Wydałam dużo pieniędzy, dzisiaj już oczywiście zupełnie nie wiem na co, z wyjątkiem książki, którą widzicie na zdjęciach. Bo mimo głębokiej rozpaczy, mój praktyczny umysł produkował wysoce w tamtej chwili niekonstruktywną myśl: było wiadomo, że tak to się skończy. Potrzebowałam więc pocieszenia, z którym nie można dyskutować i które wyklucza jakąkolwiek polemikę. Dzieło byłej redaktorki Vogue'a, Camilli Morton, Jak chodzić na wysokich obcasach. Wszechstronny poradnik dla młodych kobiet (bezcenna rada: chodzenie na obcasach dobrze jest poćwiczyć w supermarkecie, opierając się o wózek) wydało mi się bardzo odpowiednie. Z książki można się nauczyć jak ugotować jajko w koszulce na kawałku atłasu, jak często należy sprzątać (za często), jak przygotować proszoną kolację z mrożonek, żeby nikt się nie zorientował (ale tej porady chyba nikt z Was nie potrzebuje), czy jak złapać mysz. Ja, i owszem, znalazłam tam nieco pocieszenia, chociaż z drugiej strony, ogólna wymowa, która zachęcała mnie do bycia chodzącą doskonałością, spowodowała, że miałam ochotę następnego dnia zwrócić poradnik do księgarni. Może dobrze, że tego nie zrobiłam, bo w innej chwili nauczyłam się z niego, jak wypalić płytę CD. Chociaż, jak to sobie teraz przypominam, w rzeczywistości dzięki temu raczej upewniłam się ostatecznie, że w moim komputerze nie ma nagrywarki. Niech żyją poradniki dla kobiet!
Powiedzmy sobie szczerze. To, że taka książka w ogóle znajduje się na mojej półce zostało spowodowane jedynie wymienionymi na początku okolicznościami. Zasadniczo nikomu się nie przyznaję, że w ogóle ją mam. Wszelako, podczas gdy robiłam zdjęcia moim muffinkom, znalazła się w kupce książek używanych jako statyw (bo prawdziwego, w warunkach pierwszej koncepcji – widocznej na ostatnim zdjęciu – nie dało się użyć) i okazało się, że świetnie się z jagodową babeczką komponuje. Cóż, trzeba mieć jakieś priorytety, albo kreować się na skończoną intelektualistkę, albo zrobić dobre zdjęcie. Wybór nie był znowu taki trudny, tym bardziej, że zupełnie przypadkowo, książka otwarła się na rozdziale "Jak stylowo nosić fartuszek".
Muffinki bardzo Wam polecam, połączenie jagód z cynamonem i gałką muszkatołową, odkryte przeze mnie w zeszłym roku, jest obezwładniająco pyszne, przyprawy wspaniale podkręcają smak owoców, szczególnie kiedy ciastka są jeszcze ciepłe. Muffinki dołączam do jagodowej akcji Olcik.
Jagodowe muffinki z kruszonką
ok. 22-24 małych muffinek
(na podstawie przepisu z książki Mufinki)
Składniki:
450 g mąki
2 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
115 g cukru
słoik dżemu jagodowego lub 150 g jagód (mogą być mrożone, ale nie rozmrożone)
2 jajka
250 ml mleka
125 g stopionego masła
kruszonka:
8 dag mąki
5 dag cukru pudru
5 dag masła
1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
1/2 łyżeczki cynamonu
skórka starta z 1 cytryny
Wykonanie:
- Do dużej miski przesiać mąkę, proszek do pieczenia, sól i cukier. Pośrodku zrobić dołek.
- W dzbanku roztrzepać mleko z jajkami, przelać do suchych składników. Dolać lekko przestudzone masło i dokładnie, ale raczej szybko, wymieszać.
- Zrobić kruszonkę: wszystkie składniki przełożyć do jednej miski i palcami wcierać masło w suche składniki, aż do osiągnięcia właściwej kruszonce konsystencji (ciasto zlepione w kule powinno się trzymać, ale bardzo łatwo rozpadać).
- Blachę do muffinek nasmarować masłem i wkładać do każdego dołka po ok. 2 łyżki ciasta (do 2/3 wysokości dołka). Na każdą muffinkę nałożyć jagody lub łyżkę dżemu jagodowego. Ale uwaga: ciasto rosnąc wypycha jagody, dlatego można a) wmieszać je do ciasta, zaraz na początku dodając do suchych składników b) zrobić w już nałożonych na blachę muffinkach in spe niewielkie dołki, tam włożyć jagody i liczyć, że to pomoże c) (zalecane) nie przejmować się. Każdą muffinkę posypać kruszonką.
- Piec w 180 stopniach ok. 30 minut, lub do czasu, kiedy włożony w ciasto patyczek wychodzi suchy.



















