czwartek, 11 maja 2017

Jak przestać się odchudzać. Na zawsze


Większość swojego nastoletniego i pewną cześć dorosłego życia spędziłam na diecie. Oznaczało to mniej więcej głodzenie się przez cały tydzień i objadanie w weekend. Od ponad 10 lat lubię mówić o tym, że od kiedy się nie odchudzam, jestem o wiele szczuplejsza niż wtedy, kiedy to bez przerwy robiłam (to prawda). A jednak.

Moja miłość do różnych darmowych kursów on-line (to temat na osobny post) zaprowadziła mnie przypadkowo do 5-dniowego Intuitive Eating Challenge (darmowego i nadal możecie wziąć udział). Dzięki temu zrozumiałam, jak zakłamane było moje życie. Cały mój brak odchudzania przez wielką część tych 10 lat polegał na tym, że pozwoliłam sobie na przeważnie nie bycie głodną. Och. Niedobrze.

5 porcji warzyw i owoców dziennie, 4 lub 5 posiłków co 3 godziny, nie należy jeść niczego później niż dwie godziny przed snem i tym podobne zasady kierują moim życiem. A co jeśli jestem głodna już po dwóch godzinach? To zdarza się zresztą dość często. Hmm, nie jem, przecież to niezdrowo. A gdyby tak... dostosować się raczej do siebie niż narzuconych nakazów? Wzięcie na siebie całej odpowiedzialności brzmi ryzykownie, ale z drugiej strony, jak mówi Jenna Free na jednym z filmów wyzwania: hello, nie po to jesteś dorosły, żeby nie móc samemu zdecydować.

Diet Mindset (Myślenie dietą) jest na dobre zadomowione w mojej głowie. Jeśli przed zjedzeniem pączka albo frytek wzdychasz „Jakie to kaloryczne”, mimo, że masz ochotę nie sięgasz po kolejny kawałka ciasta (bo dwa to już za dużo), drżysz przed pizzą, dwa dni świąt = tydzień odchudzania, odmawiasz sobie lodów przechodząc koło lodziarni, bo przecież jadłeś już poprzedniego dnia – to znaczy, że też na to cierpisz.

Potrafisz zjeść na jednym posiedzeniu całe opakowanie lodów albo tabliczkę czekolady? To niekoniecznie dobra wiadomość: naprawdę masz na to ochotę czy po prostu myślisz o tym, że zaraz tego nie będzie, a skoro zjadłeś dzisiaj, to przez najbliższy tydzień nic z tego? Czy potrafisz ze spokojem pomyśleć, że dzisiaj zjesz trochę, a jutro resztę? Czy jesteś sobie w stanie wyobrazić, że jutro nie będziesz mieć ochoty i zjesz jeszcze później? 

Z ulgą uświadomiłam sobie, że wiele tych stadiów mam za sobą, ale niektórych jeszcze nie. Że są na świecie inne osoby, dla których niesięgnięcie po drugi kawałek ciasta – dlatego, że zdecydowały, że nie mają ochoty, a nie dlatego, że przytyją od tego 5 kilko – to wyzwanie.

Na szczęście może być inaczej i oglądając Intuitive Eating Challenege postanowiłam skorzystać z rady prowadzącej. Teraz przechodzimy do najbardziej przerażającej części, wyzwania, które podjęłam, nie całkiem wiedząc, co z tego właściwie dla mnie wyniknie (albo właściwie dla myślącej dietą części mojego mózgu). Przytyję 5 kilo? Będzie mi niedobrze przez cały tydzień? A może jednak zrozumiem, że mogę poprzestać na 1 kawałku i to będzie ok?

Na czym polegało moje wyzwanie? Wybieram jedno ulubione jedzenie i przez najbliższy tydzień mogę je jeść ZAWSZE kiedy chcę (ostatecznie zjadłam po prostu jedną blachę). Brzmi przerażająco. Brzmi tak bardzo kusząco. Po długich rozmyślaniach wybrałam coś w rodzaju millioner's shortbread, absolutnie genialną rzecz, której nie jadłam od lat, ale którą uwielbiam.

To było jak spełnienie marzeń. Ciastko wyszło dokładnie tak, jak pamiętałam. Podjadałam wszystko do woli już na etapie przygotowania (no a jak!), a później próbowałam, kroiłam kolejne kawałki albo jadłam prosto z formy. Bywało mi trochę niedobrze, ale tak bez przesady, kiedy w niedzielę popołudniu dojadałam ostatni kawałek żałowałam nawet, że nie ma więcej. Czy odważyłabym się zrobić to raz jeszcze? Chyba nie, bo już nie muszę. Nie oznacza to, że nagle pozbyłam się wszystkich idiotycznych nawyków. Ale znacznie częściej wtedy, kiedy dotychczas myślałam o tym, czy mogę albo powinnam coś zjeść, zaczęłam myśleć, czy mam ochotę. I wiecie co, często odpowiedź brzmi: nie.

Pożegnanie się z myśleniem dietą nie oznacza rezygnacji ze zdrowego jedzenia albo ćwiczeń. Jednak chyba warto pamiętać, że zdrowie, to nie tylko ciało, ale także umysł, a raczej trudno czerpać radość z nadchodzących wakacji myśląc o tym, ile trzeba schudnąć, ze świąt – dożywotnio odmawiając sobie tradycyjnych smakołyków, a  na rodzinnych uroczystościach uważając głównie na to, by nie skusić się na kolejny kawałek ulubionego sernika. Bo zjedzenie kilku ciastek lub kotletów schabowych od czasu do czasu jeszcze nikogo nie zabiło!

Prawidłowa waga dla osoby o moim wzroście (zgodnie z BMI) wynosi od 52 do 70 kilogramów. Nigdy nie zbliżyłam się ani do dolnej, ani do górnej granicy. Jest dość prawdopodobne, że, biorąc pod uwagę tylko kwestie zdrowotne, nigdy nie będę musiała schudnąć. I Ty też nie.


Karmelowe kwadraty
źródło: Carrés gourmandes

na formę 20x20 cm lub trochę większą

Składniki:

200 g ciastek czekoladowych lub herbatników
285 g masła
2 puszki (po 400 g) słodzonego mleka skondensowanego (dałam 1 puszkę + 1 tubkę)
2 łyżki miodu
150 g dowolnych orzechów, grubo posiekanych
200 g posiekanej gorzkiej czekolady

Wykonanie:

1. Blachę wyłóż papierem do pieczenia. Ciastka rozdrobnij na okruchy (w malakserze lub wałkiem). Rozpuść 185 g masła i wymieszaj z ciastkami, przełóż je do blachy, wyrównaj, dociśnij. Wstaw formę do lodówki.
2. Mleko skondensowane, miód i 50 g masła włóż do garnka i podgrzewaj na małym ogniu, aż masa zgęstnieje. Cały czas mieszaj – inaczej pewnie się przypali i cały trud na nic. Dodaj orzechy i wyłóż masę na przygotowane ciasto. Ostudź.
3. Czekoladę i resztę masła rozpuść na parze i wylej na schłodzoną masę karmelową.

2 komentarze:

Roztrzepana Zabiegana pisze...

Przeczytałam od góry do dołu i popieram całym serduszkiem! Wciąż słyszę wokół "Za gruba", "Trza zrobić formę na lato", "Nie wchodzę w te czy tamte spodnie".... Ludzie jedzą nie odruchowo, ale dlatego, że tak im mówi zegarek, czy dietetyk. Zdrowe? Raczej dalekie od tego.... Społeczeństwo dziwaczeje.
Bardzo miło mi się czytało, bo napisałaś to BARDZOO MĄDRZE!!!!
Pozdrawiam cieplutko i czekam z niecierpliwością na kolejny wpis:
http://chrupacz-poranny.blogspot.com/
PS co to jest jedna blacha xd?

karoLina pisze...

Roztrzepana Zabiegana, cieszę się, że udało Ci się przebrnąć przez cały tekst ;-) I dziękuję za miłe słowa poparcia. Niestety, trudno się tak całkiem odciąć od tego, co widzimy w mediach, ale warto dążyć ku wersji zdroworozsądkowej. Blacha = forma do ciasta ;-), u mnie się tak mówi, nie wiem, może to jakiś regionalizm?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...