Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kurczak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kurczak. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 maja 2010

(Szklane) oko na Maroko



Dzisiaj będzie wpis specjalnie dla tych, którzy nie mogą już czytać moich książkowych opowieści. Bo o telewizji będzie. Arcyciekawym i zabawnym programie, emitowanym, jakżeby inaczej, przez kuchnia.tv, pod wszystko mówiącym tytułem – Nie tylko brytyjska historia na talerzu. Dwójka sugestywnych w wyrażaniu swojej dezaprobaty prowadzących, aktorka komediowa Sue Perkins (jeśli można coś wnioskować na podstawie tego programu, to chyba dobra) i dzielnie jej wtórujący krytyk kulinarny Giles Coren, zmagają się z 500 latami europejskiej historii kulinarnej. Ja trafiłam na średniowiecze. Nie wiem, co sądzicie na temat pożywienia (a prawdopodobnie także innych spraw) tego okresu, ale najpewniejsze jest to, że się mylicie.

Powszechnie wiadomo, że średniowiecze to czas postów i umartwiania się. I to akurat się zgadza. Dlatego główna część posiłków, przez 4 dni tygodnia, składała się z mięsa, a przez pozostałe trzy dni jedzono ryby. Ach, żebyście tylko mogli zobaczyć te obiady, jedno danie (serwowano dwa, ale nie wiem jaka była między nimi różnica) miało pewnie więcej pozycji mięsnych niż menu niejednej restauracji. Na uwagę zasługują: wyjątkowo niesmakujące Sue befsztyki z cynamonem oraz mityczny pieczony potwór z zadkiem świnki i głową gęsi, który powstał, ni mniej ni więcej, tylko z zszycia tych dwóch zwierzątek przez pomysłowego kucharza, specjalnie po to, żeby państwo mogli cieszyć swe oczy i podniebienia. Za talerze służyły ogromne pajdy chleba, których, ku rozczarowaniu Sue, nie zjadano, ale nasączone mięsnym sokiem oddawano biednym (jałmużna przecież obowiązuje). Oprócz tego, dania dostosowywano raczej do usposobienia (skłonności do melancholii czy też wpadania w złość) niż do stanu żołądków biesiadników. Można by pomyśleć, że obraz rozkoszy stołu jest zafałszowany, bo historia, jak zwykle, mówi tylko o obżerających się bogaczach. A wcale nie. Nie pamiętam, co jadało pospólstwo, ale pamiętam robiącą wrażenie liczbę 5000 tysięcy kalorii dziennie, którą pochłaniało.

Średniowiecze to również czas wypraw krzyżowych. I tu się okazuje, że pobożni rycerze to nie aż takie puste głowy, jak można by uważać, i choć tępią niewiernych, to jednak ich smaczną kuchnię docenić potrafią i bardzo się w niej rozsmakowują. Menu krzyżowca też mogłoby znaleźć się, tym razem nie tylko pod względem ilości dań, ale także ich konkretnych realizacji, w karcie współczesnej restauracji.

Marząc więc już sobie o dalekich wyprawach, wakacyjnych co prawda, nie krzyżowych, proponuję kurczaka po marokańsku. Być może, z powodu dużej ilości soku cytrynowego, niektórym to danie wyda się równie paskudne jak smaki średniowiecza, ja jednak bardzo je lubię, mimo iż kwaśny smak jest zdecydowanie wyczuwany, moim zdaniem jednak nie jest zbyt dominujący. W przepisie występują kiszone cytryny, ja z ich braku używam świeżych, dla ozdoby właściwie, bo nie odważyłam się nigdy tego zjeść. Jeśli ktoś chciałby jednak takie kiszone cytryny zrobić, to, o ile pamiętam, jest to dość proste (tylko trzeba trochę poczekać), a Google z pewnością zaoferuje odpowiedni przepis. Występująca w daniu przyprawa do tadżinu pewnie gdzieś jest dostępna, ale równie dobrze, chociaż pewnie dość to nieortodoksyjne, można użyć po prostu czegoś, co lubicie, curry albo mieszanki kurkumy, papryki, kolendry i kuminu... Ja miałam wreszcie okazję wypróbować colombo (dzięki, Beo :) i sprawdziło się bardzo dobrze.

A w następnym odcinku (ale to już nie u mnie, tylko w telewizji) rewolucja francuska, naprawdę polecam.



Kurczak po marokańsku

(przepis: Recettes express)

Składniki:

1 łyżka przyprawy do tadżinu
800 g filetów z kurczaka
60 g masła
łyżka oleju
1 duża, posiekana cebula
laska cynamonu
2 obrane ząbki czosnku
2 kiszone cytryny, pocięte na ćwiartki
2 łyżki soku z cytryny
250 ml bulionu z kurczaka
75 g suszonych śliwek, przeciętych na pół


Wykonanie:
  1. Filety z kurczaka pociąć na dość duże kawałki, wymieszać z połową przyprawy. W garnku z grubym dnem rozgrzać olej i 20 g masła, podsmażyć kurczaka na złoto (najlepiej w dwóch turach, jeśli nie mieści się w garnku w jednej warstwie). Mięso zdjąć z patelni, wrzucić cebulę i cynamon, smażyć 2-3 minuty, po czym dorzucić czosnek (ząbki w całości). Dodać kurczaka, kiszone cytryny, sok z cytryny, resztę przypraw, sól i pieprz. Przykryć i dusić 5 minut.
  2. Do garnka wlać bulion i dorzucić śliwki. Ponownie przykryć, po zagotowaniu się płynu zmniejszyć ogień i gotować ok. 15 minut. Bezpośrednio przed podaniem do sosu dodać resztę masła (już po zdjęciu garnka z ognia).
Uwagi:

Ilość przyprawy należy dostosować do własnych preferencji i mocy tego, czego używacie. Jeśli dodajecie surowe cytryny trzeba je dobrze sparzyć i może dodać trochę mniej niż dwie, ale na przykład, żeby efekt dekoracyjny został osiągnięty, pokroić na ósemki. Proporcje są niby na 4 osoby, ale moim zdaniem naprawdę głodne osoby. I oczywiście, dajcie sobie spokój z dokładnym odmierzaniem, to nie ma znaczenia, za to z moich doświadczeń wynika, że obsmażanie na porządnej ilości tłuszczu bardzo poprawia smak dania.


wtorek, 23 czerwca 2009

Kurczak Shai Korma




Kiedy kilka lat temu pracowałam we Francji w hinduskiej restauracji, codziennie dostawałam na wynos obiad na następny dzień: ryż, chleb naan i jakieś danie mięsne z sosem. Jeżeli mogłam wybrać, co chcę, zawsze był to Poulet Shai Korma (czyli Kurczak Shai Korma).

Kiedy wróciłam do domu, podjęłam oczywiście próbę odtworzenia tej potrawy. Nie wiem już, na ile efekt, który osiągam, jest zbliżony do tamtego smaku, ale i tak pozostaje to jedno z moich ulubionych dań. A to z lenistwa, a to z braku składników, przygotowanie ulegało powoli uproszczeniu w porównaniu do pierwowzoru i obecnie taką ascetyczną postać lubię najbardziej. W obydwu wersjach, „mojej” i tej klasycznej, Kurczak Shai Korma jest jednakowo łatwy do zrobienia i bardzo szybki, wykonanie trwa tyle, co ugotowanie ryżu. Nie jest to, niestety, danie dietetyczne. Żeby każdy kęs napełniał Was uczuciem błogości musicie zastosować odpowiednią ilość oleju i, koniecznie, tłustą śmietanę, ale naprawdę warto.

Jeszcze słówko o proszku curry. Podobno nie umywa się do pasty (a już na pewno nie do tej przygotowywanej samodzielnie), ale z przyczyn praktycznych oraz finansowych i tak go używam. Dobry to taki, który nie zawiera soli, bo curry ma potrawę zaostrzyć, a nie posolić, kupując czytajcie więc uważnie skład na opakowaniu.

A jeżeli przypadkiem będziecie w pobliżu...

Restauracja NAMASTE
7, rue des Ecoles Laiques
34000 Montpellier









Obsługa czasem pozostawia co nieco do życzenia ;) ale jedzenie jest obłędne i niezbyt drogie.



Kurczak Shai Korma
(proporcje dla dwóch osób)

Składniki:

ok. 300 g piersi z kurczaka (u mnie mniej więcej tyle, to były dwie małe, ale czasem bywa i jedna duża)
100 ml śmietany 30 lub 36%
pół średniej cebuli
curry w proszku

opcjonalnie:

łyżka rodzynek
łyżka orzeszków nerkowca
łyżka wiórków kokosowych
płatki migdałowe do dekoracji

Przygotowanie:
  1. Kurczaka (najpierw umyć oczywiście!) pokroić w dość dużą kostkę, przełożyć do miseczki, zalać 2 łyżkami oleju i posypać 1,5 łyżeczki curry. Wymieszać. Można odstawić na godzinę lub całą noc, ale nie jest to niezbędne.
  2. Cebulę pokroić w średnią kostkę. Na patelnię wlać ok. łyżkę oleju, do jeszcze zimnego dodać pół łyżeczki curry. Kiedy olej się rozgrzeje, wrzucić cebulę i usmażyć, ale nie rumienić. Cebulę przełożyć na talerz. Jeżeli chcecie dodawać rodzynki, to wrzućcie je do cebuli pod koniec smażenia, muszą nasiąknąć tłuszczem.
  3. Na tej samej patelni usmażyć mięso na rumiano, raczej nie trzeba dodawać już oleju, bo był składnikiem marynaty. Jeżeli macie małą patelnię lub dużo mięsa, smażcie je partiami, ponieważ jeżeli naraz znajdzie się go na patelni zbyt dużo, temperatura gwałtownie spadnie i wszystko się zacznie dusić, a nie o to nam chodzi.
  4. Do mięsa dodać cebulę (ewentualnie z rodzynkami, dorzucić orzeszki i wiórki kokosowe). Wlać śmietanę i posolić. Gotować, aż sos zgęstnieje. Musicie uważać (ale nie przesadnie), bo najpierw to gęstnienie idzie wolno, a potem niespodziewanie przyspiesza. Jeżeli przegapicie właściwy moment, to po prostu dolejcie jeszcze śmietany. Sos ma być intensywnie żółty, więc konieczne może być dodanie trochę curry, bo jego ilość tak naprawdę zależy od jakości użytej przyprawy.