poniedziałek, 23 listopada 2009

Drugie powitanie kasztanów


zupa kasztanowa

Niektórzy jesienią czekają na dynię. A inni na beaujolais nouveau (już jest!). Ja znowu, po ich pierwszej, wrześniowej fali, czekałam na kasztany. Tym razem te jadalne.

Do zeszłego roku jadłam je tylko raz, było to raczej dawno, tata kupił je nam na jakimś salonie samochodowym (precyzyjniej: przed halą, w której odbywał się salon samochodowy ;)

Oczywiście, będąc na Placu Pigalle, także ich wypatrywałam. Kasztanów nie było (nic dziwnego, w lipcu?), a sam plac okazał się zupełnie nieciekawym miejscem, jeśli miał jakieś walory estetyczne, całkowicie przesłoniły je roboty drogowe.

W zeszłym roku odkryłam, że cena kasztanów jest, w przeciwieństwie do trufli lub foie gras, które Wam zaraz również zaproponuję, całkiem przystępna, a przygotowanie szybkie i proste. Na początek należy je umyć, wrzucić do naczynia z wodą, te, które wypłyną, wyrzucić. Resztę wysuszyć, zrobić w nich nożem nacięcie, wstawić na 20 minut do piekarnika. Jeść. Poparzone palce znajdują się w programie atrakcji towarzyszących.

Tym razem, na początek sezonu kasztanowego postawiłam być bardziej ambitna i spróbować czegoś więcej niż pieczenia.

Nie bez obaw przystąpiłam do gotowania kasztanowej zupy. Najgorsza wersja była taka, że otrzymam szarawą breję o smaku gotowanej śmietany. Najlepsza – to pozostawało intrygującą zagadką.

Nie ma co ukrywać, wyszła szarawa breja. Jednak bardzo kremowa i delikatna, o interesującym i niespotykanym smaku; po zjedzeniu pierwszej porcji zdecydowanie miałam ochotę na dokładkę. Zanim jednak zacznę popisywać się tym daniem przed rodziną, muszę lepiej opanować sztukę obierania kasztanów – przy 30 dkg zajęło mi to chyba z godzinę, jeśli więc macie jakiś magiczny sposób, który ten czas skróci, podzielcie się, proszę.

Update: Dzięki Arkowi wiem, że należy kasztany naciąć na krzyż, a nie tylko byle jak dziabnąć. Dobrze też chwilę odczekać przed obieraniem, ryzyko poparzenia znacznie spada.

zupa kasztanowa

Zupa kasztanowa
(przepis i wszystkie informacje dotyczące kasztanów: Kuchnia nr 10/2008)

Składniki (na 6-8 porcji):

1 kg kasztanów
1 l rosołu z kury (użyłam z kostki)
6 listków selera (wrzuciłam kawałek selera korzeniowego)
pół małej gałki muszkatołowej, startej
1 l śmietanki
sól, pieprz

do przybrania: kawałek foie gras lub płatki trufli


Wykonanie:

  1. Kasztany wstępnie przygotować tak jak do pieczenia (wskazówki w tekście), po czym wrzucić do wrzącej wody i gotować pięć minut, odcedzić, obrać.
  2. Jedną trzecią kasztanów zmiksować*, dolać rosół, dodać listki selera (seler), gałkę, sól, pieprz gotować pół godziny. Po tym czasie wrzucić resztę obranych kasztanów (w całości), dolać śmietanę i gotować jeszcze 45 min.
  3. Uwaga! Zupa łatwo się przypala, więc radzę zmniejszyć ogień na ile można i często mieszać, całe kasztany lubią przywierać do dna garnka. Po jakimś czasie przestałam się przejmować i dogotowałam zupę do końca, a potem przelałam do innego garnka (z przeznaczeniem do odgrzania, jeśli jecie natychmiast., ta operacja jest zbędna). Co prawda proporcji przestrzegałam na oko, ale okazało się, że to co mi wyszło jest okropnie gęste i płynu trzeba było dolać więcej, niż sobie wyliczyłam.
  4. Podawać z plasterkiem foie gras albo płatkami trufli. Ja wyjątkowo nic takiego nie miałam, więc zjadłam bez.
*nie bardzo wiedziałam jak, w końcu są jeszcze całkiem twarde, dolałam więc bulionu, po czym po pogotowaniu ich trochę zmiksowałam ponownie, na wszelki wypadek, żeby jakieś oporne kawałki nie zakłóciły mi potem idealnej kremowości, bo taka grudkowa skaza to przeżycie z gatunku słuchania dźwięku gwoździa na szkle.

zupa kasztanowa

11 komentarzy:

Ania vel Vespertine pisze...

A ja raz robiłam kasztany (piekąłm, znaczy się ;). niestety poparzone palce to nic 0 straszne były te małe włókna, które wchodziły w palce... Strasznie mnie to bolało potem.

W zw. z powyższym do koszatanów raczej nie wrócę, a szkoda, bo zupa, którą pokazujesz jest fajowa. Na pewno by mi posmakowała.

majka pisze...

Sposobu na obieranie kasztanow nie znam, jadam zwykle juz gotowe kupowane u ulicznych sprzedawcow. I nie wazne, ze parza palce, ich smak wszystko mi rekompensuje :) A moze najlepiej byloby kupic kasztany w puszce? Nigdy nie probowalam ale moze to jest jakis pomysl :)

A takiej zupy tez bym chetnie sprobowala :)

lo pisze...

Mam w domu takiego jednego, małego miłośnika pieczonych kasztanów. Myślę, że on byłby zachwycony taką zupą.

Hazel pisze...

W związku z ty, że gotować nie bardzo potrafię, zastanawiam się, gdzie kasztany można zjeść w Krakowie już przyrządzone. W Chimerze ostatnio nie widziałam niestety. :(

akka fran kebnekaise pisze...

mnie w północnych włoszech poczestowano pastą z kasztanami...do dzis za tym daniem tesknie ;) a co do fois gras... moze jednak nie?? http://www.goveg.com/feat/foie/

karoLina pisze...

Aniu, ja z włóknami nie miałam problemów, pochodziły pewnie z tej brązowej osłonki, z którą nie wiem co zrobić, jeść? obskrobać? więc zostawiam jak wyjdzie. Na włókna częściowa rada jest taka (tylko kasztan potem mało atrakcyjnie wygląda) – wydłubywać z połówek łyżeczką.

Majko, zastanawiam się nad tymi w puszce, jeśli rzeczywiście się w kasztanach rozsmakuje, to poza sezonem może warto spróbować. Chociaż raczej nie zastąpią świeżych, tak jak kukurydza albo groszek z puszki, które (przynajmniej dla mnie) właściwie są osobnym gatunkiem warzywa, co nie znaczy, że nielubianym.

Io, spróbuj, zupa jest pyszna, chociaż przy braku wprawy w obieraniu trzeba się trochę narobić.

Hazel, przemawia przez Ciebie lenistwo, bo z kasztanem nic właściwie się nie robi (nacina), tylko wrzuca do piekarnika (jak pizzę...), a potem je.

AFK, foie gras raz próbowałam i niezależnie od tego, że to co robią tym gęsiom jest straszne, to i tak nie mam ochotę na powtórkę, okropnie tłuste paskudztwo. Trufle to co innego ;) (chociaż tego akurat nie jadłam)

Anonimowy pisze...

I to ma być proste gotowanie... Zupa z kasztanów wygląda bardzo obiecująco, ale ja poproszę o jakiś przepis z czegoś bardziej powszechnego (może być marchewka, bo mam ją zawsze w dużej ilośći).

M.

karoLina pisze...

Myślisz strasznie stereotypowo, ta zupa jest łatwa (chociaż dość czasochłonna), a w mieście kasztany można dostać w każdym pewnie supermarkecie. Ja marchewkę kupuję już z rzadka, bo też miałam ją zawsze w dużej ilości...

A co do marchewki jeszcze, to w Wysokich Obcasach było ostatnio przepis na zupę, chociaż A. robiła i mówi, że na menu degustacyjne może i dobra, ale w każdym razie mąż nie poprosił o więcej.

wegetarinka pisze...

Zakupiłam kasztany, cudownie świeżutkie, lśniące, jutro będę piec!:)

karoLina pisze...

Naprawdę już są? Ja ostatnio nieśmiało popatruję na przepisy z kasztanami (znalazłam świetne ciasto czekoladowe, niby bożonarodzeniowe, ale kto by się przejmował), ale myślałam, że trzeba jeszcze trochę poczekać. Smacznego rozpoczęcia sezonu :)

wegetarinka pisze...

i upiekłam, poszły na zupę i pasztet :)
trochę słabo je nacięłam, wydłubywałam miąższ z przeciętych połówek podważając go taką cieniutką łyżeczką, poszło w miarę sprawnie, przy obieraniu kilograma spędziłabym chyba cały wieczór :/

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...