niedziela, 21 lutego 2010

"Usta pełne karmelu" w Czekoladowy Weekend


Karmelki czekoladowe

Czekoladowy Weekend wydał mi się dobrą okazją do wypróbowania wreszcie jakiegoś przepisu z niedawno zakupionej książki o... karmelu. Jej posiadanie było moim marzeniem od bardzo dawna i jest to książka, którą chciałabym mieć nawet jeśli potrafiłabym ugotować jedynie wodę na herbatę (w czajniku elektrycznym) i wcale nie zamierzała tego repertuaru poszerzać. Obrazowy, oryginalny francuski tytuł brzmi „Usta pełne karmelu” (zapewne można by znaleźć bardziej finezyjne tłumaczenie niż to moje), zakupiona przeze mnie wersja angielska została zredukowana do „Karmelu”, ale i tak każda strona sprawia, że mam ochotę natychmiast pobiec do kuchni i coś przyrządzić, chociażby tylko sos karmelowy. Uwielbiam tę książkę oglądać, bo widać, że ktoś się naprawdę zastanowił nad układem graficznym, doborem czcionek, a nawet wyrównaniem tekstu. Do tego piękne zdjęcia, to kwestia gustu, ale dla mnie absolutny ideał – minimalistyczne stylizacje, które jednak działają na wyobraźnię lepiej niż niejedno barokowe ujęcie. I, oczywiście, świetne przepisy. Szkoda, że w Polsce nie wydaje się takich książek. Może Wam się wydawać, że niepotrzebnie tak ekscytuję się czymś, co w końcu jest TYLKO książką kucharską (tym bardziej, że zdjęcie wybranego przeze mnie przepisu nie ujawnia całej tej wspaniałości), ale ja po prostu nie potrafię gotować z tych źle wydanych, nie mówiąc już o tych bez obrazków, chociaż tutaj są wyjątki, bo w klasykach gatunku, niestety, zdjęć nie ma. A prawdę mówiąc, niechlujnie wydanych innych książek też czytać nie lubię (te braki tytułów oryginalnych, lat wydania, nakładów, błędy redakcyjne, horror po prostu).

A inauguracyjny przepis to czekoladowe karmelki, całkiem niezłe, nieco wytrawne, mój brat przyrównał je do cukierków Riesen, a jednak, co jest prawdziwą rzadkością, największą frajdę sprawił mi kwadrans, podczas którego mieszałam płynną czekoladową masę. Reklama nie kłamie. Jedwabiste czekoladowe wstęgi i fale tworzone przez grafików komputerowych istnieją również w rzeczywistości, a przyglądanie się im przez zwykle nieznośnie się dłużące minuty nad garnkiem, naprawdę relaksuje. A najlepsza w smaku była łyżka jeszcze płynnej masy, łyżka, na której pozostały kryształki soli. Smak specyficzny, lecz dziwnie pyszny. Spróbujcie.

Karmelki czekoladowe

Karmelki czekoladowe
(Przepis z Caramel Trish Deseine)

Składniki:

250 g gorzkiej czekolady, posiekanej
250 ml mleka
100 ml cukru (1/2 szklanki bez 1 łyżki)
15 ml (1 łyżka) miodu
15 ml (1 łyżka) solonego masła (dałam zwykłe i dużą szczyptę soli)

  1. Przygotować kwadratowe naczynie (o boku mniej więcej 18-20 cm) i wyłożyć je papierem do pieczenia
  2. Cukier wsypać do garnka, skropić wodą (ja na wszelki wypadek dałam kilka łyżek), ugotować syrop. Kiedy syrop zacznie się gotować, zdjąć z ognia i rozpuścić w nim czekoladę. Mój syrop czekolada natychmiast wchłonęła i wszystko zbiło się w jedną wielką grudę, więc dodałam mleko i w nim, już gotując, rozpuszczałam masę cukrowo-czekoladową. Jeśli uda Wam się czekoladę rozpuścić w syropie, to następnie dodajcie mleko. Masę zagotować, po czym dodać miód i masło. Gotować masę 10-15 minut na małym ogniu, cały czas mieszając drewnianą łyżką, aż zgęstnieje. W końcowej fazie należy mieszać bardzo energicznie, wpuszczając do masy jak najwięcej powietrza.
  3. Cukierki są gotowe, kiedy czekolada przestanie spadać z łyżki, lub będzie to robić bardzo wolno. Masę przelać do przygotowanego naczynia, wyrównać i pozostawić aż stwardnieje. Pokroić, kiedy zaczną tężeć. Polecam też zamrożenie karmelków.
Całkiem prawdopodobne, że karmelki za pierwszym razem będą zbyt miękki lub twarde (moje były za miękkie), ale jak pisze Trish „zawsze pyszne i samodzielnie przez Was zrobione”.

17 komentarzy:

Bea pisze...

Karolino, juz wiem co mi sie bedzie dzis snilo ;)
Tytul pieknie przetlumaczylas, ja w tlumaczeniach dobra nie jestem niestety :/
I teraz mam problem, bo... moze jednak tez powinnam te ksiazke miec? Wlasnie koncze kompletowac zamowienie na amazonie ;)

Twoje 'caramels' sa urocze! Pewnie tez sie kiedys skusze :)

PS. I oczywiscie masz racje co do topionej czekolady - dla mnie to poezja...

Pozdrawiam!

I dziekuje Ci za udzial w CzekoWeekendzie :)

zemfiroczka pisze...

Tytuł zaiste cudowny - działa słodko na wyobraźnię.

Karmelki i relaksacja podczas czekoladowej sesji? - do przetestowania ;)

Gosia pisze...

bardzo obrazowo opisalas plynna czekolade,tez uwielbiam ten moment i wpatruje sie,jak zaczarowana w lyzke mieszajaca czekolade .......
Takie karmelki pyszne musza byc,a jeszcze pod TAKIM!! tytulem to juz w ogole....
Pozdrawiam cieplutko :)

Ewa pisze...

Ale slodkosci! Wpraszam sie na kawe :D

asiejka pisze...

już sam tytuł brzmi niesamowicie
potrafisz zaczarowac

mam kilka kucharskich książek
ale właściwie jedna tylko mnie zachwyca
kolory smaków
za kolor, piękne

cudne są te karmelki
może i ja ich spróbuję..
ostatnio, gdy robiłam trufle czekoladowe obtoczone w solonych pistacjach to poznałam ten oryginalny smak.. słodko słony

ściskam mocno!

majka pisze...

"Usta pelne karmelu"...brzmi slodko i rozpustnie :) I takie podejrzewam sa tez te wszytskie przepisy. Karmelki wagladaja zniewalajaco. Prosze zapakowac je w puszeczke i przeslac mi poczta :) Albo za pomoca kuriera aby nie zaginely po drodze :))

Ja mam juz upatrzone na Amazon trzy ksiazki pod bardzo krotkimi tytulami: "Karmel", "Waniila" i "Cynamon". Mam nadzieje, ze bedzie choc troche taka dobra, jak Twoja :)

Pierwsze zdjecie mnie zachwycilo :)

karoLina pisze...

Beo, ciekawa jestem, czy się skusiłaś ;) Ja ostatnio przekonałam się, że zakupy w sieci nie są aż takie straszne jak sądziłam (a wiem co mówię, bo mam z tym pewien kontakt od strony sprzedającego) i już zaczynam się obawiać o stan mojego konta, ale w końcu radość z przychodzącej paczki bezcenna ;) I dzięki za zorganizowanie zabawy :)

Zemifroczko, wyobraźnia zdecydowanie działa i już sobie wyobrażam kolejne sesje psychoterapii nad garnkiem z różnymi rodzajami płynnego karmelu. Oj, będzie słodko.

Gosiu, ja zazwyczaj roztapiałam czekoladę w mikrofalówce, a jeśli na parze, to nerwowo kombinowałam, żeby rozpuściła się jak najszybciej i nie zdawałam sobie sprawy, że cała zabawa mnie omija. No, ale teraz już wiem :)

Ewo, zapraszam, będzie pretekst, żeby zrobić więcej karmelków :)

Asiejko, spojrzałam na trufle, bo chyba je przegapiłam, to musi być świetny smak. I nareszcie okazja do wykorzystania słonych pistacji, bez nerwów poszukiwania niesolonych i uczuciu rozczarowania po przestudiowaniu składu kolejnych słonych paczek. A słodko-słony smak naprawdę jest niezwykły.

Majko, oj, rozpustna jest ta książka, aż mam ochotę zmienić bloga na "Karmel i reszta" i wypróbowywać przepis po przepisie. Karmelki przesłać ciężko, bo są dość miękkie, ale jak zrobię krówki, to na pewno na kilka się załapiesz :)) Mam nadzieję, że Twoje książki okażą się równie smakowite.

Ania vel Vespertine pisze...

Ja UWILEBIAM mieszanie czekolady! Wg mnie to czynność kuchenna nr 1, mogłabym mieszać ją bez końca :)

Fajne karmelki, zasadzam sięna jakieś już pewien czas... I jakoś na tym się kończy ;)

Polka pisze...

A ja chyba wolę wyrabiać ciasto drożdżowe albo chlebowe, ale ja zawsze lubię wszystko na opak...
Karolino wiesz to że zachwycasz się książką kucharską to piękna rzecz.
Nie każdy tak potrafi, dla niektórych liczy się tylko to, żeby było kolorowo. A Ty na wyrównanie czcionki zwracasz uwagę.
Buziaki :*

Bea pisze...

KaroLino, ‘Je veux du chocolat’ przegrało w zeszłym sezonie z tymi Larouss’owymi ;) Ale też jest na mojej liście. A co do karamelu, to chyba najpierw raz jeszcze popatrzę na nią w księgarni… Muszę się upewnić, że to naprawdę przepisy dla mnie ;) A tymczasem i ja niecierpliwie czekam na kolejne zamówienie ;)
A jedyne co mi przeszkadza w tych wysylkowych zakupach, to ewentualne ryzyko, ze ksiazka nie zawsze idealnie przetrwa podroz :/

Szarlotek pisze...

Uwielbiam rozpuszczac czekoladę , patrząc jak staje sie aksamitna, głęboka ,lsniaca czekoladowym blaskiem :) Takie karmelki muszą byc bajeczne! Uwielbiam ogladac kulinarne aranżacje, ale wyjatkowy sentyment mam do ksiażek pozbawionych zdjęc, gdzie czytając wyobrażam sobie jak potrawa będzie wyglądac :)

karoLina pisze...

Polko, ja robić ciasto drożdżowe rzeczywiście nie bardzo lubię, łapska się lepią i tyle, chociaż właściwie wszystkie etapy poza zagniataniem są ok. Z chlebowym, to właściwie jeszcze nie wiem (bo to przecież wcale nie to samo), na razie efekt końcowy jest dla mnie na tyle nieprzewidywalny, że cała zabawa bardzo mi się podoba. A co do kolorowych książek, to (chociaż właśnie na taką kolorową czekam...), to lubię jak po prostu wszystko gra ze sobą, bo trochę trudno popatrzeć jedynie na zdjęcie i nie zauważać reszty dookoła.

Beo, ja Ci zazdroszczę, że masz tak w czym wybierać, może strasznie marudzę, ale naprawdę w Polsce jest niewielki wybór takich książek, które by mi odpowiadały (chociaż oczywiście i tak mam ich już o wiele za dużo), a przesyłki z Amazona drogie, oj, drogie. Ostatnio odkryłam (i tak właśnie kupiłam "Karmel") polską księgarnię, która sprowadza rzeczy z zagranicy, chociaż akurat "Je veux du chocolat" można zamówić tylko po niemiecku, a na to chyba już się nie będę porywać.

Szarlotku, ja to już odkryłam jakiś czas temu, że wyobraźnię chyba mam ubogą i strasznie jestem przesiąknięta współczesną kulturową papką, bo (co wbrew pozorom ma duży związek z książkami z obrazkami) filmów też już nie potrafię oglądać, jeśli nie znam treści, a jak coś gotuję, to najbardziej lubię, jak wygląda tak, jak na obrazku. Chociaż oczywiście stare książki są poza konkurencją i dla nich robię wyjątek.

Bea pisze...

Karolino, a nie chcesz jej po francusku? Bo to zaden problem dorzucic ja do mojej nastepnej przesylki z francuskiego Amazona! Naprawde :)

karoLina pisze...

Aniu, co za wstyd, zapomniałam Ci ostatnio odpowiedzieć, ale mam nadzieję, że jak się podzielę następną porcją karmelków, to wybaczysz... Ja też mam dużo przepisów "do wypróbowania", ale na wszystkie nie starcza czasu, a potem pojawiają się nowe, jeszcze lepsze.

Beo, dziękuję, strasznie jesteś miła i to brzmi niesamowicie kusząco. Przemyślę jeszcze sprawę, ale na wszelki wypadek, jakbyś planowała następne zakupy, to daj znać. Pozdrowienia serdeczne

Bea pisze...

Karolino, mam teraz otwarte zamowienie ktore chce w miare szybko sfinalizowac; ta ksiazka kosztuje 15 euro. Nie czuj sie absolutnie zmuszona, ale jesli chcesz to daj znac, dobrze?

Pozdrawiam :)

Atria C. pisze...

Karolino, kiedy patrzę na polskie ksiażki kulinarne.. Nawet takich sław jak Makłowicz i na ich wydanie. To wydaje mi się, że na wielu blogach kulinarncyh, zupełnie amatorsko i darmowo dziewczyny robią dużo, dużo lepsze zdjęcia!

To samo jeśli chodzi o opisy przygotowania (tutaj mówię o mniej znanych autorach). Często niedokładne, niedopasowane. Nie można znaleźć czasem nawet indeksu potraw i spisu treści!

To smutne ale daleko, daleko nam do ksiażek angielskich chociażby.. Jakby wydawcy nie zauważyli że rynek już od dawna jest bardziej wymagający i konkurencja, choćby ze strony blogów internetowych, hjest większa

Adriosmen pisze...

hmmm...napisze komentarz inaczej iż inni/e.Tez przepis jest zarąbisty.koniecznie po kupieniu składników zabieram się za niego!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...