
Właśnie pojawiły się na straganach i w warzywniakach. Najbardziej wytrawni sprzedawcy stosują wobec nich prostą socjotechniczną sztuczkę: 5, a nawet 4 zł widoczne z daleka. Z bliska widać jeszcze, że to za pół kilo. W supermarkecie sprzedawane są w tych nieekologicznych plastikowych pudełeczkach, które starają się ukryć, że to 5 zł to za 250 g. A chociaż śliczne i rumiane jak prawdziwe, to jednak w smaku są marnym ersatzem. Cóż z tego, skoro każdy po raz kolejny z radością się nabiera, piszcząc z zachwytu, że to przecież pierwsze w tym roku. Kwietniowe truskawki.
Wszystko byłoby bardzo pięknie, gdyby nie to, że, przynajmniej w moim przypadku, jest to kompletna nieprawda, ale pomyślałam, że zabrzmi dobrze na początek. Dotychczas nigdy ich nie kupowałam, wolałam poczekać jeszcze ten miesiąc, kiedy bez uprzedniego znieczulania swoich kubków smakowych owocami nagrzanymi hiszpańską lampą szklarniową, naprawdę będę mogła ucieszyć się, nawet jeszcze trochę zieloną, ale najpyszniejszą na świecie polską truskawką.
W tym roku wszystko potoczyło się trochę inaczej. Najpierw kupiła je mama. Pachniały obłędnie, ale smakowały, no w ogóle nie bardzo smakowały. Mimo tego moja wyobraźnia zaczęła pracować i stworzyła właśnie takie sobie babeczki, nie jakieś nadzwyczajnie pomysłowe ani wyrafinowane, ale jednak wymagające obecności truskawki i z jakiegoś powodu z nimi nie chciałam poczekać jeszcze miesiąca. Kupiłam więc truskawki i ja. Skoro już je miałam, nie mogłam się jednak powstrzymać i jedna prosto z sitka wskoczyła mi mimochodem do buzi. I całkiem dobra była. Podobnie jak moje babeczki, takie na dwa kęsy, (pozornie) leciutkie i odświeżająco słodkie, pozostawiające po sobie miłe uczucie niedosytu, miłe, bo zaraz można próbować je usunąć, uspokajając się, że skoro taka mała, to kolejna nie zaszkodzi. A poza tym, one są w końcu z truskawkami, pierwszymi w tym roku, jeśli to nie jest dobra okazja, żeby sobie trochę odpuścić, to która jest?
Wszystko byłoby bardzo pięknie, gdyby nie to, że, przynajmniej w moim przypadku, jest to kompletna nieprawda, ale pomyślałam, że zabrzmi dobrze na początek. Dotychczas nigdy ich nie kupowałam, wolałam poczekać jeszcze ten miesiąc, kiedy bez uprzedniego znieczulania swoich kubków smakowych owocami nagrzanymi hiszpańską lampą szklarniową, naprawdę będę mogła ucieszyć się, nawet jeszcze trochę zieloną, ale najpyszniejszą na świecie polską truskawką.
W tym roku wszystko potoczyło się trochę inaczej. Najpierw kupiła je mama. Pachniały obłędnie, ale smakowały, no w ogóle nie bardzo smakowały. Mimo tego moja wyobraźnia zaczęła pracować i stworzyła właśnie takie sobie babeczki, nie jakieś nadzwyczajnie pomysłowe ani wyrafinowane, ale jednak wymagające obecności truskawki i z jakiegoś powodu z nimi nie chciałam poczekać jeszcze miesiąca. Kupiłam więc truskawki i ja. Skoro już je miałam, nie mogłam się jednak powstrzymać i jedna prosto z sitka wskoczyła mi mimochodem do buzi. I całkiem dobra była. Podobnie jak moje babeczki, takie na dwa kęsy, (pozornie) leciutkie i odświeżająco słodkie, pozostawiające po sobie miłe uczucie niedosytu, miłe, bo zaraz można próbować je usunąć, uspokajając się, że skoro taka mała, to kolejna nie zaszkodzi. A poza tym, one są w końcu z truskawkami, pierwszymi w tym roku, jeśli to nie jest dobra okazja, żeby sobie trochę odpuścić, to która jest?

Babeczki truskawkowe
12 sztuk
Ciasto:
1 szklanka mąki
2 łyżki cukru pudru
100 g masła
szczypta soli
2 łyżki zimnej wody
Nadzienie:
250 g mascarpone + 3 łyżki cukru pudru
kilka truskawek, kilka fig (u mnie 3, ale duże)
2 łyżki cukru
1 łyżeczka cukru waniliowego
Wykonanie:
- Mąkę, cukier puder, sól i masło posiekać. Dodać wodę i szybko zagnieść. Schłodzić w lodówce (ok. 1 godziny). Rozwałkować ciasto na posypanej mąką stolnicy, niezbyt cienko, i wykrawać krążki nieco większe od średnicy foremek (góry foremek, ja użyłam blachy do muffinek). Krążki wkładać w nienasmarowane foremki i piec ok. 20 min. w 180 stopniach.
- Figi zalać pół szklanki wody, dodać 2 łyżki cukru i cukier waniliowy, zagotować i pozostawić na ogniu jeszcze 10 minut. Wyjąc figi, a syrop gotować jeszcze chwilę, aż trochę zgęstnieje. Ostudzić.
- Mascarpone wymieszać z cukrem, rozłożyć do wystudzonych babeczek. Udekorować cząstkami truskawek i pokrojonymi figami. Skropić syropem. Podawać natychmiast, chociaż jakiś czas w lodówce też wytrzymają. Tak sobie myślę, że gotowane figi można też dać na dół babeczek, przykryć serkiem i na to położyć truskawki.



