Kilka tygodni temu nagle zaczęłam odnosić wrażenie, że wszyscy dookoła coś ćwiczą. Na siłowni, z trenerem, w domu z płytą DVD, biegają albo jeżdżą na rowerze. Nie wiem, dlaczego poczułam wewnętrzny bunt wobec własnych zasad (najlepszym ćwiczeniem jest spacer do kuchni ;-) i nieodpartą chęć dołączenia do grupy ćwiczących. To było bez sensu. W każdym razie, pewnego weekendowego wieczoru, w ramach rozrywki, postanowiłam na youtube'ie odpalić Ewę Chodakowską. Po 20 minutach ćwiczeń byłam zlana potem i ledwo żywa, jednak to się zupełnie nie liczyło, ponieważ usłyszałam z ust Ewy wspaniałą obietnicę: pierwsze efekty już po 10 dniach. Nie dwóch miesiącach, nie pół roku, ale 10 dniach. Tak, chcę to zobaczyć!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomarańcze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomarańcze. Pokaż wszystkie posty
środa, 19 kwietnia 2017
70 do 30. Pokrzywa w płynie kontra ćwiczenia
Kilka tygodni temu nagle zaczęłam odnosić wrażenie, że wszyscy dookoła coś ćwiczą. Na siłowni, z trenerem, w domu z płytą DVD, biegają albo jeżdżą na rowerze. Nie wiem, dlaczego poczułam wewnętrzny bunt wobec własnych zasad (najlepszym ćwiczeniem jest spacer do kuchni ;-) i nieodpartą chęć dołączenia do grupy ćwiczących. To było bez sensu. W każdym razie, pewnego weekendowego wieczoru, w ramach rozrywki, postanowiłam na youtube'ie odpalić Ewę Chodakowską. Po 20 minutach ćwiczeń byłam zlana potem i ledwo żywa, jednak to się zupełnie nie liczyło, ponieważ usłyszałam z ust Ewy wspaniałą obietnicę: pierwsze efekty już po 10 dniach. Nie dwóch miesiącach, nie pół roku, ale 10 dniach. Tak, chcę to zobaczyć!
poniedziałek, 20 lutego 2012
Czekolada
Czekolada.
Sam dźwięk tego słowa powoduje polepszenie nastroju (jest odwrotnie tylko jeśli się odchudzasz).
Czekoladowy weekend. Po raz trzeci na mojej liście świąt. I tak jak przed każdym innym świętem, już od dłuższego czasu myślę, co by tu zrobić, czym Was i siebie zaskoczyć. Ale, przynajmniej według mnie, święta to nie jest czas eksperymentów. No, w każdym razie zawsze muszą pojawić się też rzeczy znane, lubiane i wypróbowane.
W święta powinno być trochę nudno. Bezpiecznie, kojąco i przewidywalnie.
Zaraz, zaraz, nudno? Czy słowa czekolada i nuda wzajemnie się nie wykluczają? To chyba jedna z tych rzeczy, o której ciężko dłużej niż na 10 minut powiedzieć: nie chcę, mam już dość.
Tak samo jest z ciastem czekoladowym. Łatwy i szybki przepis. Żadnych komplikacji. Pytań. Wątpliwości. Niepewności dotyczącej efektów. Na pewno się uda. Jeśli będzie nieco niedopieczone, to nawet lepiej.
A jeśli pierwszy kawałek zaspokoi Waszą potrzebę poczucia, że jest tak, jak być powinno, kolejny posypcie pomarańczową solą. Sól i czekolada to zgrany duet. Kontrolowane ryzyko, którego nie pożałujecie.
Sam dźwięk tego słowa powoduje polepszenie nastroju (jest odwrotnie tylko jeśli się odchudzasz).
Czekoladowy weekend. Po raz trzeci na mojej liście świąt. I tak jak przed każdym innym świętem, już od dłuższego czasu myślę, co by tu zrobić, czym Was i siebie zaskoczyć. Ale, przynajmniej według mnie, święta to nie jest czas eksperymentów. No, w każdym razie zawsze muszą pojawić się też rzeczy znane, lubiane i wypróbowane.
W święta powinno być trochę nudno. Bezpiecznie, kojąco i przewidywalnie.
Zaraz, zaraz, nudno? Czy słowa czekolada i nuda wzajemnie się nie wykluczają? To chyba jedna z tych rzeczy, o której ciężko dłużej niż na 10 minut powiedzieć: nie chcę, mam już dość.
Tak samo jest z ciastem czekoladowym. Łatwy i szybki przepis. Żadnych komplikacji. Pytań. Wątpliwości. Niepewności dotyczącej efektów. Na pewno się uda. Jeśli będzie nieco niedopieczone, to nawet lepiej.
A jeśli pierwszy kawałek zaspokoi Waszą potrzebę poczucia, że jest tak, jak być powinno, kolejny posypcie pomarańczową solą. Sól i czekolada to zgrany duet. Kontrolowane ryzyko, którego nie pożałujecie.

Ciasto czekoladowe z solą pomarańczową
źródło: Tomek Woźniak, Kuchnia 2/2011
Składniki:
200 g gorzkiej czekolady
4 jajka
250 g cukru
100 g masła
60 g mąki
60 g kakao
50 g posiekanych orzechów lub migdałów
sól pomarańczowa: sól morska, skórka otarta z 1 pomarańczy
Wykonanie:
- Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej (czyli, np. połamaną czekoladę wkładamy do małej miseczki, a tę do większej miseczki z gorącą wodą). Masło utrzeć z cukrem, kiedy masa będzie jasna i puszysta dodawać po jednym jajku, a następnie wmieszać czekoladę, a potem mąkę, kakao i orzechy.
- Formę 20x25 cm wyłożyć papierem do pieczenia i przełożyć do niej ciasto. Piec około 30 minut w 180 stopniach. Ciasto po upieczeniu powinno być zwarte, ale ciągle wilgotne.
- Sól ze skórką pomarańczową utrzeć w moździerzu (lub po prostu wymieszać) i posypywać nią kawałki ciasta. Aby sól można było dłużej przechowywać, należy ją upiec w temperaturze 140-160 stopni, aż skórka cytrusowa wyschnie i będzie się dała rozetrzeć między palcami (ok. 10-20 minut).
- Zrobiłam ciasto z połowy porcji w formie 16x16 cm.
niedziela, 18 grudnia 2011
Zapach prawie świąteczny
Jak bez wysiłku i marnowania czasu poczuć w domu magię Bożego Narodzenia? Otóż dzięki świeczkom zapachowym: "Kiedy zapalisz taką świeczkę w pokoju, nie musisz już nic robić w kuchni i tak wszyscy pomyślą, że jesteś supergospodynią!" - taką radę wyczytałam w kolorowym magazynie (który, jak się przekonacie również następnym razem, był dla mnie cennym źródłem inspiracji).
Świetnie, tylko uważam ten pomysł za oszałamiająco bezsensowny i nie tylko dlatego, że nie mam parcia na to, by ktokolwiek uważał mnie, zresztą w tym przypadku niesłusznie, za supergospodynię. Czekolada, wanilia, karmel, pomarańcze, klementynka z żurawiną albo imbirowa gruszka z kardamonem - pomysłowość producentów jest niewyczerpana. Jednak tkwiąc w domu wypełnionym zapachem syntetycznego piernika czy też makowca, ma się ochotę je zjeść, a nie tylko powąchać. Tymczasem do jedzenia nic nie ma. Radosny i pogodny nastrój pryska, a zostaje pusty żołądek i powtórkowy film w telewizji.
Ja mam oczywiście inną propozycję. Nuty pomarańczy i czekolady nadają temu najzwyklejszemu ze zwykłych ciastu świąteczną nutę. Ciasto jest intensywne w smaku, więc chociaż należę do osób, które jedząc pierwszy kawałek myślą o następnym, to nawet ja wolałam smakować je po trochu. Czekoladowa polewa może nie jest niezbędna, ale dodaje głębi i także wilgotności, bo jednak jest to babka, czyli sama w sobie raczej suchawa. Najlepsze zaś jest to, że z przygotowaniem tego wypieku poradzi sobie każdy i to w czasie krótszym niż wyprawa po świeczki, warunkiem jest tylko posiadanie miksera. Jeśli uważacie się za niezdarnych i leniwych, zamiast przygotowywać polewę, która jest tu jedynym słabym ogniwem, i trzeć skórkę pomarańczową, możecie użyć gotowej polewy (do podgrzania w mikrofalówce...) i olejku pomarańczowego. Nie są to jednak rady, z których ja kiedykolwiek miałabym zamiar skorzystać.

Ciasto czekoladowo-pomarańczowe
źródło: Czekolada
Składniki:
175 g mąki
175 g cukru pudru
175 g masła
3 jajka
1 łyżeczka proszku do pieczenia
skórka starta z pomarańczy
6 łyżek soku pomarańczowego
75 g posiekanej gorzkiej czekolady
polewa:
1/4 szkl. cukru
40 g masła
1 czubata łyżka kakao
dodatkowo: skórka pomarańczowa do dekoracji (aromat pomarańczy jest bardziej intensywny)
Wykonanie:
Świetnie, tylko uważam ten pomysł za oszałamiająco bezsensowny i nie tylko dlatego, że nie mam parcia na to, by ktokolwiek uważał mnie, zresztą w tym przypadku niesłusznie, za supergospodynię. Czekolada, wanilia, karmel, pomarańcze, klementynka z żurawiną albo imbirowa gruszka z kardamonem - pomysłowość producentów jest niewyczerpana. Jednak tkwiąc w domu wypełnionym zapachem syntetycznego piernika czy też makowca, ma się ochotę je zjeść, a nie tylko powąchać. Tymczasem do jedzenia nic nie ma. Radosny i pogodny nastrój pryska, a zostaje pusty żołądek i powtórkowy film w telewizji.
Ja mam oczywiście inną propozycję. Nuty pomarańczy i czekolady nadają temu najzwyklejszemu ze zwykłych ciastu świąteczną nutę. Ciasto jest intensywne w smaku, więc chociaż należę do osób, które jedząc pierwszy kawałek myślą o następnym, to nawet ja wolałam smakować je po trochu. Czekoladowa polewa może nie jest niezbędna, ale dodaje głębi i także wilgotności, bo jednak jest to babka, czyli sama w sobie raczej suchawa. Najlepsze zaś jest to, że z przygotowaniem tego wypieku poradzi sobie każdy i to w czasie krótszym niż wyprawa po świeczki, warunkiem jest tylko posiadanie miksera. Jeśli uważacie się za niezdarnych i leniwych, zamiast przygotowywać polewę, która jest tu jedynym słabym ogniwem, i trzeć skórkę pomarańczową, możecie użyć gotowej polewy (do podgrzania w mikrofalówce...) i olejku pomarańczowego. Nie są to jednak rady, z których ja kiedykolwiek miałabym zamiar skorzystać.
Ciasto czekoladowo-pomarańczowe
źródło: Czekolada
Składniki:
175 g mąki
175 g cukru pudru
175 g masła
3 jajka
1 łyżeczka proszku do pieczenia
skórka starta z pomarańczy
6 łyżek soku pomarańczowego
75 g posiekanej gorzkiej czekolady
polewa:
1/4 szkl. cukru
40 g masła
1 czubata łyżka kakao
dodatkowo: skórka pomarańczowa do dekoracji (aromat pomarańczy jest bardziej intensywny)
Wykonanie:
- Cukier utrzeć z masłem, dodawać po jednym jajku, ciągle ucierając. Dodać skórkę i sok pomarańczowy oraz mąkę z proszkiem do pieczenia. Następnie domieszać łyżką posiekaną czekoladę.
- Ciasto wyłożyć na wysmarowaną tłuszczem formę (u mnie silikonowa niska forma z kominkiem, o średnicy 24 cm) i piec ok. 30 min. w 190 stopniach lub do czasu, aż patyczek włożony do ciasta wychodzi suchy.
- Po upieczeniu ciasto wyjąć z formy i wystudzić.
- Polewa: wszystkie składniki polewy włożyć do garnka, mieszając rozpuścić i zagotować - trzymać chwilę na ogniu, aż masa trochę zgęstnieje i gorącą polać ciasto. Jeśli składniki nie chciałyby się dobrze połączyć (co nie zdarzyło mi się nigdy, oprócz tego razu, kiedy przygotowywałam to ciasto dla Was) dodać kilka łyżek wody. Jeśli tego typu polewę uważacie za ersatz, można też użyć dobrej jakości stopionej czekolady, ja jednak bardzo ją lubię.
piątek, 9 kwietnia 2010
Zbytecznik kuchenny #3


To wydarzyło się jeszcze wtedy, kiedy pierwszy raz poszłam na kurs kuchni francuskiej. Ktoś wspomniał o TYCH naleśnikach, które robione były jeszcze podczas kursów z poprzedniego sezonu. Że są pyszne. A te osoby z grupy, które jadły, entuzjastycznie przytaknęły. Ja natomiast nie jadłam i natychmiast poprosiłam o przepis, który prowadząca pani Paulina równie szybko przysłała.
Parę spotkań później ktoś wspomniał o zesterze (zwanym też mało romantycznie skrobakiem do cytrusów). Że kupił go specjalnie po to, żeby przygotować TE naleśniki. Ha, pomyślałam, przecież ja mam zester. Będzie jak znalazł. Muszę je wreszcie zrobić.
Po czym, jakieś dwa miesiące później, jak już byłam gotowa, okazało się, że zgubiłam przepis. Było pewne, że nie zniknął na dobre, bo obszar, w którym mógł się znajdować (mój pokój i z całą pewnością nie dalej), był bardzo ograniczony. Kiedy jednak kilka dni temu postanowiłam podjąć ostateczne poszukiwania, zaświtało mi, że może jest po prostu w mojej skrzynce mailowej. I tak właśnie było.
Naleśniki są pyszne (kiedy ostatnio pisałam tak bez żadnych zastrzeżeń?). Trochę się obawiałam cytrusowo-orzechowego połączenia, ale okazało się, że pomarańcza, której udaje się przebić dopiero chwilę po dominujących orzechach, to naprawdę strzał w dziesiątkę.
Oczywiście, bez zestera też się da. Ale wtedy nie byłoby dzisiejszego odcinka zbytecznika.
Parę spotkań później ktoś wspomniał o zesterze (zwanym też mało romantycznie skrobakiem do cytrusów). Że kupił go specjalnie po to, żeby przygotować TE naleśniki. Ha, pomyślałam, przecież ja mam zester. Będzie jak znalazł. Muszę je wreszcie zrobić.
Po czym, jakieś dwa miesiące później, jak już byłam gotowa, okazało się, że zgubiłam przepis. Było pewne, że nie zniknął na dobre, bo obszar, w którym mógł się znajdować (mój pokój i z całą pewnością nie dalej), był bardzo ograniczony. Kiedy jednak kilka dni temu postanowiłam podjąć ostateczne poszukiwania, zaświtało mi, że może jest po prostu w mojej skrzynce mailowej. I tak właśnie było.
Naleśniki są pyszne (kiedy ostatnio pisałam tak bez żadnych zastrzeżeń?). Trochę się obawiałam cytrusowo-orzechowego połączenia, ale okazało się, że pomarańcza, której udaje się przebić dopiero chwilę po dominujących orzechach, to naprawdę strzał w dziesiątkę.
Oczywiście, bez zestera też się da. Ale wtedy nie byłoby dzisiejszego odcinka zbytecznika.

Naleśniki orzechowe
(przepis: pani Paulina Kupiec)
Ciasto (10-12 szt.):
175 g mąki
400 ml mleka
1 łyżka oliwy
1 łyżka cukru
szczypta soli
75 g mielonych orzechów włoskich
2 jajka
Miód orzechowy:
80 g mielonych orzechów
150 g cukru
60 g masła
2 żółtka
skórka z 1 cytryny (i tu można użyć zestera :)
sok z 1 pomarańczy
Wykonanie:
- Ciasto: do miski wsypać mąkę i rozmieszać z połową mleka. Dodać resztę składników i wymieszać. Odstawić na godzinę
- Miód orzechowy: wszystkie składniki wymieszać w misce (nie przejmując się masłem, później się rozpuści), niekoniecznie żaroodpornej, ale w każdym razie takiej, która zniesie wyższą temperaturę. Masę podgrzewać w łaźni wodnej (garnek na gazie z gorącą, gotującą się cały czas wodą, a na to nasza miska, która ma osiąść na takiej wysokości, by nie dotykała wody), cały czas mieszając, aż masa uzyska konsystencję miodu.
- Usmażyć naleśniki, posmarować "miodem", przełożyć do naczynia żaroodpornego i zapiec jeszcze 10 min. w 140 stopniach (tego już nie zrobiłam). Przed podaniem udekorować połówkami orzechów (lub, tak jak ja, orzechami udoskonalonymi karmelową skorupką).

Etykiety:
cytryna,
naleśniki,
orzechy,
pomarańcze,
zbytecznik kuchenny
Subskrybuj:
Posty (Atom)