poniedziałek, 1 lutego 2010

Ciasteczko na luty




W lutym moja wytrzymałość na zimę, wcześniej również niewielka, dobiega końca. Nie wystarcza już herbata z cytryną i ciepły koc, przyjemność spędzania długich wieczorów z książką zaczyna się nudzić, a wydłużający się dzień, zamiast cieszyć, irytuję swoją ciągle niedostateczną świetlistością i długością. A na dodatek, przynajmniej według mojej teorii, teraz dopiero nadchodzi najgorsze, bo luty to najzimniejszy* miesiąc roku. Zdaje się, że zawiera się to nawet w jego etymologii.

Myślę, że udaje mi się to przetrzymać tylko dlatego, wybaczcie to osobiste wyznanie, że w lutym są moje urodziny, ponieważ jednak nie każdy ma takie szczęście, proponuję bardziej uniwersalny antydepresant. Ciasteczka na luty szczypią podniebienie niczym mróz policzki i skrzą się jak śnieg w bardzo zimny dzień, ale to szczypanie jest całkiem przyjemne, bo pochodzi od imbiru, a zachęcające błyski rzucają kryształki cukru.

Sposób wykonania - lepienie maleńkich kuleczek, spokojne i oczyszczające umysł z innych myśli, podwaja terapeutyczne działanie ciasteczek. Przynajmniej tak musiałam sobie wmawiać, ale ponieważ ładnie przetłumaczyłam dla Was przepis, pewnie nie popełnicie tego błędu, co ja. A mianowicie, autorka radzi, by ciasto nabierać łyżką, a potem tę porcję dzielić na dwie i toczyć dwie kuleczki. Z jakichś powodów doszłam do wniosku, że chodzi jej o małą łyżeczkę i lepiłam przez dłuższy czas takie mikrokuleczki. Jednak pod koniec pierwszej blachy coś mnie tknęło i pomyślałam, że chyba nikt nie byłby tak szalony, żeby robić ciastka tej wielkości. Otóż, tu miałam rację, ja szalona może byłam, autorka przepisu na pewno nie i jak wół napisała "tablespoon". Druga blacha poszła szybciej.

*Internet twierdzi, że jednak styczeń.



Ciasteczka Trójimbirowe
(Triple Ginger Cookies, przepis: 101cookbooks)

Składniki:

2 szklanki mąki
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1 łyżeczka zmielonego anyżu gwiazdkowego (pominęłam)
4 1/2 łyżeczki mielonego imbiru
1/2 łyżeczki soli
100 g masła
1/4 szklanki melasy (normalnie dałabym miód, ale tym razem zaszalałam i kupiłam melasę)
2/3 szklanki jasnego cukru trzcinowego
1 1/2 łyżki świeżego imbiru, startego
1 jajko
1 szklanka kandyzowanego imbiru, dobrze posiekanego (dałam opakowanie 125 g = ok. 2/3 szklanki)
skórka z 2 cytryn

gruby cukier do obtaczania ciastek (użyłam zwykłego kryształu)


Wykonanie:
  1. W misce wymieszać mąkę, sodę, anyż, mielony imbir i sól
  2. Masło rozpuścić, trochę przestudzić, dodać cukier trzcinowy, melasę i świeży imbir. Wymieszać. Masa powinna być lekko ciepła, tak, żeby można było włożyć palec. Dodać jajko.
  3. Płynne składniki dodać do mąki, dorzucić kandyzowany imbir (musi być bardzo drobno posiekany, wręcz na pastę, ja przepuściłam go przez malakser), skórkę z cytryn. Zagnieść.
  4. Łyżką STOŁOWĄ nabierać ciasto, dzielić porcje na pół, toczyć kuleczki, które następnie obtaczać w cukrze. Każdą kuleczkę dokładnie obtoczyć w dłoni, żeby cukier dobrze się trzymał. Kuleczki układać na blasze posmarowanej masłem lub wyłożonej papierem do pieczenia.
  5. Piec w 180 stopniach, ok. 7-10 minut, aż lekko się zarumienią i popękają. Zdaje się, że moje piekły się trochę dłużej.
Na pierwszym zdjęciu: kandyzowany imbir




9 komentarzy:

Zaytoon pisze...

Ja na szczęście mam podobny komfort - również obchodzę w lutym urodziny i to już całkiem niedługo. :)

A ciasteczka naprawdę idealnie lutowe. Brr... Mimo wszystko mam nadzieję, że minie czym prędzej.

Pozdrawiam!

akka fran kebnekaise pisze...

byle do 21 lutego, wtedy slonce zachodzi o 17, jest szansa je zobaczyc po wyjsciu z pracy ;)

Ania vel Vespertine pisze...

Takie malutkie ciacha musiały wyglądać ładniutko :)

Nie wiem, czy to moje przeoczenie, czy nie napisałąś nic o smaku tychże ciasteczek. Przypadły CI do gustu?
Zdjęcia bardzo ładne :)

Pozdrowienia ślę!

asieja pisze...

polubiłabym Twoje lutowe ciasteczka
bo imbir jest mi właściwie nieznany
i wiesz, niedawno rozmawiałam z jedną miłą osobą o imbirowych ciasteczkach
z przyjemnością ich spróbuję

i ta zima
ostatnio przestała mnie męczyc
przestałam przerażająco marznąc (nie licząc powrotów do domu zimnym pociągiem raz na jakiś czas..)
i cieszę się bielą śniegu

pozdrawiam więc ciepło (:

karoLina pisze...

Zaytoon, ja mimo wszystko też czekam aż się skończy. Pocieszenie jeszcze jedno - to najkrótszy miesiąc w roku przecież.

AFK, ja należę do tych bardziej szczęśliwych, którzy słońce po wyjściu z pracy mogą oglądać już teraz :))

Aniu, mnie smakowały, ale ja bardzo lubię imbir i jego ostrość, bardziej martwiłam się, czy będzie kto mi miał pomóc je zjeść, ale wszyscy twierdzili, że dobre.

Asiejo, spróbuj się zaprzyjaźnić z imbirem, co prawda to jedna z tych przypraw, która jest tak wyrazista, że jeśli się w niej nie rozsmakuje to przeszkadza, ale warto spróbować. Szybszą od ciasteczek, ale bardzo przeze mnie lubianą wersją, jest herbata z cytryną i imbirem.

majka pisze...

Twoje ciasteczka "skrza" sie jak prawdziwy snieg. Sa piekne, jestem nimi naprawde zachwycona.

Byle do wiosny :)) Pozdrawiam cieplutko :))

Olciaky pisze...

Jami jami jaami jaaaami!
Nic więcej nie powiem.
Ciatko na luty do mnie przemawia;D!


Pozdrawiam, Olcia

Bea pisze...

Ufff... to dobrze ze tylko jedna blache takimi miniaturkami wykleilas ;) Wole sobie nie wyobrazac, ile czasu to zajelo... ;)

Ciasteczka brzmia swietnie i bardzo chetnie zapisze sobie recepture 'na pozniej' :)

Pozdrawiam!

Szarlotek pisze...

Też mam to szczęście, że jestem Lutowianką i bardzo z tego się cieszę :) Takie imbirowe rozgrzewacze mogę polubić, bo sam imbir działa na mnie zachęcająco :)
Pozdrawiam !

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...