wtorek, 8 lutego 2011

Dla ciała czy dla duszy?



Sobotnie popołudnie to moja druga w kolejności ulubiona pora w tygodniu (w kolejce oczywiście za piątkowym popołudniem). Już po zakupach i porządkach, a jeszcze wystarczająco daleko od poniedziałkowego ranka, by móc ignorować jego nieuchronność. To ten moment, kiedy można zabrać się za te wszystkie przyjemne rzeczy, na które nie ma czasu w pozostałe dni.

Tutaj miał nastąpić fragment przekonujący Was, że pudding z marmoladą pomarańczową jest lepszym wyborem na ten cudowny czas niż oglądanie wystawy sztuki współczesnej. Jednak, sztuka współczesna jako taka, to temat dość ciężkostrawny (przynajmniej w tym wydaniu, o którym miałam pisać) i nie nadaje się na blog poruszający trywialny temat kulinariów. Nieprawdziwa jest też teza, którą miał zawierać ten tekst, którego nie napisałam, że lepiej bym zrobiła w zeszłe sobotnie popołudnie robiąc ten pudding, niż idąc do galerii, bo w rzeczywistości zrobiłam jedno i drugie. Więc można i tak, chociaż puenta - co moim zdaniem dostarczy Wam więcej satysfakcji (i chyba nie trzeba tu pisać, jaki był mój wybór) - nadal pozostaje aktualna.

Prawdę mówiąc, tak bardzo chciałam przygotować ten pudding, że od ponad tygodnia prawie codziennie czytałam przepis i oglądałam zdjęcie. Wbrew logice wierząc, że dotychczas nielubiany przeze mnie klasyczny angielski deser to będzie strzał w dziesiątkę. Cud się wydarzył - jest pyszny, a do tego piękny, co wymaga od Was tylko zabiegu zgrabnego wyjęcia z naczynia, w którym się gotował. Polecam.

A na chodzenie do muzeów zwykle poświęcam niedzielne poranki.



Pudding z jabłkami i dżemem pomarańczowym
źródło: roast figs sugar snow

Składniki:
6 porcji

150 g cukru
150 g masła
3 jajka
75 g mąki
3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
2 jabłka
szczypta soli
30 g bułki tartej (nie dałam)
mleko
6 łyżek dżemu pomarańczowego
2 łyżki złocistego syropu (dałam miód)


Wykonanie:
  1. Zmiksować razem masło z cukrem, aż będą puszyste. Miksować dalej, dodają po jednym jajku. Łyżką wmieszać mąkę, proszek do pieczenia, bułkę tartą, sól oraz jabłka - obrane i pokrojone w kostkę. Jeśli robicie jeden duży pudding kostki mogą być dość duże, ok. 2 cm, w przypadku małych puddingów lepiej pokroić jabłka drobniej. Do masy dodać mleko, ciasto ma być takiej gęstości, by spadało z łyżki.
  2. Żaroodporne naczynie wysmarować masłem. Ja użyłam kokilek do zapiekania - mogą wydawać się małe, ale wcale tak nie jest! Na dno naczynia/kokilek nałożyć dżem i złocisty syrop, a na to wyłożyć ciasto. Przykryć natłuszczoną folią aluminiową, którą należy obwiązać wokół naczynia. Na środku folii trzeba zrobić zakładkę, by folia mogła się rozłożyć, kiedy woda (z ciasta) zacznie parować.
  3. Na dno garnka położyć talerz lub ściereczkę, a na to naczynie z puddingiem. Wlać gorącą wodę do połowy wysokości naczynia - folia nie powinna dotykać wody, więc oberwijcie, jeśli jest jej za dużo. Przykryć. Gotować ok. 1 1/2 godziny, w razie potrzeby dolewając wody. Małe puddingi piekłam trochę ponad godzinę. Upieczone ciasto jest dość wilgotne, ale próba "suchego patyczka" powinna zadziałać.
  4. Ugotowany, gorący pudding okroić wokół naczynia i wyłożyć do góry nogami na nagrzany talerz. Mmm...

14 komentarzy:

ewelajna pisze...

KaroLinko, wygląda bardzo sympatik, tylko ja tych nóg nie widzę, co to miały być do góry...;), ale jak przekonujesz, że pyszne to musi być pyszne:).
Oj..., nie robię takich rzeczy jak chodzenie po muzeach ani w sob. ani w niedz., bo 45 tys. miasto, w którym jest muzeum lotnictwa to nie na moje siły...;)

KUCHARNIA, Anna-Maria pisze...

Karolino! Cóż za piękny pudding i zdjęcia ! Oczarował mnie!
Ja ostatnio muzea omijam, ale to chwilowe:)

Tilianara pisze...

Bardzo dobry podział czasu, sobotnie popołudnie z łyżeczką w deserze, niedzielny poranek w muzeum z łyżeczką we wspomnieniach :)

Ania vel Vespertine pisze...

Ha, doskonale ujęłaś ten sobotni czas! Moja ulubiona pora to chyba jednak sobotnie przedpołudnie, no i piatkowy wieczór z perspektywą DWÓCH dni wolnego!

Ładne zdjecia, Karolina, takie ciepłe i dobrze oswietlone :)

Amber pisze...

Karolino, sztuka współczesna czasami jest zbyt ciężka.Wolę pudding tymczasem...

Bea pisze...

No prosze, czyli cuda sie jednak zdarzaja ;)
Ja w zasadzie lubie kazdy moment weekendu; juz w piatek po wyjsciu z pracy czuje skrzydla ;) I wszystko co 'musowe' (czyli np. wlasnie zakupy, sprzatanie itd.) staram sie robic wczesniej, czw.-pt., by weekend byl tylko przyjemnoscia ;)
I na wystawy tez w tygodniu najczesciej - jest mniejszy tlok i latwiej chlonac atmosfere danego miejsca. Lubie byc praktycznie sam na sam z rzezba / obrazem...

Pozdrawiam Karolino!

EVE pisze...

Karolino, wygląda przepysznie i przepięknie!
Przed jego zrobieniem powstrzymuje mnie jedynie to zgrabne wyciągnięcie z naczynia ;)
pozdrawiam ciepło!

aga pisze...

zdjecia sa niesamowicie apetyczne:) pudding zapowiada sie bardzo pysznie:)

asieja pisze...

cudowna porcja kolorów.

Maggie pisze...

Dla mnie ten pudding jest najlepszym przykladem sztuki wspolczesnej, jaki ostatnimi czasy widzialam :)

Zosik pisze...

Żebyś wiedziała, że mmmm

Karmel-itka. pisze...

cudowny pudding!
też uwielbiam soboty. mają w sobie coś leniwego.

akka pisze...

no nie mów, że nie mialaś wstrzasow duchowych http://poland-art.com/images/stories/Recenzje/Niegrzeczne/wystawa_niegrzeczne_w_bunkrze_sztuki_12.jpg
:D

majka pisze...

Przypomnialas mi stare czasy, kiedy to jeszcze bylam na studiach i namietnie chodzilam do galerii w niedziele :) To byly czasy. Teraz musze sie zadowolic wyjazdami z Malym do "zwierzakow" :) Ale i to jest fajne, wiec tak naprawde to nie narzekam. A taki pudding strasznie do mnie przemawia. Tym bardziej, ze na Twoim zdjeciach wyglada mega apetycznie. Podzielisz sie z kolezanka? :))

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...