środa, 9 września 2009

Waniliowe jajka przyprawione szczyptą absurdu


Waniliowe jajko na miękko

SYRENA POŁUDNIA

Jej oczy pozbawione są może wyrazu, szczególnie po usmażeniu. Jakimż jednak przysmakiem bywa dobrze odżywiona Syrena Południa o delikatnym mięsie, królowa stołu, chluba jezior. Przy odrobinie szczęścia można ją spotkać wszędzie, acz subtelna Syrena Południa, ów prawdziwy smakołyk, jest rzadkością nie lada. Najznakomitsze okazy pływają w Wielkich Jeziorach Buttes-Chaumont i lasku Bulońskiego. Syrena Południa waży zwykle pięćdziesiąt cztery kilo i jest w niczym niepodobna do innych syren. Ma smukłe ciało, kształtną głowę i spiczasty nosek. Jej sukienka w kratę jest gładka i miękka jak skóra. Dodajmy do tego cieniutkie, szlachetne łuski, za którymi przepadają kucharze. Z Syreną Południa nic się równać nie może.

A oto przepis:

Syrenę Południa uśpić, naszpikować gotowanymi truflami i położyć na pokrojonych warzywach. Dodać masła, przyprawić, obłożyć cienkimi plastrami słoniny i dolać czerwonego bordeaux do połowy garnka. Gotować dziesięć minut. Odcedzić udko. Rozprowadzić zasmażkę, zagęścić i na małym ogniu smażyć udko w zasmażce przez dwadzieścia minut. Podawać z przybraniem w formie czterech majorów (po dwóch z każdej strony), dekorowanych truflami z Périgord. Marsowy efekt podkreślamy, garnirując wiarusów potrawką z mlecza, trufli i grzybów. Danie wyborne i wytworne.
Za wielki rarytas uchodzi Syrena Południa duszona w białym winie. Niektórzy smakosze wolą ją jednak w wywarze, podaną z garnizonem angielskim lub szwajcarskim. Zgodnie z prawem Archimedesa, Syrenę faszerować na wysokości bluzki. Uważać na głowę, by zachowała naturalny kształt. Syrena Południa uszlachetnia wszystkie sosy. Znakomicie smakuje przyrumieniona na rożnie i podawana z potrawką z uszu białych myszek. Jest też świetna na niebiesko: skropiona gorącymi łzami, podlana dobrym burgundem i uduszona w pachnących oparach cebuli, pietruszki, szałwi, szczypiorku, tymianku, estragonu oraz liści laurowych.
Gdy tłuściutka, żywiołowa i młodzieńcza Syrena Południa jest w pełnym rozkwicie, najlepiej smakuje usmażona pod warstwą artystycznie przyrumienionej pietruszki.
Syrenę marynowaną w orleańskim różowym occie winnym, z dodatkiem tymianku, gałki muszkatałowej i liścia laurowego, kokieteryjnie obtoczyć w mące i rzucić na rozgrzaną patelnię. Podsmażoną, wrzucić do szamba i panierować, by każdy sznycel zrumienił się na złoto.
Posypana drobną solą, zdobna siemieniem i jajkiem, Syrena Południa wspaniale prezentuje się pod kopułą z pietruszki.

Delektujcie się Syreną Południa, rozkoszujcie jej wybornym ciałem, kamratem białego sauterna. Jeśli jednak chcecie trawić spokojnie, nie patrzcie jej w oczy. Po usmażeniu przesłonił je złoty całun, a ich tajemniczy wyraz budzi wspomnienie przejmujących i mglistych spojrzeń mumii faraonów. Dajcie raczej na mszę za spokój jej duszy. A przy okazji i swojej.

(Roland Topor, Księżniczka Angina)

Kiedy czytaliście ten przydługi i absurdalny wstęp (a także, kiedy będziecie czytać resztę tego posta), ja pływam sobie po mazurskich jeziorach. Jednak to wcale nie w związku z wodą i tym, co można w niej złowić, naraziłam Was na poznanie tajników przygotowania Syreny Południa. Ten tekst ma ścisły związek z dzisiejszym przepisem, ale o tym będzie nieco później, bo zacznę jednak właśnie od dzisiejszego przepisu, a właściwie od tego, jak na niego trafiłam.

Na wielu blogach napotkałam pochwały Michela Roux i jego książki, pod nieskomplikowanym tytułem, „Jajka”, której polski wydawca uznał za słuszne nadać mylący podtytuł „130 prostych przepisów”. Postanowiłam więc sprawdzić, co właściwie w tym dziele jest specjalnego. W poszukiwaniach obleciałam wszystkie księgarnie w okolicy, ale w końcu się udało. Oczarowana szatą graficzną w moim ulubionym stylu, niestety, rzadko spotykaną w polskich publikacjach kulinarnych, i zachęcona niewielką ceną (tym razem dla wydawcy brawo, że darował sobie twardą okładkę), książkę kupiłam, prawie nie zwracając uwagi, czy treść w ogóle jest tego warta.

A jest. Chociaż nie wszystkie przepisy są tak proste, jak sugeruje podtytuł, to jednak zaczyna się rzeczywiście od podstaw. W ten sposób i ja postanowiłam rozpocząć moją przygodę z panem Roux i na początek wybrałam coś, co właściwie w ogóle nie wymaga przepisu, a jednak, to danie znane w każdym polskim domu, potrafiło zaskoczyć. Mesdames et Messieurs:

Waniliowe jajko na miękko

Waniliowe jajka na miękko z karmelem i bułką maślaną
(nie, nie zapomniałam o tym wstępie, ale to będzie jeszcze za chwilę)

Składniki:
(4 osoby)

4 jajka
laska wanilii, przecięta wzdłuż
100g cukru
łyżeczka soku cytryny
4 kromki bułki maślanej


Wykonanie:
  1. Jajka wraz z laską wanilii włożyć do szczelnego pojemnika. Odstawić na 24 godziny do lodówki, zapach wanilii przeniknie przez skorupki.
  2. Przygotować sos karmelowy: cukier podgrzewać w garnku, aż zmieni barwę na złotą, zdjąć z gazu i dolać 100 ml wrzącej wody (to ważne, bo inaczej karmel się zestali) oraz sok z cytryny. Pogotować 2-3 min., aż sos osiągnie konsystencję syropu. Zeskrobać do niego parę ziarenek wanilii, dodać trochę soli. Przelać do małego dzbanuszka i trzymać w temperaturze pokojowej.
  3. Bułkę opiec w tosterze (piekarniku, na patelni), pokroić w słupki. Trzymać w cieple.
  4. Jajka przełożyć do garnka, zalać zimną wodą. Kiedy woda zacznie wrzeć, przeczytać na głos tekst przepisu na Syrenę Południa*. Jajka zdjąć z ognia, zalać zimną wodą (żeby dało się ich dotyknąć i przełożyć), wytrzeć, włożyć do kieliszków na jajka.
  5. Jajka jeść łyżeczką, dodając do nich po parę kropel karmelu; słupki bułki maczać w jajku.
*rzeczywiście to zrobiłam :) Dość szybkie czytanie trwa ok. 2,5 min. Jest to dobry czas na ugotowanie jajka. Najtrudniej było mi określić moment, kiedy woda naprawdę wrze i należy zacząć czytanie. Jeżeli Waszym zdaniem lekko płynne białko nie szkodzi (bo po 2,5 żółtko też zaczyna się nieznacznie ścinać, ale z tej strony, gdzie białka jest z kolei trochę więcej, nadal pozostaje troszkę płynne) skorzystajcie z rady Michela i gotujcie je od 1,5 do 2 min.

Waniliowe jajko na miękko

Waniliowe jajko na miękko

14 komentarzy:

Ania pisze...

HI hi, będę musiała przetestować tę metodę! Gorzej, jeżeli ktoś kończył kurs szybkiego czytania i pochłonie tekst w kilkanaście sekund... ;)

viridianka pisze...

mam tą książkę i ją bardzo lubię, ale równie jak Ty nie zgadzam się wszystki przepisy są łatwe, jednak robiłam już kilka rzeczy i jestem zadowolona, teraz może coś wytrawnego zrobię:)
a to jajko pamiętam, też mnie kusi chociaż zawsze jak sobie o nim przypomnę do mi wanilii brakuje:)

Konsti pisze...

Lubie takie wpisy z kluczem:) Ciekawa forma, ciekawa tresc. Jajko wyglada nader smakowicie...
Pozdrawiam.

grazyna pisze...

A moja Teściowa gotowała jajka na miękko na trzy zdrowaśki :)

asieja pisze...

zachwycające

chyba i ja się skuszę na tą książkę,
wiele dobrego o niej słyszałam

majka pisze...

Jajko i wanilia...jakos nie moge sie przekonac chociaz wyglada pysznie :)

A te ksiazke tez mam ale jeszcze nic z niej nie przygotowywalam.

Gosi@ pisze...

intrygujacy ten przepis......

karoLina pisze...

Aniu, jeśli ktoś czyta za szybko, sam sobie winien, że się pozbawia zabawy i niech za karę używa zegarka ;)

Viridianko, ja tę wanilię kupiłam specjalnie do jajek, chociaż sobie chwalę, bo teraz wtórnie dobrze mi służy. I wyznam po cichu, że ja tej waniliowości w jajkach nie czułam za bardzo, a jajka były dobre, bo pomyślałam, że skoro stanowią podstawę przepisu, to warto zaszaleć.

Konsti, jajko jest niezłe, nie wiem, czy wejdzie na stałe do mojego reperturau, ale jeśli planuje się komuś zrobić śniadanie, to można go zaskoczyć.

Grażyno, hmm... kusi mnie, żeby i tak spróbować, ale chyba bym się czuła trochę świętokradczo.

Asiejo, książka, a nie jestem skłonna do pochwał i egzaltacji ;) jest cudna, teraz walczę ze sobą i jestem ciekawa, ile jeszcze wytrzymam (a Święta jeszcze tak daleko...) bo wyszły jeszcze "Ciasta".

Majko, tej wanilii tak naprawdę tam za bardzo nie czuć, dominującym smakiem jest karmel, może nie jest to hit, ale połączenie w celach poznawczych warte wypróbowania.

Gosiu, mnie też zaintrygował, zwłaszcza to odłożenie jajek z wanilią na dobę do lodówki, ale ze smutkiem przyznaję, że efektu akurat tego działania spacjalnie nie odczułam.

szarlotek pisze...

U mnie jaja gotuje automat i po kłopocie :)Książkę posiadam :) A co do Syreny , to kto ją ma temu spełni jedno życzenie ... Ojej, ja tych życzeń miałabym kilka

Olciaky pisze...

Waniliowe jajko powiadasz?
łał!

zemfiroczka pisze...

Mój chemik z ogólniaka był fanem Topora. Pamiętam, jak kiedyś na lekcji chemii czytał nam opowiadania jak święty mikołaj zgwałcił tatusia ;/

Ale jaja! Fajne - w sensie :)

Eklerek pisze...

Jajka i wanilia.. O tym jeszcze nie słyszałam... :) Teraz się zastanawiam, jak smakują..

laitae pisze...

Świetny pomysł, efekt końcowy brzmi dość surrealistycznie, ale moze sprobuje:)

karoLina pisze...

Mnie surrealizm (od czasu do czasu) odpowiada, a jajko nie smakuje może aż tak dobrze jak wygląda, ale znacznie lepiej, niż można by się, wyczyniając te surrealistyczne cuda, spodziewać.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...