środa, 18 maja 2011

Zanim dojrzeją truskawki



W warzywniakach właśnie pojawił się rabarbar, a sądząc po wysypie przepisów z jego wykorzystaniem na blogach, dla wielu z Was jest to entuzjastycznie witana pierwsza owocowa zapowiedź lata. Mnie rabarbar kojarzy się z nielubianym kompotem z dzieciństwa, czasem bywał też nieprzyjemną niespodzianką w z pozoru pysznie wyglądającym cieście. Dzisiaj nie czuję już do niego niechęci, a zeszłoroczna próba przywrócenia go do łask okazała się udana, jednak było to zaledwie jak chwilowe zauroczenie, które, kto to wie, może i przy następnym spotkaniu przerodzi się w coś więcej. Zanim jednak do tego dojdzie, moją prawdziwą miłością pozostają truskawki.

Tymczasem, zanim się pojawią (już bardzo niedługo!), zwiastując wysyp jagód, malin, czereśni, wiśni, porzeczek... ach, nawet nie wiedziałam, że jest tego aż tyle, postanowiłam zafundować sobie coś słodkiego, ciężkiego i z kremem. Plan nie został do końca zrealizowany, bo jest słodko i z kremem, którego jest nawet całkiem dużo, efekt końcowy okazał się jednak nadspodziewanie lekki. Szwedzka migdałowa beza z nutką kawową, czekoladą i chrzęszczącym pod zębami mleczno-karmelowym pyłem, to niegdysiejsza propozycja Jul do Weekendowej Cukierni. Miałam ochotę już wtedy (półtora roku temu, czy to możliwe?) ją wypróbować, ale wiecie jak to jest, została odsunięta na dalsze miejsce w kolejce i udało się dopiero teraz. Przepis jest łatwiejszy i szybszy, niż możecie się spodziewać, z malutkim wyjątkiem. Krem w tej wersji to kulinarne haute couture, wymaga sporo uwagi i cierpliwości, jeśli ich nie macie, masę bazową zastąpcie zwykłym budyniem ze sprawdzonego przepisu. Ciasto naprawdę warte uwagi, bo mimo ogromnej słodyczy nie jest zamulaczem i poprawia humor w ten sposób, w jaki tylko cukier potrafi to zrobić.



Baaardzo rzadko to robię, ale tym razem przepis prawie bez zmian skopiowany od Jul (+ kilka moim uwag).

Szwedzki chrupki tort migdałowy (bezglutenowy)

Składniki:

Spody(3 blaty)
100 g zmielonych migdałów
płaska łyżka mąki ziemniaczanej
150 g cukru
4 białka

Do przełożenia
4 żółtka jaj
100 g cukru
200 ml śmietany kremówki
150 g masła
4 pojedyncze batoniki DAIM(w Ikeach) lub 1 "rolka"
cukierków WERTELS ORIGINAL(bądź innych tego typu karmelków mlecznych)

Na wierzch
100g mlecznej czekolady
ok. 50-70 ml kremówki
do posypania: daimy, wertelsy lub płatki migdałowe

Wykonanie:
  1. Spody: ubij białka z cukrem na sztywno, następnie delikatnie wrzuć migdały i kartoflankę, wymieszaj. Na papierze do pieczenia lub w tortownicy, rozsmaruj warstwę ciasta na koło o średnicy ok. 22 cm. W sumie na 3 takie koła (potrzeba 3 blatów). Piecz spody przez ok. 15-20 min w 180C. Potem ostudź.
  2. Przełożenie: rozmieszaj dokładnie śmietanę z żółtkami i cukrem w garnuszku. Postaw na ogniu i ostrożnie gotuj, aż masa zgęstnieje (pilnuj przez cały czas, żeby się nie ścięło, krem nie może się zagotować!). Kiedy masa będzie już gęsta (niezawodny test: ślad zrobiony palcem na tyle łyżki zanurzonej w kremie nie może się zlewać), zestaw z ognia, najlepiej natychmiast przelej do innego naczynia i ostudź. W tym czasie pokrusz walkiem batoniki daim, lub, gdy używasz karmelków, zmiel je w robocie kuchennym, albo moooocno potrzaskaj wałkiem (użyłam tłuczka do mięsa), wsadzając uprzednio cukierki do woreczka). Chodzi o to, by uzyskać takie "karmelowe drobinki", które cudownie chrupią w ustach i nadają dodatkowej słodyczy. Odłóż "okruszki":) na bok.
  3. Mając już ostygłą masę, rozmiksuj ją dokładnie z masłem. Krem może być dość rzadki, wtedy trzeba na chwilę włożyć go do lodówki – ale mój od razu był ok.
  4. A teraz weź jeden blat ciasta, rozsmaruj 1/3 kremu, posyp połową DAIMÓW lub 1/3 wertelsów i połóż drugi blat. Powtórz całą operację jeszcze raz. Następnie rozsmaruj resztę kremu na wierzchu 3 blatu i na bokach. Wstaw na chwilę do lodówki.
  5. Wierzch: rozpuść czekoladę ze śmietanką, w kąpieli wodnej lub w mikrofalówce. Rozsmaruj na całej powierzchni ciasta. Posyp dwoma dodatkowymi pokruszonymi Daimami, wertelsami lub uprażonymi płatkami. Wstaw tort do lodówki, żeby wszystko dobrze się usztywniło. Po ok. 1 godzinie, można wcinać.

8 komentarzy:

Kamila pisze...

Apetyczne zdjęcia! Mogę kawałeczek? Pozdrawiam

ewelajna pisze...

A dla mnie i tak rabarbar pierwsza klasa, Karolinko:). Ale to Twoje to chciałabym w przekroju, choć wiem, że nie zawsze okoliczności sprzyjają...

Ania vel Vespertine pisze...

Ja rabarbar poważam, to taki przedsmak letniej orgii owocowej :) Ale na truskawki czekam z utęsknieniem, podjadając czasem te niedojrzałe gląbowate wewnątrz...

Ciacho wygląda kusząco, ale ja juz idę w owocowe na maksa, nie chce mi się nic innego :)

USćiski!

Bea pisze...

Mam nadzieje, ze zeszloroczne zauroczenie rabarbarem nie minie ;)
My jutro jedziemy na 'truskawkobranie', weekend minie wiec pod znakiem koktajli truskawkowych, li i jedynie; no moze jeszcze jakies ciasto popelnie, ale koniecznie z truskawkami, nie z czekolada niestety ;)

Pozdrawiam serdecznie!

aga pisze...

to musi byc pyszne:)

Tilianara pisze...

A wiesz, ja też już wtedy miałam ochotę na ten torcik, ale wciąż coś go odsuwa ... no, ale w końcu się uda :)
A co do rabarbaru to ja na szczęście w nieszczęściu nie mam złych wspomnień z dzieciństwa odnośnie jego i choć go uwielbiam, to jednak truskawki i tak zajmują królewskie miejsce :)

zemfiroczka pisze...

Ja za rabarbarem też tak średnio - kompot lubię (miłe wspomnienia z zabaw na działce za pacholęcia i niedzielnych obiadów), ale bez farfocli. W cieście już mniej. Ale chyba się skuszę na kilka łodyg w tym roku.

Zaytoon pisze...

Rabarbar jest super. A już szczególnie super jest w cieście, takim jogurtowym. Albo budyniowym. Albo z truskawkami! W kompocie zresztą też! Szczególnie Babcinym. ;)

A taki tort podoba mi się ogromnie. Tyle tylko, że z bezowymi tortami, to ja nie mam zbyt miłych wspomnień, więc chyba jednak się nie skuszę...

Pozdrawiam! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...