
Kolejne podsumowanie przede mną: we wrześniu mija rok, od kiedy zaczęłam cykl ciasteczka na każdy miesiąc. Od początku przewidziałam te prezentacje na rok i poczułam się nawet zaskoczona, kiedy siostra, której o tym powiedziałam, nieco się zdziwiła, bo rzeczywiście, ten temat można ciągnąć w nieskończoność. Postanowiłam jednak nie zmieniać zdania, bo przyjemna zabawa, poprzez brak ograniczenia czasowego, mogłaby się zmienić w nieznośny obowiązek. Oczywiście, może już nie tak regularnie, ale nadal będę piec ciasteczka i dzielić się z Wami efektami.
Pomyślałam sobie, że odpowiednim zakończeniem byłoby to, od czego zaczęłam, cookies z czekoladowymi groszkami. Wszystkie przepisy jakie znalazłam były jednak zbyt podobne do tego pierwszego, a jedyny niepodobny, zbyt skomplikowany (ale interesujący, więc może kiedyś... przepis tutaj). Dzisiejsze cookies różnią się znacznie od wersji klasycznej, ale smak wynagradza brak poszanowania dla tradycji.
To z pewnością jedne z najlepszych ciastek jakie jadłam w ogóle i najlepsze czekoladowe, jakie udało mi się zrobić... Są jak awangardowe czekoladowe perfumy, łącząc w sobie nuty, których, jak by się wydawało, połączyć się nie da: pierwsze dochodzi do głosu doskonale kruche i maślane ciasteczko, żeby po chwili ustąpić idealnemu czekoladowemu ciastu w miniaturze: chrupiąca warstwa na zewnątrz, ciągnąca i wilgotna w środku. A kiedy się wydaje, że to już wszystko, niespodziewanie na języku pojawia się sól, która nie tylko nie przeszkadza, ale to właśnie ona sprawia, że te ciastka uzależniają. Czekoladoholicy, miejcie się na baczności!
Jak łatwo policzyć, cykl nie obejmował 36 przepisów, a o co chodzi, dowiedziecie się jeszcze trochę niżej. Przypominam też o konkursie, który trwa jeszcze do środy!
Pomyślałam sobie, że odpowiednim zakończeniem byłoby to, od czego zaczęłam, cookies z czekoladowymi groszkami. Wszystkie przepisy jakie znalazłam były jednak zbyt podobne do tego pierwszego, a jedyny niepodobny, zbyt skomplikowany (ale interesujący, więc może kiedyś... przepis tutaj). Dzisiejsze cookies różnią się znacznie od wersji klasycznej, ale smak wynagradza brak poszanowania dla tradycji.
To z pewnością jedne z najlepszych ciastek jakie jadłam w ogóle i najlepsze czekoladowe, jakie udało mi się zrobić... Są jak awangardowe czekoladowe perfumy, łącząc w sobie nuty, których, jak by się wydawało, połączyć się nie da: pierwsze dochodzi do głosu doskonale kruche i maślane ciasteczko, żeby po chwili ustąpić idealnemu czekoladowemu ciastu w miniaturze: chrupiąca warstwa na zewnątrz, ciągnąca i wilgotna w środku. A kiedy się wydaje, że to już wszystko, niespodziewanie na języku pojawia się sól, która nie tylko nie przeszkadza, ale to właśnie ona sprawia, że te ciastka uzależniają. Czekoladoholicy, miejcie się na baczności!
Jak łatwo policzyć, cykl nie obejmował 36 przepisów, a o co chodzi, dowiedziecie się jeszcze trochę niżej. Przypominam też o konkursie, który trwa jeszcze do środy!



Czekoladowe cookies
przepis Pierre'a Hermé, wypatrzony na blogu mojej kuzynki
Składniki:
180 g mąki
1/2 łyżeczki sody
1/2 łyżeczki kwiatu soli (o którym już było tutaj i dzięki interwencji aż dwóch miłych osób mam go teraz na własność)
150 g cukru brązowego
20 g cukru białego (dałam w całości biały)
150 g masła
30 g kakao
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (dałam cukier waniliowy)
150 g gorzkiej czekolady, pokrojonej na małe kawałki
Wykonanie:
- Wymieszać mąkę, sodę, kwiat soli, kakao i czekoladę.
- W drugiej miseczce zmiksować masło i dodać do niego cukier oraz ekstrakt waniliowy. Następnie dodać pozostałe składniki i razem zmiksować. Moim zdaniem, na tym etapie lepiej zagnieść ciasto ręką.
- Z ciasta zrobić dwa wałeczki o średnicy 4-5 cm, owinąć w folię i włożyć do lodówki na 2 godziny lub do zamrażarki na 15 minut.
- Piekarnik nagrzać do 170 stopni. Schłodzone wałeczki kroić na niezbyt cienkie ciastka. Moje się rozpadały podczas krojenia, ale wystarczy porządnie je zgnieść na mniej więcej pożądany kształt. Ciastka przełożyć na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i piec ok. 11 minut. Zaraz po upieczeniu się są bardzo miękkie, należy więc ostrożnie zdejmować je z blachy i układać do ostygnięcia w pojedynczej warstwie.

Jon: Na tym talerzy było 36 ciasteczek... A teraz ich nie ma...
Garfield: Niegrzeczny talerzyk!
































