piątek, 6 maja 2011

Słodkie czy zdrowe? Rozwiązanie doskonałe



Bardzo nie lubię udawania. Ani w życiu – bo jest niesamowicie męczące, ani w kuchni – bo zazwyczaj jest niesmaczne. Chrupkie pieczywo (lub, o zgrozo, ryżowe), któremu producent przypisuje smakowitość świeżutkiej kromki na zakwasie, z margaryną (tak pyszną jak masło, a nawet lepszą i dodatkowo zdrowszą o syntetyczne witaminy), to nigdy nie będzie mój wybór, nawet jeśli w jakiejś chwili słabości zacznę się odchudzać.

Odchudzanie odchudzaniem, ale jednak myśl o tyciu, które by do niego prowadziło, niezbyt jest pociągająca. O ile tezę o przewadze odżywczej i zdrowotnej pełnoziarnistego żytniego chleba nad cienką kromką z paczki łatwo można obronić, to niestety, z tak kuszącymi (tu każdy może sobie podstawić co chce) batonikami czekoladowymi toffi i ptasim mleczkiem nie pójdzie tak prosto. Moim ulubionym "oszukiwaczem" są batoniki musli. Magiczne słowo "musli" pozwala na utrzymywanie iluzji, że człowiek o siebie dba, osiąga stan prawie niemożliwy: je ciastko, a ciągle je ma...

To przyjemne uczucie utrzymywało się we mnie dość długo, odkąd nie zostałam nałogowym widzem programu "Wiem co jem" i teraz studiuję etykiety produktów nie tylko z pasją, ale nawet z pewnym zrozumieniem treści wykraczającym poza datę przydatności. Cóż, nawet przed lekturą opakowania wiedziałam, że batoniki ze sklepu to tylko zagłuszacz sumienia. Rezygnacja z nich byłaby jednak ogromnym problemem: stanowią nieodłączną część mojego drugiego śniadania, niezbędną część mojego drugiego śniadania, zapewniającą równowagę i harmonię w całym systemie żywienia. A ja przez lata nie wymyśliłam, czym je zastąpić.

Oczywiście takie batoniki można zrobić samodzielnie. Upiec. Jeśli jednak ktoś z Was ma jeszcze gazowy piekarnik, wie, że nagrzewanie tego cudu trwa tyle, co, w przypadku batoników, pieczenie. To straszne marnotrawstwo czasu i energii. Korzystanie w procesie produkcji z piekarnika było wykluczone.

I zdarzył się cud. Telewizja pokazała mi problem, ale i przyniosła doskonałe rozwiązanie: batoniki z patelni. Pyszne, proste, zdrowe, pozbawione zbędnych wypełniaczy i zachęcające do poszukiwania coraz nowych kombinacji smakowych. Ale... czy zdziwi Was, jeśli napiszę, że właściwie pozostaję przy jednej, swojej ulubionej wersji (to ta druga)?



Połączenie miodu i lawendy to absolutny klasyk, ale trochę się go bałam, bo nigdy jeszcze nie eksperymentowałam z lawendą, a zapach ma omdlewająco intensywny i, hmm, mydlany. To jednak jest strzał w dziesiątkę, batoniki są przepyszne, chociaż przyznaję, ma się odrobinkę uczucie, jakby się jadło saszetkę zapachową, ale w dobrym znaczeniu, jeśli jesteście to sobie w stanie wyobrazić.

Batoniki z lawendą i migdałami

Składniki:

6 łyżek płatków owsianych (używam górskich)
dwie łyżki miodu
łyżeczka masła
1/2 łyżeczki zarodków pszennych
100 g migdałów
1 łyżeczka lawendy (do kupienia w niektórych aptekach)


Wykonanie:
  1. Migdały prażymy na patelni, zdejmujemy, wrzucamy płatki, a w tym czasie migdały kroimy - tylko trochę, cały czas jednak pilnując i mieszając płatki. Lekko zrumienione ściągamy z patelni, a następnie na patelnię dajemy miód, zarodki, masło i lawendę – czekamy, aż wszystko się rozpuści i połączy, po czym wsypujemy pozostałe składniki – chwilę podgrzewamy, mieszając od czasu do czasu. Ta chwila jest decydująca dla jakości batoników, trzymane na patelni zbyt krótko będą się rozpadać, zbyt długo - będą zbyt twarde. Nie ma się jednak za czym martwić, bo tak czy inaczej będą lepsze i zdrowsze od tych kupnych.
  2. Masa się smaży, a my przygotowujemy kawałek papieru do pieczenia i kładziemy go na np. desce do krojenia. Masę na batoniki wykładamy na papier, uklepujemy np. szpatułką i manewrując papierem (ja robię to wykonując z niego coś w rodzaju koperty) formujemy z masy prostokąt; ważne, by na końcu masa była przykryta. Na prawie gotowe batoniki kładziemy coś ciężkiego i czekamy, aż zastygną, po czym kroimy na dowolne kawałki. Podana ilość wystarcza na 8-9 niewielkich sztuk.



Kolejne dość klasyczne połączenie, a do tego absolutnie przeze mnie uwielbiane: orzeszki ziemne, czekolada, sól – czego chcieć więcej, a do tego to takie zdrowe! Batoniki, które widzicie na zdjęciu robiłam z karmelem, jednak to był nie do końca udany eksperyment - cukier zbyt szybko oblepił płatki i nie zdążył wszystkich pokryć przed zestaleniem się, ratowałam się dodając łyżkę miodu, ale i tak część masy pozostała w wersji "crunchy", a reszta raczej połamała się nieregularnie, niż dała pokroić na śliczne, równe kostki. Do tego karmel jest mniej elastyczny niż miód i gotowy produkt jest po prostu zbyt twardy. Podejrzewam, że wersja karmelowa jest do obronienia, jednak przy np. większej ilości masła, albo nawet i śmietany, co razem da pyszny karmelowy sos, jednak trochę obniży walory zdrowotne przekąski, a tego przecież nie chcemy... Podaję sprawdzoną wersję z miodem, również pyszną.

Batoniki z orzeszkami ziemnymi i czekoladą

Składniki:

6 łyżek płatków owsianych
100 g niesolonych orzeszków ziemnych
2 łyżki miodu
łyżeczka masła
1/2 łyżeczki zarodków pszennych
30 g czekolady
ewentualnie: kwiat soli lub sól gruboziarnista


Wykonanie:

  1. Fistaszki prażymy na patelni, zdejmujemy, wrzucamy płatki, a w tym czasie orzechy kroimy - tylko trochę, cały czas jednak pilnując i mieszając płatki. Ściągamy z patelni płatki, a następnie na patelnię dajemy miód, zarodki i masło – czekamy, aż wszystko się rozpuści i połączy, po czym wsypujemy pozostałe składniki – chwilę podgrzewamy, mieszając od czasu do czasu. Ta chwila jest decydująca dla jakości batoników, trzymane na patelni zbyt krótko będą się rozpadać, zbyt długo - będą zbyt twarde. Nie ma się jednak za bardzo czym martwić, bo tak czy inaczej będą lepsze i zdrowsze od tych kupnych.
  2. Masa się smaży, a my przygotowujemy kawałek papieru do pieczenia i kładziemy go na np. desce do krojenia. Masę na batoniki wykładamy na papier, uklepujemy np. szpatułką i manewrując papierem (ja robię to wykonując z niego coś w rodzaju koperty) formujemy z masy prostokąt; ważne, by na końcu masa była przykryta. Na prawie gotowe batoniki kładziemy coś ciężkiego i czekamy, aż zastygną, po czym kroimy na dowolne kawałki.
  3. Hartujemy czekoladę*: podgrzewamy na parze do 45 stopni, wkładamy naczynie do wody, czekamy, aż czekolada osiągnie 25 stopni, z powrotem umieszczamy nad parą i podgrzewamy do 32 stopni. Batoniki smarujemy czekoladą i posypujemy solą. Podana ilość wystarcza na 8 -9niewielkich sztuk.
*Hartowanie 30 gramów czekolady może wydawać się szaleństwem, ale dzięki temu batoniki lepiej nadadzą się na drugie śniadanie, bo po prostu czekolada nie będzie się poza lodówką tak łatwo topić.

PS Te przepisy włączam do cyklu o moich ulubionych potrawach, bo w końcu czy coś może bardziej zasługiwać na uwiecznienie, niż batoniki musli, które jem od lat 5 razy w tygodniu?

26 komentarzy:

zauberi pisze...

bardzo mi się te batoniki podobają!

Trzcinowisko pisze...

Obie wersje sa super:)

Karmel-itka. pisze...

i słodkie, i zdrowe ;]
czyli...idealne!

slyvvia pisze...

Schrupałabym takiego. Muszą być pyszne :D

Maggie pisze...

Przepadam za takimi batonikami - zwykle zabieram podobne (tyle, ze z piekarnika) na rowerowe wycieczki. Wersja z patelni zapowiada sie swietnie, oba warianty zapisuje do wyprobowania!

Panna Malwinna pisze...

wyglądają bardzo kusząco, szczególnie te pierwsze. może zrobię dziś na drugie śniadanko bo mam wszystko w domu. tylko nie wiem czy dodam tę lawendę.
co do oszukiwaczy to pełno jest ich wokoło, wystarczy nawet poczytać składy pewnych rzeczy- kupujesz super ciemny chleb, pisze na nim żytny, a wykonany jest głównie z mąki pszennej, a żytniej jest aż 5 %.

mnemonique pisze...

o raju, kapitalne! takie proste a ja uwielbiam wszystko absolutnie z płatkami owsianymi!!!

goh. pisze...

świetny pomysł na domowe słodycze i w dodatku zdrowe:) zapisuję, bo akurat mam lawendę i nie wiem jak ją wykorzystać (właśnie ze względu na jej intensywny aromat:)

Jswm pisze...

bardzo, bardzo zachęcające

magda k. pisze...

wspaniałe propozycje i do tego tak cudnie zaprezentowane :) bardzo mi się podobają Twoje zdjęcia - super :)

Hazel pisze...

Śliczne zdjęcia. Rzeczywiście batonik muesli nieodłącznie kojarzy mi się z małą paczuszką, którą zawsze miałaś przygotowaną do pracy na drugie śniadanie... A ja zmieniam pracę! z tej okazji dostałam m.in. 3 litry lodów w smakach jakich nie znajdziesz w sklepie! Ha! Zdanie o dobrym znaczeniu zjadania saszetki zapachowej powaliło mnie na łopatki! ;)

lepszysmak pisze...

Wyglądają baaardzo kusząco. Przepis już sobie pozwoliłam zapisać :) Pzdr Aniado

Aurora pisze...

Ha! A jednak się da! :D
CZasem, telewizja nie kłamie, muszę sprawdzić ten program! Batony rewelka! :D

cozerka pisze...

Zrobiłam się głodna :)
Przepiękne zdjęcia :)

Kini^^ pisze...

cudne paczuszki ze zdrowych smakołyków :)

Anna Maria pisze...

Mogłabym się podpisać pod Twoimi rozważaniami:-)

Evitaa pisze...

Pięknie wyglądają Twoje batoniki. Ze sklepowymi zagłuszaczami sumienia zwanymi batonikami musli jest jeszcze ten problem, że bywają takie o kaloryczności i zawartości cukru przekraczającej batoniki czekoladowe czy z nadzieniem. Trzeba uważać.
A domowe nie dość, że apatycznie wyglądające, zdrowsze, ze znaną nam zawartością, to jeszcze przyjemne w przygotowaniu :).

Staroświecki Zakątek pisze...

Lubię takie chrupacze, choć aktualnie boli mnie ząb, więc średnio mogę. Muszę też dodać, że super je zawinęłaś :)

karoLina pisze...

zauberi, dzięki :)

Trzcinowisko, mam nadzieję, że uda mi się stworzyć jeszcze kilka pysznych wersji.

Karmel-itko, właśnie tak :) żadnych wyrzutów sumienia.

sylvvio, są! nie wróciłabym już do tych kupnych.

Maggie, rzeczywiście, dobra przekąska na wycieczkę, niebrudząca i dodaje energii.

Panno Malwinno, niestety, odkąd zaczęłam czytać składy niektórych produktów w ogóle już nie kupuję. A lawendę polecam – naprawdę smakuje lepiej niż można przypuszczać.

mnemonique, ja też przepadam za płatkami. Zastanawiam się nawet trochę, czy owsianka na pierwsze i batonik na drugie śniadanie to jednak nie jest za dużo...

goh., lawenda podobno jest dobra do kruchych ciastek i do... winegretu. Ale nie próbowałam, więc na Twoją odpowiedzialność ;)

Jswm, dziękuję!

magdo k., dzięki, smakują tak, jak wyglądają ;)

Hazel, stety-niestety mój śniadaniowy zestaw jest ciągle dokładnie ten sam, tylko już chleb mój własny i batoniki, jak moje purystyczne zapędy sięgną jogurtu, to proszę mnie obudzić!

lepszysmak, mam nadzieję, że będą Ci smakować.

Auroro, da się da, ale oglądanie tego programu raczej szkodzi, bo nie dość, że studiowanie etykiet trwa wieki, to i tak często trudno wybrać cokolwiek (a podobno producenci i tak oszukują w tym, co piszą).

cozerka, dzięki, w takim razie zapraszam na batonik (aktualnie mam z orzeszkami ziemnymi, ale bez czekolady, cóż, jednak lenistwo).

Kini^^ :))

Anno Mario, najważniejsze, że konkluzja bardziej optymistyczna niż chrupkie pieczywo z margaryną.

Evito, właśnie, jest tak jak piszesz, często producenci dodają mnóstwo zapychającego cukru i tłuszczu podłej jakości, no a te domowe, samo zdrowie ;)

Staroświecki Zakątku, oby ząb szybko przestał boleć. I przyznam się, że takie eleganckie zawijanie to tylko do zdjęcia, zwykle jedynie okręcam papierem.

Anonimowy pisze...

A ja mam trochę składników z jednego i drugiego i nie wiem co zrobić, bo mam ochotę zjeść taki batonik :) Myślicie, że migdały zamiast orzeszków ziemnych też będą dobre z czekoladą i solą ? I czy trzeba dodawać zarodki pszenne ? Bo jak tak to czas wybrać się do sklepu. :)

Zaytoon pisze...

Podobne batoniki przygotowywałam raz, ale nie wyszły. Hmm... Może czas na powtórkę? Szczególnie, że upodobałam sobie ostatnio takie zagłuszacze sumienia. No bo to przecież samo zdrowie! Gdzie tam - tuczy... Nie tuczy przecież! Prawdaaaa?... ;))

A "Wiem, co jem" też bardzo lubię. Fajnie, że ktoś wpadł na taką ideę programu.

Pozdrawiam serdecznie!

karoLina pisze...

Anonimowy, pewnie, że migdały będą dobre, najfajniejsze w tym przepisie jest właśnie to, że można dowolnie mieszać i podmieniać - byle się trzymać proporcji. Prawdę mówiąc, nie wiem, czy zarodki są konieczne, traktuję je jako tę odrobinę magii, która powoduje, że wszystko się udaje. Patrząc na to jednak zdroworozsądkowo, ich brak nie powinien mieć żadnego znaczenia.

Zay, pewnie, że nie tuczy, wiem co mówię, jem je codziennie ;) Mnie za pierwszym razem też nie (całkiem) wyszły, bardzo się rozpadały poza lodówką, ale przynajmniej mój problem rozwiązało podsmażenie wszystkiego przez chwilę, więc może Tobie też się uda :)

monika pisze...

Pisałam Ci o batonikach w mejlu, ale zajrzałam raz jeszcze i napiszę tutaj: jakie one Ci wyszły ślicznie równiutkie! :)

Serdeczności :)

Bea pisze...

Ja - mimo iz smak lawendy lubie - to chyba tez wybralabym te drugie batoniki jednak ;) Na szczescie te sklepowe nie pociagaja mnie juz zupelnie, od kiedy wiem co sie w nich kryje ;) Za to takie domowe jak najbardziej :)

POzdrawiam Karolino!

Bea pisze...

PS. Tez mam jakis przepis w czelusciach segregatora, gdzie wszystko sie tylko miesza i wklada potem do lodowki, musze go odszukac, moze tez Ci sie przyda? :)

Tilianara pisze...

Jak potrzebuję "odchudzonej" wersji ciasteczek, zawsze pada na owsiane, a gdy jeszcze będą z lawendą i miodem ... bajka normalnie :) Muszą niedługo powstać, tym bardziej że lawendy mam spory zapas :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...