo juz tez sobie cos tam znowu upolowalam :)) Usciski sle!

karoLina pisze...

Anno-Mario, dziękuję :) A jak na razie, listopad jest bardzo łaskawy, oby to nie była taryfa ulgowa przed zapowiadaną zimą stulecia.

Piegusku, dzięki :)

Hazel, wyjadane z blachy nie tuczy, czyż nie?

Viri, lubię być łatwowierna i myśleć, że wszędzie wszystko jest naturalne, ale z tym barwnikiem to jest myśl, bo moje nie było ANI trochę zielone... Ale może w Ameryce awokado nie tylko są większe, ale i bardziej zielone? Jak trafisz do babeczkowego rogu, koniecznie się podziel wrażeniami!

Ewelajno, oj, musi odpocząć, tylko czemu u nas aż tak długo? Awokado bardzo lubię, ale muszę jeszcze coś pokombinować, bo zwykle tylko kroję i jem.

Majko, pomysł bycia wiedźmą mi się spodobał. To dopiero musi być interesujące. Jak ciasto będzie bardziej jadowite, to na pewno się pochwalę ;)

A listopad na razie nie daje powodów do narzekań!

Asiejo, dziękuję :)

Anno Mario, jak się okazuje, u nas Boże Narodzenie też zaczyna się 2 listopada. Nie jestem zwolenniczką tego trendu, ale skoro tak być musi,to będę z tego korzystać. Mam upatrzone świetne świąteczne ciasto czekoladowe z roast figs... A ciasto z awkokado polecam :)

Zaytoon, tak to jest, im więcej zajęć, tym mniej narzekania. A ostatnio na nudę i ja się nie skarżę. A to prawda, na szczęście wokoło ciągle dużo koloru!

Io, warto

Joasiu, prawda, przepiękny, z czego się cieszę, ale pesymistycznie zakładam, że to nie potrwa długo. A w weekend, jak się dowiedziałam, lepię pierogi ;)

Beo, szczęściaro, fajnie i pożytecznie mieć czas dla siebie. Co prawda, pewnie większość sądzi (i ma poniekąd rację), że ja mam czas wyłącznie dla siebie, ale ostatnio świat zaczął jakoś okropnie przyspieszać.

Jak już napisałam u Ciebie, dynie gwałtownie znikły (chociaż powodem ich sprzedaży nie było wyłącznie Halloween, bo pojawiły się znacznie wcześniej), ale mam nadzieję, że uda mi się jeszcze na jakąś załapać, bo już rozumiem (i podzielam) Twój dla nich entuzjazm.

Buruuberii, łatwo się przełamać, bo smak jest niewyczuwalny ;) Miałam jeszcze zrobić słodkiego (nie mylić z cukrowym ;) buraka z którejś z ostatnich edycji WC i ciasto z pietruszką, ale czasu ciągle za mało, a pomysłów coraz więcej.

Joy the baker odkryłam, nie wiem jak to możliwe, bardzo niedawno, ale szybko awansowała do mojej ścisłej czołówki.

Pozdrowienia!

Szarlotek pisze...

Listopad nie jest taki zły :) U mnie jeszcze ciągle dynie sprzedają, więc stragany wyglądają bardzo kolorowo i zachęcająco...Tylko ten chłód w powietrzu....i coraz mniej liści na drzewach przypomina o nieuchronnej zimie :)Dobrze,że istnieją ciasta, które potrafią nas radować :)* Miłego dnia !

magda k. pisze...

bardzo mnie interesuje ten dodatek awokado, w ten sposób jeszcze nigdy nie próbowałam, a ciasto wygląda bajecznie

buruuberii pisze...

Ciasto z pietruszka, z korzeniem rozumiem? :-) Brzmi jeszcze bardziej niewyobrazalnie niz z awokado!

A ja wlasnie sobie cos upolowalam u Joj the baker i zabieram sie za pieczenie - pozdrawiam :)

karoLina pisze...

Szarlotku, słodkości są jako pocieszacze niezastąpione, niestety. Więc rzeczywiście dobrze, że ten listopad na razie nie daje powodów do smutku.

Magdo k., jak w większości tego typu przepisów awokado w smaku jest niewyczuwalne. Ale sama świadomość, że tam jest, jest miła.

Buruuberii, pewnie że korzeń ;) Mnie nie wydawało się to aż tak nieprawdopodobne, bo pamiętam, że u Ciebie kiedyś wystąpiła karmelizowana pietruszka, więc jakiś związek z czymś słodkim dla mnie miała. (Teraz sobie sprawdziłam, że był to pasternak, ale ważne, że myślałam, że pietruszka. A poza tym, nie wiem zupełnie, jak mogłam to przeoczyć, wpadłam moje absolutnie ulubione we wszelkich słowackich okolicznościach bryndzove halusky. Na liście "do zrobienia" są teraz znacznie wyżej niż ciasto z pietruszką ;)

buruuberii pisze...

Karolina, a jaki jest u Ciebie czas oczekiwania gdy cos jest na gorze listy? Pozdrawiam wiec haluskovo :)

karoLina pisze...

Zależy, w którym ta lista jest priorytecie ;) W tym wypadku, skoro ziemniaków nie trzeba wcześniej gotować (a to jest zwykle przyczyna opóźnień w tej kategorii) chyba zależy, jak szybko uda mi się dostać dobry ser. Pierwszy wolny termin w przyszły czwartek ;)

buruuberii pisze...

To masz dobre tempo Karolina, u mnie zazwyczaj to co na gorze listy czeka i czeka :)) Powodzenia z haluskami!

akka pisze...

ze zdjęć odruchowo zakwalifikowałam wypiek jako pasztet :D:D

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...