Wiadomo, nie każdy wyjęty z piekarnika wypiek wygląda jak z eleganckiej cukierni, ale nawet ciastka przypominające fragment ekspozycji greckich marmurów z British Museum nie są jeszcze najgorszym, co może się przytrafić. Zresztą, przy takim ujęciu tematu stają się dziełem nie tyle nieudanym, co raczej interesującym, a pod antycznym zewnętrzem kryje się wilgotne i puszyste ciasto, na tyle dobre, że warto Wam je pokazać, nawet ujawniając przy tym swój brak kompetencji związany z wydobywaniem wypieków z foremek.
Jak dotąd nie mam szczęścia lub dość wprawy w używaniu formy w kształcie śniegowych gwiazdek, co, muszę przyznać, mocno mnie irytuje, jednak powoli, razem z (hurrra!!!) szalikami, czapkami i ciepłym płaszczem pora ją schować, więc na kolejną szansę poczeka do następnej zimy.
Słońce za oknem ciągle zwodzi, obiecując temperaturę znacznie wyższą niż jest w stanie zaoferować, dlatego postanowiłam pozostać w rozgrzewających (mimo cukrowego śniegu na ukrycie niedoskonałości) klimatach i przemycić w babeczkach smak indyjskiej herbaty z przyprawami. Przy zastosowanych środkach aromat okazał się zbyt subtelny=mało wyczuwalny, co nie przeszkodziło wcale temu, że na myśl o jeszcze lekko ciepłym ciastku polanym śmietanowo-miodowym sosem dotąd topnieję wewnętrznie. Jednak takie zgniotki gościom zaoferować, mimo wszystko, wstyd, ale nie ma tego złego, bo daje mi to okazję do spełnienia kolejnego kulinarnego marzenia i pewnie wkrótce będzie i o tym.
Jak dotąd nie mam szczęścia lub dość wprawy w używaniu formy w kształcie śniegowych gwiazdek, co, muszę przyznać, mocno mnie irytuje, jednak powoli, razem z (hurrra!!!) szalikami, czapkami i ciepłym płaszczem pora ją schować, więc na kolejną szansę poczeka do następnej zimy.
Słońce za oknem ciągle zwodzi, obiecując temperaturę znacznie wyższą niż jest w stanie zaoferować, dlatego postanowiłam pozostać w rozgrzewających (mimo cukrowego śniegu na ukrycie niedoskonałości) klimatach i przemycić w babeczkach smak indyjskiej herbaty z przyprawami. Przy zastosowanych środkach aromat okazał się zbyt subtelny=mało wyczuwalny, co nie przeszkodziło wcale temu, że na myśl o jeszcze lekko ciepłym ciastku polanym śmietanowo-miodowym sosem dotąd topnieję wewnętrznie. Jednak takie zgniotki gościom zaoferować, mimo wszystko, wstyd, ale nie ma tego złego, bo daje mi to okazję do spełnienia kolejnego kulinarnego marzenia i pewnie wkrótce będzie i o tym.
Babeczki na pożegnanie zimy
przepis: Joy the Baker z moimi zmianami
Składniki:
1 szkl. mąki
50 g masła
1 jajko
3/4 szkl. cukru
cukier lub ekstrakt waniliowy
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
szczypta soli
Czaj:
1/2 szkl. mleka
torebka herbaty ekspresowej (oczywiście można użyć liściastej ;)
laska cynamonu, kilka ziaren pieprzu i goździków
Polewa:
cukier puder
gęsta słodka śmietana
miód
Wykonanie:
- Mleko zagotować z przyprawami, wyłączyć gaz i na 3 minuty wrzucić torebkę herbaty. Mleko wystudzić i przecedzić przez sitko.
- Mąkę, cukier, proszek do pieczenia, sodę i sól zmiksować z masłem (powstaną ciastowe okruchy), po czym w dwóch porcjach dolać herbaciane mleko wymieszane z jajkiem.
- Dowolne niewielkie foremki wysmarować masłem i przelać do nich ciasto - do połowy wysokości wystarczy, ciastka bardzo urosną.
- Piec w 180 stopniach około 20 minut lub do czasu, kiedy patyczek wetknięty w ciasto wychodzi suchy.
- Przygotować polewę: wymieszać wszystkie składniki i polewać ciastka bezpośrednio przed podaniem. Nie podaję proporcji, ponieważ w zależności od osobistych preferencji możecie zrobić dość gęsty krem (bardzo dużo cukru, niewiele śmietany) lub płynny sos (więcej śmietany, mniej cukru); masa jest uzależniająca, to takie miodowe słodkie mleko skondensowane.
- Uwaga: aby wzmocnić bardzo (bardzo) subtelny herbaciano-przyprawowy akcent, możecie parzyć herbatę dłużej, dodać więcej przypraw lub, co pewnie będzie najskuteczniejsze, ale znacznie mniej zabawne, dodać zmielone przyprawy bezpośrednio do ciasta.

