wtorek, 1 czerwca 2010

Ciasteczko na czerwiec



To były z pewnością jedne z najbardziej czekoladowych ciastek, jakie zrobiłam. Niech Was nie zmyli przepis, bo żeby na i w efekcie końcowym znalazło się 125 g i jedna kostka czekolady, kupiłam jej pół kilo, z czego wykorzystane zostało 400 g (i jedna kostka). Ale zaczęło się, jak zwykle, niewinnie.

Wymyślony przeze mnie efekt miał być kruchymi ciasteczkami z drobinkami ciemnej czekolady oraz lukrem z czekolady białej, jeśli szczęście dopisze, nieco zazielenionej od mięty . Mimo, że nie udało mi się dostać świeżej mięty (i właściwie tu nastąpił pierwszy moment, w którym przyszło mi zastanowić się, czy wszystko oby pójdzie gładko) i zadowoliłam się suszoną, w herbatce, z optymizmem przeszłam do działania. Początkowo szczęście nawet mi sprzyjało, bo ani jedno ciasteczko nie było spalone, co czasem się zdarza, ale, co zdarza mi się właściwie zawsze, żadne nie osiągnęło też lekko już niepokojącej fazy zbrązowienia, która co prawda nie ma jeszcze nic wspólnego ze spalenizną, ale ma już wiele wspólnego z gwałtownym spadkiem smaku.

Ciasteczka powoli sobie stygły, a ja przystąpiłam do przygotowania polewy. Zagotowałam śmietanę i wrzuciłam do niej woreczek z miętą. Po dziesięciu minutach zalecanych na opakowaniu herbatki aromat był słabo wyczuwalny, ale jakiś tam był. Śmietana była już w garnku, nie chciało mi się przygotowywać kąpieli wodnej, więc dorzuciłam czekoladę i zaczęłam podgrzewać na gazie. I wtedy wszystko kompletnie się zwarzyło. Ha, pomyślałam, tak to jest, kiedy rozsądek zostawia się za kuchennymi drzwiami i z niechęcią, ale jeszcze bez obrzydzenia, poszłam do sklepu po kolejną białą tabliczkę. Niestety, mimo, że tym razem podgrzewałam ją na parze, zwarzyło się po raz drugi. Trudno, pomyślałam, nie będzie ani biało, ani miętowo i zaczęłam rozpuszczać gorzką czekoladę, ale kiedy dodałam do niej śmietany, zwarzyło się po raz trzeci. Z rezygnacją przebrałam się po raz kolejny z dresu w dżinsy i poszłam do sklepu, tym razem przezornie kupując dwie tabliczki. I to jest właściwie koniec opowieści, bo nie ryzykowałam już dodawania do czekolady czegokolwiek, tylko stopiłam ją i posmarowałam ciastka. Nie ma jednak tego złego, bo przynajmniej idąc po zakupy po raz drugi (w sumie, trzeci) wpadłam na pomysł, żeby wykorzystać czekoladę z miętą, więc chociaż nie mogło być biało, to jest przynajmniej miętowo.

Właściwie po tym wszystkim nie bardzo chciało mi się jeszcze jeść, ale następnego poranka, kiedy robiłam zdjęcia, opary czekolady działały już na mnie mocno rozpraszająco. Ciastko w wersji z truskawką – zdecydowanie najlepsze, ma jednak tę wadę (wadę?), że trzeba szybko je zjeść.

PS Jeśli zastanawialibyście się, co stało się z jedną kostką, to trafiła ona na właśnie na truskawkę, a nie do mojej buzi, przynajmniej nie tak od razu.



Ciasteczka czekoladowo-miętowe
na podstawie przepisu Nigelli Lawson

Składniki:

200 g mąki
90 g masła
1 jajko
100 g cukru
pół łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
25 g bardzo drobno posiekanej gorzkiej czekolady

na polewę: czekolada z nadzieniem miętowym

dodatkowo: dowolne dekoracje na ciasteczka


Wykonanie:
  1. Wszystkie składniki, oprócz czekolady, zagnieść, kiedy ciasto będzie tworzyć duże grudy dodać posiekaną czekoladę i jeszcze chwilę zagniatać, aż będzie można utworzyć ścisła kulę. Ciast owinąć folią i wstawić na godzinę do lodówki.
  2. Piekarnik nagrzać do 180 stopni. Ciasto wałkować niezbyt cienko (lub według upodobania) na posypanej mąką stolnicy i wycinać dowolne kształty, które następnie przełożyć na blachę, wyłożoną papierem do pieczenia. Piec ok. 12 minut, aż ciasteczka będą lekko przyrumienione.
  3. Czekoladę roztopić na parze, wymieszać, żeby utworzyła jednolitą masę i smarować nią ciasteczka. Dowolnie je dekorować. Kiedy polewa zastygnie, ciastka przełożyć do szczelnego pojemnika, o ile oczywiście nie zamierzacie zjeść wszystkich od razu. Z przepisu wyszło mi ok. 60 małych ciasteczek.

13 komentarzy:

gosiaa99 pisze...

Nie przepadam za polaczeniem czekoladowo mietowym,ale musze przyznac ze twoje ciasteczko i tak bym zjadla:) Wygladaja cudownie! z ta truskawka :)Ach i Och ;))

majka pisze...

Najbradziej nienawidze tego ciaglego przebierania sie, kiedy trzeba wyskoczyc nagle do sklepu :) Poza tym to moge biegac "w te i nazad" :)))) Nastepnym razem zadzwon, to skocze Ci po te czekolade. Nawet kilka razy :) Ale w zamian koniecznie musisz poczestowac mnie pozniej takim pysznym ciasteczkiem. Oczywiscie z truskawka :)

Weroniko pisze...

Pomysł fajny, tylko szkoda, że czekolada była taka niemiła. Oj chętnie skusiłabym się na takie ciasteczko z truskawką.

Anna Maria pisze...

W UK nikt się nie przebiera do sklepu:-) no chyba że jest w pidżamie czy szlafroku, a i to nie zawsze;-)
A ciasteczka z sieci? Pytam, bom ciekawa z której książki Nigelli.

Polka pisze...

Pól kilo czekolady?? :)
To Pani lub Pani ze sklepu mają niezły utarg :)
Może ja założę sklep i będziesz moją ulubioną klientką :D
A wiesz mi się nigdy nie zdarzyło żeby czekolada się zwarzyła! Zastanawiam się jak to możliwe i nijak nie mogę sobie tego wyobrazić, ale nie wnikam bo pewnie byłaś lekko poddenerwowana :)
Całusy i dużo słońca!

Zaytoon pisze...

Jejku, zazdroszczę Ci, Karolino, determinacji. Ja zrezygnowałabym po drugim... może nawet pierwszym razie.
Ot, taki głupi charakter.

A ciasteczka wyglądają apetycznie.
Ładna czerwcowa stylizacja. ;)

Pozdrawiam!

Joasia pisze...

ciekawa jestem, czy za każdym razem poszłaś do tego samego sklepu i jeśli tak - to czy panie patrzyły na Ciebie ze zdziwieniem?

byliśmy w weekend na wyjazdowej imprezie, padało, kolega chodził po po podpałkę, to po kiełbasę, to po węgiel... miejscowi z podziwu wyjść nie mogli

Paula pisze...

pysznie wyglądają! lubię połączenie mięty z czekoladą :)

karoLina pisze...

Gosiu, ja się do tego połączenia też musiałam przekonywać, ważne, żeby było dużo czekolady ;) A tak na serio, to ta miętowa nutka jest bardzo lekko wyczuwalna i fajnie się z truskawką uzupełnia.

Majko, ja nie lubię ani się przebierać, ani latać, więc chętnie skorzystam, bo odkąd mieszkam (tymczasowo) sama, to ciasteczek u mnie zawsze jest raczej nadmiar (ale nawet przy większej liczbie amatorów postarałabym się jakieś dla Ciebie uratować).

Weroniko, nie wiem, co tę czekoladę tamtego dnia ugryzło, ale pewne jest, że przez dłuższy czas nie zaryzykuję już dodawania do niej czegokolwiek.

Anno Mario, ha, czasem warto być Brytyjczykiem, ostatecznie w domowym t-shircie to jeszcze wychodzę, ale w dresie się nie odważę. Ciasteczka są z Nigella Bites, ale nieco je zmieniłam.

Polko, sklepy niestety sieciowe, więc panie z tego indywidualnych korzyści nie miały, ale jeśli Ty założysz swój własny, to obiecuję kupować tylko u Ciebie. A z tą czekoladą to nie wiem dalej o co chodzi, wcześniej zdarzyło mi się to już kiedyś i chyba też jakimś razem, kiedy za długo podgrzewałam czekoladę w mikrofalówce.

Zay, sama się sobie dziwię, bo nie należę do osób szczególnie wytrwałych. Najbardziej prawdopodobnym wytłumaczeniem jest to, że strasznie chciałam zobaczyć, jak będą wyglądać te lentilki.

Joasiu, była w dwóch sklepach, bo w tym, w którym byłam za pierwszym razem mogło nie być miętowej czekolady. A kolegę trzeba było wspomóc i chodzić na zmianę.

Paulo, :) Ja też je lubię, chociaż odkryłam to dopiero niedawno.

Ania vel Vespertine pisze...

Hm, o mały włos nie skomentowałabym ciasteczka, doprawdy niewybaczalna rzecz :) Oj, nie cieprię biegać do sklepu po dodatkowy składnik albo w celu dokupienia czegoś, co właśnie zepsułam, bo się zwarzyło/nie ścięło/nie roztopiło...

Ale efekt męczarni ładny Ci wyszedł!

kulinarne fajerwerki pisze...

Mięta z czekoladą zawsze niezwykle smakuje! Ciasteczka- niesamowite!

Bea pisze...

Cierpie chyba na straszna skleroze... Bylam pewna, ze wpisalam komentarz, a tu 'guzik':(
Spiesze wiec doniesc, ze ciasteczka czerwcowe bardzo mi sie podobaja, choc osobiscie pewnie bym nie sprobowala gdyz... niestety... nie przepadam za polaczeniem czekolady i miety :( To jest wlasciwie chyba jedno z nielicznych polaczen jakich nie lubie, choc kazdy z tych skladnikow z osobna cenie sobie jak najbardziej. No coz, kazdy z nas ma pewnie jakies dziwactwa ;)

Pozdrawiam Karolino!

karoLina pisze...

Beo, mnie się niestety często zdarza, że myślę, że wpisałam komentarz, a potem okazuje się, że wcale nie (podejrzewam, że winne jest niechlujstwo przy wpisywaniu kodów). Każdy chyba ma jakiś smak, do którego trudno mu się przekonać, sama uważam, że urok tych ciasteczek tkwi tak naprawdę w kolorowych dodatkach, a miętę można sobie odpuścić (i mało brakowało, a musiałabym zrobić to i ja).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...