wtorek, 6 kwietnia 2010

Wiosenna dieta






Odkryłam ostatnio, że jest coś, co równie dobrze jak czekolada poprawia humor. Do tego skutki uboczne i wyrzuty sumienia z powodu oddania się szaleństwu są trochę bardziej odroczone. Zakupy. Nie śmiejcie się, ale naprawdę odkryłam to dopiero teraz. Dokonałam jeszcze jednego równie śmiesznego odkrycia: uroku zakupów w sieci. Dzięki cudownemu wynalazkowi sklepów internetowych spełniłam kilka swoich marzeń, prawie wyłącznie składających się z książek kucharskich (chyba o wszystkich już pisałam)*. Z tych powodów, w sposób tradycyjny i wysyłkowy, przez niewiele ponad miesiąc, wzbogaciłam się o nieprzyzwoicie wiele rzeczy, których dobroczynny wpływ na moją psychikę trwa nadal. Cóż, jednak uznałam, że trzeba powiedzieć stop, zanim ten nowy antydepresant stanie się przyczyną mojej niewypłacalności (nie stało się tak głównie dlatego, że luty był miesiącem urodzinowym), a planowane cięcia mają dotyczyć przede wszystkim książek kucharskich.

Tak jak przed początkiem odchudzania trzeba się najeść wszystkiego do woli, tak samo nie można tak po prostu odstawić zakupów, należy się jakaś ostatnia przyjemność. A do tego, ponieważ wiosna znowu wyzwoliła we mnie zapał ku zdrowemu odżywianiu, miałam dobry powód: jak mam się zdrowo odżywiać, skoro nie mam narzędzi, które mi to umożliwią? Wybór padł więc na River Cafe Pocket Books Salads&Vegetables (dlaczego uznałam, że akurat ta książka będzie taka cudowna, napiszę Wam innym razem).

Pierwszy przepis, który wypróbowałam, jest banalnie prosty. Zresztą, większość przepisów z tej książeczki taka jest. Ogórki z miętą i mascarpone* to może nie żadna superrewelacja, ale mają całkiem ciekawy, świeży smak. Ja swoje trochę za mało przyprawiłam, a o ile, na przykład, nie cierpię solonych i pieprzonych pomidorów, to uważam, że przy ogórkach te przyprawy są niezbędne. Zamiast mascarpone użyłam, odkrytej ostatnio na nowo, tłustej (30%), gęstej i słodkiej śmietany. Uwielbiam ją jeść prosto z kubeczka. W niewielkich ilościach, więcej się nie da. Sól i pieprz dobrze jej robią, bo przez przyprawy przebija się lekka słodycz śmietany i daje to naprawdę niesamowity smak.

Do mojego dobrego postanowienia życie dopisało ironiczne (ale jak bardzo pozytywne!)** postscriptum. Nową książkę i tak będę miała, bo wygrałam ją u Anny Marii, wygląda wspaniale, więc nie mogę się jej już doczekać. Zresztą, może to wcale nie ironiczne postscriptum, a raczej wręcz przeciwnie, zachęta do wytrwania? Bezksiążkowa dieta nie ma co prawda terminu, ale nie zamierzam katować się zbyt długo, do maja chyba wystarczy***?

*żeby było jasne: marzę nie tylko o książkach kucharskich, ale akurat te marzenia udało mi się w ten sposób spełnić ;)
**czy jak coś jest ironiczne, to może być zarazem pozytywne? Ale wyrażenie "ironiczne postscriptum" jest takie ładne, że skoro już przyszło mi na myśl, to musiałam go użyć.
***ale zauważcie, że Salads&Vegetables zamówiłam już na początku marca, tylko dostałam dopiero niedawno, więc to tak naprawdę PRAWIE dwa miesiące.

PS Nie mogę się doczekać, więc to napiszę, mam nadzieję, że w następnym odcinku kolejna odsłona Zbytecznika. Niewtajemniczeni robią klik!



Ogórki i mascarpone

Składniki:

500 g małych ogórków
250 g mascarpone
sok z 1 cytryny
2 łyżki mięty
5 łyżek tłustej kwaśnej śmietany (nie dałam)
2 posiekane papryczki chili (opcjonalnie, u mnie chili w płatkach z młynka)
oliwa z oliwek

Wykonanie:
  1. Ogórki obrać, przekroić wzdłuż na pół, wybrać pestki*, połówki przekroić jeszcze na pół i w poprzek, na kawałki indywidualnie preferowanej długości.
  2. Wycisnąć sok z cytryny, dolać do niego oliwy z oliwek, trzykrotnie tej objętości co sok, dodać soli i pieprzu. Ogórki przełożyć do miski, zalać oliwą z sokiem cytrynowym, wsypać miętę, wymieszać.
  3. Mascarpone wymieszać ze śmietaną, posolić, popieprzyć.
  4. Ogórki podawać z kleksem mascarpone, posypane odrobiną chili oraz skropione oliwą.
*we Francji spotkałam się ze stwierdzeniem, że od pestek boli żołądek. Ja je zawsze jem i nigdy mi nic nie było, ale tym razem postąpiłam zgodnie z przepisem.


16 komentarzy:

Wiosanna pisze...

Właśnie do Ciebie trafiłam,szalenie przyjemnie się Ciebie czyta :)
Dodałam do ulubionych RSSów i już nie mogę się doczekać kolejnych wpisów

majka pisze...

Cale szczescie, ze to nie prawdziwa dieta (tylko dieta ksiazkowa i po trochu tez dla kieszeni) bo ta smietanka trzydziestka albo mascarpone by nie przeszly :))

Ja niestety nie potrafie przestac kupowac ksiazek kulinarnych :) Wciaz sobie obiecuje, ze bede kupowala tylko jedna w miesiacu ale zazwyczaj konczy sie tylko na obietnicach. Moja kulinarna biblioteczka juz prawie peka w szwach (mam ponad 270 ksiazek kucharskich) a ja wciaz pozostaje nienasycona :)) Cale szczescie, ze nie tyje sie od ogladania ksiazek bo juz pewnie wazylabym ze trzy setki i nie moglabym wstac z lozka :))

Nie moge doczekac sie na zbytecznik. Ciekawa jestem co tez wymyslisz :))

Pomidorow solonych i pieprzonych tez nie lubie i nie jadam. Za to ogorka (tak, jak Ty) i owszem. I koniecznie z pestkami :)) Wpraszam sie wiec na to pyszne, wiosenne danko :))

karoLina pisze...

Wiosanno, cieszę się, że Ci się u mnie podoba i oczywiście zapraszam jak najczęściej :)

Majko, jak przeczytałam, ile masz książek, to prawie pożałowałam swojego dobrego postanowienia. Przy Twoich 270 mam zaledwie małą garsteczkę. Jestem ciekawa czy z każdej coś ugotowałaś, bo ja z moich chyba nie, co oczywiście bynajmniej nie powoduje, że ich posiadanie jest pozbawione sensu. W końcu, jak napisałaś, całe szczęście, że oglądania się nie tyje :) Na ogórki zapraszam i jestem nawet w wersji na co dzień gotowa pójść na dietetyczny kompromis i zrezygnować ze śmietany, chociaż Ty oczywiście dostaniesz pełnowartościową porcję ;)

gosia99 pisze...

Ciekawe to połączenie ogórków i mascarpone. Myśle, że musi smakowac całkiem nieźle razem:) A jakby tak skroić drobno i zrobić coś w stylu dipu? :)

asieja pisze...

uwielbiam Twoje opowieści

i taką zieleń na talerzu też!

Anna Maria pisze...

Będziesz miała jeszcze jedną;-) ale i tak w porównaniu z Majką to obie pewnie odpadamy w przedbiegach( ja mam jakieś 50 książek, za to lista w Amazonie sięga już 700 pozycji, z czego 1/3 to książki kucharskie).

Zaytoon pisze...

Ja planuję dietę OD GRUDNIA.
Jeszcze nie wyszło.
Idzie w drugą stronę.
Razem z załamaniem.
Stracić wszystko, co się zyskiwało przez pół roku...

Miksu ogórki + mascarpone jeszcze nie próbowałam, ale brzmi ciekawie.

Swoją drogą - gdzie można zdobyć taką śmietankę? Bo ja 30% póki co spotykam tylko płynne...

Pozdrawiam! :)

Olciaky pisze...

Ach.. dziewczyno Ty książkę mogłabyś wydać.
Z takimi wpisami:)
Wpadam i zatapiam się na 10 minut w Twoim blogu.
Ach.. gdybym miała więcej czasu.
Ps: Wiesz co Ja również ostatnio odkryłam, że pałam wielką miłością do zakupów w sieci.
Serio!:)
Do tych zwykłych to już wiedziałam odkąd skończyłam jakieś 5 lat, ale zupełnie nie spodziewałam się, że
nastąpi tak samo z tymi wirtualnymi (no bo wiesz w sumie to jest różnica, poczuć, podotykać nie możesz;)Pokochałam je odkąd zamówiłam sobie książkę Bread na Amazonie;)

Pozdrawiam.

yoganna pisze...

Mascarpone-uwielbiam:) A te ogóraski (serio) wołają do mnie z ekranu - zjedz mnie:) pyszności. Pozrawiam

karoLina pisze...

Gosiu, pewnie, myślę, że jako dip też byłoby bardzo dobre.

Asiejo, cieszę się, że podobają Ci się moje posty :) A ta zieleń to chyba podświadome pragnienie, żeby wreszcie zrobiło się naprawdę wiosennie.

Anno Mario, muszę moje książki policzyć, ale do kolekcji Majki, a pewnie nawet Twojej, jeszcze mi sporo brakuje. A listy życzeń na razie nie robię, bo to się zwykle źle kończy ;)

Zaytoon, no właśnie, takie są uroki diety. Muszę Ci powiedzieć, że ja chudłam najczęściej wtedy, kiedy wcale nie miałam zamiaru i od tego czasu zdecydowałam, że planowane odchudzanie nie ma sensu. A gęstą słodką śmietanę produkuje Piątnica.

Olciu, dzięki za tak miłe słowa :) ja zakupy w sieci polubiłam właśnie dlatego, że kupuję te rzeczy, których w inny sposób bym nie mogła. W pozostałych wypadkach nadal wolę dotknąć.

Yoganno, ogórki na szczęście (choć bez mascarpone) są chyba najbardziej dietetyczną potrawą z dietetycznych, więc częstuj się do woli :)

Anna Maria pisze...

No tak, ja od online shopping jestem uzależniona, oceniam, że jakieś 80-90 wszystkich moich zakupów robię w internecie, ale zaczynałam też już...ze 12 lat temu.

Bea pisze...

Ten zbytecznik tez mnie ciekawi bardzo :)

A co do zakupow, to przyznaje ze i mnie skutecznie poprawiaja ona nastroj :) Szkoda tylko, ze szafki nie sa rozciagliwe a karta ma jednak limit ;)

Ogorki z mascarpone z pewnoscia pyszne! Lubie takie wiosenne male danka. Ja tez dzis zaopatrzylam sie w 'zielone' na targu, niestety nie uda mi sie juz niestety dzis o tym napisac...

Pozdrawiam Karolino!

Anna Maria pisze...

80- 90%

majka pisze...

Fajnie by bylo, gdybym miala tyle czasu zeby moc z kazdej ksiazki cos ugotowac. Pocieszam sie jednak mysla, ze jeszcze kilkanascie lat bede zyla wiec moze uda mi sie w tym czasie nadrobic zaleglosci :))

viridianka pisze...

ja mam tylko małą kupkę ksiązek kucharskich z czego połowa jest Jamiego O. i z każdej coś zrobiłam xD

przypomniałaś mi swoimi ogórkami o mizerii, jak ja dawno jej nie jadłam w niedziele sobie na obiad zrobię :))

Ania vel Vespertine pisze...

Lubię zbytecznikowe posty :) Czekam z niecierpliwością!

A zakupy w sieci... Mają tę wadę, że tu płącenie tak nie boli.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...