poniedziałek, 7 czerwca 2010

Drożdżówki z ulicy Stolarskiej





Jeżeli jakiś turysta przypadkowo zabłąka się na ulicę Stolarską w Krakowie, ma dużą szansę natrafić na dość niezwykły w naszych czasach widok: przed jednym z budynków będzie stała spora grupa ludzi. Stała i czekała. Co zawsze mnie dziwiło, bez zniecierpliwienia i bez przepychania, z doskonałą zgodą na to, że taka musi być kolej rzeczy (choć możliwe, że po prostu nie trafiłam na ten właściwy moment). Przypadkowy przechodzień prawdopodobnie szybko odkryje to, co każdy, nawet przyjezdny Krakus z krótkim stażem dobrze wie: ten tłumek w gruncie rzeczy nie ma się do czego pchać, bo za kilka chwil może mu być odebrana nadzieja, albo, co spotyka pewnie mniejszość, ulicę Stolarską opuszcza z przepustką do ziemskiego raju, bo budynek, przed którym tłumek stoi, to Konsulat Amerykański. Jeśli jednak nie interesuje nas chwilowo podróż do Stanów, to ta część ulicy jest raczej nieciekawa, brakuje jej klimatu i tajemnicy, znajdujące się także w okolicy konsulaty (chyba) niemiecki, francuski oraz luksusowy salon piękności wyznaczają prymat zasobnego zachodniego świata nad romantyczną ruinkowatością, która króluje zaledwie kilka kroków wcześniej.

Bo wchodząc w Stolarską od strony Małego Rynku przez chwilę wielbiciele malowniczych ruder i rozsypujących się kamienic (tacy jak ja), mogą poczuć przyjemne mrowienie w brzuchu. Pierwsze po lewej witają nas zatrzaśnięte na głucho okiennice, a gdzieś pomiędzy rynną a kruszącym się murem można dostrzec opuszczoną pajęczynę. Dalej jest przyjemna kawiarnia o bardzo długiej nazwie*, a jeszcze parę budynków dalej, po prostu Cukiernia. Wcale się nie zdziwię, jeśli przypadkowy turysta ominie to miejsce. Chyba, że jest poszukiwaczem mocnych wrażeń lub ma sentymentalną naturę, bo wielki bukiet sztucznych róż w witrynie, od pierwszej chwili może wywołać nostalgię za dawno minionymi czasami, tym większą, im mniej się miało z nimi do czynienia. W przeciwieństwie do lodziarni, o której kiedyś pisałam, tutaj nie ma mowy o wyreżyserowanym peerelowskim uroku, tutaj wszystko po prostu jest takie, jakie było kiedyś, mimo kilku nowszych gadżetów oraz niepasującej do wspomnień, bo bardzo miłej pani sprzedawczyni, która zakupione ciastka spakuje w cienki szary papier (prawdziwie szary, nie beżowo-brązowy, zwany szarym), a potem (ha, jednak coś się zmieniło) włoży do małej foliowej reklamówki. Cukiernia słynna jest z powodu obojętnych mi marcepanków, bo to, co dla mnie się liczy, to sprzedawane na wagę drożdżówki z serem. Drożdżówka, nawet jeśli się tak z początku nie wydaje, zawsze jest ogromna, a ciasto jednocześnie zbite i mięciutkie, niezbyt słodkie, serowe nadzienie trochę grudkowate, a całość polana lukrem, który podstępnie atakuje palce z każdej strony i skutecznie utrudnia spożycie ciastka w plenerze. Muszę uczciwie przyznać, że moje rodzeństwo, poczęstowane kiedyś tymi drożdżówkami, nie wyraziło takiego zachwytu jak ja, ale a) M. nie smakował jakby niedopieczony ser, który mnie właśnie smakuje b) P. zamiast drożdżówki z serem wziął z makiem, bo myślał, że to o niej mowa. Faceci!

Dzisiejszy przepis to moja wersja brioszek, które zaproponowała Viridianka w ramach 74 Weekendowej Piekarni. Są zupełnie niepodobne do drożdżówek opisywanych powyżej, jednocześnie bardziej kruche i puszyste, ale warto spróbować i jednych i drugich.

*Pierwszy lokal na Stolarskiej po lewej stronie idąc od Małego Rynku



Brioszki à la drożdżówki z serem

Składniki:

ciasto:
2 łyżeczki suchych drożdży instant
2 łyżki ciepłej wody
500 g mąki
50 g cukru
1 i 1/2 łyżeczki soli (ja dałam 1 łyżeczkę)
5 jajek (+ 1 jajko do smarowania wierzchu)
350 g niesolonego masła, bardzo miękkiego (i to chyba jeden z niewielu wypadków, kiedy warto mieć mikrofalówkę)


masa serowa:
400 g twarogu do sernika
100 g cukru
2 łyżeczki cukru waniliowego
30 g masła
1 żółtko


lukier:
12 łyżek cukru pudru
2-3 łyżki gorącej wody


Wykonanie:
  1. Ciasto: drożdże wymieszać z ciepłą wodą i odstawić na 10 - 15 minut (po tym czasie drożdże powinny się spienić, jeśli nic się nie dzieje, należy powtórzyć z innymi drożdżami). Do dużej miski przesiać mąkę, dodać rozpuszczone w wodzie drożdże, cukier, sól i 3 jajka. Składniki wymieszać drewnianą łyżką. Stopniowo dodawać pozostałe 2 jajka, wyrabiając ciasto ręką. Wyrabiać przez około 10 minut aż ciasto będzie gładkie i elastyczne. Można też wyrabiać mikserem, specjalnym hakiem do ciasta drożdżowego, początkowo na wolnych obrotach, później zwiększyć do średnich.
  2. Stopniowo dodawać masło, po dwie łyżki, mieszając lub miksując. Szybko dodawać kolejne 2 łyżki masła, jak tylko poprzednie zmiesza się z ciastem. Miskę przykryć przeźroczystą folią i odstawić w ciepłe miejsce bez przeciągów, do czasu aż podwoi swoją objętość, na około 1 i 1/2 do 2 godzin. Uderzyć pięścią w ciasto, ponownie przykryć i wstawić do lodówki na noc.
  3. Masa serowa: cukier zmiksować z masłem, żółtkiem i cukrem waniliowym, a następnie stopniowo dodawać ser i miksować, aż wszystkie składniki się połączą.
  4. Ciasto rozwałkować na lekko posypanej mąką powierzchni, na prostokąt o wymiarach około 30 x 45 cm, cienki na 1/2 cm. Rozsmarować masę serową. Złożyć krótsze boki ciasta do środka, tak aby spotkały się pośrodku, przekroić ciasto w tym miejscu na dwie części. Każdą połówkę pokroić w poprzek na 12 pasków (lub 8). Ułożyć je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, w odległości 2 cm od siebie. Luźno przykryć folią i odstawić do wyrośnięcia na około 1 i 1/2 godziny.
  5. Piekarnik nagrzać do 190 stopni. Wierzch ciasta posmarować lekko roztrzepanym jajkiem. Piec na złoty kolor przez około 15 - 20 minut. Studzić na blasze ustawionej na metalowej kratce. Wystudzone posmarować lukrem (cukier puder zmieszać z gorącą wodą).

22 komentarze:

Arvén pisze...

No proszę, tyle razy tamtędy chodzę a nigdy nie przyszło mi do głowy tam zajrzeć...Chyba już wiem, gdzie zjem w tym tygodniu moje drugie śniadanie :P

Zaytoon pisze...

Za każdym razem, czytając Twoje "krakowskie" posty dochodzę do wniosku, że nie znam Krakowa. Ale z drugiej strony... nie ma się co dziwić. Bywam od niedawna i sporadycznie, rzadko zapuszczając się w jakoweś zakamarki i zagłębiając w tajemnicę. Mam nadzieję, że w przyszłym roku to się zmieni. Na lepsze. I że spróbuję tych drożdżówek ze Stolarskiej; może nawet w okolicach 19. czerwca, kiedy to się wybieram.

Brioszki wyglądają smakowicie. Chętnie bym sobie jedną porwała - na śniadanie... tylko gdyby tak upiec ją rankiem, żeby była świeża...

Pozdrawiam! :)

Alinka pisze...

Znam te drożdżówki i prawie za każdym razem, kiedy jestem w Krakowie do tej cukierni zaglądam:) Drożdżówki z owej cukierni bardzo mi smakują:)

Paula pisze...

niedługo i ja się tam wybiorę na pyszny spacerek :)

Hazel pisze...

Ale marcepanki są dla mnie jakieś dziwne w smaku. Za to ten zapach, który tam się roztacza...
Nowy adres do sprawdzenia w Krakowie:
http://www.cupcakecorner.pl/
choć to nie ma nic wspólnego z sentymentalnymi smakami, a raczej kuchennymi modami ze świata.
Tęsknię za bajglami w Bajgelmamie na Dajwór :(.

Polka pisze...

Dziękuję za fantastyczną podróż! Lubię Kraków - zdawałam tam na studia i niestety się nie dostałam ;(
Chcę odwiedzić Kraków w tym roku i na pewno wybiorę się w TO magiczne miejsce ;)
Uściski Karolino :)

Felicity pisze...

Jej, byłam tam w tym tłumie na Stolarskiej nie raz i nigdy nie było mi dane trafić do cukierni:/ A tam na pewno nakarmili by mnie o 7 rano. (To zadziwiające jak mało można zjeść w Krakowie o poranku.)

akka fran kebnekaise pisze...

Stolarska w ogole kulinarnie magiczna jest: buły z kawą "Pierwszego lokalu..." do dzis od studiów pamietam, a ostatnio odkrywam na nowo koktaile w Siescie, nie wiem czy te szały w wersji "musli" były tam wcześniej i ja je przeoczyłam, czy to jakas nowosc, ale niebo w gebie!

moze to bliskosc konsulatu sprawia "ostatni dobry posilek, na polskiej ziemi":P

majka pisze...

Krakow jest dla mnie wciaz miastem nieznanym mimo, ze bylam w nim juz kilka razy. Ostatnio zabraklo czasu i mozliwosci aby zobaczyc i odkryc cos wiecej niz tylko Rynek i lokale wokol niego. Ale tak to jest kiedy ma sie przyczepionego do nogi malego Szkraba :)

Drozdzowki z serem to moja wielka milosc. Takie, o ktorych piszesz wlasnie i ja bardzo lubie :) Grudkowate serowe nadzienie i lukier oblepiajacy palce...mniam! Bede teraz musiala zrobic te brioszki z serem bo chyba nie przezyje :))

karoLina pisze...

Arven, no właśnie, sama zastanwiam się, co mnie kiedyś podkusiło, żeby wejść akurat tam, ale dobrze, że to zrobiłam :)

Zaytoon, ja chyba też nie znam Krakowa, bo zwykle chodzę w te same ulubione miejsca i okazuje się, że na poznawanie nowych nie starcza już czasu. A brioszki są tak pomyślane, żeby były gotowe rano, chociaż dla śpiochów to raczej na drugie śniadanie.

Alinko, dzięki za głos za :)

Paulo, zdecydowanie pyszny spacerek, tak bardzo, że jestem gotowa czasem tam chodzić, chociaż to już mi w ogóle nie po drodze.

Hazel, dla mnie te marcepanki też są jakieś dziwne. Dzięki za adres na pewno zajrzę, nawet jeśli to nie tylko moda, ale chyba snobizm, jednak nigdy nie wypierałam się tego, że są we mnie pewne obszary nieszkodliwego? snobizmu. A na tych bajglach nigdy nie byłam, chociaż od zawsze mam w planie.

Polko, :) Ja lubię Kraków właśnie za to, że jest tutaj nieskończenie wiele uliczek o prowincjonalnym klimacie, często zaledwie jedną przecznicę od turystycznych szlaków. A w tych uliczkach mnóstwo magicznych miejsc do odkrycia i to nie tylko do zjedzenia.

Felicity, i tu Cię zmartwię, bo Cukiernia jest czynna od 8, ale kawiarnia obok chyba otwiera się wcześniej.

AFK, ja o koktajlach w Sjeście nic nie wiem, ale to pretekst, żeby się wkrótce znowu wybrać w tamtą stronę. A z tym ostatnim posiłkiem, jeśli połączy się z tradycyjnym wystrojem Cukierni, to rzeczywiście jest jakaś myśl.

Majko, na szczęście Stolarska jest zaledwie o przecznicę od Rynku :) chociaż to zadziwiające, że jest tam aż tak mało ludzi (oczywiście nie wtedy, kiedy chce się zrobić zdjęcie, moje bezludne były robione rano). Brioszki z serem polecam, tym bardziej, że masz już w brioszkowaniu wprawę, ja robiąc ciągle się bałam, że ponieważ ciasto jest inne niż zwykłe dorżdżowe, to jest zupełnie nie takie i nic z tego nie będzie.

Pozdrowienia!

Joasia pisze...

ja tam lubię tę ulicę w całej rozciągłości. jestem tam dwa razy w tygodniu i kojarzy mi się nader doskonale: z Francją. a cukiernia wyglądem odstrasza, niemniej - ma same pozytywne recenzje! a teraz wiem, że jeśli przypadkiem pojawię się w okolicach jej otwarcia, muszę wstąpić na drożdżówkę. dziękuję!

kulinarne fajerwerki pisze...

Drożdżówki wyglądają nieziemsko... A Stolarska w Krakowie wydaje się być najbardziej odpowiednim dla nich miejscem. Magiczne połączenie ;)

viridianka pisze...

jeeej z serem to muszą być pyszniaste, też o takim nadzieniu myślałam i jak nic takowe upiekę (:

a cukierni na Stolarskiej nie znam, jednak na wakacjach na bank będę gościła u Sis i wtedy tam pójdziemy (:

Ania vel Vespertine pisze...

Brzmi fajnie,zaluję, że w ogóle nie znam Krakowa - byłam tam tylko raz. Będę musiała nadrobić zaległosci!

Bea pisze...

Rozmarzylam sie przy opisie tych drozdzowek... No i te Twoje na zdjeciu tez wspaniale! Nawet jesli - jak twierdzisz - nie do konca sa takie same jak te ulubione ;)
Adres cukierni sobie zapisze i moze uda mi sie tam kiedys trafic, podczas nastepnej wizyty w moim ukochanym Krakowie :)
Mam nadzieje, ze nie bede juz wtedy miala zadnej paskudnej alergii ;))

Pozdrawiam serdezcnie!

karoLina pisze...

Joasiu, nawet tak sobie pomyślałam pisząc, że Twoje odczucia względem tej "gorszej" części Stolarskiej będą całkiem inne :)

Kulinarne fajerwerki, no tak, klimat przynajmniej tej części ulicy, w której znajduje się cukiernia i jej wystrój rzeczywiście do siebie pasują, w Krakwie jest jeszcze wiele takich miejsc i za to właśnie go lubię.

Viri, z serem są pyszne, ale mnie te z kremem waniliowym i czekoladą ciągle kuszą. Cukiernię zdecydowanie polecam, to dobre miejsce w okolicach drugiego śniadania, albo nawet już po, ale kiedy do obiadu ciągle jest daleko.

Aniu, Kraków przynajmniej moim zdaniem, cieszy się zupełnie zasłużoną sławą. W sumie warto byłoby czasem, zamiast zaliczać kolejne zagraniczne miasta, powłóczyć się po Polsce, sama mam w tym zakresie ogromne zaległości.

Beo, mam nadzieję, że alergia zniknie wreszcie tak samo nagle, jak się pojawiła. A brioszki, chociaż inne, też są pyszne i chyba nawet nie będę próbowała odtwarzać smaku ulubionych drożdżówek, bo jeśli mi się to nawet uda, to ryzykuję, że ich dostępność w (prawie) każdej chwili odbierze część magii :)

viridianka pisze...

na drugie śniadanie myślę, że będą idealne, już powiedziałam Sisi że tam idziemy, sama jej nie zna, ale przeczytała Twój wpis i czuje się równie zachęcona co i ja (:

buruuberii pisze...

Zaczelam myslec, ze jest jakas nowa super piekarnia na Stolarskiej, a przed nia ta kolejka :-) Fajna opowiasc, fajnie sobie wyobrazac zakamarki swojego kiedys miasta...

A co taki Michalek na Krupniczej?

Madzia pisze...

20.03.2012 to właśnie dzisiaj dowiedziałam się,że cukiernia,o której piszesz została zlikwidowana:(((((.Zgadzam się co do uroków tego miejsca i jakoś sprzedawanych tam wyrobów,akurat moim ulubionym były właśnie marcepanki,szczególnie w okresie Wielkanocy gdy trafiały do świątecznego koszyka.Z takim właśnie zamiarem ich zakupienia dzisiaj wybrałam się na Stolarską i doznałam szoku,po tylu latach zniknął symbol,który od najmłodszych lat dawał mi smak pysznych słodkości,zniknęło cudowne miejsce,a wraz z nim nieodwracalnie pewna część klimatów dzieciństwa.bardzo mi przykro.
Zapraszam na swojego bloga,z pewnością poruszę ten temat jeszcze i tam http://szeptymiasta.blogspot.com/

karoLina pisze...

Madziu, przykra wiadomość, to było naprawdę niesamowite miejsce, nawet gdyby nie mieli takich świetnych ciastek (a mieli...). Cóż.

Tomek z Opola pisze...

Wiem , ze ta cukiernia została zamknieta lub przeniesiona... czy ktos sie orientuje jak mozna sie skontaktowac z wlascicielem tej cykierni ??? Mam cukiernie w Opolu i chcialbym odkupic przepis na te marcepanki ;) zawsze je tam kupowałem

Anonimowy pisze...

Panie Tomku z Opola, czy odnalazł Pan ten przepis? Na te marcepanki pojadę nawet do Opola :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...