poniedziałek, 11 stycznia 2010

Codzienność niezwykła jak crème brulée


creme brulee

Pamiętacie (chyba wszyscy pamiętają?) tę scenę, kiedy Amelia przebija karmelową skorupkę na crème brulée? Bardzo to mało oryginalne, odwołanie się akurat do tego obrazu, ale chyba właśnie o to chodzi, by w życiu wypełnionym nudnymi, powtarzalnymi zajęciami, potrafić każdej czynności, przy której Wam się to tylko uda, nadać charakteru święta i czegoś radosnego i wyczekiwanego. Dlatego nie zrażajcie się tym, że przygotowanie tego deseru nie jest proste i pamiętajcie o tym, co jest na końcu tej drogi. Dodam tylko, że zaproponowana metoda nie jest metodą klasyczną, w zasadzie prostszą i szybszą, która jednak jakoś nigdy mi się nie chce udać.

creme brulee

Zimowy crème brulée

Składniki:

8 żółtek
600 ml śmietanki 30% lub 36%
łyżeczka cukru waniliowego lub laska wanilii
3 łyżki miodu
skórka starta z 1 dużej pomarańczy (wcześniej sparzonej wrzątkiem)

+ cukier do karmelowej skorupki

a także:

2 garnki (jeden z szerokim dnem)
dzbanek (naczynie z dziubkiem)
miska
trzepaczka + ewentualnie łyżka
naczynka, w których chcemy podawać krem lub jedno większe naczynie (rozpoczynając przygotowania wstawiamy je do lodówki lub zamrażalnika)

Wykonanie:
  1. Wszystkie składniki odmierzyć i przygotować tak, by łatwo można było po nie sięgać.
  2. Postawić na gazie śmietanę z wanilią i zagotować, dorzucić laskę wanilii, jeśli jej używamy.
  3. W misce wymieszać, nie ubić!, żółtka z miodem i cukrem waniliowym, zalać stopniowo gorącą śmietaną, stale mieszając, aż masa będzie jednolita. Dorzucić skórkę pomarańczową.
  4. Przelać mieszaninę żółtkowo-śmietanową do czystego garnka z szerokim dnem i postawić na małym ogniu. Kluczowe pytanie jest takie: jak mały ma być ten ogień? Ja zazwyczaj zaczynam od najmniejszego, ale po 15 minutach mieszania moja cierpliwość się kończy i co jakiś czas na ok. 10 sekund przekręcam ogień na prawie maksimum, po czym go zmniejszam. To, aż krem zgęstnieje, może potrwać ok. 20 minut. BARDZO WAŻNE: cały czas trzeba mieszać! Ja używam do tego trzepaczki, moim zdaniem lepiej się sprawdza niż łyżka. Obok kuchenki, na wszelki wypadek, stawiamy większe od garnka naczynie z zimną wodą. Jeśli uznacie, że krem bliski jest zabulgotania, do czego pod żadnym pozorem nie można dopuścić, wstawcie garnek na chwilę do zimnej wody.
  5. Nadal stoimy i mieszamy. Przez dłuższy czas nie dzieje się nic. Jednak nie odchodźcie ani na chwilę, bo to może być właśnie ta chwila, która przesądzi o Waszym powodzeniu. Kiedy krem zacznie gęstnieć, wszystko idzie już szybko i na pewno nie przegapicie tego momentu, kiedy krem jest dobry. Jeśli chcecie, możecie wykonać próbę: zanurzyć łyżkę i przejechać palcem po jej tyle: jeśli płyn się nie zlewa, jest ok. Ja jednak tę próbę raczej odradzam, bo szczególnie na tym etapie, każda sekunda się liczy i zostawienie kremu bez czułych machnięć trzepaczki może Wasze starania obrócić w niwecz.
  6. Kiedy zdecydujecie, że krem jest już gotowy, szybko przelejcie go do dzbanka (wyjmijcie laskę wanilii) i dopiero z niego nalejcie do docelowych naczynek. Jest to bardzo wskazane, bo chociaż pozbawione stałego dopływu ciepła, dno garnka nadal jest gorące, Wy przestajecie mieszać i wszystko może się jeszcze zwarzyć, jeśli macie szczęście, to tylko na dnie. To spotkało mnie właśnie tym razem, ale rzecz jasna, nie przelałam do dzbanka, tylko nalewałam krem prosto z garnka.
  7. Teraz kremowi należy się odpoczynek.
  8. Wystudzony krem posypać około łyżką cukru na porcję i przypiec palnikiem (polecane), którego ja jednak nie mam, więc przypiekam pod rozgrzanym piekarnikowym grillem, bardzo się bojąc, czy krem się nie zwarzy, więc moje skorupki są trochę blade. Można też zrobić karmel z cukru i polać nim desery. Wystudzić.
  9. Deser podawać zimny, ale nie prosto z lodówki.

creme brulee

23 komentarze:

Ania vel Vespertine pisze...

Pamiętam, pamiętam! Ja wtedy nie wiedziałam, cóż to takiego, to 'creme brulee'. Dziś już jestem bogatsza o ten smak... Twoje wyglada ślicznie - ja raz robiłam i mi się nie ścięło :(

Anna Maria pisze...

To chyba miara Twoich zdolności, że bez tej blowtorch też Ci wyszły ładne:-)
U nas można ją kupić za naprawdę nieduże pieniądze, my mamy, bo jednak creme brulee MUSI mieć tę skorupkę, jak słusznie pokazała Amelia:-)

Ewa pisze...

Pamietam swoja pierwsza przygode z tym deserem. Kupilam wczesniej palnik nawet. Posmakowal mi bardzo. Choc potem zakochalam sie w panna cottcie i jakos tak o creme brulle zapomnialam...

Ladnie Ci wyszedl :)

arek pisze...

Bardzo ladnie Ci sie udal:)Robilem go obydwoma sposobami wiele razy i musze powiedziec ze klasyczny (dla mnie ) jest znacznie mniej upierdliwy:)

majka pisze...

Nie wiem dlaczego ale mnie zawsze creme brulee wydawal sie latwy w przygotowaniu. Byc moze dlatego, ze jeszcze nigdy sama go nie robilam :) Wszystko przede mna, zabieram sie do niego juz od dluzszego czasu ale jak to u mnie bywa ten czas przeciaga sie coraz bardziej :) Drugi w kolejce czeka crema catalana :)

MImo tego, ze nie jestes zadowolona ze swojego deserku ja chetnie zjadlabym takie male co nieco :)

Urocze zdjecia :)

cukrowa wróżka pisze...

ślicznie wyszlo. :]
moja doświadczenia z creme brulee ograniczają się niestety do restauracji. :]

zemfiroczka pisze...

Piękne! Smakowite! Zjadłabym, ale nie jestem pewna, czy byłabym cierpliwa podczas procesu produkcji ;)))

Joasia pisze...

polecam opalanie zwykłą zapalniczką, byleby płomień ustalić na max, dzięki czemu będzie wysoki = długi i nie będzie parzył w paluszki...

Zaytoon pisze...

A jak można by nie pamiętać tej sceny?... Jestem pewna, że w umysłach kulinarnych amatorów wyryła się ona jak nic innego. ;)

Ja niestety póki co jestem o smak crème brulée uboższa. I zdecydowanie muszę to wreszcie nadrobić...

Pozdrawiam! :)

karoLina pisze...

Aniu, mnie takie z piekarnika ścinało się zwykle za bardzo, a jeśli piekarnik był z takich, co temperaturę ustawia się na mniej więcej to zwykle warzyło, więc chwilowo robię w garnku, nie porzucając nadziei, że z piekarnika kiedyś też się uda, bo to jednak nieporównywalnie mniej czasu zajmuje.

Anno Mario, u nas właściwie też taki palnik można kupić całkiem niedrogo, ale ciągle na niego skąpię, bo mimo wszystko, jak często się robi creme brulee? Chociaż oczywiście, jak już się taki gadżet nabędzie, to jest więcej sposobów wykorzystania.

Ewo, w mojej rodzinie chyba też przeważa frakcja panny cotty, ja do końca nie wiem, po której jestem stronie, tyle tylko, że pannę cottę trudno zepsuć, a to jest plus.

Arku, dla mnie też jest mniej upierdliwy, ale co z tego, skoro tego, co wyciągałam z piekarnika nie dało się jeść? Ale zamierzam jeszcze próbować.

Majko, jest łatwy :) Taki z piekarnika, o ile piekarnik jest dobry i przepis podaje czas pieczenia dobrze. Zresztą, może taki z garnka też jest łatwy, tylko ja miałam parę nieudanych prób.

I dzięki :):)

Cukrowa wróżko, dziękuję :) A ja właśnie chyba nigdy creme brulee w restauracji nie jadłam, a chętnie bym spróbowała, żeby mieć jakieś porównanie.

Zemifroczko, ta cierpliwość, to jest wyzwanie, więc i ja się na to nie porywam zbyt często. Ale za każdym razem coraz lepiej mi idzie :)

Joasiu, spróbuję przy najbliższej okazji, a tak naprawdę zaczęłam już dziś testować na samym cukrze, jednak w różnych wykorzystaniach zapalniczki wprawę mam niewielką i jednak zaczęło mnie parzyć w paluszki, to porzuciłam to zajęcie. Nie bez wpływu był fakt, że makaron się dogotowywał ;)

Zaytoon, ja tak naprawdę nie jestem aż taką fanką Amelii, ale jedzenia tak, więc jest ze mną dokładnie tak, jak piszesz. A creme brulee polecam :)

viridianka pisze...

OMG a wiesz co jakie było moje pierwsze spotkanie z palnikiem? mało sobie włosów na głowie nie spaliłam, bo na dłoniach poszły z dymem :D
całe szczęście obyło się bez poparzeń ani takich innych ;)

następnym razem już wiem co zrobić by się nie uszkodzić ;P
cudny Twój pomarańczowy :) i potem zostaje duuużo białek na... bezowe torty :D

karoLina pisze...

Viri, mówisz, że to takie niebezpieczne? Bo w telewizji im tak zgrabnie idzie... A ja o tym torcie to naprawdę intensywnie myślę i wiem nawet jakie byłoby idealne nadzienie. A tym razem, o dziwo, nie było problemu z upchnięciem gdzieś białek, o ile sobie przypominam, poszły do sernika (nie udał się :(

zemfiroczka pisze...

Pewnie się obraził, że mu białka wcisnęłaś, haha ;))))PP

karoLina pisze...

Nie, niedopiekłam po prostu :)) A z wierzchu był już taki śliczny i to spieczone od góry było dobre. Ale środek też zjedli, szybko nawet :))

viridianka pisze...

jeśli wiesz co robić to to nie jest niebezpieczne :D
ja naładowałam palnik nad zlewem i trochę mi tego gazu się skropliło chyba i wylądowało w nim, odpaliłam gaz na maksa i podpaliłam, matko i córko! jak mi buchło, nie dość ze z palnika to jeszcze ten gaz w zlewie się zapalił :D

dobra teraz mi się śmiać z tego chce ale jak poleciałam do łazienki i spojrzałam na swoje dłonie i włosy to nie było mi do śmiechu ;) kilka z mojej kochanej grzywki się zwęgliło no i o dłoniach już pisałam, wszystkie włoski zniknęły :P

masakra :D

ciekawam bardzo jakie nadzienie zrobisz:)
a sernik? szkoda że nie wyszedł ale hmm... ważne że smakował :D

pozdrawiam !
:))

zemfiroczka pisze...

O matko jedyna! Viri! Ale szalejesz! Dobrze, że tylko grzywka. Aż się normalnie przestraszyłam.

viridianka pisze...

Oczko a co Ty tutaj podsłuchujesz co? może to ściśle tajne miało być :P

just kidding:D ku przestrodze - czytajcie :D

dzieci do lat 20 niech się nie bawią palnikami :P

zemfiroczka pisze...

Było napisać, że to tajne przez poufne ;)P Buły nie dam! ;P

wegetarinka pisze...

dawno mnie tu nie było, dawno nie jadłam creme brulee... ech, piękne fotki

viridianka pisze...

a ja nie wiedziałam że Oczko swoim oczkiem śledzi wszystko co się pisze:D w takim razie następnym razem tak zrobię: T/P :D

my się tu chyba Oczko za bardzo zasiedziałyśmy, jeszcze Właścicielka Bułki z Masłem nas okrzyczy i będzie dopiero... ;)

karoLina pisze...

Wegetarinko, witaj po przerwie :) Tak to chyba jest, że telepatia jednak istnieje, bo też sobie pomyślałam kilka dni temu, że dawno u Ciebie nie byłam, więc na pewno wkrótce wpadnę :)

Viri, Oczko, na pewno Was nie okrzyczę, raczej się cieszę, że mój wpis wywołał u Was takie emocje ;) No i rzeczywiście, niech dzieci czytają ku przestrodze, a z tym tajne przez poufne to trzeba będzie lepiej wykoncypować. Pozdrowienia :)

zemfiroczka pisze...

oczko widzi wszystko ;) W końcu oczko, nie? ;)P

majka pisze...

Narobilas mi ochoty tym swoim kremem. Teraz ja zapraszam do mnie na Creme brulee :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...